Zacznijmy od zakreślenia granicy: „Słuchanie Kwantowe to słuchanie więcej niż jednej rzeczywistości jednocześnie”[1]. Granica zakreślana przez Słuchanie Kwantowe zawiera w sobie wiele innych granic, a każda z nich stanowi styk pomiędzy różnymi rzeczywistościami. Co to za rzeczywistości? To światy, w których żyjemy. Świat wyznaczony przez moje wyobrażenia, myśli, odczucia; świat wyznaczony przez twoje, jego, jej, ich odczucia, myśli, wyobrażenia; świat wszystkich poruszających się przedmiotów, które pojawiają się na przemierzanych przez nas drogach i zajmowanych przez nas miejscach. Nie można ich wszystkich zobaczyć, ale może dałoby się usłyszeć? Usłyszeć i wysłuchać.
Dla Pauline Oliveros słuchanie jest procesem, który może się wiązać z głębokim, osobistym, intymnym doświadczaniem zanikania granic. Jest to przeżycie paradoksalne: Głębokie Słuchanie Kwantowe pozwala dostrzec granice, a zarazem je wymazać. Trzeba jednak pamiętać, że słuchanie wszystkiego wszędzie nie może odbywać się zawsze. Z jednej strony dlatego, że takiego słuchania trzeba się nauczyć, z drugiej zaś dlatego, że to forma medytacji, a zatem aktywność ograniczona w czasie. Możliwa jest jednak sytuacja, w której osób uczących się Głębokiego Słuchania byłoby tak wiele, że (można to sobie wyobrazić, słuchając) w każdej chwili gdzieś ktoś (głęboko) słuchałby.
Rozważania i praktyczne wskazówki Oliveros naznaczone są optymistycznym przekonaniem, że wspólne doświadczenie Głębokiego Słuchania jest możliwe. A jest możliwe, bo jest potrzebne[2]. Jak sugeruje podtytuł „Słuchania Kwantowego”: „Od praktyki do teorii (do praktykowania praktyki)”, można to robić na dwa sposoby.
Według Oliveros teoria nie oznacza, iż umysł jest wyłącznie informowany przez formy, które postrzega. Wręcz przeciwnie, podmiot zostaje przekształcony przez formy, które postrzega, co umożliwia mu zjednoczenie z rzeczywistością. W kontekście teorii nie chodzi tylko o to, by stworzyć interdyscyplinarną sieć powiązań pomiędzy różnymi obszarami badawczymi, lecz by każda teoria była wynikiem słuchania, a więc określonej praktyki. Przekonująco zwraca na ten swoisty przeskok uwagę Mieke Bal, podkreślając, że „skonstruowany przedmiot nie jest »rzeczą«, która tak cię fascynowała, kiedy ją wybrałeś. Stał się on żywym stworzeniem, zakorzenionym we wszystkich pytaniach i rozważaniach, którymi pokrył go pył twoich podróży, a które otaczają go jak »pole«”[3]. Chodzi zatem o dostrzeżenie pola, które „[…] przenosi siły (energię) z jednego dźwięku na drugi”[4]. Kwantowe Słuchanie umożliwia przekierowywanie uwagi z punktów na pole, a w konsekwencji dłuższe skupienie na polu odsłaniającym powiązania pomiędzy punktami.
Wróćmy zatem do tych punktów teorii, które wytwarzają pole charakterystyczne dla Głębokiego Słuchania. Oliveros wskazuje ich kilka, a ja chciałbym pokazać, gdzie rozwijane są one współcześnie:
Słuchamy, żeby interpretować świat i poznawać znaczenia. Nasz świat jest skomplikowaną matrycą drgającej energii. Materia i powietrze, podobnie jak my, złożone są z wibracji. Wibracje łączą nas z każdą istotą i rzeczą z osobna[5].
