Nr 16/2026 Na dłużej

Piosenki o poezji i prochach

Maciej Kaczmarski
Muzyka

Czterdzieści lat upływa od publikacji „Designer Beatnik” – jedynego albumu załogi Dr Calculus, o którym jego pomysłodawcy mówili, że był zarazem „bardzo na czasie” i „za bardzo niszowy”.

Naczelny romantyk

Stephen Duffy nie jest powszechnie znaną postacią w zbiorowej świadomości odbiorców popkultury. Takich jak on często określa się mianem „one hit wonder” – autora jednego przeboju. W przypadku Duffy’ego mowa o singlu „Kiss Me”, który w marcu 1985 roku był numerem 4. na brytyjskiej liście. Chcąc jak najszybciej zdyskontować ten nagły sukces, wytwórnia 10 Records (filia fonograficznego giganta Virgin) wydała singiel „Icing on the Cake”, jednak ulokował się on dziesięć oczek niżej od swojego poprzednika. Di Cross z magazynu „Record Mirror” była przekonana, że „The Ups and Downs” (1985) – debiutancki album Duffy’ego, z którego pochodziły obydwa utwory – „potwierdza jego status jednego z naczelnych romantyków XX wieku”[1], jednak nie wyszedł on poza 35. lokatę w UK Albums Chart. Kolejne wydawnictwo Duffy’ego, „Because We Love You” (1986), w ogóle nie było notowane – i rozczarowana tymi wynikami 10 Records anulowała kontrakt z Anglikiem.

Nie był to pierwszy raz, kiedy Duffy całkowicie minął się z komercyjnym powodzeniem i globalną popularnością. W 1978 roku, będąc studentem wydziału sztuki i projektowania na uniwersytecie w rodzinnym Birmingham, wraz z Johnem Taylorem i Nickiem Rhodesem założył zespół inspirowany dokonaniami Davida Bowiego (zwłaszcza płytą „Low”), Roxy Music, Lou Reeda, Iggy’ego Popa, Sex Pistols, The Clash, Siouxsie and the BansheesKraftwerku. Trio nagrało taśmę demo „Dusk and Dawn” i rozpoczęło występy na żywo, ale Duffy odszedł w połowie 1979 roku, ponieważ jego wizja muzyki w stylu Boba Dylana i The Beatles kłóciła się z popowym kierunkiem obranym przez Taylora i Rhodesa[2]. Półtora roku później Duran Duran z nowym frontmanem Simonem Le Bonem w składzie zawarli umowę z koncernem EMI i stali się jedną z największych gwiazd lat 80. Duffy tymczasem rozpoczął aktywność solową, którą podsumowywał jako „trzydzieści lat porażek”.

Wydaje się, że Duffy świadomie sabotował własną karierę. Nie chciał być idolem nastolatek, gardził swoim albumem i czuł się nieswojo z przebojem, którego nie lubił, a który – jak na ironię – więcej zawdzięczał Duran Duran niż Dylanowi („Kiedy w radiu po raz pierwszy wyemitowano »Kiss Me«, pomyślałem: »Boże, to brzmi dokładnie tak, jak się spodziewałem«. Sądziłem, że w radiu zabrzmi lepiej”[3] – rekapitulował). Podczas promocyjnych występów w telewizji Duffy nawet nie udawał, że gra z playbacku, często sprawiał wrażenie nieobecnego i zażenowanego rozgłosem. Rozmawiając z prasą, nie gryzł się w język: przemysł rozrywkowy „śmierdzi gównem”, muzyka pop jest „prostacka i niewyrafinowana”, a większość teledysków to „puste brednie”. Bliżej niż do bożyszcza tłumów było mu do rockowego poety albo malarza[4]; gdy zorganizował w Londynie wystawę swoich grafik, przekornie nie wystawił ich na sprzedaż. „To nie miało dla mnie żadnego znaczenia” – wyznał.

