18 lipca 2011
rowoery1

Szpilki w kryminale

Głównym bohaterem powieści Zygmunta Miłoszewskiego „Uwikłanie” jest mężczyzna: prokurator Teodor Szacki. W ekranizacji reżysera Jacka Bromskiego i producenta Juliusza Machulskiego zastąpiono go kobietą, Agatą Szacką. Ta elektryzująca zmiana pobudza wyobraźnię. Łatwo można sobie wyobrazić, jak zdeterminowana urzędniczka, zimna suka, nie bacząc na nic, w imieniu Rzeczypospolitej sprawnie ukręca łeb esbeckiej ośmiornicy.
Komu łatwo, temu łatwo. Polskim filmowcom często nie staje wyobraźni do budowania niezależnych, silnych postaci kobiecych bez eksponowania ich seksualności. Albo z eksponowaniem, ale bez szkody dla niezależności i siły. Nie inaczej jest w przypadku filmowej wersji „Uwikłania” i na nic się zdało nieudolne naśladowanie Stiega Larssona. Właściwie nie warto się nawet tym zajmować, gdyby nie to, że porównując książkę i jej ekranizację, można zobaczyć, jak przy operacji zmiany płci głównego bohatera patriarchalny porządek zmienia kryminalną fabułę i jej znaczenie.

Prokurator Szacką (Maja Ostaszewska) poznajemy, kiedy idzie na niedzielny spacer z rodziną po krakowskim bruku w butach na wysokich obcasach i wąskiej kiecce. Ma długie włosy i staranny makijaż, pogrubione tuszem rzęsy. W podobnym rynsztunku służbowo gania po mieście i okolicach przez cały film. Nic dziwnego, że superesbek w książce chce skorumpować Szackiego, fundując mu podróż dookoła świata, a w filmie kusi Szacką ciuchami. Widać, że aktorka na obcasach czuje się niepewnie, ale jej kołyszący się niebezpiecznie tyłek jest skwapliwie filmowany. Chwiejna równowaga bardzo kobiecego ciała wydaje się ważna – to niemy, pozornie neutralny obraz, z którym widz, śledząc intrygę, prawie się nie rozstaje. W kilku scenach możemy dokładnie obejrzeć nagość tego ciała, biodra i sutki, podczas gdy ciało męskie (Marek Bukowski, Piotr Adamczyk) pokazuje niewiele więcej niż dekolt.

Ten obraz to czytelny komunikat. Szacka ma ciało lalki pozostającej w ciągłej erotycznej gotowości. Z jej anatomią jest wszystko w porządku, nie uległa zniekształceniu pod wpływem „niekobiecej” aktywności zawodowej. Żadnej rybiej łuski, krem pod oczy i na kolana nałożony. Szacki również jest seksualnie atrakcyjny. Kobiety, w tym brzydka i stara szefowa, strasznie na niego lecą, ale dowodzi to jego siły, a ich słabości. W przypadku Szackiej jest oczywiście odwrotnie, a słabość ma ją zapewne uczynić sympatyczną. Bo przecież to ciało jest prokuratorem, gdyby nie było uległe, mogłoby się okazać skandalem, którego widz nie zniesie. Brzydka i stara szefowa w filmie występuje jako karykatura kobiecości, gorsze alter ego bohaterki, przestroga.

Z początku może się wydawać, że Szacka rzeczywiście ma władzę. W kilku pierwszych scenach przedstawiana jest jako kobieta twarda i zdecydowana. Ten pozór jednak szybko zaczyna się rozwiewać; jakby dano jej władzę, żeby następnie stopniowo ją odbierać. Szacka zaczyna od rozbicia szyby w rozgrzanym samochodzie, w którym ktoś zostawił psa, a kończy roztrzęsiona w ramionach mężczyzny, któremu oddaje swoje ciało i inicjatywę w działaniu. Osłabia ją już samo pojawienie się byłego narzeczonego, choć Szacka maskuje pociąg do niego wzmożoną szorstkością na pograniczu agresji. Wiadomo: babska siła to gra – kiedy ona mówi: „nie”, myśli: „tak”. Nie po to zresztą została główną bohaterką, żeby się marnować na jakieś aseksualnych działaniach – jej przeznaczeniem jest scena erotyczna.

