W dyskusjach wokół kryzysu planetarnego najwięcej uwagi skupia się na kwestiach takich jak emisje, zanieczyszczenia, granice planetarne czy utrata bioróżnorodności. Oczywiście słusznie. Jednak część badaczy i aktywistów wskazuje na jeszcze jeden, mniej oczywisty, a niezwykle istotny aspekt impasu, w którym tkwimy w obliczu szybko postępującej destabilizacji warunków życia na Ziemi: kryzys wyobraźni. Jego symptomy są czytelne i wyraźne – choć teoretycznie wiemy, co dzieje się z planetą i co powinniśmy zrobić, żeby powstrzymać pogarszającą się sytuację, to w praktyce niezwykle trudno nam wyobrazić sobie niezbędną zmianę systemu ekonomicznego, postaw, relacji i struktur społecznych czy wartości, którymi się kierujemy.
Osoby związane ze środowiskiem dewzrostowym jasno dostrzegają ten problem, podkreślając, że kultura i sztuka mają do odegrania istotną rolę w procesie odchodzenia od świata opartego na wzroście PKB[1]. Aby alternatywy mogły zaistnieć i funkcjonować, najpierw musimy je sobie wyobrazić i opowiedzieć oraz przetestować na różne sposoby. Filozofka Ewa Bińczyk mówi to wprost: „Trzeba ekologizować wyobraźnię, a nawet ludzkie marzenia. […] Potrzebujemy wdrożyć to w nowe sposoby pisania poezji, muzyki, tworzenia literatury czy kreowania popkultury”. Jesteśmy przekonani, że instytucje kultury i sztuki są dobrymi miejscami do tworzenia nowych narracji i śmiałych, futurystycznych wizji, kreowania wyobrażeń dobrego i sprawiedliwego życia dla wszystkich czy eksperymentowania z różnymi formami współistnienia. Niestety instytucje kultury i sztuki w obecnym kształcie wcale nie są tak przyjazne eksperymentowaniu czy ekologizowaniu marzeń, jak moglibyśmy sobie tego życzyć – kryzys wyobraźni dotyka wszystkich, w tym twórców, publiczność i instytucje. Paradoksalnie, gdy dewzrostowcy widzą w kulturze motor napędowy zmiany, sami artyści i pracownicy kultury coraz głośniej mówią o tym, że nie jest ona w stanie tej funkcji spełniać. Warto pamiętać, że Mark Fisher, jeden z popularyzatorów sloganu „łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu”, był w pierwszej kolejności teoretykiem i krytykiem kultury. Wielokrotnie podkreślał, że całkowite podporządkowanie kultury i sztuki „realizmowi kapitalistycznemu” oraz zablokowanie jej twórczego, wywrotowego potencjału jest istotnym elementem systemu niszczącego planetę, społeczeństwa i jednostki.
Na szczęście w środowisku dewzrostowym nie możemy narzekać na brak wyobraźni i odwagi śmiałego patrzenia w przyszłość. Dyskusje w tym obszarze są napędzane przez nowe słowniki, koncepcje alternatywnych instytucji, propozycje polityk przyszłości czy rozbudowane wizje lepszego życia poza gospodarką opartą na wzroście. Jako (z wykształcenia) teoretyczki kultury wizualnej i historyczki sztuki oraz praktykujące pracownice kultury jesteśmy pozytywnie zaskoczone energią i wiarą, jaką dewzrostowi aktywiści, badaczki i teoretycy pokładają w sztuce i kulturze. Dając się ponieść ich entuzjazmowi, w tym rozdziale stawiamy śmiałe tezy na temat odzyskiwania społecznej wyobraźni, dewzrostowej wizji instytucji kultury i sztuki oraz roli, jaką ten obszar może odegrać w procesie odchodzenia od świata opartego na wzroście finansowym i gospodarczym. Jesteśmy przekonani, że kultura i sztuka są społecznie niezbędne zarówno jako sfera wytwarzania narracji, sensów i symboli, jak i przestrzeń eksperymentu. Tak jak dewzrost potrzebuje ich, by móc opowiedzieć i wprowadzić w życie swoją wizję, tak sama kultura i sztuka potrzebują dewzrostu, by przełamać kryzys wyobraźni, odblokować twórczy potencjał i przemyśleć swoje miejsce i rolę w świecie społecznym.