Cały świat

Stephen Anthony James Duffy urodził się 30 maja 1960 roku w Alum Rock, sennym przedmieściu Birmingham. Od najmłodszych lat uczył się gry na gitarze pod okiem starszego brata Nicka (później założy z nim firmę projektową Duffy and Duffy), poznając twórczość Bowiego, The Rolling Stones, The Incredible String Band i Fairport Convention. „W naszym domu były gitary, więc to nie miało w sobie nic buntowniczego. Wszyscy członkowie rodziny na czymś grali i działali w zespołach”[5] – opowiadał Duffy. Bunt przyszedł wraz z punkową rewolucją, jaka nawiedziła Wyspy Brytyjskie pod koniec lat 70.: „Miałem siedemnaście lat, toteż punk kompletnie mnie pochłonął. To był dla mnie cały świat. Każdy popowy zespół, który powstał w tamtym czasie, zdawał się chłonąć dekadencję”[6]. To właśnie z tych fascynacji (a także z inspiracji postacią Duranda Duranda z filmu „Barbarella”) zrodził się pierwotny pomysł na Duran Duran. Jak to się potoczyło dla Duffy’ego – już się rzekło.

Po dezercji z Duran Duran artysta założył kwintet Obviously Five Believers, który przeistoczył się w The Subterranean Hawks, a następnie w The Hawks. „Words of Hope”/„Sense of Ending” (1980), jedyny singiel tej formacji, został wydany własnym sumptem w liczbie tysiąca egzemplarzy. „Rzecz w tym, że to nawet nie była pełnoprawna płyta, tylko taśma nagrana prosto na winylowy krążek” – utyskiwał Duffy. „Pomiędzy nagraniem taśmy a przeniesieniem jej na winyl zachodzi proces zwany masteringiem. Pominęliśmy ten etap i spieprzyliśmy sprawę”. Muzycy deklarowali, że ich ambicje kończyły się na wejściu w poczet niezależnej wytwórni Rough Trade, jednak stojący na jej czele Geoff Travis odrzucił ich formułę rock’n’rolla jako nieprzystającą do profilu tłoczni. To zaś skłoniło Duffy’ego do sarkastycznej wypowiedzi, jakoby The Hawks „udowodnili, że bycie rock’n’rollową kapelą w latach 80. było niemożliwe i nieprawdopodobne”[7]. Zespół rozpadł się w 1981 roku.

Anglik zawiązał wówczas grupę Tin Tin, którą współtworzyli członkowie Fashion (Dik Davis, John Mulligan) i Dexys Midnight Runners (Andrew Growcott) oraz producent Bob Lamb (UB40). Dotąd nieufny wobec syntezatorów oraz automatów perkusyjnych Duffy włączył je do instrumentarium Tin Tin, a wsparcie korporacji Warner Bros. zaowocowało singlem z pierwszym wariantem „Kiss Me” (1982). O ile nie zawojował on brytyjskiej listy przebojów, o tyle remiks François Kevorkiana dotarł do 13. pozycji tanecznego zestawienia amerykańskiego „Billboardu”. Duffy zapamiętał, że napisał tekst „Kiss Me” w Boże Narodzenie 1979 roku, natchniony zbiorem pism Dorothy Parker i biblijną „Pieśnią nad Pieśniami”: „Po prostu połączyłem dwa dobre wersy, dorzuciłem do tego dyskotekowy rytm, a dzieciaki to pokochały”. Kasowa klęska singla „Hold It” (1983) sprawiła, że Tin Tin uległ rozwiązaniu w 1983 roku, podzielając los poprzednich przedsięwzięć Duffy’ego.

Zabawne błędy

W 1984 roku Duffy spotkał w jednym z londyńskich klubów Rogera Freemana, byłego puzonistę kolektywu Pigbag, który dwa lata wcześniej wylansował przebój „Papa’s Got a Brand New Pigbag”. Muzycy szybko znaleźli wspólny język i postanowili współpracować. „Obaj doszliśmy do wniosku, że podstawowy kurs z muzyki pop dobiegł końca i najwyższy czas się dokształcić” – komentował Freeman. „[Roger] chodził do klubu, gdzie grali szaloną muzykę elektroniczną i wszyscy ćpali. […] Poszedłem z nim do kilku takich klubów i pewnego poranka stwierdziliśmy: »Dobra, zróbmy coś z tym«” – uzupełniał Duffy. W mobilnym studiu na barce duet zrealizował singiel „Programme 7” (1985) i wydał go pod szyldem Dr Calculus (od profesora Calculusa z komiksów o Tintinie[8]). Mała płyta dostała się na 99. miejsce w UK Singles Chart i zebrała dobre recenzje w „Music & Media”[9], „Music Week”[10] i „Record Mirror”[11], a tandem wystąpił nawet w audycji radiowej Johna Peela[12].