Uczynienie z wibracji podstawowej siły spajającej ze sobą poszczególne, doświadczane elementy jest współcześnie siłą napędową dla myślenia ekologicznego. Ekologia akustyczna zmierza do odpowiedzialności za generowane przez nas dźwięki i sprzężone z nimi wibracje. Na poziomie podstawowym chodziłoby o to, żeby zdawać sobie sprawę, iż jeśli słyszę sąsiada za ścianą, to on słyszy także mnie. Na poziomie bardziej ogólnym, tak jak to robi Steve Goodman, można mówić o „ontologii wibracyjnej siły”, która wychodzi z założenia o wibracji „jako zasadniczej właściwości uniwersum”[6]. W praktyce oznacza to, że dźwięk wpływa na wszystko, co znajduje się w zasięgu jego oddziaływania. Goodman, bazując na psychologicznych koncepcjach afektu oraz filozofii Gilles’a Deleuze’a i Félixa Guattariego, jest zaskakująco blisko rozważań Oliveros, postrzegając dźwięk jako siłę, która działa przed językiem i świadomością. Afekt, w jego ujęciu, to rodzaj napięcia, przeżycia, które organizuje ciało, zanim zostanie nazwane emocją. Dźwięk, jako medium afektywne, działa na trzech poziomach. Po pierwsze, rezonuje cieleśnie. Niskie częstotliwości i infradźwięki są fizycznie odczuwalne, co może czynić je niezwykle skutecznymi narzędziami manipulacji nastrojem. Po drugie, zakłóca percepcję. Nagłe zmiany w pejzażu dźwiękowym mogą prowadzić do dezorientacji i lęku. Po trzecie, reguluje społeczne reakcje. Poprzez architekturę dźwięku możliwe jest kształtowanie nastroju przestrzeni publicznych, na przykład uspokajanie lub wprowadzanie napięcia. Nic bardziej uszywistego[7]. Wszak już od czasów Pitagorasa wiemy, że dźwięk jest zarazem wynikiem ruchu, jak i fenomenem wzbudzającym ruch. Zapomnieliśmy jednak o tym, czego efektem jest między innymi zaburzenie równowagi pomiędzy ciszą a hałasem. Będące wynikiem Głębokiego Słuchania myślenie o wibracjach może stać się zatem punktem wyjścia do działań ekologicznych, próbujących równowagę tę odbudować.
Nikt nie zabiega o ciszę. Poziomy miejskiego hałasu wciąż rosną, tworząc wielką, kakofoniczną mieszankę. Osoby obsługujące maszyny mogą cieszyć się poczuciem mocy i władzy. Na naszej planecie nie ma już miejsca wolnego od dźwięku maszyn[8].
Jednym z najważniejszych praktycznych zadań, będącym wynikiem ekologicznego myślenia i słuchania audiosfery, jest projektowanie akustyczne, które „dąży do odkrycia reguł, dzięki którym będzie możliwa poprawa estetycznej jakości środowiska akustycznego”[9]. Dla Oliveros jest to o tyle istotne, że uważne słuchanie wiąże się z pogłębioną wrażliwością estetyczną. Dlatego może stanowić punkt wyjścia do oryginalnej twórczości artystycznej. Muzyka sama staje się częścią nieograniczonego uniwersum dźwiękowego, a zatem, co bezpośrednio wiąże się z podstawową ideą Słuchania Kwantowego, otwiera (się) na wiele różnych rzeczywistości. Muzyka jest wynikiem otwartości, a także otwartości gwarancją. Dlatego muzyk jest nie tylko artystą, ale także słuchaczem świadomym przemian zachodzących w globalnym środowisku akustycznym i, jako taki, może być zarazem kompozytorem utworów muzycznych oraz projektantem pejzaży dźwiękowych. W kontekście rozwoju cywilizacyjnego zaniechanie myślenia o audiosferze to „marnotrawstwo i zła praktyka, tak jak złym obyczajem jest zła wentylacja”[10]. Głębokie Słuchanie nie jest bierne, a związana z nim otwartość nie prowadzi do absolutnej zgody na wszystko. To chyba najważniejsza lekcja, jaką daje nam Słuchanie Kwantowe. Nie chodzi o to, żeby się do wszystkiego przyzwyczaić. Słuchanie wszędzie wszystkiego jest między innymi po to, aby wiedzieć, iż są dźwięki, których nie lubimy, które zakłócają myśli i działania. Dlatego „[m]usimy słuchać na wszystkie możliwe sposoby, aby sprostać wyzwaniom tego, co nieznane i niespodziane”[11]. Dlatego Głębokie Słuchanie jest potrzebne. Nie tylko z powodu dającej przyjemność estetycznej kontemplacji, ale także z troski o to, by żyło się lepiej. Nie tylko mnie.