Zanim jednak przejdziemy do utopistyki i dewzrostowych wizji instytucji kultury i sztuki, musimy osadzić się w obecnym kontekście, zacząć od krytyki i trochę ponarzekać. Jak wskazują antropologowie (i jak wszyscy wiemy z własnych doświadczeń), tworzenie i obcowanie z kulturą jest jednym z podstawowych ludzkich doświadczeń. Nie trzeba mieć dyplomu uczelni artystycznej, aby być kreatywnym, nie trzeba też być ekspertką, by głęboko doświadczać muzyki, literatury, filmów, seriali, gier czy sztuk wizualnych. Jednak w podporządkowanym kapitalistycznej logice, sprofesjonalizowanym świecie instytucji kultury i sztuki ta, wydawałoby się, powszechna swoboda tworzenia i doświadczania nie jest wspierana. Zamiast wytwarzać sensy, opowieści, wyobraźnie i symbole ważne dla naszego indywidualnego i kolektywnego życia, logika funkcjonowania instytucji oddala nas od rzeczywistości społecznej. W instytucjach generuje się złożone, eksperckie dyskursy, produkuje niezwykle zaawansowane teksty i dzieła, które trafiają do nielicznych. Sztukę zamyka się w niedostępnych zarówno fizycznie, jak i symbolicznie przestrzeniach (galeriach, muzeach, audytoriach). Kultura i sztuka potrzebują odpowiedniej dawki autonomii – bez niej nie będą przestrzeniami wytwarzania sensów i twórczego eksperymentowania – jednak łatwo stają się odklejone od rzeczywistości i elitarne.
Choć zinstytucjonalizowana kultura i sztuka wynoszone są do rangi czegoś wyjątkowo cennego w sensie symbolicznym, to na co dzień są sprowadzane do logiki rynkowej i konsumpcyjnej[2]. Działanie tego sektora w dużej mierze oparte jest na zasadach indywidualnej rywalizacji i nieustannej konkurencji o widoczność, zasoby, odbiorców, sponsorów, środki grantowe itd. To brutalny, nierówny świat, w którym zwycięzca bierze wszystko: tysiące osób, tzw. „ciemna materia sztuki”, wykonują mnóstwo niewidocznej pracy, by na ich tle mogły zabłysnąć nieliczne gwiazdy – sławni artyści, ogromne instytucje czy spektakularne festiwale i wydarzenia[3]. Publiczne instytucje traktowane są jako „dostawcy usług kulturalnych”, ocenia się je głównie pod kątem frekwencji, liczby dostarczonych wydarzeń, klikalności w mediach społecznościowych czy wpływów z biletów. Tak prowadzone muzea, teatry, galerie czy domy i centra kultury, wraz z ich „ikonicznymi” budynkami, mają pompować prestiż miast i samorządów, przyciągać turystów, wspierać rozwój „klasy kreatywnej” oraz, ostatecznie, napędzać wzrost gospodarczy (vide mityczny „efekt Bilbao”)[4]. W praktyce inwestycje w kulturę i sztukę często zamiast prowadzić do rozwoju miasta czy dzielnicy, stają się narzędziami gentryfikacji, a wytwarzany przez nie publiczny kapitał symboliczny zmienia się w prywatny kapitał finansowy[5].
Jednocześnie instytucje kultury i sztuki cierpią z powodu niedofinansowania, a osoby pracujące w tym sektorze są nisko wynagradzane – według danych GUS średnie zarobki w kulturze należą do jednych z najniższych w Polsce, plasując się daleko za m.in. górnictwem czy sektorem finansowym[6].
Pracownicy kultury, często wybierający ścieżkę kariery dla pasji czy idei, mierzą się z kiepską organizacją i niskimi standardami pracy, przemocą i mobbingiem oraz powszechną frustracją, przepracowaniem, poczuciem bezsensu i wypalenia[7]. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja samych osób twórczych – większość z nich zarabia mało i nieregularnie, a ze względu na formę zatrudnienia pozbawiona jest dostępu do podstawowych zabezpieczeń socjalnych[8].
Gdy kultura i sztuka funkcjonują w tak zorganizowanym systemie instytucjonalnym, mimo że ich źródłem jest powszechna, ludzka kreatywność, stają się dostępne dla nielicznych – tych, którzy mają dość czasu wolnego, odpowiednią edukację i „wyrobiony smak” (cokolwiek to znaczy), co zwykle oznacza wielkomiejską klasę średnią i wyższą. Sztuka i kultura zamknięte w takich ramach tracą swoją społeczną i polityczną moc, a sami twórcy, zamiast wytwarzać ważne symbole, opowieści i wyobraźnie, pochłonięci są walką o przetrwanie, zdobycie zasobów i uzasadnienie swojego istnienia.
