Nr 17/2026 Na dłużej

NA PODSŁUCHU: Wolałabym nie słuchać wszystkiego

Marta Michalska
Społeczeństwo Muzyka Esej Cykl Kuratorstwo literatury

Słuchanie jako praca emocjonalna

Czy da się głęboko wsłuchiwać w hałas nowoczesności, tak żeby przestał nas denerwować?

Pauline Oliveros w „Słuchaniu Kwantowym”[1] w radykalny sposób uaktywnia nasze słuchanie:

Głębokie Słuchanie jest czynne. Słuchanie jest kierowaniem uwagi na to, co słyszalne, wyciąganiem wniosków, interpretacją oraz podejmowaniem decyzji o działaniu.

Wciąga nas także w nowe stany egzystencjalne:

Głębokie Słuchanie reprezentuje wyższy stan świadomości i łączy nas ze wszystkim, co istnieje.

Nie mówi nam jednak, jak poradzić sobie z kosztami głębokiego, kwantowego słuchania.

Historia mówiona dobrze pokazuje, że słuchanie jest pracą emocjonalną. Żadne inne narzędzie pozyskiwania wiedzy o przeszłości – ale też o tym, jak działa pamięć i tożsamość, o emocjach, o traumie, o świecie – nie wymaga od nas tak pogłębionego namysłu nad etyką spotkania z drugą osobą i nad tym, co później dzieje się z historią, którą usłyszałyśmy. Wsłuchiwanie się w historię czyjegoś życia podczas wywiadu biograficznego to nie tylko umiejętność zadawania pytań w sposób, który ma wywołać jakąś narrację (tak właśnie mówimy, że to „źródła wywołane”); to także konieczność dekompresji i emocjonalnej regulacji słuchaczki.

Wsłuchiwanie się w wielogodzinne, intymne opowieści o stracie, traumie czy przemocy, a potem wielokrotne wsłuchiwanie się w historie już nagrane, w celu zrobienia notatek czy napisania analizy, wymaga od słuchaczki wysokiego poziomu emocjonalnego dostrojenia do drugiej osoby i priorytetyzowania jej kosztem siebie. „Osobiste życie badaczki, jej własne emocje i zdolności autorefleksji stają się kluczowymi narzędziami w procesie gromadzenia danych i analizy i, tym samym, wytwarzania wiedzy”[2]. Stawka jest ogromna, ponieważ historia mówiona często służy wywoływaniu opowieści osób marginalizowanych, nieposiadających własnych narzędzi władzy, niewytwarzających własnych źródeł historycznych w tradycyjnym sensie, których głosy nie były i nie są słyszane w klamorze historii.

Nigdy w życiu nie zrealizowałam takiego prawdziwego wywiadu historii mówionej. Nie dlatego, że brakuje mi do tego jakichś narzędzi; z wiedzy też mogłabym się przecież podszkolić. Nie. Rekonstruuję tu wydaną ledwo co książkę „Emotional Labour in Oral History Research”, której autorki stanowczo stwierdzają, że właściwie nie mówi się o pracy emocjonalnej osoby słuchającej, przeprowadzającej wywiad historii mówionej. Nie mówi się o tym, że badacze i badaczki mogą czuć się emocjonalnie bezbronni, przytłoczeni, przerażeni, straumatyzowani (kiedy słuchane historie przypominają im o własnych, trudnych doświadczeniach z przeszłości); to wszystko dzieje się jeszcze w ramach neoliberalnego uniwersytetu, w którym parametryzacja i rywalizacja o fundusze każą być produktywnym i efektywnym, a nie przytłoczonym i bezbronnym[3]. „Emotional Labour in Oral History Research” to fascynująca i wstrząsająca lektura, zbudowana na wywiadach z innymi badaczami i badaczkami, którzy opisują swoje doświadczenia słuchania i praktyki radzenia sobie ze słuchaniem.

Kogo to obchodzi – poza samymi badaczami i badaczkami? I jak to się ma do „Słuchania Kwantowego” Pauline Oliveros?

