26 października 2015
alt

Róbmy swoje

Wczoraj ćwierć z was wybrała PiS, druga ćwierć – kogoś innego, a połowa (48,4%) miała ważniejsze wybory...

Ktoś wybrał działkę.

Ktoś wybrał program „Jaka to melodia?”.

Ktoś wybrał pójście na mecz trzeciej ligi.

A ktoś inny, że dzisiaj sobie poleży, no bo, kurczę, czemu by nie?

To są prawdziwe wybory Polaków. Nie jakaś tam polityka, tylko czas wolny od problemów, których nie rozumieją albo rozumieją doskonale, tylko nie mają nadziei na ich poprawę.

Oczywiście szanuję decyzje połowy narodu, która wzięła udział w wyborach, ale co sądzić o ludziach pasywnych politycznie? Ta bierność to jest prawdziwy problem, z którym musimy się zmierzyć jako społeczeństwo. Z jednej strony, póki politycy nie będą aktywniej zabiegali o wyborców, póki nie będą dawali im nadziei na zmianę i póki sami wyborcy nie będą aktywnie manifestować swoich oczekiwań, to wybory narodu polskiego będą tylko półpełne. Z drugiej – ta połowa narodu nie docenia faktu, że jednak może dokonać wyboru. A powinna. Moi rodzice i dziadkowie, będąc w moim wieku, mogli głosować jedynie w wyborach fałszowanych przez władzę PRL-u.

Ja mogę głosować na kogo chcę, ze świadomością, że to się liczy, dlatego doceniam ten przywilej. Życzę sobie, by moje dzieci też mogły dokonywać wyborów, nawet złych. Jednak, kochani, wzięliśmy udział w wielkim święcie demokracji. Obywatele Rosji czy Arabii Saudyjskiej mogą nam pozazdrościć. Dlatego uszanujmy te wyniki. Ale też patrzmy na ręce i oceniajmy po owocach. Na chłodno i o ile to możliwe – bez emocji. Dopiero za jakiś czas okaże się, które obietnice z kampanii zostały zrealizowane.

Pożar miewa swoje plusy. Gdy płonie las, umierają stare, spróchniałe dęby, lecz gleba wzbogaca się o azot i inne pierwiastki odżywcze, dzięki czemu mogą odrosnąć nowe, zdrowe drzewa. Jest wielka potrzeba odrodzenia się nie tylko lewicy, ale też mądrej, zrównoważonej polityki jako takiej. Nie będzie to możliwe, póki partie polityczne nie podziękują wielokrotnie skompromitowanym leśnym dziadkom.

Rozumiem przyczyny zjednoczenia lewicy. Pół roku temu SLD, Zieloni i inni bali się, że sami sobie nie poradzą, więc pojawiła się argumentacja: „wiem, że Miller może i jest złym dinozaurem, ale jest rozpoznawalny w mediach, więc pragmatyzm podpowiada, że mamy większe szanse”. I tu jest pies pogrzebany. To jest dokładnie tak, jak z mówieniem: „nie jestem rasistą, ale...”. Tymczasem Razem zrobiło na odwrót. Można by powiedzieć, że nieracjonalnie odcięli się od dinozaurów, by działać na własnych zasadach. Swoją bezkompromisowością, autentycznością i świeżością, z mikrobudżetem zebrali najpierw 150 tysięcy podpisów, by zarejestrować komitet wyborczy, a teraz zdobyli około 4%, czyli ponad pół miliona głosów.

Jak na ugrupowanie funkcjonujące cztery miesiące to ogromny sukces, który nie przełoży się wprawdzie na ani jeden mandat poselski, lecz jest gwarancją subwencji z budżetu, co pozwoli Adrianowi Zandbregowi razem z ekipą działać dalej. A poprzeczka jest postawiona wysoko. Popularność Ryszarda Petru, Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikke pokazuje, że w tym narodzie wiara w niewidzialną rękę rynku jest głęboko zakorzeniona, więc znalezienie zwolenników haseł socjalizmu będzie nie lada wyzwaniem.

Wydaje mi się, że w tworzeniu nowej lewicy swój udział będą mieli Barbara Nowacka, partia Razem czy na przykład Robert Biedroń – to oni są na fali wznoszącej. Ale bądźmy spokojni. Ten rok pokazał, ile może się zmienić w polskiej polityce w tak krótkim czasie. Jedno jest pewne: żyjemy w dynamicznych czasach, a na naszych oczach dokonała się zmiana warty, nie tylko pokoleniowa.

Szanowni Polacy, nie panikujmy. Zaakceptujmy to, co się stało. Wyciągajmy wnioski, ale nie obrażajmy się na takie, a nie inne Polaków wybory. Nie wińmy wygranych z PiS-u, Kukiz’15 i Nowoczesnej.pl, że to wina innych partii i ich sztabów, które z wielu względów okazały się słabsze. Jeśli już ktoś musi emigrować, to najlepiej wewnętrznie. Zmienić ten kraj możemy w tym momencie jedynie poprzez śledzenie polityki częściej niż na dzień przed wyborami. A nic się nie zmieni, dopóki nie nauczymy się rozmawiać ponad sztucznymi podziałami: lewo, prawo, konserwa, prawica.

Jak mówi klasyk: róbmy swoje. Miłego dnia i cierpliwości na te 4 lata.

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port
02 czerwca 2017

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port

Już prawie 20 lat minęło od momentu, kiedy Steven Feld, nowojorski antropolog i muzyk, ogłosił na łamach „Public Culture” swoją diatrybę na world music. Tekst zatytułowany „A Sweet Lullaby for World Music” pomyślany był jako demaskatorskie śledztwo dotyczące tego, w jaki sposób nowy, globalny gatunek muzyczny zawłaszczony został (a wpierw wymyślony i wypromowany) przez kapitalistyczną logikę rynkową...

Dum-dum przeciw czechofilom
08 maja 2017

Dum-dum przeciw czechofilom

W drodze do pracy – tymczasowej, zaplanowanej zaledwie na tydzień, wymagającej jednak codziennego porannego wstawania i obwarowanej specjalnym kontraktem – a więc w drodze do miejsca tego tymczasowego zatrudnienia mijałem trzy punkty, które szybko połączyły się w mojej głowie w jedną, osobną od innych, opowieść...

Dziewczęta kontra postszlachta
24 kwietnia 2017

Dziewczęta kontra postszlachta

Zaraz, zaraz, to „rewolucja” nie została „prześniona”? Andrzej Leder pewnie nie uznałby powieści Platówny za kontrargument przeciwko swej tezie o braku narracyjnego przyswojenia początków naszego świata...