Dewzrostowa wizja sztuki i kultury stoi w zdecydowanej opozycji do obecnie dominującego status quo, nie zgadzając się na to, by sprowadzać te obszary do miana inwestycji, narzędzia PR-owego czy pozycjonalnego dobra konsumpcyjnego. W ślad za autorkami i autorami licznych dewzrostowych tekstów i książek oraz ruchami, organizacjami i kolektywami, które w swoich praktykach odwołują się do idei dewzrostu, postulujemy odzyskanie obszaru kultury jako dobra wspólnego i wspieranie sztuki pospolitej i powszechnej[9]: użytecznej społecznie, wzmacniającej relacje, samorządnej i autonomicznej, wspólnotowej, zachęcającej do indywidualnego rozwoju, kolektywnej edukacji i przeżywania wspólnych emocji oraz nadawania sensu życiu poza paradygmatem wzrostu[10].
W dewzrostowych wizjach kultura i sztuka rozkwitają przede wszystkim dzięki uwolnieniu czasu wolnego (postulat skrócenia czasu pracy) oraz przekierowaniu w ten obszar nadwyżek dotychczas inwestowanych w zwiększenie produkcji i napędzanie wzrostu gospodarczego z najbardziej szkodliwych dla planety i społeczeństw sektorów (np. produkcja SUV-ów i broni, marketing)[11]. Znaczące publiczne dofinansowanie kultury pozwoliłoby jej stać się wspólną praktyką, pozbawioną aspektu komercyjnego i towarowego: powszechną i dostępną przestrzenią odpoczynku, przyjemności, refleksji i zabawy. Zachęcałaby ona do kolektywnego uczestnictwa i użytkowania infrastruktury i wyobraźni. Dewzrostowy rozkwit kultury i sztuki wynikałby z ich zakorzenienia w lokalności – konkretnych ekosystemach, społecznościach, ekologiach społecznych i politycznych. Taka kultura mogłaby być zdecentralizowana i różnorodna – pozbawiona „wiodących” instytucji, rzekomo „uniwersalnych” mitów i kanonów czy dominujących narracji. Dewzrostowa kultura i sztuka celebrowałyby wolność, kreatywność i twórczą autonomię, jednocześnie nie zapominając o odpowiedzialności zarówno wobec świata ludzkiego, jak i pozaludzkiego. To nie jest utopijna wizja sztuki, w której „wszystko jest dla wszystkich” w duchu źle rozumianej dostępności; chodzi raczej o myślenie o kulturze jako przestrzeni twórczego dialogu, w której możemy wspólnie komunikować się i dyskutować, przeżywać emocje, przechodzić przez konflikty, dyskomfort i żałobę czy razem świętować. Takie podejście pozwalałoby budować ekologiczne, holistyczne wyobraźnie i opowieści o tym, co to znaczy żyć dobrym życiem w granicach planety i z poszanowaniem dla świata pozaludzkiego.
Badacze Michał Pałasz i Jakub Wydra przekonują, że instytucje kultury i sztuki w Polsce mają zasoby i potencjał, by rozkwitnąć, wdrażając w życie dewzrostowe idee i postulaty[12]. Choć może nie brzmi to intuicyjnie, pamiętajmy, że dewzrostowa zmiana oznacza istotne zwiększenie inwestycji czasu i pieniędzy w kulturę i sztukę oraz uczynienie z nich przestrzeni twórczego, wspólnotowego i odpowiedzialnego wykorzystywania wypracowanych w innych sektorach nadwyżek. Choć istniejący dziś w Polsce ekosystem instytucji kultury i sztuki jest daleki od dewzrostowego ideału, który być może najpełniej wyraża slogan small but many [małe, ale liczne][13], to nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć przekształcać go w duchu dewzrostowych postulatów, idei i wartości oraz tworzyć warunki, które umożliwią realne budowanie, rozwijanie i podtrzymywanie instytucji, organizacji czy kolektywów funkcjonujących na zasadach innych niż obecne kulturalne business as usual [biznes jak zwykle]. Poniżej proponujemy szereg rozwiązań, które mogłyby nas w tym procesie wspomóc, inspirując się własnym doświadczeniem pracy w sektorze kultury i sztuki – zarówno w dużych publicznych instytucjach, jak i niezależnych, oddolnych ruchach, kolektywach i organizacjach – a także licznymi badaniami, dyskusjami i refleksjami dotyczącymi wizji alternatywnej organizacji ekosystemu kulturalno-artystycznego w Polsce (którą znakomicie podsumował socjolog sztuki Kuba Szreder, w tekście Szklane muzea).