Czytając tekst Oliveros, zaczynam coraz częściej myśleć o tym, że każde słuchanie jest pracą emocjonalną. Muszę bowiem, jak rozpisuje Oliveros, najpierw nakierować moją uwagę, a później wyciągnąć wnioski, dokonać interpretacji oraz podjąć decyzję o działaniu. Czasowniki te opisują operacje intelektualne, analityczne, nieomal badawcze, choć ton całego „Słuchania Kwantowego” na to nie wskazuje (ogólnikowość manifestu Oliveros pozwala jednak w dowolny sposób wyciągać zeń wnioski). Kompozytorka nie pisze jednak o tym, że najpierw trzeba chcieć nakierować na coś swoją uwagę – trzeba być skłonną do tego, żeby zmierzyć się z konsekwencjami głębokiego słuchania; trzeba być gotową na to, że w wyniku głębokiego słuchania może się okazać, iż świat i relacje panujące w nim są inne od tych, jakie sobie wyobrażasz. Może się okazać, że nie masz racji.

Słuchanie zakłada moje zamilknięcie na rzecz niemilknięcia innych. Nawet metaforyczne „słuchanie historii” – już nie w wywiadzie historii mówionej, ale w kontekście historycznych audiosfer; skierowanie ucha wyobraźni dźwiękowej na wszystko to, co wydarzyło się od teraz do przedtem – prowadzi nie tylko do zmiany paradygmatu badawczego, ale też do ewaluacji naszej wrażliwości.

Tak samo jak ludzie sprzed stu pięćdziesięciu lat narzekamy na hałasujących sąsiadów, idealizujemy ciszę jako ucieczkę od zgiełku miasta, tworzymy poczucie wspólnoty przez wspólne śpiewanie na proteście. W zwięzły sposób ujmuje to Bruce R. Smith, którego książka o fonosferze elżbietańskiej Anglii już w pierwszym zdaniu wysadza nas z wygodnego, czytelniczego siodła i zaburza relację między zdystansowaną czytelniczką a obiektem jej lektury: „Wydaj z siebie dźwięk. Aby zacząć od dźwięku, musimy zacząć od ciebie”[4]. (Chciałam tylko poczytać o elżbietańskiej Anglii, dlaczego mam zacząć od oooOOOooo).

Słuchanie jest nie tylko o świecie, którego słucham, ale też o nas, którzy tego świata słuchamy. Nakazy i komendy „Słuchania Kwantowego” dotyczące tego, jak należy słuchać, są obezwładniające i dlatego rodzi się we mnie pytanie o dystrybucję pracy związaną z głębokim słuchaniem. Pytanie, jak sądzę, zasadne wobec idei, że Słuchanie Kwantowe „reprezentuje wyższy stan świadomości” oraz „polega na słuchaniu na jak najwięcej sposobów jednocześnie, zmienianiu i podleganiu zmianie przez praktykę słuchania”. Czy pan profesor i pani dyrektor, pan sprzątający i pani pielęgniarka, osoba w kryzysie i osoba kuratorska gotowe są dokonać ewaluacji swojej wrażliwości i wejść na wyższy stan świadomości? Czy możemy zorganizować warsztaty z głębokiego słuchania tylko dla mężczyzn? Czy gdyby panowie politycy albo panowie dziennikarze sportowi pojechali na rekolekcje głębokiego słuchania, to uspokoiliby się nieco? Może zaczęliby więcej się uśmiechać 🙂

W „Słuchaniu Kwantowym” pojawia się wiele zdań ogólnych oraz wiele zdań intensywnych, rozkazujących. To manifest i dictum na temat tego, czym jest, a czym nie jest nasza kultura i czym jest, a czym nie jest wszystko. Dlatego twórczość Oliveros domaga się krytycznego i pozbawionego ezoteryzmu omówienia (na razie zajrzyjcie do eseju opracowanego przy okazji polskiego tłumaczenia „Quantum Listening”[5]). Potrzebujemy zrozumieć nie tylko (w sensie wąskim) jej utwory na tle historii sound artu i muzyki współczesnej, lecz także (w sensie szerokim) logikę jej aktywizmu poprzez dźwięk i proponowaną wizję świata oraz relacji międzyludzkich. Budzi we mnie wątpliwości fakt, że Deep Listening stało się zastrzeżonym znakiem i certyfikowanym, kosztownym treningiem słuchania, inspirowanym „wschodnimi” filozofiami, tai chi, treningiem kinetycznym itd. Chciałabym to wszystko lepiej zrozumieć.