Szacki przyciskając świadków, po prostu przyciska świadków. Szacka przyciskając świadków, daje przedstawienie. Scena, w której odgrywa groźną i bezwzględną, żeby zmusić podejrzane do mówienia, zostaje wstawiona w ramy spektaklu. Po pierwszej rozmowie Szacka przeciąga się i uśmiecha jakby wstawała z łóżka, po drugiej zakrywa twarz rękoma w geście znużenia. W trakcie widzimy ją z zewnątrz, przez okno weneckie oddzielające pokój przesłuchań od pomieszczenia, gdzie dwaj policjanci obserwujący Szacką spoglądają na siebie zdziwieni rolą, w którą wchodzi ich wiotka koleżanka.

Największe różnice między śledztwem Szackiego a śledztwem Szackiej tkwią jednak w scenach niemal identycznych. Te same nieprawdopodobne przeskoki logiczne w książce w wykonaniu mężczyzny są normalnym tokiem rozumowania, a w filmie, w wykonaniu kobiety – intuicją, parapsychologią, domysłem bez pokrycia. Kiedy Szacki w ramach śledztwa spotyka się z różnymi ludźmi i dowiaduje od nich różnych rzeczy, które pozwolą mu rozwikłać zawiłą intrygę, to jest to zwyczajne zbieranie informacji. Kiedy to samo robi Szacka, jest to wyreżyserowane i zagrane tak, że wszyscy po kolei ją strofują i pouczają: patolog, szefowa, podejrzany terapeuta, archiwista IPN, spec od esbeków, ba, nawet bibliotekarka.

Sama esbecka mafia też bardzo się tutaj przydaje – uświadamia bohaterce, że cokolwiek jej się wydaje, nic nie może zrobić. Kiedy byli esbecy zastraszają i skłaniają do zamknięcia śledztwa prokuratora mężczyznę, ten co prawda rezygnuje z walki o historyczną sprawiedliwość, ale tylko tymczasowo. Ciało męskie, choć wymiotuje z przerażenia, jednocześnie odgraża się, że „jeszcze wymyśli, jak się dobrać tym skurwysynom do dupy, jeszcze ich kiedyś rozniesie w pył”. Kiedy zastraszona zostaje prokurator kobieta, inicjatywę przejmuje mężczyzna. Nie ma mowy, żeby kiedykolwiek podjęła wyzwanie, nawet o tym nie myśli. Nie potrafi wskazać sprawcy aktualnego zabójstwa (co Szackiemu się udaje), a cóż dopiero zmierzyć się ze zbrodniarzami peerelowskimi. Toteż w ostatnich minutach filmu jej partner seksualny i intelektualny raczej nagle przeistacza się w przedstawiciela wyższej instancji, superagenta, który niczym deus ex machina załatwia sprawę dwoma snajperskimi kulami.

PRL nie był krainą zabawnego absurdu jak w komediach Barei, lecz od początku do końca systemem zbrodniczym. Zbrodniarze przetrwali rok 1989, mają nieograniczone wpływy i wielkie pieniądze, nie cofną się przed niczym, żeby utrzymać stan posiadania. Ta oryginalna i subtelna teza książkowego oryginału została w filmowej wersji „Uwikłania” ugenderowiona. Trzecia Rzeczpospolita jest kobietą, która ze swoimi „kobiecymi”, prawnymi metodami jest wobec esbeckiej mafii bezsilna. Trzeba jej mężczyzny, który załatwi sprawę „po męsku” – fachowo odstrzeli esbeków.

Nie może być inaczej, Szacka nie może mieć krótkich włosów i wygodnych butów, nie może mieć władzy, nawet jako prokurator RP. Wtedy szybko poradziłaby sobie z esbecką mafią i zajęła realnymi problemami, ale o tym Bromski z Machulskim nie potrafią robić filmów.

 

Performujmy swoje
14 sierpnia 2018

Performujmy swoje

Policja naostrzyła zęby i podjęła trop. Pogoń była spektakularna, pokazywana w mediach. Osaczone ofiary miały puścić farbę i zadenuncjować projektantów tego prawie-że-zamachu-stanu. Puściły jednak tylko nerwy – jednym, bo powaga ochranianego przez nich państwa została wystrychnięta na dudka, innym, ponieważ naruszono ich mir domowy i osobisty, a używanie słowa „konstytucja” uznano za podnoszenie ręki na najwyższe urzędy...

Pejotl, zen, antropologia
30 maja 2018

Pejotl, zen, antropologia

Rewolta roku 1968 roku polegała na tym właśnie, że dawne prawdy stawały się złudzeniami, a niegdysiejsze kanony igraszkami. Sporo napisano już o udziale polityków, aktywistów, artystów i studenckich liderów w próbie ustanawiania nowego porządku...