Jeżeli „punktem zero” dewzrostowych postulatów dla kultury i sztuki w Polsce jest znaczne zwiększenie publicznego finansowania tego sektora, to punktem pierwszym powinno być zupełnie inne niż dotychczas podejście do wydawania tych pieniędzy. Zamiast stawiać nowe budynki dla nowych instytucji i organizować kolejne festiwale czy biennale w dużych miastach, powinniśmy zainwestować fundusze w ludzi – artystki i pracowników kultury, w szczególności tych pracujących poza metropoliami. Obie te grupy pilnie potrzebują podniesienia (a w wielu przy- padkach stworzenia) standardów pracy, zwiększenia wynagrodzeń oraz stałego finansowania dla swoich działań. Zamiast niestabilnego funkcjonowania od projektu do projektu, upolitycznionych dotacji, tymczasowych grantów i zależnych od prywatnego interesu funduszy sponsorskich potrzebne jest długoterminowe wsparcie umożliwiające realizację ambitnych, wymagających czasu, twórczych procesów, nastawionych na budowanie i podtrzymywanie relacji w lokalnych ekosystemach (ludzkich i pozaludzkich).
Jeżeli inwestować w budynki, to przede wszystkim w remontowanie i dostosowywanie do współczesnych potrzeb, standardów i wymagań (w tym klimatycznych i środowiskowych) tych, które już istnieją, a zwłaszcza znajdujących się w małych miastach i na obszarach wiejskich. Decentralizacja kultury i sztuki w Polsce jest jak najbardziej możliwa – w kraju funkcjonują niemal cztery tysiące różnego rodzaju domów, centrów i ośrodków kultury. Dofinansowanie ich infrastruktury i zespołów nie tylko zmieniłoby realia dostępności kultury, ale też jej geografię.
W obliczu planetarnego kryzysu kultura i sztuka muszą także poważniej podejść do kwestii generowanych emisji i zużywanych zasobów. Istnieje wiele opracowań, raportów, poradników i innych publikacji szacujących wpływ tego sektora na klimat i środowisko oraz rekomendujących działania, które należy podjąć, by z jednej strony zmniejszyć obciążenia dla planety, a z drugiej – adaptować działalność instytucji i artystów do nieuchronnych zmian[14]. Niestety wprowadzanie ich w życie wciąż dzieje się powoli i napotyka wiele trudności pomimo często pozytywnego nastawienia zarówno pracowniczek i twórców, jak i publiczności[15]. W tej kwestii nie obejdzie się bez zmiany priorytetów, konkretnych, precyzyjnych regulacji i okresowego rapor- towania postępów w działaniach na rzecz mitygacji i adaptacji – w szczególności dotyczy to największych instytucji oraz organizatorów największych wydarzeń (masowych koncertów, festiwali, dużych wystaw itp.).
Kolejną kluczową kwestią jest zmiana wskaźników, według których ocenia się sukces instytucji kultury, projektu lub działania artystycznego. W momencie, gdy są one ewaluowane pod kątem liczby zorganizowanych wydarzeń i sprzedanych biletów, rocznej frekwencji publiczności, liczby pozyskanych grantów i sponsorów, „klikalności” w sieci czy skali widoczności w mediach, bardzo trudno jest wprowadzać jakiekolwiek ekologiczne rozwiązania. Zmiana wskaźników ilościowych (np. na to, o ile udało się w danym roku obniżyć emisje czy ile lokalnych społeczności lub organizacji udało się zaangażować do wspólnych działań) i przede wszystkim skupienie się na wskaźnikach jakościowych (np. poprzez pogłębione wywiady z twórcami, pracowniczkami, interesariuszami z lokalnych społeczności, uczestnikami działań, publicznością i ekspertkami) umożliwi nie tylko zmniejszenie emisji i zużycia materiałów, ale też rozwój alternatyw wobec skupionych na wzroście, konsumpcji i konkurencji modeli tworzenia; walkę z nadprodukcją, mobbingiem i wypaleniem; oraz odzyskiwanie, przynajmniej w niektórych przypadkach, kultury i sztuki jako wspólnej przestrzeni eksperymentowania, kreatywności, doświadczania i refleksji.