Stawkę Słuchania Kwantowego trafnie ujął Kristoffer Cornils:

Nie wszystkie rewolucje są szybkie i głośne; niektóre przewroty są ciche i subtelne. Rewolucja zainicjowana przez Pauline Oliveros przynależy do tej drugiej kategorii, albo przynajmniej przynależała przez większość czasu. Kompozytorka, muzyczka, teoretyczka, wykładowczyni muzyki awangardowej głosiła soniczną świadomość, kontemplację każdego dźwięku, bez względu na to, jak cichego i pozornie nieistotnego; stworzyła pojęcia takie jak „głębokie słuchanie” i „soniczne medytacje”, lecz jej praca z muzyką i o muzyce w sposób stanowczy podejmowała także pytania o społeczność, bycie razem i, momentami, aspekty polityczne. Oliveros, która zmarła pod koniec 2016 roku, była nie tylko pionierką muzyki na taśmę, której praca wpłynęła na rozwój wczesnych systemów syntezatorowych, improwizatorką i innowatorką gry na akordeonie, pionierką feministycznych interwencji w zdominowanym przez mężczyzn świecie muzyki oraz artystką, która pozostawiła nam imponującą dyskografię. Powinniśmy ją także zapamiętać jako łagodną lecz zdeterminowaną radykałkę, która raz po raz podważała status quo zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz muzyki[6].

Zgadzam się z nim. I jednocześnie wciąż nie wiem, jak mam czytać i rozumieć „Słuchanie Kwantowe”. Nie rozumiem dlatego, że Oliveros nie tłumaczy się z wielu generalizacji, którymi nas zasypuje. Może mój błąd polega na tym, że gdy czytam tekst, to szukam w nim logiki i sensu; wyłożenia, nazwania czegoś, co nie zawsze da się i trzeba nazywać w innych przestrzeniach doświadczania dźwięku, na przykład podczas słuchania muzyki. Oliveros miała do dyspozycji różne narzędzia komunikowania swoich idei i świata wewnętrznego. Zostawiła nam kompozycje, których słucham, w które się zanurzam, których zupełnie nie trzeba intelektualizować; zostawiła nam trening i ćwiczenia, które można wykonać; zostawiła nam też teksty, które chciałoby się poddać lekturze i namysłowi.

Ekosystem utworów muzycznych, wspólnotowych praktyk artystycznych i tekstów Oliveros zanurzony jest w konkretnym kontekście historycznym i kulturowym (lata 60., 70., Stany Zjednoczone, uczelnie muzyczne, wojna w Wietnamie, historia osób LGBTQIA). Musimy o nim pamiętać i musimy go zrozumieć, jeśli chcemy czytać „Słuchanie Kwantowe” jako coś więcej niż źródło historyczne do badania sztuki dźwięku albo ezoteryczny manifest o słuchaniu tego, czego nie słychać.

grafika: Anna Kulik

Wszystko wszędzie ciągle zawsze

Kluczem do wielowymiarowej egzystencji jest Głębokie Słuchanie, czyli słuchanie nieustanne; na wszelkie możliwe sposoby; wszystkiego, co można usłyszeć. Głębokie Słuchanie polega na odkrywaniu związków między wszystkimi dźwiękami, zarówno naturalnymi, jak i sztucznymi, zamierzonymi lub nie, rzeczywistymi, zapamiętanymi, a nawet wyobrażonymi.

Nerwowo zapisuję pytania na marginesie. A co, jeśli ktoś nie chce słuchać nieustannie? I jak tak na serio miałoby to przebiegać? Przecież wiem, że biologicznie, fizjologicznie układ słuchania działa inaczej. Słuchanie wiąże się z dodatkową pracą w porównaniu do słyszenia i po dłuższym czasie po prostu przeciąża układ uwagi. Pytam o to, bo objaśnienia Oliveros to nie poetycka metafora ani instrukcja do konkretnej sytuacji muzycznej, na przykład improwizacji, ale komenda, nakaz egzystencjalny: słuchaj wszystkiego na wszelkie możliwe sposoby. „Słuchanie to podstawa naszej kultury”. „Pozostaję otwarta na niezliczoną liczbę wzajemnych oddziaływań w polu kwantowym pomiędzy mną a innymi – wspólnotą, społeczeństwem, światem, wszechświatem i tym, co poza nim” (Czyli gdzie?).

