27 października 2014
alt

Kompleks słowacki i nasz

Wyrafinowany ekspert i zwyczajny laik dostrzegają to samo: zalew „miękkiej fantastyki”. Najbardziej popularne książki (najlepiej w formie wielotomowych sag), filmy, komiksy i gry komputerowe buduje się dzisiaj w oparciu o baśniową umowność. Umowność ta każe im się rozgrywać w jakimś malowniczym „gdzieś’ i w trudnym do ustalenia „kiedyś”; ostatecznie jednak zasadnicze realia do złudzenia przypominają świat, jaki zna czytelnik, widz czy gracz. Ucieczka w baśniowość sama w sobie jest intrygującym tematem. Jednak wcale nie najważniejszym – okazuje się bowiem, że jako jednostki i jako wspólnoty nadal z rozkoszą, energią i entuzjazmem uciekamy w rzeczywistość mitów. I ma to bardzo poważne konsekwencje.

Dowodnie zaświadcza o tym opublikowany właśnie w języku polskim zbiór esejów Rudolfa Chmela „Kompleks słowacki”. Składają się nań artykuły znane wcześniej z dwóch jego prac: „Romantizmus v globalizme. Malénárody-vel’kémýty” z 2009 roku oraz „Slovenský komplet” z 2010 (obie wydane przez zasłużoną oficynę Kalligram z Bratysławy). Dodam, że Chmel to postać nietuzinkowa: z jednej strony, środkowoeuropejski intelektualista par excellance, slawista i badacz literatury, z drugiej – także dyplomata, były minister kultury i były wicepremier Republiki Słowackiej. Doświadczenia życiowe i zawodowe pozwalają mu na przyjęcie bardzo interesującej perspektywy, łączącej spojrzenie polityka ze spojrzeniem wykładowcy, wrażliwość krytyka literackiego z krytykiem społecznym.

W „Kompleksie słowackim” Chmel pyta o kondycję liberalizmu w swoim kraju, a także po sąsiedzku: w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Martwi się regresem w relacjach słowacko-węgierskich. Krytykuje politykę i polityków skupionych na podsycaniu atawizmów, stereotypów, zakompleksionych traum oraz strachu. Wiele miejsca poświęca słowackiej literaturze (Kadlečík), krytyce literackiej (Štúr, Matuška), esejowi (Lajčiak), postrzegając je jednak każdorazowo w kontekście bardziej generalnych przemian historycznych i społecznych. Bo głównym punktem odniesienia dla Chmela jest pojęcie Europy Środkowej jako unikalnej przestrzeni historycznej i kulturowej, której granice wyznacza – jakkolwiek niepoważnie to brzmi – występowanie strudla jabłkowego.

Chmel ze smutkiem stwierdza, że słowacka państwowość wyraża się najczęściej poprzez wulgarną formę nacjonalizmu i ksenofobii; „Po 1989 roku szybko zakwitły wszystkie kwiaty nacjonalizmu” konstatuje (s. 76). Wypływa on z dominującego nadal „ludowego konserwatyzmu”. Ta dominacja zablokowała szersze przyjęcie się innych norm, związanych z liberalnym indywidualizmem. W konsekwencji wspólnota ludowego i konserwatywnego nacjonalizmu wybierana jest o wiele częściej niż wspólnota liberalizmu.

Do kluczowych tez jego esejów należy stwierdzenie, że w Słowacji istnieją obok siebie dwie interpretacje narodowej historii: „mityczna” oraz „naukowa”. Wytworzyły one osobne dyskursy i skupiły wokół siebie osobne środowiska, pozostające niemal bez kontaktu i raczej wrogo do siebie nastawione. Jedno z nich tworzą „neonarodowcy”, kształtujący nowy wymiar rytualny słowackiej tożsamości, umacniający stare mity narodowe i wprowadzający nowe: o tysiącletnim dążeniu do własnej państwowości, o tysiącletnim ucisku, o środku Europy znajdującym się nieopodal miasteczka Kremnica. Drugie środowisko tworzą z kolei krytycznie nastawieni badacze, publicyści i politycy, dla których historia nie jest emanacją ducha narodu, ale raczej wiązką chaotycznych zdarzeń i procesów.

