HTRK wydali swój ostatni album pięć lat temu i mimo regularnego koncertowania, w dalszym ciągu każą swoim fanom czekać na kolejny krążek. Podwójny singiel „Swimming Pool / Puddles on My Pillow”, który ukazał się w marcu 2025 roku, stanowił oniryczne przedłużenie „Rhinestones” (2021) i pozwalał mieć nadzieję, że nowa płyta Australijczyków ukaże się już niebawem. Być może pozycja numer sześć w dyskografii HTRK zostanie zaprezentowana światu bliżej sezonu festiwalowego (jednym z przystanków grupy na tegorocznej trasie będzie sierpniowy OFF Festival w Katowicach); w międzyczasie duet wydał składankę „String of Hearts (Songs of HTRK)”.
Wydawnictwo z początku grudnia 2025 roku stanowi rozbudowaną wersję „String of Hearts EP”: składanki z coverami i remiksami kompozycji z 2024 roku. Jest to jednocześnie ostatni element retrospektywnej celebracji ich ponad dwudziestoletniego funkcjonowania, które – podobnie jak sama długa i burzliwa historia grupy – nadaje się na film dokumentalny. Po wystawach, wznowieniach dyskografii na winylu i serii koncertów, którymi wypełnione były ostatnie dwa lata, Jonnine Standish i Nigel Yang postanowili domknąć ten rozdział aktywności HTRK i oddali głos swoim fanom w osobie innych artystów.
W efekcie na „String of Hearts (Songs of HTRK)” składają się utwory z wszystkich dotychczasowych płyt duetu z Melbourne. Muzyczna ścieżka grupy, od chłodnego minimal wave’u i post-punka na „Marry Me Tonight” oraz „Work (Work, Work)”, przez ambient pop „Psychic 9-5 Club” i „Venus in Leo”, aż po wyraźnie cieplejsze, folkowe przestrzenie eksplorowane na „Rhinestones”, została dodatkowo podkreślona zebranym gronem wykonawców: mamy wśród nich między innymi eksperymentalnych wariatów z Liars, singer-songwriterkę Sharon Van Etten, dronowe małżeństwo Kali Malone i Stephena O’Malleya czy 2/3 slackerskiego składu bar italia w postaci Double Virgo. Na trackliście znalazły się także trzy remiksy: Loraine James uzupełnia i otula „Dream Symbol” swoim łamiącym się bitem, Zebrablood przykrywa „Soul Sleep” zagrywkami w stylu wczesnego Aphex Twina, podczas gdy NWAQ za pomocą pogłosów potęguje ambientową dronowość „Female Jealousy”.
„Poison” w wykonaniu Van Etten jest wyjątkowo wierne oryginałowi w swojej prostej formie (automat perkusyjny, przesterowana gitara, syntezatorowe arpeggia). Artystka stawia jednak na wyraźny bit, kontrując w ten sposób zamgloną hałaśliwość wersji z „Work (Work, Work)”. Bliskie pierwotnemu wydaniu jest także „Mentions” zaśpiewane przez Coby’ego Seya, który za pomocą niewielu środków niemal perfekcyjnie oddał klaustrofobiczny charakter nagrań HTRK. O wiele większy kontrast względem oryginalnego utworu stanowi „HA”. Alexandra Zakharenko, tutaj pod aliasem Perila, przetworzyła motoryczny wstęp do debiutu HTRK w zaginione nagranie Cocteau Twins: zwielokrotnione harmonizujące wokalizy w połączeniu z leniwymi akordami gitary brzmią, jakby zostały wyciągnięte z albumu „Treasure” Brytyjczyków.
Zaskakuje „Siren Song” wybrany przez Malone i O’Malleya. Na „Rhinestones” był to niespełna pięćdziesięciosekundowy zalążek piosenki składający się z niewyraźnie śpiewanej frazy „Let’s just do somethin’ for fun / You are just a siren song”, pstryknięć lub klaśnięć i gitary grającej swoje partie z wyraźnym pogłosem. Malone i O’Malley za pomocą wspomnianych dwóch zdań tekstu, sprzęgającej gitary i pojedynczych przeciągłych dźwięków organowych rozciągnęli trwający niecałą minutę snippet w mantryczny, niemal sześciominutowy pochód, który za sprawą swojego nastroju stanowi perfekcyjne przedłużenie dorobku tej dwójki. „Sunlight Feels Like Bee Stings” w wersji Marilu Donovan i Adama Markiewicza, funkcjonujących jako projekt LEYA, jest zresztą tak samo majestatycznym i przejmującym utworem: harfa, smyczki i wokal przez sześć minut kreślą emocjonalne pejzaże, co jest umiejętnie podbijane przez fortepian w tle.
Jezmi Fehmi i Sam Fenton z duetu Double Virgo przełożyli przesterowany i elektroniczny hałas „Rent Boy” na gitarę i smyczki, zachowując przy tym całą melodyjność oryginału; podobny charakter ma akustyczny cover „New Year’s Day” Laury Jean, bardziej skupiający się na podkreśleniu podskórnej folkowości numeru. „Waltz Real Slow” zagrane przez Liars zaczyna się od prostej gitary – można pokusić się o stwierdzenie, że ten folkowy pierwiastek jest zaznaczony przez coverującego wykonawcę także w tym utworze, chociaż tutaj wokal przetworzony za pomocą wokodera, świdrujące klawisze i przester prowadzą do dosyć przewidywalnego hałaśliwego finału, znanego z innych nagrań Liars.
„String of Hearts (Songs of HTRK)” przez swój wielogłos stanowi barwną mozaikę skojarzeń brzmieniowych, obecnych w powszechnym postrzeganiu HTRK (prosty beat, hałaśliwe plamy dźwięku, charakterystyczna melodeklamacja) – każdy utwór na tej składance wybiera przynajmniej jeden z tych elementów, aby się na nim w jakimś stopniu oprzeć (a czasem po to, aby wywrócić go do góry nogami). Jednocześnie rozstrzał stylistyczny poszczególnych kompozycji – od subtelnego IDM-u i ambient techno, przez dream pop i post-punk, po folk i minimalizm – przedstawia uniwersalny charakter oryginałów: za prostotą kompozycji często kryją się piękne melodie, uwypuklone w ten czy inny sposób przez artystów. Zebrane na „String of Hearts (Songs of HTRK)” covery łączy zarówno oszczędność środków, jak i wykorzystanie przy tym nakładających się warstw i pogłosów: kameralność spotyka się z echem, a dźwięki muszą wybrzmieć.
HTRK mogą być zadowoleni z tego, jaką laurkę na kolejną dekadę działalności stworzyli dla nich muzycy z zaprzyjaźnionych grup i projektów. Wszystkie utwory skupiają się na innym esencjonalnym fragmencie brzmienia nagrań duetu, a każdy wykonawca podąża inną ścieżką, aby przenieść wybrany przez siebie element charakterystyczny w zupełnie inny krajobraz gatunkowy. W efekcie powstała płyta, która – mimo że jest albumem o HTRK, a nie albumem HTRK – za pomocą wielogłosu przedstawia, jak wyjątkowy jest dorobek grupy. Pozostaje więc liczyć, że „String of Hearts (Songs of HTRK)” stanowi zaledwie rozgrzewkę przed tym, co zespół szykuje w tym roku: nawet najlepszy cover nie zastąpi oryginału.