Tymczasem zaglądam do „Sonic Meditations”, czyli dwudziestu pięciu instrukcji czy też partytur tekstowych, powstałych w 1971 roku dla ♀ Ensemble, żeby jakoś sobie uzupełnić teorię płynącą ze „Słuchania Kwantowego” praktycznymi działaniami. Niektóre z medytacji są bardzo krótkie:

V
Wyjdź na spacer nocą. Spaceruj tak cicho, żeby podeszwy twoich stóp stały się uszami[7].

Inne są bardziej rozbudowane; jest w nich cisza, namysł, japońskie gongi, oddech, pomruk, słuchanie otoczenia jak dronu, stojące nuty na długość oddechu, postawa obserwacji. Ewokują spokój, wyciszenie – w końcu to medytacje. Czy partytury te pozwalają na to, aby zamiast spokojnie oddychać, zacząć krzyczeć?

W słuchaniu świata, jakie proponuje Oliveros, świat rozumiany jest jako harmonijna kompozycja muzyczna. Czyli jednak nie mamy słuchać wszystkiego (naprawdę wszystkiego), co nas otacza? Czy jak zacznę się głęboko wsłuchiwać w hałas nowoczesności, to przestanie mnie denerwować? Stajemy wobec pytania o efekty głębokiego słuchania, które ma nas przecież doprowadzić do złączenia ze wszystkimi w otwartości „na niezliczoną liczbę wzajemnych oddziaływań w polu kwantowym pomiędzy mną a innymi”.

Kerry O’Brien próbuje rozpisać proponowany przez Oliveros aktywizm poprzez słuchanie, zwracając uwagę na to, że swoista emigracja wewnętrzna stanowi strategię radzenia sobie z otaczającym światem (w przypadku Oliveros: ze świadomością wojny trwającej w Wietnamie), a jednocześnie nie prowadzi do transcendencji i oderwania się od świata. „Sonic Meditations” nie powinno się mylić z eskapizmem albo brakiem zaangażowania. Kompozytorka opisuje słuchanie jako konieczną pauzę przed przemyślanym działaniem: „Słuchanie jest kierowaniem uwagi na to, co słyszalne, wyciąganiem wniosków, interpretacją oraz podejmowaniem decyzji o działaniu”[8]. Dalsza argumentacja nie jest w pełni przekonująca, ale wspominam ten tekst, bo zachęca do zastanowienia się nad aktywizmem poprzez słuchanie.

Prowadzę spacery dźwiękowe, warsztaty z nasłuchiwania miasta czy wykłady o słuchaniu przeszłości. Czasem przestaję rozumieć, co robię, gdy rzucam ogólnikami, że mamy zacząć „myśleć poprzez dźwięk” albo że „poprzez dźwięk” coś ma się wydarzyć ze mną i z moim otoczeniem. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że aktywne słuchanie jako trening, który ma swoją strukturę i ograniczony jest do konkretnych sytuacji warsztatowych, jest być może korzystniejsze emocjonalnie i intelektualnie oraz zgodne z biologią słuchania. W tym sensie lepiej spełnia cele dydaktyczne nauki głębokiego słuchania, pozwalając uczestnikom i uczestniczkom w samodzielny sposób przełożyć praktykę realizowaną w czasie treningu na sytuacje życia codziennego, niż abstrakcyjna dla mnie komenda Oliveros, by słuchać nieustannie albo by słuchać „wielu rzeczywistości jednocześnie” (albo że „słuchanie jest podstawą naszej kultury”, albo że słuchanie „reprezentuje wyższy stan świadomości”).

