09 października 2015
alt

Victor Orbán: w imieniu ludu

Kwestią sytuacji politycznej i kulturowej na Węgrzech zajmowaliśmy się w „Czasie Kultury” rok temu. Numer 3/2014 zatytułowaliśmy „Węgry: koniec republiki”. Niektórzy twierdzili wówczas, że był to gest nazbyt radykalny, a może i histeryczny. Teraz przekonujemy się, że nie padliśmy ofiarą publicystycznej przesady. I nie myślę w tym miejscu ani o zacieśniającej się przyjaźni między Orbánem i Putinem, ani o opasujących Węgry, na jego życzenie, zasiekach z drutu żyletkowego. O tym, że nasza diagnoza była słuszna, najdobitniej przekonuje wydana właśnie po polsku biografia węgierskiego premiera opatrzona podtytułem „Jeden obóz, jeden sztandar, jeden wódz”.

Autorem książki jest Jószef Debreczeni, były doradca Orbána, znany publicysta, autor prac poświęconych kluczowym postaciom węgierskiej polityki ostatniego ćwierćwiecza (József Antall, Ferenc Gyurscány). Książka poświęcona Orbánowi pierwotnie ukazała się w końcu 2009 roku, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, które wyniosły do władzy Fidesz, dając partii większość dwóch trzecich głosów, a samemu Orbánowi – po raz kolejny fotel premiera. Debreczeni miał z nim osobisty, comiesięczny kontakt, kiedy został poproszony do wąskiego grona jego doradców (1995–1996). W kolejnych latach już z dystansu obserwował wzloty i upadki Orbána, dochodząc do wniosku, że ten wstąpił na drogę „klasycznej prawicy”, a posiadana władza „ostatecznie go zdeprawowała”. Dawny doradca stał się w rezultacie zagorzałym krytykiem. Debreczeni nie ma wątpliwości co do oceny politycznej działalności Orbána i wyraża swój sąd jasny językiem: „Orbán nie jest figurą operetkową. Nie jest Kaczyńskim i nie jest Fico. Jest prawdziwym aktorem historycznym, «posłańcem czasów». I teraz nadszedł jego czas. Nie ma takiej siły, która mogłaby go zatrzymać”.

Kasandryczna to przepowiednia. Debreczeni nie wróży jednak z dymu. Napisana przezeń biografia to poważna, politologiczna i społeczna analiza, rozpisana na ponad sześćset stron. Jakkolwiek jej początek dotyczy dzieciństwa i młodości przyszłego seryjnego premiera, to Debreczeni nie pozwala sobie na popadanie w tani psychologizm. Informuje, że Orbán nie jest osobą ze znaczącym kapitałem rodzinnym i kulturowym, ale że to raczej parweniusz w pierwszym pokoleniu. Jego rodzice po latach ciężkich starań uzyskali status półinteligencki. Rodzina bogaciła się także po upadku systemu socjalistycznego na Węgrzech, jednak gdy rodził się Victor, o niczym takim nie mogło być mowy. Gdy do rodzinnego domu nadeszła wiadomość, że pomyślnie zdał egzamin na studia, zapanowała ogólna, wielka radość.

Znaczące jest, że Orbán wychował się w środowisku „sterylnie apolitycznym”. Rodzinne rozmowy nie dotyczyły polityki, co oznacza tyle, że Victor był polityczną biała kartą, zapisywaną dopiero później przez zmieniające się okoliczności. Jako że okoliczności owe były różne, to i polityczne oblicze Orbána nie było stałe. Wędrował od pozycji lewicowych po prawicowe, był liberałem, centrystą, w końcu także konserwatystą. Miał okresy zwalczania liberalizmu i konserwatyzmu. Ostatecznie okopał się na szańcach populizmu, negując system demokratyczny i jego ograniczenia.

Swoją karierę polityczną rozpoczął w sposób spektakularny. Jesienią 1987 roku założył Związek Młodych Demokratów, potocznie znany jako Fidesz. Powstanie tej młodzieżowej organizacji opozycyjnej było katalizatorem późniejszej transformacji i pierwszą udaną próbą złamania monopolu partii rządzącej. Rok później wygłosił słynne przemówienie na pogrzebie Imre Nagy’a, przywódcy węgierskiego powstania z 1956 roku. Na Placu Bohaterów w Budapeszcie słuchało go sto tysięcy ludzi, dzięki telewizyjnej transmisji na żywo – miliony. Orbán stał się figurą polityczną dosłownie w ciągu kilku minut. W swoim przemówieniu w otwarty sposób podważył polityczne status quo, odrzucił powrót do rozwiązań z użyciem przemocy, nawoływał do „zakończenia dyktatury komunistycznej”. Potem brał udział w obradach Narodowego Okrągłego Stołu, a w wolnych wyborach jego Fidesz zdobył prawie 9% poparcia. Dla 26-letniego polityka była to podróż windą do politycznego nieba. „Mówię tym samym językiem, co zwykli Węgrzy. Mówię dosłownie to samo, co ludzie w warzywniaku, w lodziarni, w knajpie” – deklarował wtedy. Debreczeni sugeruje, że późniejszy populizm Orbána na dobre narodził się właśnie w dobie tych sukcesów, na początku lat 90. Zwieńczeniem błyskotliwej kariery stało się objęcie teki premiera rządu Węgier w 1998 roku.

Po utracie tego stanowiska cztery lata później, Orbán sformatował się na nowo. Debreczeni twierdzi, że około 2005 roku dokonał się w jego poglądach „zwrot populistyczny”, dopełniający model charyzmatycznego wodzostwa. Na czym polega ów współczesny, prawicowy populizm? To konglomerat wielu przekonań i poglądów: agresywnego nacjonalizmu, stygmatyzowania wroga, dyskredytowania parlamentu kosztem „woli ludu”, kultu jednostki i porządku, manipulacji informacjami, potępiania – w imieniu „ludu” – rządzących elit, antyliberalizmu, obietnic opieki państwa, krytyki międzynarodowych elit finansowych. Konglomerat skuteczny, zapewniający władzę, posłuch i bezkarność.

Debreczeni przekonująco wykazuje, że osią polityki Orbána jest konfrontacja. Da się ona prześledzić choćby na poziomie przemówień premiera Węgier. Ich rutynowe składniki to takie określenia, jak „notoryczny kłamca”, „pełen nienawiści”, „zdemaskowany”, „bezczelny”, „marny aktorzyna”, „wyzuty z moralności”, „nikczemny”. A dalej także: „klika milionerów”, „nowa klasa uprzywilejowana”, „namiestnicy wschodniej tyranii”, „bagno rządowe”, „fałszywi pasterze”, „mafijna polityka” i wiele, wiele podobnych.

Debreczeni szczegółowo przedstawia sposób działania mediów, podporządkowanych racjom partii rządzącej, opisuje kuriozalne opinie zagranicznych komentatorów, ujawnia, w jaki sposób sam Orbán i jego szeroko pojęta rodzina w krótkim czasie zgromadzili znaczne majątki. Jego analizy podane są potoczystym językiem, łatwo wprowadzającym w zawiłe czasem kwestie węgierskiej polityki. Wiarygodność idzie tutaj w parze z darem opowiadania.

Jak wspomniałem, książka „Victor Orbán. Jeden obóz, jeden sztandar, jeden wódz” została opublikowana w 2009 roku. Na potrzeby polskiego wydania autor zaopatrzył ją w kronikę wydarzeń, jakie upłynęły od tamtego czasu. Resztę możemy obserwować już sami, na bieżąco. Orbánowski autorytaryzm zdaje się bezalternatywny i triumfujący. Skojarzenia z polską sceną polityczną są oczywiste. Książka Debreczeniego nie jest tylko biografią, to także przestroga.

Jószef Debreczeni, „Victor Orbán. Jeden obóz, jeden sztandar, jeden wódz”
Wydawnictwo Akurat
Warszawa 2015

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port
02 czerwca 2017

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port

Już prawie 20 lat minęło od momentu, kiedy Steven Feld, nowojorski antropolog i muzyk, ogłosił na łamach „Public Culture” swoją diatrybę na world music. Tekst zatytułowany „A Sweet Lullaby for World Music” pomyślany był jako demaskatorskie śledztwo dotyczące tego, w jaki sposób nowy, globalny gatunek muzyczny zawłaszczony został (a wpierw wymyślony i wypromowany) przez kapitalistyczną logikę rynkową...

Dum-dum przeciw czechofilom
08 maja 2017

Dum-dum przeciw czechofilom

W drodze do pracy – tymczasowej, zaplanowanej zaledwie na tydzień, wymagającej jednak codziennego porannego wstawania i obwarowanej specjalnym kontraktem – a więc w drodze do miejsca tego tymczasowego zatrudnienia mijałem trzy punkty, które szybko połączyły się w mojej głowie w jedną, osobną od innych, opowieść...

Dziewczęta kontra postszlachta
24 kwietnia 2017

Dziewczęta kontra postszlachta

Zaraz, zaraz, to „rewolucja” nie została „prześniona”? Andrzej Leder pewnie nie uznałby powieści Platówny za kontrargument przeciwko swej tezie o braku narracyjnego przyswojenia początków naszego świata...