Włodarze wytwórni 10 Records dali Duffy’emu i Freemanowi zielone światło na nagranie longplaya Dr Calculus, zapewniając budżet w wysokości aż dwudziestu tysięcy funtów. Freeman wychodził z założenia, że należy „zmontować płytę, zanim usłyszy ją wytwórnia. Nie było żadnych wskazówek, nic im nie daliśmy”[13]. Do studia nagraniowego przy Eccleston Street w Londynie (prawdopodobnie było to Metropolis) zaproszono licznych gości: grającą na syntezatorach Izumi Kobayashi, trębacza Chrisa Lee, saksofonistę Olly’ego Moore’a, basistę Guya Pratta (przyszłego kooperanta Pink Floyd), skrzypka Nicka Duffy’ego, rapera Juniora Gee oraz wokalistki Francoise Gigandet, Caroline Dodd, Tricię Ronane i Jenny Innocent. Duffy grał na gitarze, basie, bębnach, instrumentach perkusyjnych, fortepianie, syntezatorze Yamaha DX7 oraz samplerach Emulator i Fairlight. Freeman obsługiwał puzon, fortepian i perkusjonalia; obaj produkowali sesje wraz z Paulem Staveleyem O’Duffym.

Praca rozłożona na lata 1985–86 cechowała się nieskrępowaną swobodą twórczą. Duffy i Freeman zachęcali O’Duffy’ego do korzystania z rozmaitych sampli z biblioteki BBC, nagrań terenowych zarejestrowanych na walkmanie i wszelkich dostępnych efektów, przede wszystkim panoramowania trójwymiarowego i pogłosu na partiach instrumentalnych i wokalnych. „Tam jest sporo urywków, chwilami wręcz ambientowych. Nagrywaliśmy przeróżne rzeczy, gdziekolwiek byliśmy, na przykład kogoś idącego żwirową alejką”[14] – podkreślał Duffy. Jeżeli artyści byli niezadowoleni z brzmienia werbla, nagrywali go ponownie, przykrywając bęben kocem. Stronili również od radykalnej selekcji materiału, zachowując w ten sposób „wszystkie zabawne błędy, wypadki, sprośne słowa i dowcipy”. Jak ujął to Freeman: „Mogliśmy robić, co tylko nam się zamarzyło”. Czterdziestominutową całość zmiksowano na podobieństwo seta didżejskiego z płynnymi przejściami pomiędzy ścieżkami.

Okładka płyty w kolorach pomarańczowych przedstawia fragment maski samochodu z figurką Rolls-Royce, powyżej na białym tle nazwa wykonawcy DR CALCULUS

Odwrotna psychologia

Syntetyczno-organiczna muzyka projektu była w przeważającej części instrumentalna, lecz niosła za sobą konkretne treści wynikające z namacalnych wpływów, takich jak nowe technologie, raczkujący ruch acid house i królująca w jego obrębie pigułka ecstasy, technika cut-up wzięta od Williama S. Burroughsa oraz Briona Gysina, preparacje Art of Noise, francuska nowa fala (twórcy wspominali o obfitym cytowaniu tekstów Jacquesa Tatiego, Claude’a Lévi-Straussa oraz Jeana Cocteau), poezja, moda i film „Alicja w Krainie Czarów” Jonathana Millera na podstawie powieści Lewisa Carrolla, który odtwarzano ciągiem w studiu podczas układania utworów. Duffy zyskał renomę głównie jako wokalista, lecz tutaj całkiem zrezygnował ze śpiewania, powierzając tę funkcję Gigandet, Dodd, Innocent oraz Ronane – i to tylko w wybranych kompozycjach. Jak wyjaśniał, „[w tym przypadku] nie chodziło o linie wokalne. Wszystkie melodie miały być zawsze opracowywane na puzonie”.