Należy także otworzyć instytucje na współzarządzanie przez blisko z nimi związane społeczności – mogą do tego posłużyć narzędzia takie jak rady społeczne czy panele lub narady obywatelskie, dzięki którym lokalne społeczności, interesariusze i publiczności mogą realnie współtworzyć kształt, misję, zadania i program centrów sztuki, domów kultury, teatrów czy muzeów, które działają w ich otoczeniu. Takie rozwiązania pozwolą na budowanie poprzez i wokół kultury i sztuki realnych sieci różnorodnych wspólnot oraz włączenie ich głosu i perspektywy w proces kształtowania tego obszaru.
Wreszcie, instytucje i organizacje działające w obszarze kultury i sztuki powinny w większym stopniu otworzyć się na współpracę z innymi podmiotami, bo to właśnie w tworzeniu, rozwijaniu i podtrzymywaniu nieoczywistych relacji tkwi społeczna wartość kultury. Choć udostępnianie zasobów i infrastruktury (sal, wyposażenia, wiedzy, umiejętności, kolekcji, archiwów) jako wspólnego dobra, którego mogą używać różnorodne grupy czy społeczności, staje się powoli normą, to jest to dopiero pierwszy krok na tej drodze. Publiczne organizacje i instytucje kultury powinny aktywnie rozwijać różnorodne partnerstwa – choćby poprzez wspieranie, a nawet współtworzenie artystycznych kooperatyw, oddolnych kolektywów i różnorodnych grup. W ten sposób nie tylko mogą wzmacniać ekonomię społeczną i same środowiska twórcze, ale też testować alternatywne, wspólnotowe modele uprawiania twórczości, odpowiadające na wyzwania, z którymi na co dzień mierzą się artystki i artyści[16]. Publiczne instytucje mogłyby także zostać zobowiązane do poważniejszego zajęcia się pozaludzką kulturą i dziedzictwem, np. współpracując z placówkami naukowymi, ruchami aktywistycznymi i organizacjami ekologicznymi nad projektami objęcia opieką wybranego obszaru – lasu, łąki, miejskiego ogrodu, mokradła lub zbiornika wodnego. Miejsca te mogłoby funkcjonować jako naturokulturowa przestrzeń badań, edukacji i prowadzenia twórczych działań na styku nauki, sztuki i ochrony środowiska.
Oczywiście naszkicowana powyżej wizja jest niezwykle daleka od tego, jak zinstytucjonalizowane kultura i sztuka wyglądają dziś. Co więcej, może wydawać się nierealna, wręcz utopijna. Podobnie jak inni dewzrostowi badacze i praktycy doskonale zdajemy sobie sprawę, że jej realizacja wymaga powolnego, długoterminowego procesu zmian[17]. Nie oznacza to jednak, że dewzrost nie ma konkretnych propozycji czy postulatów dla kultury i sztuki, które można realizować tu i teraz. Badaczka Miriam Meissner wskazuje trzy kluczowe strategie dla dewzrostowej kultury i sztuki na dziś[18]. Po pierwsze, popularyzacja, czyli promowanie poprzez twórcze działania, dzieła sztuki czy kulturowe trendy idei, postaw, wartości i wizji świata bliskich ruchowi dewzrostu. Może to oznaczać przekazywanie wiedzy; uwidacznianie na co dzień ukrytych mechanizmów i procesów; budowanie silnych, emocjonalnych narracji czy tworzenie przestrzeni refleksji, pozwalającej na przemyślenie na nowo naszej indywidualnej i zbiorowej relacji z planetą, społeczeństwem czy polityką. Po drugie, presja, czyli używanie wyobraźni oraz twórczych praktyk jako narzędzi aktywistycznych czy wręcz kampanijnych, z jednej strony stawiających opór niszczycielskim aspektom świata opartego na wzroście, a z drugiej wzmacniających społeczny nacisk na zmiany prawne, gospodarcze czy polityczne, zgodne z postulatami dewzrostowymi. Wreszcie, po trzecie, prefiguracja, czyli tworzenie i rozwijanie alternatywnych wizji przyszłości poza paradygmatem wzrostu oraz eksperymentowanie, ucieleśnianie i testowanie ich w praktyce.