„Głębokie Słuchanie uwzględnia wszelkie środowiskowe i atmosferyczne konteksty dźwięku”[12], a zatem pozwala otworzyć się także na sposoby słuchania innych.
Dla Oliveros inni to wszyscy, którzy słuchają. Pomimo łączących nas podobieństw nie wszyscy słuchamy tak samo z uwagi na inne możliwości percepcyjne. Głębokie Słuchanie pozwala uświadomić sobie wiele nietypowych sposobów słuchania, charakterystycznych między innymi dla osób z implantem ślimakowym. Oliveros zdaje sobie sprawę z nieusuwalnych połączeń pomiędzy technologią a słuchaniem. W „Słuchaniu Kwantowym” wspomina o pierwszym człowieku, który otrzymał protezę słuchową, by z jednej strony zwrócić uwagę na problem hałasu i jego rolę w zaburzeniach słuchu, z drugiej zaś uwrażliwić na te sposoby słuchania, które są umożliwiane przez technologię. Jak słyszą osoby z implantem ślimakowym? Już samo postawienie takiego pytania pozwala zwiększyć pole pluralizacji doświadczeń związanych z odbiorem dźwięków. Nie byłoby tego pytania bez Głębokiego Słuchania. „Implant ślimakowy umożliwia obejście niefunkcjonującej części ucha i bezpośrednie stymulowanie nerwu. By tak się jednak stało, analogowy, »fizyczny« dźwięk zamieniony musi zostać na impulsy elektryczne, które nerw będzie w stanie zarejestrować, czyli stymulatory”[13]. Pytanie o to, jak słuchają inni, jest próbą przygotowania się do przyszłych przemian związanych z rozwojem technologii zapośredniczających dźwięk i słyszenie. To pytanie o rozmaite stymulatory i ich wpływ na sposoby słuchania. Jeśli Głębokie, Kwantowe Słuchanie wiąże się z poszerzaniem pola różnorodności doświadczeń inicjowanych przez dźwięki, to można powiedzieć, że kolejna ważna sugestia Oliveros wiąże się z pielęgnowaniem tej różnorodności. Różnorodność przejawia się na wielu poziomach, a w każdym z nich obecne są specyficzne zagrożenia. W zamieszkiwanych przez nas na co dzień pejzażach dźwiękowych zagrożeniem jest hałas, który przez swą dominację unifikuje doświadczenia słuchowe. W kontekście słuchania muzyki zagrożeniem może być standaryzacja urządzeń odtwarzających. Natomiast na poziomie doświadczeń środowiskowych jest nim zacieśnianie doświadczeń audytywnych do świata percepcji typowo ludzkiej.
„Co słyszy nietoperz, kiedy nurkuje w powietrzu, nasłuchując, aby namierzyć swą ofiarę?”[14].
Oliveros chce, byśmy się zastanowili, jak słuchają zwierzęta inne niż ludzie. A także czy potrafimy zapewnić nieludzkim zwierzętom przestrzeń do swobodnego komunikowania. Jej pytanie dotyczy ponownie sposobów radzenia sobie z hałasem i umiejętnego projektowania środowisk dźwiękowych z uwzględnieniem potrzeb każdej słuchającej istoty. Praktyka Głębokiego Słuchania może być punktem wyjścia do badań nad sposobami słuchania wszelkich, zdolnych do tego, organizmów żywych. Choćby po to, by się dowiedzieć, że „uszy świerszczy znajdują się na goleniach tylnych odnóży i składają się ze szczeliny zasłoniętej błoną połączoną z nerwem słuchowym. Natomiast uszy koników polnych umieszczone są na pierwszym segmencie odwłoka”[15]. I choć nie jesteśmy w stanie słyszeć jak nietoperz czy świerszcz, to wyobrażanie sobie tego może ułatwić stworzenie przestrzeni, w których zwierzęta te będą mogły usłyszeć siebie nawzajem.
