„Przegięty” Wyspiański, zmuszony do zatrzymania się na Śląsku, to patron projektu WyspianKiss. Inicjatywa, której celem jest wsparcie osób zajmujących się dramaturgią oraz kojarzenie ich z adeptkami i adeptami reżyserii teatralnej, studiującymi w krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, obejmuje kilka rozciągniętych w czasie etapów. Finał jej trzeciej edycji odbył się w dniach od 14 do 15 marca 2026 roku w Teatrze Śląskim w Katowicach.
Nazwa projektu, a także towarzysząca mu oprawa wizualna nawiązują do postaci Stanisława Wyspiańskiego, patrona Teatru Śląskiego. Organizatorzy wyjaśniają:
Wypadło mu tym patronem zostać nieoczekiwanie, bo z Katowicami raczej nic go nie łączyło. Był w naszym mieście raz, a przynajmniej tyle wiemy o jego podróżach na Śląsk. W 1898 roku wysłał pocztówkę do Lucjana Rydla, w której napisał: „Wypadło mi się zatrzymać w Katowicach, gdyż na dworcu w Krakowie źle mnie poinformowano, i trzy godziny mam czasu. Zwiedzam więc Katowice”.
WyspianKiss zaprasza młodych artystów i artystki do pobytu na Górnym Śląsku. Choć mają szansę spędzić tu nieco więcej czasu niż trzy godziny, otwierający się przed nimi potencjał nowej estetyki dramaturgicznej i reżyserskiej rozwinąłby się znacznie pełniej, gdyby mieli możliwość zatrzymania się nieco dłużej. Przegięty tytuł projektu wykorzystujący grę słów z nazwiskiem „czwartego wieszcza” oraz pop-artowy, warholowski plakat zapraszają młodych artystów i artystki do łamania utrwalonych schematów i poszukiwania własnej drogi twórczej. Program rezydencyjny Teatru Śląskiego, będący częścią projektu, daje im taką możliwość. Podstawowym założeniem WyspianKiss jest jednak kojarzenie początkujących osób autorskich i reżyserskich.
Pomysłodawcą i kuratorem tej inicjatywy jest Bartosz Cudak, kierownik literacki katowickiej sceny, którego celem było poszukiwanie potencjalnych osób autorskich, wsparcie ich na etapie pisania tekstów dramatycznych oraz ułatwienie im wykorzystania efektów wykonanej pracy na scenie. Realizacja tych zadań zaplanowana została na rok oraz obejmowała kilka etapów, angażując przy tym różne instytucje i organizacje, między innymi Akademię Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie (kolejny pocałunek Wyspiańskiego: WyspianKiss) czy Forum Dyrektorów Teatrów Województwa Śląskiego.
Projekt rozpoczęły zajęcia w Szkole Pisania Sztuk, czyli kilkumiesięczne warsztaty dramatopisarskie prowadzone przez dramaturga Teatru Śląskiego, znanego autora tekstów teatralnych, Artura Pałygę. Przyznawana podczas krakowskiego Forum Młodej Reżyserii – wydarzenia o bezprecedensowej renomie w środowisku, w którym uczestniczy niespotykana w żadnym innym miejscu liczbadyrektorów polskich scen – Nagroda Teatru Śląskiego wiąże się z zaproszeniem wyróżnionych osób do wyreżyserowania szkiców scenicznych podczas rezydencji reżysersko-dramatopisarskiej. Zakłada ona współpracę uczestników Szkoły Pisania Sztuk i osób studenckich z AST. Wszystko to prowadzi do finału WyspianKiss, podczas którego odbywa się – połączony z konkursem – przegląd stworzonych szkiców. Temu wydarzeniu, które podsumowuje konkursem pierwszy etap cyklu obejmującego nabory, warsztaty, Forum Młodej Reżyserii oraz kojarzenie reżyserów i dramatopisarzy, towarzyszą różnorodne dyskusje i spotkania. Ostateczne domknięcie następuje podczas kolejnego roku, w czasie którego nagrodzone duety dramatopisarsko-reżyserskie (choć – jak w relacji do poprzedniej edycji – zdarzają się też personalne zmiany, do czego jeszcze wrócę) przygotowują pełną realizację sceniczną nowych, autorskich tekstów.