Stoimy przed pytaniem o potencjalne wypalenie aktywistyczne wynikające z głębokiego słuchania wszystkiego wszędzie naraz. Oraz pytaniem o to, czy komendy „Słuchania Kwantowego” traktować dosłownie, czy nie. Jak na razie twierdzę, że głębokie słuchanie, w wymiarze proponowanym przez Oliveros, jest fizycznie niemożliwe do zrealizowania – chyba że masz bardzo dużo przestrzeni emocjonalnej i mentalnej, jesteś w miarę oswojona ze swoim ciałem, nie zapierdalasz na drugą zmianę i masz solidnie zabezpieczone podstawy życiowe, które pozwalają ci na oddawanie się sonicznym medytacjom ciągle wszędzie zawsze.

Fantazja wokół technologii

W „Słuchaniu Kwantowym” znajduję też wielką fantazję na temat futurystycznej technologii, która wyostrza zmysły i prowadzić ma do powstania hybryd ludzi i komputerów:

A gdybyś mogła wyrównać lub zmiksować brzmienie orkiestry w taki sposób, w jaki chciałabyś ją usłyszeć, podczas gdy inni słuchacze słyszeliby własne wersje tego samego koncertu?

(Wyobraziwszy to sobie, mój umysł zamienił się w skórkę odtwarzacza Winamp).

Oliveros każde pytanie zadaje z większą intensywnością od poprzedniego, wymieniając je jak litanię:

Co byś chciała usłyszeć, gdybyś miała bioniczne ucho, którym można słuchać wszystkiego, wszędzie, w dowolnym czasie? […] Czy chciałabyś zanurzyć się w wodospad na tyle głęboko, żeby słyszeć pojedyncze dźwięki spadających kropel? Czy chciałabyś słyszeć dźwięk ulegającej podziałowi komórki w twoim własnym ciele?

Czy na takie pytania można odpowiedzieć, cytując znaną frazę: wolałabym nie?

Wątek technologii w słuchaniu w ujęciu Oliveros domaga się pilnej aktualizacji. Nie chce mi się gadać o AI – nie znam się na tym, ale wiecie, o co chodzi. Zostawiam ten wątek nieproporcjonalnie krótszy, może wrócę do tego później.

Czy jest na sali fizyczka kwantowa?

Bo w „Słuchaniu Kwantowym” naprawdę chodzi o fizykę kwantową. „Kwantowe” w koncepcji Oliveros odnosi się literalnie do złożonej nauki, wymagającej od nas niezłej gimnastyki wyobraźni. JoAnne C. Juett zaznacza, że sama Oliveros niewiele robi, by wyjaśnić nam kwantową teorię muzyki, wyraźnie obecną w jej manifeście, zaproponowaną we wczesnych latach 90. przez etnomuzykologa Ki Mantle Hooda[9]. Głosił on istnienie „cząstek” (partials) dźwięku, dzięki którym „każde wytworzenie dźwięku jest unikatowe, ponieważ relacja cząstek lub elementów, które składają się na to wytworzenie, są zawsze zmienne, choć wiele cząstek pozostaje takich samych”. Sugerował także świadome słuchanie w „nowy sposób”[10]. Nie wiem, co to miałoby znaczyć. Pojęcie cząstek pojawia się też w „Sonic Meditations”, w medytacji XXIII, która polega na zaśpiewaniu czystego tonu, zawierającego jak najmniejszą liczbę cząstek[11]. Czyli jakiego?

Jak interpretuje Juett, Oliveros potrzebuje teorii kwantowej, by móc myśleć o tym, co dzieje się na granicach słyszenia. Traktuje soniczne kontinuum jako jedność i całość, w którą wpisany jest jakiś rodzaj wielkiego porządku. Badaczka pomaga sobie interpretacją teorii kwantowej podkreślającą niepodzielną jedność. Jej autorem jest David Bohm, według którego „wszechświat istnieje jako immanentnie uporządkowany albo jako struktura totalna, która zakrzywia się wokół samej siebie w nieskończonej płynności wielokrotnych możliwości, z których każda istnieje jako abstrakcja totalnej realności”.

Owego immanentnego porządku „nie należy rozumieć na zasadach regularnego uporządkowania obiektów (np. w rzędach) ani jako regularnego uporządkowania zdarzeń (np. w serii). Porządek totalny zawarty jest w jakiś implicytny sposób, w każdym rejonie czasu i przestrzeni”[12]. Przyznaję, że niewiele z tego rozumiem! Ale rozumiem, że teoria ta jakoś odbija się w „Słuchaniu Kwantowym”. Z niej wynika choćby nakaz, by słuchać jednocześnie wielu rzeczywistości – czyli wielu światów równoległych. Tu naprawdę nie chodzi o słuchanie „wielu dźwięków” naraz albo „wielu sytuacji” naraz, tylko wielu wszechświatów naraz.

Nie rozumiem tego też dlatego, że w fundamentalny sposób nie zgadzam się z wizją świata proponowaną przez Oliveros. Badanie historii uczy nas, że rzeczywistość jest raczej chaotyczna, a nie harmonijna, a rzeczy często dzieją się zupełnym przypadkiem; rzeczywistość pozbawiona jest implicytnego ciągu przyczynowo-skutkowego, bo to my tworzymy ciąg przyczynowo-skutkowy, próbując uporządkować rozproszone w źródłach historycznych (które akurat jakimś trafem wpadły w nasze ręce) informacje o świecie i nadając sens chaosowi rzeczywistości. Naprawdę nie sądzę, aby wszechświat istniał jako immanentnie uporządkowany albo jako struktura totalna, która zakrzywia się wokół samej siebie w nieskończonej płynności wielokrotnych możliwości, z których każda istnieje jako abstrakcja totalnej realności.

Czy to oznacza, że Słuchanie Kwantowe nie działa? Albo że trzeba przyjąć wizję świata Oliveros, aby mogło zadziałać?

Czy można słuchać głęboko, ale jednocześnie wcale nie odkrywać związków między wszystkimi dźwiękami, bo może tego związku wcale tam nie ma? Co najwyżej sama go wytwarzam dzięki uprzedzeniom swojej percepcji i mózgu, który potrzebuje schematu i porządku.

Bardzo poważnie podchodzę do faktu, że w Słuchaniu Kwantowym serio chodzi o mechanikę kwantową, więc próbuję zrozumieć, w jaki sposób mechanika kwantowa zrewolucjonizowała nasze myślenie o świecie. W kolejnym kroku chcę zrozumieć, w jaki sposób mechanika kwantowa ma zmienić moją praktykę słuchania. Czytam, że mechanika kwantowa jest kontrintuicyjna i wprost dziwna. Nie do końca jest dla mnie jasne, czy dysponujemy w ogóle językiem do opisu splątania kwantowego, które zarazem świetnie objaśnia najbardziej podstawowe mechanizmy rządzące wszechświatem. Na Wikipedii przeczytacie o dualizmie korpuskularno-falowym, zasadzie nieoznaczoności, superpozycji i innych, przyprawiających o zawrót głowy elementach kwantowego kontinuum – to Oliveros prowadzi nas na te manowce. Gdzieś indziej przeczytałam, że mechanika kwantowa pokazuje, iż wszechświat nie jest zbudowany z obiektów, tylko z relacji i możliwości. Co więcej, że to obiekty są pochodnymi relacji (przykładem obiektów pozostających w relacji może być to, że Kasia jest wyższa od Tomka), a nie na odwrót. Powiedzenie, że świat zbudowany jest z relacji, to coś bardzo romantycznego, ale gdy serio zastanowimy się, co oznacza, że to relacje wytwarzają obiekty, a nie obiekty relacje… Nie wiem, jak wam, ale mnie już trochę kręci się w głowie. Muszę sobie przypomnieć, że mam napisać tekst o słuchaniu, a nie o fizyce, której za grosz nie rozumiem.

Juett kontynuuje, że wprowadzenie kwantowej teorii o niepodzielnej jedności do namysłu nad muzyką wprowadza rewolucję, bo przestajemy traktować muzykę jak zbiór matematycznych kalkulacji zapisanych na pięciolinii, a staje się ona relacją między jednostką, grupą, światem, wibracją. Ta nowa dynamika wytwarzania i słuchania dźwięków pozwala na wielokrotne możliwości, w których słuchaczka staje się wykonawczynią[13], i pozwala, słowami Oliveros, „słuchać wielu rzeczywistości naraz”. Być może właśnie dlatego potrzebna jest jej także technologia jako przedłużenie zmysłów, umożliwiająca jednoczesne słuchanie i niesłuchanie, pozwalająca słuchać słuchania, słuchać tego, co znajduje się na granicy doświadczenia słuchania.