Znowu się okazuje, że „w świecie komunikacji akustycznej największym wrogiem jest hałas. Zanieczyszczenie hałasem powoduje serię problemów również dla ryb, podobnie, jak dla wielu innych typów zwierząt. Zaobserwowano, że szumy tła sprawiają, że niektóre ze stworzeń zwiększają głośność wymienianych między sobą komunikatów”[16]. Hałas zmusza do krzyku. Do hałasu jednak można się przyzwyczaić. Głębokie Słuchanie pozwala natomiast się odzwyczaić. Wydawać się może, że praktyka Głębokiego Słuchania, jako forma medytacji, pozwala na maksymalne otwarcie bez hierarchizacji i oceniania. Słuchamy wszystkiego zawsze i wszędzie, zauważając, iż dźwięki, podobnie jak myśli, pojawiają się i znikają, a my jako osoby słuchające nie skupiamy na nich nadmiernej uwagi. Praktyki inicjowane przez Oliveros wychodzą jednak poza te podstawowe formy medytacji, zmierzając do twórczej aktywności, która może stać się orężem w przywracaniu utraconej równowagi pomiędzy hałasem a ciszą. Już pierwsze zdanie „Słuchania Kwantowego” inicjuje tę potrzebę: „Jako artystkę muzyczną ciekawi mnie zmysłowa natura dźwięku, jego zdolność do synchronizacji, koordynacji, uwolnienia i zmiany”[17].
Celem słuchania jest zmiana. Co znamienne dla amerykańskiej kompozytorki, zmiana ta jest możliwa dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę ze zróżnicowania źródeł dźwiękowych, które są znakami różnorodności życia. To dlatego nie tylko słuchanie innych zwierząt jest ważne, ale także wyobrażanie sobie, jak one słuchają. Wtedy dopiero będziemy mogli się przekonać, czy nasze praktyki artystyczne i ich efekty znajdują swoje bezkolizyjne miejsce w świecie. Jeśli słuchając dźwięków wydawanych przez innych, mogę się czegoś nauczyć, chciałbym, aby można się było czegoś nauczyć, słuchając dźwięków wydawanych przeze mnie. Aby uruchomić tę możliwość, muszę na chwilę zniknąć, znieruchomieć, zastygnąć. Praktyka Głębokiego Słuchania wymaga umiejętności zatrzymania się, aby nie generować niepotrzebnych w danej chwili dźwięków. Słuchając uważnie, chcę wychwycić najdrobniejsze szczegóły dźwiękowego uniwersum, a to wymaga ciszy. Zatem stoję i słucham albo siedzę i słucham, starając się w tym chwilowym wytężeniu zmysłów samemu zniknąć. Zachowanie to ponownie przybliża postawę Oliveros do praktyk medytacyjnych, które najpełniej wyrażają się w buddyzmie:
Jako osoba uprawiająca medytację – zauważa Ajahn Brahm – często zadawałem sobie pytanie „Dlaczego hałas mnie denerwuje?”. Dlaczego dobiega mnie śpiew ptaków, kaszel czy trzaśnięcie drzwiami w głównej sali? Dlaczego nie mogę zrobić tego samego, co z oczami, użyć »powiek«, którymi przesłoniłbym uszy? Po głębszym zastanowieniu i zrozumieniu praw rządzących dźwiękiem doszedłem do wniosku, że słyszę, ponieważ chcę usłyszeć. Aktywnie angażowałem się w świat dźwięków. I dlatego tak bardzo mnie drażniły[18].