Można odnieść wrażenie, że rozciągnięcie wszystkich tych wydarzeń na przestrzeni roku zapewni komfort czasowy na realizację kolejnych etapów – zwłaszcza przygotowanie szkiców scenicznych w przestrzeni Sceny Kameralnej Teatru Śląskiego – jednak wymaga to ekspresowego tempa pracy. Ogranicza ono możliwość pogłębionej interpretacji tekstów dramatycznych. Cudak zaznacza, że w tym roku, w stosunku do poprzednich edycji WyspianKiss, wydłużony został czas prób: do czworga adeptek i adeptów reżyserii trafiały po dwa teksty. W styczniu wybrali oni po jednym z nich, nad którego realizacją pracowali do marca. Na ostatnim etapie zaplanowano próby z aktorkami i aktorami w przestrzeni Teatru Śląskiego, na co mieli tylko pięć dni, co wymusiło zawrotne tempo pracy.
Bardzo ważna dla początkujących twórców dramatów w Polsce jest możliwość przetestowania efektów swojej pracy w warunkach scenicznych, a nie tylko pisanie do szuflady. Problemy utrudniające debiut teatralny diagnozowane i dyskutowane są od lat, jednak bardzo rzadko wpływa to na politykę repertuarową instytucji teatralnych. Projekt WyspianKiss proponuje konkretne rozwiązania – umożliwia osobom zainteresowanym pisaniem udział w Szkole Pisania Sztuk, a cztery powstałe w jej ramach teksty kwalifikowane są do finału. W tegorocznej edycji za ich wybór odpowiadali: Julia Korus (redaktorka w Teatrze Śląskim), Aneta Głowacka (rzeczniczka prasowa Teatru Śląskiego i koordynatorka ds. kontaktów ze środowiskiem akademickim teatru, badaczka z Instytutu Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego) oraz wcześniej wspomniany Bartosz Cudak.
Trwająca od kwietnia do grudnia Szkoła Pisania Sztuk zakłada naukę dramatopisania, pracę nad przygotowanymi dramatami, czytania i dyskusje o kanonie dramatycznym oraz omawianie stworzonych tekstów. W ramach zajęć odbywają się także spotkania z pracownikami i dyrekcją Teatru Śląskiego oraz rozmowy z aktywnymi zawodowo dramatopisarzami i reżyserami. Ich uczestnicy mogą również przyglądać się wybranym próbom w teatrze.
Jednym z efektów pierwszego finału WyspianKiss było wydanie „Feniksów. Antologii tekstów Szkoły Pisania Sztuk 2023”. Sztuki powstałe w ramach drugiej edycji nie są niestety publicznie dostępne, podobnie jak – przynajmniej na razie – tegoroczne. Dzięki uprzejmości organizatorów miałam jednak okazję zapoznać się zarówno z napisanymi w tej edycji oryginalnymi dramatami, jak i ich wersjami reżyserskimi. Choć w Polsce organizowanych jest kilka konkursów dramaturgicznych (międzynarodowa AuroraURORA w Bydgoszczy, Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, Gliwicki Konkurs o Nagrodę Dramaturgiczną im. Tadeusza Różewicza, Konkurs Dramaturgiczny Strefy Kontaktu we Wrocławiu, Konkurs na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu, „Dramatopisanie” Instytutu Teatralnego w Warszawie), żaden z nich, w przeciwieństwie do WyspianKiss, nie jest dedykowany młodym twórcom i twórczyniom. Równocześnie katowicka inicjatywa nie ma charakteru otwartego, a prezentowane teksty pochodzą tylko od uczestników i uczestniczek warsztatów.