Powiem od razu, że możemy – nie tylko my, Polacy – Słowakom pozazdrościć Chmela. W swoich uwagach o mitach jest bowiem tyleż krytyczny, ile i bezlitosny. Pamiętamy, że Francuzi mają swoje „Mitologie” z 1957 roku. Roland Barthes poddał w nich krytycznej analizie podstawy francuskiego społeczeństwa konsumentów: wino, befsztyk, reklamę, kinematografię, motoryzację, a generalnie ideologię ówczesnego drobnomieszczaństwa. Pięćdziesiąt lat później admiratorzy Barthesa – wśród nich Jacques Attali, Marc Augé, Philippe Sollers – próbowali powtórzyć jego gest i opublikowali tom „Nowe mitologie”. Tym razem dekonstrukcji poddano mity francuskiego post-przemysłowego społeczeństwa początku XXI wieku. Obu tym pracom nie sposób odmówić intelektualnej trafności, zmysłu krytycznego, a nawet mądrego humoru. Chapeaux bas!

Krytyczna analiza tożsamości konsumenta, telewidza czy wyborcy nie wytrzymuje jednak porównania z demitologizacją fundamentów tożsamości narodowej, zwłaszcza własnej.

A to właśnie robi Chmel. Z jednej strony, jego „Kompleks słowacki” pogłębia wiedzę na temat „natury” i funkcjonowania mitów. Autor nie ma wątpliwości, że w fundamentach nacjonalizmu musi znajdować się – obok doświadczenia zbiorowości i wspólnej historii – także mit pełniący rolę ich specyficznego filtra. Mit określa świadomość, zakreśla granice terytorium, formatuje pamięć. Jego znaczenie jest tak przemożne, bowiem skutecznie opiera się krytyce wysuwanej z pozycji „naukowych”. „Mit nie potrzebuje dowodów, mit potrzebuje wiary” (s. 83) – zauważa Chmel. O tyle to smutne, że w istocie mit jest wypowiedzią o charakterze politycznym, często agresywną i pozbawioną tolerancji. To nie ćwiczenia historyków i przedmiot akademickich analiz, ale trwały element publicznego życia, a przy okazji baza myślenia potocznego. Mity narodowe, jak pisze Chmel, w ostatecznym rozrachunku przede wszystkim izolują i zamykają, a nie łączą i otwierają.

Z drugiej strony, Chmel dostarcza swoim analizom bardziej uniwersalnego znaczenia. Struktura, logika i polityczne znaczenie mitów nie ograniczają się przecież do Słowacji, ale są wspólne wszystkim wspólnotom Europy Środkowej. Wszędzie jest na nie popyt (któremu towarzyszy podaż), wszędzie mity obywają się bez naukowych uzasadnień, bazując na głębokiej wierze. Intelektualista, który się z nimi mierzy i wadzi, jest zawsze w trudnej sytuacji, bo oskarżenia o nielojalność wobec wspólnoty, zdradę interesów narodowych czy wysługiwanie się obcym siłom każdego mogą zepchnąć w społeczny niebyt. Chmel jest świadomy tego zagrożenia i zauważa, że miejsce intelektualisty w polityce – przypomnę, że mit to wypowiedź polityczna – jest „na ostrzu noża między nadzieją a iluzją” (s. 243). Jeśli nadal wierzymy w istnienie takiej staroświeckiej figury jak intelektualista, to Chmel jest jej modelem. Bierzmy miarę.

 

Rudolf Chmel, „Kompleks słowacki. Eseje”
przekł. M. Bystrzak, T. Grabiński
Międzynarodowe Centrum Kultury
Kraków 2014

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port
02 czerwca 2017

Bez dotacji, bez złudzeń: jubileusz festiwalu Ethno Port

Już prawie 20 lat minęło od momentu, kiedy Steven Feld, nowojorski antropolog i muzyk, ogłosił na łamach „Public Culture” swoją diatrybę na world music. Tekst zatytułowany „A Sweet Lullaby for World Music” pomyślany był jako demaskatorskie śledztwo dotyczące tego, w jaki sposób nowy, globalny gatunek muzyczny zawłaszczony został (a wpierw wymyślony i wypromowany) przez kapitalistyczną logikę rynkową...

Dum-dum przeciw czechofilom
08 maja 2017

Dum-dum przeciw czechofilom

W drodze do pracy – tymczasowej, zaplanowanej zaledwie na tydzień, wymagającej jednak codziennego porannego wstawania i obwarowanej specjalnym kontraktem – a więc w drodze do miejsca tego tymczasowego zatrudnienia mijałem trzy punkty, które szybko połączyły się w mojej głowie w jedną, osobną od innych, opowieść...

Dziewczęta kontra postszlachta
24 kwietnia 2017

Dziewczęta kontra postszlachta

Zaraz, zaraz, to „rewolucja” nie została „prześniona”? Andrzej Leder pewnie nie uznałby powieści Platówny za kontrargument przeciwko swej tezie o braku narracyjnego przyswojenia początków naszego świata...