Wszechświat zbudowany jest z relacji i możliwości. Ta konstatacja pozwala na stosowanie tak popularnych słów (sama to robię): uczestnictwo, włączanie, wspólnota. Nie wiem, czy potrzebowałam przekopać się przez artykuły o mechanice kwantowej na Wikipedii, żeby zrozumieć, że spoko się wykonuje muzykę razem. Dla Oliveros oznaczało to radykalne wyrwanie się z bardzo starych i bardzo skostniałych ram związanych z klasyczną praktyką muzyki, w których liczy się geniusz kompozytora i zrealizowanie świętej partytury, z której wyrugowano odstępstwa i błędy. A co te słowa (uczestnictwo, włączanie, wspólnota) tak naprawdę znaczą dzisiaj? Na jakie konkretne działania się przekładają?

Prawo do zaniechania

Nie podoba mi się, że Oliveros każe słuchać mi wszystkiego naraz.

Słuchanie jest pracą emocjonalną. Bardzo niebezpiecznie jest powiedzieć, że nie chce się czegoś słuchać. Zasłanianie uszu dłońmi – gest „lalala nic nie słyszę” – nie znajduje się w słowniku Oliveros. Nie można tak robić. Nie można wyjść z tej sytuacji na papierosa. Już tak wiele wysiłku empatii włożyłyśmy, żeby oddać komuś głos (i w ten głos się wsłuchać). Nasze oddawanie komuś głosu oznacza, że w końcu zwracamy naszą uwagę na tematy pomijane dotąd w wielkiej historii. Powiedzieć więc w takiej sytuacji, że nie chce się czegoś słuchać, oznacza usunąć ten wysiłek wsłuchiwania się, wysiłek empatii. Ale nie o to mi tutaj chodzi.

Chodzi mi o to, że jeśli Oliveros każe nam „słuchać nieustannie; na wszelkie możliwe sposoby; wszystkiego, co można usłyszeć”, to nie rozumiem, co tak naprawdę miałoby się wydarzyć. Bo czy słuchanie wszystkiego wszędzie naraz dotyczy także słuchania hałasu, który zabiera mi zdrowie, albo głosu mojego oprawcy? Czy mam się wsłuchiwać w dźwięk, który mnie rani – nie tylko fizycznie, bo przekracza jakiś limit, ale także emocjonalnie?

Czy Oliveros chodzi jednak o wsłuchiwanie się w dźwięki miłe, spójne, które kołyszą, pozwalają na wyciszenie i harmonijne zespolenie z wspólnotą?

Czy Oliveros zadumałaby się nad dźwiękami patowyścigów stuningowanymi samochodami albo czy organizowałaby soniczne medytacje nad wybuchami i syrenami alarmowymi?

Czy można się wsłuchiwać w hałas nowoczesności w taki sposób, że z czasem przestaje on nas irytować?

Co bierze się z takiego wsłuchiwania? Spokój? Harmonia? Pogodzenie z rzeczywistością? A może właśnie irytacja? Może muszę wsłuchiwać się w świat, żeby przestać zaledwie „odkrywać związki między wszystkimi dźwiękami”, a zacząć punktować nierówność relacji władzy i dystrybucji środków? Może zamiast wsłuchiwać się w pomruki i mantry, tak jak dyktują to instrukcje w „Sonic Meditations”, powinnam się wsłuchiwać w aaarrrrghh i !!!!!!! oraz łiiiiiiiiiiiiAAAAAAfsssfsssss i więcej punkowej muzyki?

Czy medytacja ma mnie uspokoić? Może wcale nie muszę się uspokajać? Dlaczego mam być spokojna? Dlaczego to ja mam się uspokoić, a nie ktoś inny?

