Nr 20/2025 Na teraz

Diabeł swoje, teatr swoje

Magdalena Rewerenda
Teatr

Trwający od lat, niekończący się remont Teatru Polskiego w Bydgoszczy sprawia, że kolejne spektakle w jego siedzibie prezentowane mogą być tylko na Małej Scenie. Rozpoczęty niedawno sezon zainaugurowała „Opętana” – inscenizacja kameralnej sztuki o traumach trzypokoleniowej rodziny, napisanej i wyreżyserowanej przez obecnego dyrektora bydgoskiego teatru, Beniamina M. Bukowskiego. Autor jest podwójnym laureatem tegorocznego konkursu „Dramatopisanie” organizowanego przez Instytut Teatralny w Warszawie. W pierwszym etapie był jednym z dwojga laureatów, którzy otrzymali stypendium na napisanie tekstu dramatycznego, zaś w drugim jego eksplikacja reżyserska zdobyła dofinansowanie na realizację przestawienia. Niestety, wszystko wskazuje na to, że największe sukcesy „Opętanej” miały miejsce na etapie projektowym.

Przedstawienie rozpoczyna się już w ciasnym foyer Małej Sceny. Choć do oficjalnego początku spektaklu pozostało jeszcze dwadzieścia minut, widzowie wchodzący do budynku są uciszani przez obsługę – trwa bowiem prolog. W kącie, przy stoliku, siedzi młody chłopak, Dominik (Karol Franek Nowiński). Ze strzępów ledwo słyszalnej rozmowy można wywnioskować, że uczestniczy on w sesji z psychoterapeutką (Katarzyna Pawłowska). Szybko jednak okazuje się, że zrozumienie tej sceny ani przyczyn wywoływanego przez nią nieprzyjemnego dyskomfortu nie jest konieczne – zarówno dla śledzenia prostej (żeby nie powiedzieć: infantylnej) fabuły, jak i dla zanurzenia się w świecie przedstawienia, w którym znakomity zespół aktorski robi, co może, by wydobyć jak najwięcej ze szkolnie napisanego tekstu i ożywić papierowych bohaterów zbudowanych na myślowych kliszach.

Centralną postacią spektaklu jest Ewa (Małgorzata Trofimiuk) – starsza kobieta przykuta do medycznego łóżka, usytuowanego w przestrzeni sypialni stylizowanej na sterylną salę szpitalną. Jej pokój – umieszczony w przezroczystym kubiku na środku sceny, sąsiadującym z umownie zarysowanymi przestrzeniami: mieszkaniami innych postaci oraz gabinetem psychoterapeutki (scenografia: Jerzy Basiura) – staje się nie tylko fizycznym centrum akcji, ale i symboliczną osią świata przedstawionego, podkreślając emocjonalną izolację bohaterki. Kobieta zmaga się z fizyczną niepełnosprawnością i, być może, z demencją (choć spektakl w tej kwestii wysyła sprzeczne sygnały). Ewa cierpi z powodu samotności i frustracji. Jej córka Ada (Dagmara Mrowiec-Matuszak) mieszka w innym mieście i nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami: depresją lub żałobą po zmarłym mężu – a może jednym i drugim. Pewne jest jedynie cierpienie Ady, które wyrażane zostaje przez jej apatyczne snucie się po scenie (ruch sceniczny: Tobiasz Sebastian Berg) oraz wybuchy gniewu, w trakcie których bohaterka teatralnie opróżnia łazienkowe szafki. Dominik, wnuk Ewy, wykazuje potrzebę odbudowania ważnej dla niego relacji z babcią, jednak jego intencje i działania pozostają silnie uwikłane w napięty układ zależności z matką.

Jedyną osobą, która na co dzień odwiedza chorą, jest Jola (Emilia Piech) – bogobojna sąsiadka, usiłująca opiekować się Ewą, ale jednocześnie infantylizująca ją i strasząca piekłem za przeszłe grzechy i „nieczyste” myśli. Mieszanka dewocyjnych wizji Joli oraz erotycznych fantazji i wspomnień Ewy prowadzi do coraz bardziej dezorientujących nocnych majaków bohaterki. Pojawia się w nich tajemniczy mężczyzna (Adam Graczyk) – raz jako ksiądz, raz jako diabeł, a innym razem jako dawny kochanek – wchodzący do jej sypialni i wywołujący w niej naprzemiennie strach, gniew i ekscytację. To właśnie te emocje sprawiają, że sąsiadka uznaje Ewę za osobę opętaną. Kolejne sceny z życia postaci nie budują linearnej opowieści. Ich celem jest raczej stopniowe odsłanianie traum każdego z bohaterów (np. więź z nieobecnym lub emocjonalnie niedostępnym rodzicem czy niechciane lub utracone ciąże), które wpływają na ich relacje z innymi.