Dewzrostowi badacze podkreślają, że rozwijane przez nich idee i propozycje rozwiązań zakorzenione są w realnie funkcjonujących, alternatywnych wobec dominującego paradygmatu wzrostu sposobach działania i organizowania relacji społecznych, politycznych czy ekonomicznych[19]. Jak najbardziej dotyczy to także świata sztuki i kultury. Możemy znaleźć przykłady praktyk artystycznych i instytucjonalnych, które realizują wszystkie wymienione przez Meissner strategie, jak choćby artystyczne kooperatywy, niezależne twórcze przestrzenie, zaangażowane kolektywy czy oddolne domy kultury[20].
W powstałej podczas pandemii COVID-19 pracy wideo Formy Przetrwania artystka Diana Lelonek przedstawia radykalną wizję – całkowite zamknięcie instytucji kultury i zaprzestanie jakiejkolwiek produkcji artystycznej. Opuszczone budynki zaczynają służyć innym celom: część z nich zostaje przekształcona w centra pomocy humanitarnej, inne stają się schronieniem dla chwastów, ptaków i owadów. Sale wystawowe zamieszkują mchy, biura księgowości stada kormoranów, magazyny ryjówki i polne myszy, a zalane sale parterów zasiedlają żaby, dając wieczorne koncerty. Głos z offu donosi: „Wraz z naszym zespołem głęboko wierzymy w konstruktywną bezproduktywność i widzimy szansę na wyjście z impasu jedynie poprzez zaniechanie jakichkolwiek działań mających na celu produkcję sztuki”.
W pracy Lelonek mimo katastrofy życie trwa dalej, a sale muzeów i deski teatrów zajmują istoty pozaludzkie, nie mniej twórcze i utalentowane niż homo sapiens. Obraz, który przedstawia artystka, stawia pytanie o sensowność organizacji instytucji kultury i artystyczną nadprodukcję. Uparte podtrzymywanie świata opartego na wzroście, konsumpcji i konkurencji w końcu doprowadzi do sytuacji, w której przestrzeń dla sztuki i kultury radykalnie się skurczy, a uprawianie twórczości i podtrzymywanie ludzkiej kreatywności stanie się zbytecznym luksusem.
Dewzrost proponuje, aby zamiast czekać na systemowe załamanie, zacząć eksperymentować z alternatywami już teraz. Ekonomista ekologiczny Peter Victor ujmuje tę propozycję prostym hasłem: slower by design, not disaster [wolniej z wyboru, nie pod presją katastrofy][21]. Szeroko zakrojona transformacja w kierunku świata poza paradygmatem wzrostu nie obejdzie się bez kultury i sztuki, bez pobudzenia naszych wyobraźni i kreatywności. Tego rodzaju zmiana byłaby też niewątpliwie korzystna dla samego sektora kultury i sztuki – odejście od „realizmu kapitalistycznego” i realizacja choćby części dewzrostowych postulatów pozwoliłyby przekroczyć ograniczenia i naprawić liczne problemy i sprzeczności trawiące ten sektor. Propozycja dewzrostowego ekosystemu instytucji kultury i sztuki, którą opisałyśmy w tym rozdziale, może wydawać się utopijna, zwłaszcza w świecie pogłębiających się kryzysów – ekonomicznych, społecznych, klimatycznych, środowiskowych – w którym antagonizacja grup społecznych, zarządzanie strachem, różne formy przemocy, militaryzacja i wojna stanowią powszechne narzędzia prowadzenia polityki. Tym bardziej jednak jesteśmy przekonani, że pilnie potrzebujemy zmiany, która pozwoli nam zmobilizować zasoby powszechnej kreatywności i zbudować przestrzeń do wspólnego tworzenia nowych, alternatywnych wyobraźni, opowieści i wizji.
Tekst pochodzi z książki „Dewzrost po polsku” pod redakcją Zofii Łapniewskiej, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Heterodox. Wydawcy dziękujemy za współpracę przy publikacji. W ramach przygotowania publikacji w „CzasKultury.pl” opracowano sposób cytowania – przypisy anglosaskie zamieniono na przypisy końcowe, a tam, gdzie było to możliwe, użyto hiperlinków bezpośrednio w tekście.