Na gotowy album trafiło jedenaście utworów: „Blasted with Ecstasy” (już w tytule nawiązujący do ulubionego narkotyku brytyjskich klubowiczów), „Programme 7” (w znanej z singla wersji „Mixe Brève”), podzielony na dwie części „Moments of Being” (z odniesieniami do eseistyki Virginii Woolf i odwróconymi orkiestracjami z „Julie Christie”, solowego kawałka Duffy’ego), „Killed by Poetry” (z ustępami z wiersza „Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy” Dylana Thomasa), „Man”, „Dream Machine”, „Candy Floss Pink”, „Just Another Honey”, „Designer Beatnik” (z wygrywaną na instrumentach dętych imitacją zegara westminsterskiego) i „Perfume From Spain” (wzbogacony o field recording Tamsin de Roemer i rytm sleng teng). O tym ostatnim Duffy mówił: „To pochodzi od Cole’a Portera, który nazywał kokainę »perfumami z Hiszpanii«. […] Zdecydowaliśmy, że jeśli ktoś dowie się o ecstasy, to będziemy musieli używać terminu typu »jajka na podwieczorek«”[15].

Wykoncypowana przez starszego z braci Duffych obwoluta albumu „Designer Beatnik” stanowiła jeszcze jedną aluzję do prochów, przedstawiała bowiem małą chromowaną figurkę montowaną na maskach samochodów marki Rolls-Royce: ta pochylona do przodu kobieta z wyciągniętymi w tył rękoma, której rozwiana szata formuje się w skrzydła, nosi przydomek „Spirit of Ecstasy” (jakby tego było mało, na rewersie koperty dodano inicjały „m.d.m.a” po nazwie Dr Calculus[16]). Z kolei tytuł płyty wziął się z pewnego wydarzenia przytaczanego przez Freemana w formie anegdoty: „W trakcie kolejnej wizyty w biurze 10 Records, Stephen miał na sobie nową parę butów przygotowaną z myślą o swojej olśniewającej karierze solisty, a oparte na odwrotnej psychologii poczucie humoru sprawiło, że wskazałem na moje prawie że nieistniejące tenisówki i rzuciłem żartem: »To są moje designerskie buty w beatnikowskim stylu«. [A on na to:] »Taki tytuł będzie miał ten album«”.

Dźwiękowe arcydzieło

Premierę albumu w dwóch formatach (płyta winylowa i kaseta magnetofonowa) wyznaczono na 4 sierpnia 1986 roku, ale nie towarzyszyła jej żadna większa akcja marketingowa. Planowano krótką serię koncertów, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło[17] (w lutym tego samego roku niektórzy z muzyków uczestniczących w sesjach do „Designer Beatnik” pokazali się z Duffym w programie telewizyjnym „The Tube” na Channel 4). Promocja ograniczała się więc do kilku wywiadów prasowych z Duffym i Freemanem oraz wydanego dwa tygodnie wcześniej singla „Perfume From Spain”, do którego nie powstał nawet teledysk. Pomimo przychylnego odbioru w „Record Mirror”[18], „Music Week”[19] oraz „Coventry Evening Telegraph”[20], ani mała płyta, ani album nie dostały się na listy bestsellerów w Wielkiej Brytanii i USA, w związku z czym 10 Records zaniechała wydania trzeciego singla Dr Calculus, którym miał być „Killed by Poetry” (wydrukowano tylko okładki).

Płyta podzieliła krytyków. Di Cross z „Record Mirror” pisała o „prawdziwie nowoczesnym albumie wyrzeźbionym w dźwiękowe arcydzieło przez Duffy’ego i Freemana”, zaznaczając przy tym, że „nie jest to coś, czemu chce się poświęcać dużo czasu”[21]. Danny Van Emden z „Music Week” zauważył, że ta „osobliwa, wielowarstwowa i barwna” płyta „zasługuje na lepszy los”[22] niż zignorowany przez publikę singiel. Andy Hurt z „Sounds” docenił „absurdalny humor”, jakim skrzyła się muzyka, ale uznał całość za nierówną: „Błyskotliwe teksty łączą się z dowcipnymi historyjkami, które tracą siłę tuż przed puentą. Czy to jest niezwykle dobra czy niezwykle słaba płyta?”[23]. Tim Pedley z „Evening Chronicle” chwalił eksperymentalny charakter albumu, który „w nader orzeźwiający sposób zbacza z utartych szlaków, aby stworzyć oryginalne brzmienie, czasem genialne, czasem głupawe, ale nigdy nudne”[24]. Pozytywne recenzje pojawiły się także w „Middleton Guardian”[25] i „L.A. Weekly”[26].

