Czy można dziś stworzyć oryginalny spektakl teatralny? Jak przedstawić życie na Marsie? Czy tak, jak opisuje je David Bowie w „Life on Mars”, konfrontując fantastyczne, filmowe wyobrażenia z szarą codziennością ziemskiej egzystencji? Czy coś ma jeszcze szansę nas zadziwić, gdy współczesna sztuka tak często wydaje się banalna, jakby opierała się wyłącznie na zgranych motywach? Czy, żyjąc w świecie pełnym smutku i przemocy, potrafimy wyobrazić sobie inną rzeczywistość? Twórczynie i twórcy Teatru Klucz w wyreżyserowanym przez Janusza Orlika spektaklu „Intro” zabierają publiczność w kosmiczną podróż, zapraszając ją do poszukiwania życia na odległej planecie.
Rozpoczynająca przedstawienie piosenka Bowiego wprowadza oniryczny, nieco tajemniczy klimat. Niesie zapowiedź niejednoznaczności, charakteryzującej poszczególne sceny spektaklu. Niemal całą przestrzeń gry pokrywają rozrzucone ubrania, kojarzące się ze światem po katastrofie, który trzeba budować na nowo. Ich kolory kontrastują z ciemnym tłem i obcisłymi czarnymi strojami, które w pierwszej scenie mają na sobie krążący pomiędzy nimi wykonawcy. Z czasem aktorki i aktorzy zaczynają przymierzać podnoszone z ziemi ubrania. Chcą się wtopić w otoczenie, czy raczej z niego wyróżnić? Wypróbowują kolejne role? Cienie tworzone przez padające od dołu zimne światło oraz kontekst muzyczny prowokują wrażenie przebywania na pokrytej kraterami powierzchni nieznanej planety. Scena jest miejscem otwartym na przeróżne możliwości. Pozwala na szybkie zmiany i eksperymentowanie z formą prezentacji. To przestrzeń, w której stwarzać można nową, nieznaną rzeczywistość i projektować alternatywne formy życia, jak robiono to przez wieki, uruchamiając fantazję, by zasiedlać niedostępnego Marsa. Jednak ludzka wyobraźnia karmi się schematami i podporządkowana zostaje powracającym fantazmatom: występujące na scenie postaci przypominają osoby znane z popkultury. Pochodzą jednak z różnych porządków, co sprawia, że pojawianie się kolejnych wywołuje wrażenie absurdu. Wśród nich rozpoznać można Napoleona, kuriera DHL, ratownika ze „Słonecznego patrolu” oraz Batmana, który po chwili zmienia się w Spider-Mana. Teatralne wcielenia aktorek i aktorów okazują się tymczasowe, nie tworzą trwałych tożsamości postaci scenicznych. W przejmującym finale wykonawcy powracają do neutralnych kostiumów z początku spektaklu, a Mariusz Józefiak łagodzi możliwe emocje publiczności: „Proszę się nie martwić, to tylko teatr, nic groźnego”. Po chwili przeciwstawia sytuację sceniczną rzeczywistości. Zauważa, że w życiu przyjmuje wiele ról, z których nie może zrezygnować: „rolę artysty, pacjenta, problemu. I żadnej nie da się odwiesić po zejściu ze sceny”.
Artystkom i artystom Teatru Klucz nie zależy na przypisaniu teatrowi braku sprawczości. Nie rozdzielają jednak sztuki od życia, szczególną uwagę zwracając na tożsamość wykonawców. Józefiak przedstawia się z imienia i nazwiska, po czym stwierdza, że „scena jest podobno dla sprawnych, dla silnych, normalnych”. Czy to miejsce, w którym staje się na straży wyimaginowanej normatywności? Kto może się w nim pokazać? Do kogo należy teatr? Czy kapitalistyczne społeczeństwo, które sztukę traktuje jak produkt i uzależnia do praw rynku, dopuszcza osoby aktorskie z niepełnosprawnościami? Czy w przestrzeni sceny jest miejsce dla tych, których obecność przypomina nam, jak bardzo wykluczającym społeczeństwem jesteśmy? Uspokajające zapewnienie z początku monologu, że to tylko teatr, szybko nabiera ironicznego wydźwięku. Relacja pomiędzy sceną i widownią odzwierciedla hierarchię obowiązującą również poza teatrem: do szerszego grona odbiorców zwykle dociera tylko głos nielicznych osób uprzywilejowanych. Przebywanie na scenie, dające szanse publicznego wypowiedzenia się, jest przejawem władzy. Istotna jest tutaj widzialność, którą zapewnia już sama obecność przed publicznością. Tworzone przez osoby z niepełnosprawnościami spektakle nie muszą zmieniać życia osób na widowni – pozwalają jednak tym, których tak często nie chcemy dostrzegać, na podzielenie się z innymi swoimi doświadczeniami. Dostępność, której liderem na skalę kraju jest poznańskie Centrum Kultury Zamek, gdzie od dekady działa Teatr Klucz, pozwala na przełamanie kolejnych barier, będących przyczyną wykluczeń. „Intro” odpowiada na potrzeby różnych grup odbiorczych – spektakl prezentowany jest z audiodeskrypcją i tłumaczeniem na polski język migowy (PJM). Umieszczenie migającej tłumaczki Kariny Akseńczuk pomiędzy aktorkami i aktorami oraz włączenie jej w działania sceniczne sprawia, że używany przez nią język staje się dodatkową formą komunikacji między sceną a widownią, poszerzając przestrzeń możliwej refleksji.