W ciągu dwóch dni tegorocznego WyspianKiss działo się wiele, a wydarzenia następowały po sobie bardzo szybko. W sobotę na stworzonej niedawno w Katowicach Scenie na Starym Dworcu (w odrestaurowanym budynku dawnego dworca dominują strefy gastronomiczna i biurowa, ale mieści się tam także przestrzeń dla działań artystycznych) założycielka i szefowa Agencji Dramatu i Teatru Elżbieta Manthey mówiła o prawach autorskich w odniesieniu do dramatu. Na Scenie Kameralnej zaprezentowano szkic sceniczny „Hej, dziewczyno!” Patrycji Mnich, w reżyserii Wiktora Frankowicza. W „Plastrach” Urszuli Gołdowskiej w reżyserii Weroniki Orawiec pojawił się człowiek z bajglem na głowie, a tytuł wyreżyserowanego przez Julię Lange stand-upu Kamili Kuci „Przyjeżdża Wyspiański do Katowic” jednoznacznie wskazywał temat podjęty przez realizatorki.
Pod koniec pierwszego dnia odprawione zostały egzorcyzmy na sprzęcie AGD w inscenizacji „Nawiedzonego tostera pani Watterson” Małgorzaty Margarity Bieńkowskiej. Spektakl w Teatrze Rozrywki w Chorzowie wyreżyserował Dominik Gorbaczyński w ramach zdobytej Nagrody Głównej zeszłorocznego WyspianKiss. Precedensowa była decyzja reżysera, który do współpracy zaprosił autorkę inną niż ta, która napisała tekst zwycięskiego szkicu (zapis o konieczności współpracy laureatów ma zostać wprowadzony do regulaminu kolejnych edycji). W zaprezentowanej, futurystycznej wizji świata 2060 roku przeplatają się groteska i ironia, widoczne także w projektach kostiumów i rekwizytów. Ukazana przyszłość jawi się absurdalnie, a równocześnie jest nam niebezpiecznie bliska: reklamy namawiają do kupowania protez każdej części ciała, nawet tęczówek oczu: „Elektryczne Protezy Janusz Cybernetyka Eksportowa – co, że kredyt drogi, przecież mogłeś nie mieć nogi!”. Duch partnerki tytułowej pani Watterson zamieszkał w jej tosterze, który usiłują wyegzorcyzmować pracownicy firmy Januszex. O pozytywne nastawienie i motywację bohaterów dba Coach – ekspertka od optymalizacji, produktywności i samorozwoju. Obraz dopełnia postać Pana, greckiego bożka, opiekującego się lasami, polami i dziką przyrodą, który – wobec ich braku – ograniczył swoje kompetencje do panikowania i wykonywania punkowych utworów muzycznych.
Już od rana drugiego dnia WyspianKiss odbywały się szybkie randki (speed dating) osób piszących i reżyserujących. Następnie Agnieszka Lubomira Piotrowska reprezentująca sekcję dramatu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS omówiła temat praw autorskich i majątkowych, Ezi rozegrał mecz życia w szkicu scenicznym „Ezi. Synek stōnd” Piotra Paligi w reżyserii Jacka Niemca, a choroba męża skrępowała bohaterkę „Pętli” Ewy Szawuł w reżyserii Weroniki Zajkowskiej. Przed ogłoszeniem nazwisk laureatów publiczność z opaskami na oczach mogła wysłuchać nagrania feministycznego słuchowiska radiowego „Zapytaj (o) Martę” autorstwa duetu dramatopisarki Jagody Płachetki i reżyserki Klaudii Gębskiej, za którego scenariusz obie artystki otrzymały nagrodę Polskiego Radia Katowice w poprzedniej edycji. Tekst oparty został na motywach powieści Elizy Orzeszkowej „Marta”. Wykorzystano w nim konwencję rozmów Czytelniczki z Elizą – alter ego pisarki – oraz bratem tytułowej bohaterki. W dialogach odnaleźć można sygnały jej niezgody na patriarchat. W tekst wpisane zostały słowa Czytelniczki, które odbierać można jako manifest wszystkich rozgoryczonych i zniecierpliwionych kobiet, niemogących doczekać się zmian w Polsce:
ta żółć się we mnie zbiera
zbiera się szklankami, wiadrami, beczkami
ta beczka kiedyś pęknie
A moja żółć się wyleje.