Na zgoła przeciwległym froncie usytuowali się Adrian Booth z „Bristol Evening Post” („Wymyślna i przekombinowana płyta niepotrzebnie naładowana pomysłami”[27]), Graham Moore z „Salford City Reporter” („Ten dziwaczny album to stek pretensjonalnych bzdur”[28]), John Lee z „Huddersfield Daily Examiner” („Nietypowa propozycja skierowana do wąskiego grona słuchaczy”[29]) oraz Robin Denselow z „The Guardian” („Zestaw przeciętnego, niedopieszczonego i lekkiego funku z paroma niezłymi partiami instrumentów dętych. […] Muzyka niczym z nudnawego filmu artystycznego”[30]). Duffy’ego nie dziwiły tego rodzaju głosy: „Kiedy album się ukazał, ludzie nie potrafili go ogarnąć. […] Nie otrzymaliśmy opinii nawet od innych muzyków”. Freeman był natomiast zaskoczony, że „Designer Beatnik” doczekał się jakichkolwiek reakcji, bo „poza fragmentami puszczanymi przez didżeja na pokazie mody, nigdzie nie dało się go usłyszeć. Nasz album zniknął jak kamfora”.

Mnóstwo pomysłów

Niezrażeni handlowym fiaskiem i mieszanymi recenzjami, członkowie Dr Calculus zaczęli pracę nad nowym utworem zatytułowanym „Wild Bohemians”. Duffy relacjonował, że „to nie zadziałało” – a wtedy drogi jego i Freemana rozeszły się na dobre. W 1986 roku Anglik powołał więc do życia folkrockową formację The Lilac Time, która nadal wydaje wysoko oceniane, lecz nieliczące się w kategoriach kasowych płyty (ostatnia z nich wyszła trzy lata temu), w pewnym momencie wskrzesił również działalność na własną rękę – raz jeszcze bez większego powodzenia (nie żeby mu na tym zależało). Merkantylny przełom w jego życiu nastąpił w latach 90. i 2000. przy okazji współpracy z grupą Barenaked Ladies (na płycie „Stunt”) i wokalistą Robbiem Williamsem (na „Intensive Care”). Zdecydowanie gorzej powiodło się Freemanowi, który po nieudanej rekrutacji do The Raincoats w końcu dał sobie spokój z branżą muzyczną i znalazł zatrudnienie w charakterze magazyniera.

Duffy niechętnie wraca do czasów Dr Calculus, jednocześnie przyznając, że „sam fakt nagrywania [»Designer Beatnik«] w dalszym ciągu oddziałuje na to, co robię obecnie, ponieważ mieliśmy całe mnóstwo pomysłów na ten album”. Jednym z przykładów tego oddziaływania jest utwór „Tripping” z repertuaru Robbiego Williamsa, opisywany przez Duffy’ego jako „przyspieszona wersja »Perfume From Spain«”. Artysta nie ma także wątpliwości, że „choć pod każdym względem moja kariera była niewiarygodnie nieudana jeśli chodzi o sprzedaż albumów, to udało mi się nagrać każdą płytę, jaką kiedykolwiek chciałem nagrać, a większość osób nie może tego powiedzieć”. Samotna płyta jego najbardziej niekomercyjnego wcielenia stanowi świadectwo bezpowrotnie minionych czasów, gdy wielkie wytwórnie płytowe gotowe były bez mrugnięcia okiem inwestować w eksperymentujących artystów z nikłym zapleczem rynkowym. Dzisiaj podobna sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

„Designer Beatnik” to jednak coś więcej niż ciekawostka sprzed czterech dekad. Perspektywa czasu ujawniła, że był to album prekursorski wobec konsekutywnych zjawisk, zespołów i producentów. Jego na poły taneczna, na poły ilustracyjna zawartość – ponadgatunkowy melanż modernistycznej elektroniki oraz „żywego” instrumentarium – stała się prototypem brzmienia acid house’u i ambient techno spod znaku The Future Sound of London i The Shamen, a także samplingu w duchu DJa Shadowa i The Avalanches. Być może największymi dłużnikami Dr Calculus pozostają członkowie The KLF, czyli Bill Drummond i Jimmy Cauty, którzy cztery lata po „Designer Beatnik” nagrali niemal bliźniaczą pod względem stylu, struktury i metodologii płytę „Chill Out” (1990). Freeman nadal głęboko wierzy, że The KLF podkradli jemu i Duffy’emu nie tylko muzykę, ale też wizerunek. Przyglądając się zdjęciom obydwu grup nietrudno o wniosek, że puzonista może mieć rację.