Ważnym elementem „Intro” jest fizyczna obecność performerek i performerów. Czasem mówią do wyłączonych mikrofonów. Nie słychać wówczas ich słów, a uwaga widzów skupia się na ich ciałach w jaskrawych, ozdobionych cekinami kostiumach. Czy to sugestia, że zbyt łatwo oceniamy ludzi po pozorach, nie dając im szans na wypowiedzenie się? Pozwalamy, aby wygląd decydował o sposobie, w jaki postrzegamy drugiego człowieka. Wszyscy wykonawcy mają jakieś cechy charakterystyczne, decydujące o niepowtarzalności każdego i każdej z nich. W jednej ze scen na początku „Intro” aktorki i aktorzy wychodzą pojedynczo na scenę, na której wykonują solowe choreografie. Każda z nich oparta jest na powtarzalnych ruchach, unikalnych dla poszczególnych postaci. W ten sposób możemy sobie uświadomić, że występujący na scenie artyści i artystki to osoby o różnorodnych cechach, indywidualnych potrzebach i niepowtarzalnych marzeniach. Miłosne zbliżenie dwóch postaci (Magdalena Szalbierz, Piotr Roszak) opiera się na delikatnych gestach – jest subtelne i bardzo intymne. Tematowi seksualności osób z niepełnosprawnościami nie poświęca się w Polsce wystarczającej uwagi, czego nie zmieniają pojedyncze spektakle na ten temat, realizowane przez Teatr 21 i czy Justynę Sobczyk, jak szczeciński „Sen nocy letniej”. Wciąż ulegamy stereotypom; brakuje odpowiedniej edukacji i przeszkolonych asystentów seksualnych. A przecież każdy ma prawo do miłości i bliskości, niezależnie od tego, czy dyskusja na ten temat jest dla kogoś niewygodna albo niewłaściwa
Mimo przywoływanych w „Intro” poważnych tematów i momentami przygnębiającego tonu w spektaklu nie brakuje humoru, choć czasem jest on przewrotny. W utrzymanej w konwencji stand-upu scenie aktorki i aktorzy, zwracając się wprost do publiczności, opowiadają żarty. Część z nich jest daleka od poprawności, nawiązując do cech fizycznych; ich bohaterami są gruba baba, ślepy, garbaty czy łysy. Drugim dominującym tematem jest sztuka – odnoszą się zarówno do przekonań na temat poruszanych w niej problemów, sytuacji finansowej artystów i artystek, jak i przemocy, nierzadko towarzyszącej procesowi twórczemu. W obliczu prób uchwalenia ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów to szczególnie aktualne tematy. Czy wypowiadane ze sceny żarty przekraczają granice dobrego smaku, skoro opowiadają je osoby, których dotyczą? Aktorzy i aktorki Teatru Klucz to artyści z niepełnosprawnościami, które nadają im charakterystyczne cechy. Nie pozbawiają ich one prawa do pracy w teatrze i twórczości artystycznej. Wypowiadane z pełną powagą żarty wywołują jedynie nieśmiały uśmiech widzów, wywołując wrażenie dyskomfortu. Humor zwykle pozwala zyskać dystans, rozluźnić się, poczuć się pewniej. Tym razem wskazuje jednak na społeczne napięcia, wymuszając refleksję dotyczącą tego, co nas bawi.
Najnowsze przedstawienie Teatru Klucz zbiera wątki poruszane we wcześniejszych spektaklach tej grupy wyreżyserowanych przez Orlika: temat miłości pojawił się w „Amoroso” (2024), teatralność i aktorstwo stanowiły ważny element „Intermezza” (2023), a w „Tranquillo” (2022) pojawiały się wątki niecierpliwości i złości. „Intro” jest summą dotychczasowej twórczości grupy, która działa już od dwudziestu lat – najpierw jako Nowi w Nowym, potem jako Teatr Klucz im. Wojciecha Deneki. Tytuł tego spektaklu sugeruje, że mimo osiągniętej przed dwoma laty „pełnoletniości”, artyści i artystki są jeszcze na początku swojej drogi twórczej. Wielowątkowy spektakl wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Jednak rozumienie nie jest tu najważniejsze – z pewnością nie tak ważne, jak otwarcie na doświadczanie i odczuwanie. „Intro” to manifestacja potrzeby bycia dostrzeżonym i usłyszanym. To przedstawienie, które porusza i wymusza refleksję: czy kosmiczna podróż w poszukiwaniu życia na Marsie jest w ogóle możliwa? A może – patrząc na leżących na ziemi aktorów i aktorki Teatru Klucz – dostrzeżemy, że choć Mars wydaje się odległy, jest tuż obok nas. „Intro” to ważny spektakl. Udowadnia, że sztuka i teatr nadal mają szansę na oryginalność, mogą nieść niebanalne znaczenia i wypełniać istotne zadania społeczne.