Dramaty powstałe w Szkole Pisania Sztuk, mimo dużej różnorodności formalnej i tematycznej, niosą spory ładunek krytyczny: są w nie wpisane strategie rozliczeniowe, postawa feministyczna i queerowa, ale też ton depresyjny wprowadzający wrażenie beznadziei i bezsilności. W „Hej, dziewczyno” (na podstawie powieści Patrycji Mnich) pojawiają się cztery artystki. Dwie z nich – rzeźbiarka Zoja Zaborska i jej wnuczka Łucja – są fikcyjne, dwie – Alina Szapocznikow i Zofia Stryjeńska – realne. Jakość tego mocnego, feministycznego tekstu wsparła świetna koncepcja reżyserska, co przełożyło się na Nagrodę Reżyserską tej edycji.
Z kolei „Plastry” przedstawiają kilka zagubionych życiowo osób, konfrontowanych z samobójstwem jednej z nich – przeciętnej kobiety w średnim wieku – pod kołami tramwaju. Tekst jest dość sztampowy, chwilami patetyczny, a przy tym bardzo długi, co – mimo reżyserskich skrótów – nużyło. Publiczność ożywił za to szkic tekstu „Ezi. Synek stōnd”. To rekonstrukcja losów śląskiego piłkarza Ernesta Wilimowskiego, który – choć mówi ze sceny: „Ja tylko chciałem grać w piłkę” – został uwikłany w wielką i lokalną historię. Grający tytułową postać Jacek Niemiec stworzył dynamiczną kreację. „Pętla” natomiast wyróżniała się pośród prezentowanych szkiców zarówno poetycko-dramatyczną strukturą, jak i poruszaną problematyką. To introspekcja w psychikę i emocje protagonistki mierzącej się z chorobą nowotworową męża i żałobą po jego śmierci.
Nagrodę Reżyserską Forum Dyrektorów Teatrów Województwa Śląskiego, sprawującego patronat honorowy nad WyspianKiss i w kolejnych edycjach proponującego realizację spektaklu w innym śląskim teatrze (w tym roku: Teatr Nowy w Zabrzu) otrzymał Wiktor Frankowicz za szkic sceniczny tekstu „Hej, dziewczyno!”. Agencja Dramatu i Teatru przyznała nagrodę Piotrowi Palidze za sztukę „Ezi. Synek stŏnd” i Ewie Szawul za dramat „Pętla”. Jego autorka zdobyła także stypendium ZaiKS-u na pobyt w domu pracy twórczej i dalszy rozwój artystyczny. Możliwość profesjonalnej realizacji słuchowiska radiowego zyskał duet twórczy Ewy Szawul i Weroniki Zajkowskiej, laureatek Nagrody Radia Katowice. Sama chętnie przyznałabym też nagrodę specjalną Karolinie Rogowskiej, która wszystkie pokazy tłumaczyła na Polski Język Migowy (PJM).
Podczas spotkania „Agencja autorka od kulis” Manthey stwierdziła, że „dramatu właściwie nie ma”. A przecież – dodała – „dramat to jedyny gatunek literacki, który jest ludzki, oferując dialog i relacyjność”. Jej słowa mogłyby się stać mottem kolejnej edycji WyspianKiss. Co to znaczy, że dramatu nie ma? Zdaję sobie sprawę ze znikomej obecności dramatu, szczególnie dramatu współczesnego, w nauczaniu szkolnym i w programie studiów polonistycznych. Czy pokolenie, które nie czytało „Iwony, księżniczki Burgunda” Witolda Gombrowicza ani „Kartoteki” Tadeusza Różewicza, będzie umiało zrozumieć teksty Artura Pałygi, Maliny Prześlugi albo Anny Wakulik?