Przypisy:
[1]     D. Cross, „Art + Pain”, „Record Mirror”, 27 kwietnia 1985, s. 12 (tłum. własne).
[2]     Duffy i Rhodes jako The Devils wydali płytę „Dark Circles” (2002) z nowymi aranżacjami wczesnych utworów Duran Duran.
[3]     C. Moran, „The Rise, Fall, Rise, Fall and Rise of Stephen Duffy”, „The Word”, marzec 2006 (tłum. własne).
[4]     Duffy przerwał studia artystyczne w 1979 roku, co nie przeszkadzało mu w kreowaniu sztuki innej niż muzyka.
[5]     D. Cross, „Money Can’t Buy Me Love”, „Record Mirror”, 16 marca 1985, s. 10 (tłum. własne).
[6]     W. Shaw, „The Ups and Downs of Stephen Tin Tin Duffy”, „Smash Hits”, 14–27 marca 1985, s. 13 (tłum. własne).
[7]     Skromną ilościowo dyskografię The Hawks dopełnia „Obviously 5 Believers” (2021), kompilacja nagrań archiwalnych.
[8]     „Doktor” zamiast „profesora” wynikał z omyłki, jednak Freeman ocenił, że to „lepsze rozwiązanie, bo mogliśmy dodać »MDMA«”.
[9]     Zob. H. Marks, „London Calling”, „Music & Media”, 4 lutego 1985, s. 6.
[10]   Zob. J. Smith, „Singles”, „Music Week”, 12 stycznia 1985, s. 14.
[11]   Zob. B. Page, „Singles”, „Record Mirror”, 19 stycznia 1985, s. 6.
[12]   Zob. D. Cavanagh, „Good Night and Good Riddance: How Thirty-Five Years of John Peel Helped to Shape Modern Life”, London 2015, s. 355.
[13]   D. Van Emden, „Family Affair”, „Music Week”, 16 sierpnia 1986, s. 18 (tłum. własne).
[14]   D. Cross, „Designer Beatnik”, „Record Mirror”, 9 sierpnia 1986, s. 42 (tłum. własne).
[15]   W języku angielskim fraza „eggs for tea” fonetycznie przypomina do pewnego stopnia słowo „ecstasy”.
[16]   Gra słów: M.D. to angielski akronim oznaczający lekarza medycyny, a MDMA to psychoaktywny składnik ecstasy.
[17]   Zob. D. Van Emden, „All You Need Is Love”, „Music Week”, 14 czerwca 1986, s. 20.
[18]   Zob. J. Reid, „Singles”, „Record Mirror”, 28 czerwca 1986, s. 10.
[19]   Zob. D. Holland, „A&R Talent”, „Music Week”, 5 lipca 1986, s. 16.
[20]   Zob. J. Taylor, „Street Talk”, „Coventry Evening Telegraph”, 15 lipca 1986, s. 11.
[21]   D. Cross, „Albums”, „Record Mirror”, 9 sierpnia 1986, s. 21 (tłum. własne).
[22]   D. Van Emden, „LP Reviews”, „Music Week”, 9 sierpnia 1986, s. 15 (tłum. własne).
[23]   A. Hurt, „Albums”, „Sounds”, 16 sierpnia 1986, s. 17 (tłum. własne).
[24]   T. Pedley, „Sounds”, „Evening Chronicle”, 14 sierpnia 1986, s. 14 (tłum. własne).
[25]   Zob. W.G., „Album Release”, „Middleton Guardian”, 15 sierpnia 1986, s. 13.
[26]   Zob. N. Salzman, „L.A. Ears”, „L.A. Weekly”, 8 stycznia 1987, s. 8.
[27]   A. Booth, „Latest Albums”, „Bristol Evening Post”, 23 sierpnia 1986, s. 9 (tłum. własne).
[28]   G. Moore, „Pop Scene”, „Salford City Reporter”, 15 sierpnia 1986, s. 17 (tłum. własne).
[29]   J. Lee, „Scene on Saturday”, „Huddersfield Daily Examiner”, 16 sierpnia 1986, s. 14 (tłum. własne).
[30]   R. Denselow, „Rock/Pop”, „The Guardian”, 15 sierpnia 1986, s. 10 (tłum. własne).