Ajahn Chah zwykł mawiać, że to nie dźwięk przeszkadza nam, tylko my dźwiękowi. Umiejętność chwilowego znikania podczas głębokiego słuchania to może najważniejsza lekcja, którą dostajemy od Oliveros. Znikanie to jest potrzebne zarówno w twórczości muzycznej – mogę dzięki temu usłyszeć innych instrumentalistów – jak i w życiu codziennym: wówczas mogę dostrzec nisze komunikacyjne, które wykorzystywane są przez inne zwierzęta, a nawet wznieść się poza bezpośrednio dostępne elementy świata i spróbować wsłuchać się w kosmos.
„Jak brzmią gazy w przestrzeni kosmicznej”[19]?
To pytanie, zadane niegdyś, choć w innej formie, przez Pitagorasa i jego uczniów, jest ponownie pytaniem o wszystko, co możliwe do usłyszenia, ale także o to, jak określać, nazywać, a zatem tłumaczyć dźwięki, które sobie wyobrażam. To zachęta zbliżona do postawy zainicjowanej przez R. Murraya Schafera i jego współpracowników w ramach World Soundscape Project, którzy szukali nowych określeń językowych pozwalających przebić się przez sztywną tkankę kultury zdominowanej wizualnie. To także swoiste ćwiczenie „czyszczenia uszu”[20], które z jednej strony ma na celu wyostrzenie słyszenia otaczających nas dźwięków, z drugiej zaś wykształcenie umiejętności ich nazywania. A zatem „jak brzmią gazy w przestrzeni kosmicznej”? To nie tylko pytanie o technologię i możliwości translacji częstotliwości niedostępnych naszemu słyszeniu na dźwięki, które moglibyśmy usłyszeć, lecz także namowa do rozwijania wyobraźni językowej, będącej wynikiem uważnego słuchania. „Niektóre z pulsarów brzmią jak bongo, inne znowu jak kastaniety, a kolejne z nich jak wyślizgana igła gramofonu. Większość z nich tak po prostu cyka i tyka od milionów lat”[21]. I w tym aspekcie rozważania Oliveros łączą się ze starożytnymi naukami Pitagorasa o harmonii sfer czy z późniejszymi prawami ruchu planet Johannesa Keplera. Dodajmy do tego, po raz kolejny, R. Murraya Schafera, mówiącego o symfonii świata. Zwłaszcza w metaforze „strojenia świata” zbiega się wiele wątków charakterystycznych dla teorii i praktyki Oliveros. Postulat strojenia świata jest zarówno wynikiem teoriopoznawczych analiz, jak i potrzebą wynikającą z praktyk słuchowych. Jeśli jednak chcielibyśmy wyjść poza metaforyzacje, należałoby stworzyć nową teorię, która byłaby w stanie sprostać nie tylko potrzebom słuchania wszędzie wszystkiego, ale także połączyć ją z doświadczeniem. Wydaje się, że Oliveros zauważa taką potrzebę, ale nie potrafi wyjść poza krąg metaforyzacji. Słuchanie Kwantowe wymagałoby akustyki, a więc także fizyki kwantowej, która przekraczałaby akustykę (fizykę) klasyczną. Oliveros nie ma aspiracji, by dokonać opracowania takiej teorii, lecz jej metafory mogą stanowić ciekawy punkt wyjścia do podobnych poszukiwań. Kończąc zapisany na marginesie „Słuchania Kwantowego” esej, warto zatem sięgnąć do naukowych rozważań z obszaru akustyki kwantowej, by pokazać, czego domyślała się Oliveros:
Istnieje […] pewna grupa zjawisk akustycznych, dla których wytłumaczenia ujęcie kwantowe staje się niezbędne, a przedstawienie klasyczne prowadziłoby do wyników sprzecznych z doświadczeniem. Chodzi tu mianowicie o drgania o tak wysokich częstotliwościach, że długość fali staje się współmierna z odległościami międzyatomowymi, a więc jest rzędu „Ǻngstremów” (1 Ǻ = 10-10 cm)[22].
Czy Oliveros słyszała dźwięki wydawane przez atomy? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi.