18 listopada 2015
market_jezyce

Uratować idee

Poznańskie Zakłady Graficzne w ciągu ostatniego półtora roku stały się ważnym centrum aktywności kulturalnej i przedsiębiorczej. Domem dla około sześćdziesięciu inicjatyw. Sprzedaż tego terenu i jego prawdopodobna planowana zabudowa to strata dla Poznania. Miasto powinno szukać nowej lokalizacji i formuły współpracy z młodymi artystami i przedsiębiorcami.

Swoje pracownie mają tu muzycy z Tsigunz Fanfara Avantura, kulturyści z siłowni Sukces, szwacze z Kuluzy, którzy tworzą między innymi plecaki dla Festiwalu Malta, Zakład, czyli laboratorium, o którym Adamowi Słodowemu się nie śniło, galeria sztuki Czapski Art Fundation, a nawet pracownia Przemysława Borkowicza, architekta odpowiedzialnego między innymi za Stary Browar, czy port lotniczy Ławica. Poza wymienionymi działa tu kilkadziesiąt innych grup artystycznych i małych firm, które przyciągnął mały czynsz.

Gdy którejś letniej soboty przyszedłem ze swoim ojcem na Otwarty Market Jeżyce, oko mi zbielało. Na pchlim targu wystawiły się dziesiątki różnych sprzedawców. Między wieszakami z ręcznie robionymi torebkami, straganami z mydłem i powidłem a foodtruckami spacerowały rodziny z dziećmi, wszystkie odmiany braci studenckiej, kolorowi wylansowani i cali na czarno, neohipisi i postmetale, ale również seniorzy oraz – co nie jest oczywiste w takich okolicznościach – ksiądz wikariusz z ulicy Kościelnej. Tłum ludzi bardzo się różniących, lecz zgodnie dzielących tę poprzemysłową przestrzeń. Ludzi szukających innego sposobu spędzania czasu niż te, które oferują im plastikowe galerie handlowe. Za muzykę odpowiadał didżej mieszkający przy Kochanowskiego. Po szybkiej kawce w Bike Cafe, poszliśmy z rodzicem sprawdzić, co mają w menu w Modrej na Mickiewicza. Poszliśmy pieszo, no bo blisko było.

Tu nie chodzi o „poznański Kreuzberg dla hipsterów”, „miasto kreatywne” czy inny przereklamowany slogan. Między ulicą Bukowską a Jackowskiego, w miejscu zupełnie niespodziewanym powstało miasto w mieście. Miasto rozumiane jako wspólnota różnych środowisk, interesów i funkcji. Energia, która wytworzyła się w tym miejscu, została wskrzeszona przez mieszkańców. Razem ze wzrostem aktywności wzrosła jednak wartość gruntu. Typowy proces gentryfikacji.

Miasto miało plan, by razem ze szpitalem z przy ulicy Polnej odkupić teren. Na jednej połowie planowano rozbudować szpital, a na drugiej miały być kontynuowane inicjatywy z PZG. Wszystko było na dobrej drodze. Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski złożył na biurko Ministra Skarbu Państwa ofertę zakupu działki, lecz niespodziewanie szpital się wycofał, nagle odbywa się przetarg i sprzedane. Przypadek?

Skoro Wiśniewski ratował sytuację, to znaczy że PZG ma w ratuszu sojusznika, z którym najemcy z PZG powinni przystąpić do dialogu. We wspólnym interesie zarówno miasta, jak i mieszkańców jest znalezienie nowej lokalizacji. Może w kinie Olimpia? A może na Madelinie? A może udałoby się dogadać z właścicielem Starej Rzeźni? A może miasto powinno zaproponować lokale, których jest właścicielem?

Problem miejsca pracy dla artystów i małych firm nie pojawił się wczoraj. W 2008 roku Zbyszek Łowżył stracił pracownię, która mieściła się w CK Zamek, co z kolei było dla niego bodźcem do stworzenia Kontener ART.

Jeśli Poznań chce być nowoczesnym miastem, to musi stwarzać swoim mieszkańcom warunki do rozwoju, to znaczy udostępniać przestrzeń dla artystów i małych firm, którą można wynająć po osiągalnych stawkach, jak w PZG. Lokale nadające się do kompletnego remontu oferowane przez ZKZL nie są rozwiązaniem.

Potrzeba nowej formuły współpracy miasta z środowiskiem twórczym, by podobne aktywności mogły kiełkować w innych punktach miasta. Jestem pewien, że idee, które przyświecały PZG, można zaszczepić w innym miejscu.

Na 12 grudnia zaplanowany jest świąteczny Market Jeżyce. Biorę udział w tym wydarzeniu. Podobnie jak tysiące osób, które zadeklarowały na Facebooku swoją obecność. Choć atmosfera zapowiada się raczej jak na Zaduszki niż na Boże Narodzenie, to mam nadzieję, że nie będzie to koniec, lecz nowy początek rozmowy o prawdziwym wspieraniu aktywności twórczej w mieście Poznań.
Fot. dzięki uprzejmości No. 25

Dziewczęta kontra postszlachta
24 kwietnia 2017

Dziewczęta kontra postszlachta

Zaraz, zaraz, to „rewolucja” nie została „prześniona”? Andrzej Leder pewnie nie uznałby powieści Platówny za kontrargument przeciwko swej tezie o braku narracyjnego przyswojenia początków naszego świata...

Ta od dydaktyzmu
03 lutego 2017

Ta od dydaktyzmu

Olga Szmidt dała swojej książce świetny tytuł: „Kownacka. Ta od Plastusia”. Plastusiomania, znana kilku pokoleniom polskich dzieci, i strategia samej pisarki sprawiły, że na zawsze została ona w naszych głowach jako poczciwa, nieco infantylna starsza pani z kukiełką uszastego stworka w ręce...