Co wynika z tej historii? Wbrew zamierzeniom autora i reżysera, opowieść wywołuje efekt odwrotny do zamiaru deklarowanego przez niego w programie przedstawienia. Bukowski pisze o chęci oderwania pojęcia opętania od religii i potraktowania go jako „świeckiej, egzystencjalnej kategorii utraty kontroli nad własnym życiem pod wpływem sił, które nas przerastają”. Tymczasem spektakl ponosi na tym polu porażkę. Przerysowana, stereotypowa religijność Joli oraz pretensjonalne, natchnione monologi diabła – zamiast uwypuklić powierzchowność katolickiego imaginarium – skutkują wzmocnieniem skojarzeń, które twórcy próbowali podważyć. Kategoria „opętania” nadal funkcjonuje wyłącznie w kontekście przemocowego, zabobonnego światopoglądu – i, co istotne, nie zostaje poddana żadnej krytycznej refleksji.

fot. Natalia Kabanow

Chęć połączenia realizmu i metafizyki, a także tematu cierpienia starzejącego się ciała i namysłu nad duchowością oraz religią przypomina strategię zastosowaną przez Romea Castellucciego w przedstawieniu „O twarzy. Wizerunek Syna Boga” (2010), ale w bydgoskim spektaklu nie udaje się zbudować podobnego napięcia. Charakterystyczne dla reżysera „Baśni o wężowym sercu” (Narodowy Stary Teatr w Krakowie, 2022) zainteresowanie duchowością w „Opętanej” zostaje zredukowane do uproszczonej psychologii i banalnego moralizowania o tym, by – jak przestrzega Dominika psychoterapeutka – „nie przeoczyć tego, co naprawdę ważne”. Mimo że od początku jasne jest, iż opuszczona i nierozumiana Ewa wzbudza współczucie, sposób, w jaki skonstruowano jej postać, nie tylko nie uwrażliwia na los osób starszych, ale wręcz utrwala szkodliwe stereotypy na ich temat. Ewa funkcjonuje niemal wyłącznie poprzez dwie ekspresje: złośliwą agresję albo prowokacyjnie eksponowaną seksualność, co prowadzi do ośmieszenia i karykaturalnego uproszczenia tej postaci.

Tymczasem możliwość stworzenia spektaklu o starości, w którym społeczny problem i poruszające losy scenicznych bohaterów łączą się z komizmem, została już udowodniona – choćby w ubiegłym sezonie przez Michała Buszewicza. Jego „Dom niespokojnej starości” (Teatr Współczesny w Szczecinie) to futurystyczna opowieść o grupie przyjaciół żyjących w seniorskiej komunie, którzy wspólnie stawiają czoła chorobie, niesprawności, samotności i umieraniu. Podczas gdy Buszewicz osiąga interesujący efekt poprzez lekkość i błyskotliwość dialogów, w „Opętanej” są one sztampowe, pozbawione niuansów i przestrzeni niedopowiedzeń. Tam, gdzie pojawia się potencjał do zbudowania wieloznaczności, spektakl wprowadza tautologie na poziomie inscenizacyjnym, które skutecznie pozbawiają go resztek subtelności. Przykładem może być monolog księdza o szatanie, wypowiedziany przy akompaniamencie ilustracyjnej, niepokojącej muzyki (także autorstwa Bukowskiego) i z towarzyszeniem pulsujących jarzeniówek. Inny monolog księdza o piekle zapowiada histerię Ady, która w napadzie przerysowanego szału obraca wiszący nad łóżkiem Ewy krzyż. Jeśli ta przesadna teatralność miała być pastiszem tanich horrorów i zarazem pretekstem do refleksji nad prawdziwą naturą zła, to efekt końcowy świadczy o porażce Bukowskiego – te igraszki z diabłem nie są ani zabawne, ani refleksyjne. Konwencjonalny dobór środków wyrazu sprawia też, że nie działają sceny w konwencji naturalistycznej, w których napięcie mogłoby być budowane na ekspresji ciała, na przykład w otwierającej części spektaklu, gdy widzimy Ewę z trudem poruszającą się przy pomocy balkonika.

Ten realizm – choć przełamany umowną organizacją przestrzeni i absurdalnymi wstawkami, takimi jak wizyty skrzydlatego szatana (kostiumy: Julia Ulman) – wydaje się nieprzypadkowy. „Opętana” łączy kilka popularnych teatralnych trendów ostatnich sezonów, między innymi fascynację terapią jako formą narracji oraz rodzinny dramat obyczajowy na poziomie struktury. Twórcy i twórczynie próbują wyjść poza ramy zastanych konwencji, konfrontując je z abstrakcyjnym, fantazmatycznym motywem opętania. Ich celem – jak można sądzić – było pokazanie, że osoby „opętane” w sensie społecznym czy psychologicznym nie potrzebują egzorcyzmów rodem z filmów grozy, lecz raczej opieki i obecności drugiego człowieka. Jednak społeczna misja przedstawienia Bukowskiego ogranicza się do umieszczonych w programie spektaklu numerów telefonów do instytucji wspierających osoby starsze oraz słowniczka wyjaśniającego różnice pomiędzy pojęciami takimi jak opętanie, demencja czy depresja. Dyrektorska premiera – co podkreśla sam Bukowski w tekście programowym, podpisując się nie jako reżyser i autor scenariusza, lecz jako dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy – podejmuje ważny temat, który coraz częściej obecny jest na teatralnych scenach. Niestety – „Opętana” okazuje się sporym rozczarowaniem.

„Opętana”
scenariusz, reżyseria, muzyka: Beniamin M. Bukowski

scenografia: Jerzy Basiura
kostiumy: Julia Ulman
ruch sceniczny: Tobiasz Sebastian Berg

Teatr Polski im. H. Konieczki w Bydgoszczy
premiera: 12.09.2025