Finał WyspianKiss nie tylko zaakcentował potencjał inscenizacyjny dramatu, ale też dowiódł, że sztuki teatralne można – po prostu – czytać. Najmocniej uświadomiła mi to „Pętla”. Po zobaczeniu prezentacji czytałam wykorzystane w nich teksty. Teatralny szkic dramatu „Szawul” nie zainteresował mnie szczególnie, a dopiero późniejsza lektura tego tekstu przekonała mnie, że była to najlepsza ze sztuk zakwalifikowanych do finału. Zdecydowały o tym jej walory literackie – to najmniej „teatralny”, w klasycznym rozumieniu tego słowa, dramat, w którym nie ma dynamicznej akcji ani wielu dialogów, tylko dominuje, rozpisany na głosy, monolog bohaterki. Skrócenie go i zdialogizowanie w scenariuszu reżyserskim było uzasadnione, jednak odebrało tekstowi jego pierwotną głębię. Czytając „Pętlę” po obejrzeniu scenicznej etiudy Zajkowskiej, z każdą stroną na nowo odkrywałam zawarte w niej sensy i emocje.
Nie mam wątpliwości: dramat to literatura, a „Pętla” to świetna literatura. Inscenizacja zniwelowała niuanse wpisane w tekst. Czy ograniczony do pięciu dni czas na próby wymusił nadmierny pośpiech? Mam mimo wszystko wrażenie, że realizacja sceniczna tego tekstu wymaga ogromnej uważności oraz czasu na przemyślenia i rozmowy, pozwalającego stworzyć spójną koncepcję reżyserską i dramaturgiczną.
WyspianKiss to projekt ambitny, który wykracza poza prezentacje szkiców scenicznych i czytań performatywnych. Organizatorzy chcą otwierać perspektywy, dawać możliwości oraz sieciować twórców i twórczynie. Taka praktyka może się stać trampoliną ułatwiającą skok ze szkoły i warsztatów wprost na teatralne sceny. Czy daje szansę wylądowania na stabilnym gruncie? Nie wiem. Uważam jednak, że proces twórczy wymaga czasu, możliwości wzięcia oddechu i zrobienia pauzy w celu przemyślenia wielu spraw i zyskania dystansu. Nie służy temu wymóg wydajności i efektywności, wymuszający podbijanie tempa pracy.
Przez dwa dni z zainteresowaniem i dużym uznaniem dla organizatorów i uczestników śledziłam wydarzenia WyspianKiss: prezentacje szkiców scenicznych i słuchowiska, premiery teatralne, stand-up, spotkania z ekspertkami od praw autorskich, speed dating. Podczas marcowego weekendu, który spędziłam w Teatrze Śląskim, powracało do mnie pytanie o to, co łączy dramaty prezentowane w finale WyspianKiss. Jednym z wyraźnych – choć nie zawsze pojawiających się dosłownie – wątków prezentowanych tekstów był sprzeciw wobec szybkiego tempa życia, upływającego bezlitośnie czasu, zapominania, starzenia się, choroby i śmierci. Krytyczny dystans wpisany w młodą dramaturgię przenikał się z emocjonalnym zaangażowaniem jej bohaterek i bohaterów, dynamiczne tempo prezentacji – z introspekcjami, a niezgoda i bunt – z poczuciem bezsilności. Nie wiem, czy to już zapowiedź nowego nurtu albo stylu osób wchodzących właśnie na profesjonalną ścieżkę. Zatrzymajmy się, dając im szansę na sprecyzowanie własnych perspektyw, zainteresowań i dostrojenie głosów. Dajmy im szansę, nie poganiając i respektując zasady kultury pracy, której są świadomi bardziej niż ktokolwiek przed nimi.