Czy poradzenie sobie z hałasem nowoczesności polega na wsłuchiwaniu się weń tak długo i intensywnie, aż przestanie mieć on sens, nastanie satiacja semantyczna, w której przy wielokrotnym powtarzaniu jakiegoś słowa zanika nam na chwilę jego sens? Hałashałashałasałasałas.

Czy słuchanie nieustanne nie jest tak naprawdę możliwe wyłącznie w sytuacji uprzywilejowanej? Czy mam siłę na słuchanie nieustanne? Czy mam siłę, żeby w efekcie tego słuchania nieustannego „interpretować świat i poznawać znaczenia”, a potem jeszcze wleźć na wyższy stan świadomości?

A czy mam prawo zaniechać słuchania? Poczuć się przytłoczona i bezbronna wobec głębokiego słuchania?

To właśnie praca z dźwiękami nauczyła mnie nie słuchać wielu rzeczy. Nie wsłuchuję się w to, jak moja sąsiadka z góry wciąga gile nosem (a robi to spektakularnie) albo jak klnie przez telefon na faceta z ZUS-u. Nie wsłuchuję się, gdy pies szczeka w domu. Nie wsłuchuję się w to, że tramwaj przeraźliwie skrzypi na zakrętach. Oczywiście znam te dźwięki, postrzegłam je i utrzymuję w mojej dźwiękowej wyobraźni. Teraz postrzegam je ponownie, bo piszę ten tekst, ale na co dzień nie słucham ich. Nie słucham ich i się nie denerwuję. Oczywiście, mogłabym powiedzieć, że to dźwięki miasta, ruchu ulicznego i śmieciarki o szóstej rano w inwazyjny sposób przenikają do oswojonej fonosfery mojego domu i zaburzają ciszę i spokój ursynowskiego osiedla, ale po co mam się denerwować? Chyba nie potrzebuję wsłuchiwać się w miasto nieustannie i zawsze. Ale jak dokonać tej selekcji?

Czy jesteśmy w stanie nauczyć się uważnego i empatycznego niesłuchania?

NA PODSŁUCHU: Cykl prowadzony przez grupę studencką Kuratorstwa literatury. Złożą się na niego rozmowy i eseje osób zajmujących się szeroko pojętą działalnością dźwiękową. Punktem wyjścia dla cyklu jest esej Oliveros, a centralną ideą – budowanie słyszalności osób związanych ze słuchaniem na różnych polach i w rozmaitych dyscyplinach.


Przypisy:
[1] Wszystkie cytaty za: P. Oliveros, Słuchanie Kwantowe. Od praktyki do teorii (do praktykowania praktyki), „CzasKultury.pl” 6/2026.
[2] J. Harding, V. Calabria, Emotional Labour in Oral History Research: The Hidden Toll, London 2025, s. 2.
[3] Tamże, s. 54.
[4] B.R. Smith, The Acoustic World of Early Modern England. Attending to the O-Factor, Chicago 1999, s. 3.
[5] B. Buława, J. Lis, A. Piechota, A. Wielicka, D. Zajkowska, Regulacja odbiornika, „CzasKultury.pl” 6/2026.
[6] K. Cornils, Pauline Oliveros and the Long, Subtle Revolution of Listening, „HHV Mag”, 30.05.2022.
[7] P. Oliveros, Sonic Meditations, Smith Publications 1971, bp.
[8] K. O’Brien, Listening as Activism: The „Sonic Meditations” of Pauline Oliveros, „The New Yorker”, 16.12.2016.
[9] J.C. Juett, Pauline Oliveros and Quantum Sound, „Liminalities: A Journal of Performance Studies” 2010, t. 6, nr 2, s. 1–10. Zob. także: D. Bohm, Wholeness and the Implicate Order, London 2002 oraz K.M. Hood, Ethnomusicology’s Bronze Age in Y2K, „Ethnomusicology” 2000, t. 44, nr 3.
[10] J.C. Juett, Pauline Oliveros and Quantum Sound, dz. cyt., s. 2.
[11] P. Oliveros, Sonic Meditations, dz. cyt.
[12] J.C. Juett, Pauline Oliveros and Quantum Sound, dz. cyt., s. 4–5.
[13] J.C. Juett, Pauline Oliveros and Quantum Sound, dz. cyt., s. 5.