21 lutego 2013
alt

Chłopski queer

Pogrzeb sardynki oficjalnie zakończył okres karnawałowy. Tak przynajmniej dzieje się w Santa Cruz de Tenerife, stolicy autonomicznego regionu Wysp Kanaryjskich. Pięciometrowa podobizna sardynki o karminowych ustach, przewieziona na gigantycznym katafalku przez centrum miasta, oddana została płomieniom i wrzucona do Atlantyku. Towarzyszyły jej tłumy ubranych na czarno płaczek, często zawoalowanych, niosących w dłoniach zapalone świece. Katafalk dodatkowo otaczało kilkunastu funkcjonariuszy pogrzebowych w szkarłatno-czarnych uniformach oraz orkiestra dęta, grająca na przemian marsz pogrzebowy i znane popowe szlagiery.

Ten opis dotyczy jednak tylko trzonu karnawałowej parady. Zdecydowana większość uczestników odbiegała od tego schematu. Pochód poprzedzały grupy fantazyjnie poprzebieranych mężczyzn, imitujących siostry zakonne, diwy operowe, XIX-wieczne mieszczanki, paryskie prostytutki. Na czele konduktu szło dwóch facetów w sile wieku, pchających przed sobą sztuczne pudelki na kółkach i epatujących całym splendorem kobiecości spod znaku koronek, długich rzęs i rękawiczek do łokci. W roztańczonej ciżbie pełno było sztucznych penisów i piersi, różańców i krzyży, koturnów i koloratek. Obok demonicznego Freddiego Kruegera tańczył purpurowy biskup, maska Anonymusa tworzyła zgodną parę z zakonnicą. Nie wywoływało to agresji widzów, za to często ich perlisty śmiech. Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić podobną zabawę w naszym kraju?

Pisanie o karnawale w Polsce napotyka na jedną – za to fundamentalną – trudność: karnawał występuje u nas jedynie jako fantazmat, opowieść z odległych krain albo telewizyjna migawka z Rio, rok po roku multiplikująca identycznie półnagie boginie samby. Nie mamy niestety tradycji zabaw karnawałowych, nigdy nie udało się w tym względzie połączyć obyczajów szlacheckich z mieszczańskimi ani chłopskimi. Porządku postu pilnował Kościół, pozostawiony sam sobie karnawał szczezł gdzieś na marginesach kultury. Dlatego trudno nam pojąć karnawału szaleństwo i moc, jego subwersywną energię i społeczną wywrotowość.

Kanaryjskie Santa Cruz daje tego wymowny dowód. Nie idzie przy tym o kolejny, tym razem związany z karnawałem, argument o tym, że ultrakatolickość Hiszpanii jest już wybrzmiałą pieśnią przeszłości. O tym wiemy dobrze z rozpoznań statystycznych. Myślę o czymś innym. Oto wyspiarski karnawał, będący pochwałą różnorodności, pozwalający na swobodną ekspresję lesbijkom, gejom, biseksualistom i transseksualistom nie jest bynajmniej areną gościnnych występów aktywistów spod znaku LGBT z całej Europy. Dostojny pan w pończochach serdecznie pozdrawiał swoje sąsiadki, wujek w habicie fotografował się z ciociami. Wśród karnawałowiczów dominował język kastylijski i kanaryjski, jak mówi się o miejscowej odmianie hiszpańszczyzny. Karnawał w Santa Cruz to impreza lokalna. Odbywa się na peryferyjnej wyspie, w społeczeństwie o ustroju i korzeniach zdecydowanie chłopskich!

Tradycyjne sporty Teneryfy to, przypominające sumo i standard grecki, męskie zapasy (lucha canaria), pojedynki na dwumetrowej długości kije (juego del palo) i walki kogutów. Doprawdy, trudno o zajęcia bardziej skoncentrowane na patriarchalnym ego. Miejscowi chłopi – po gwałtownie zakończonej epoce autochtonicznych Guanczów - uprawiali ziemniaki i zboża, wydzierając pola wulkanicznej bazie. Mimo krajobrazowych cudów, wiedli życie ciężkie, blisko ziemi. I to właśnie ich bezpośredni potomkowie urządzają dzisiaj spektakl wykpiwający wszystkie zakony dawnego męskocentrycznego świata. Uderzające jest, że oddają się temu osoby w każdym wieku: pięcioletnie dziewczęta malują na twarzach brody, młodzieńcy zakładają kobiece zapaski i dzierżą nastroszone miotły, a seniorzy ukrywają pod falbanami spódnic fluorescencyjne sardynki. Karnawał bezboleśnie unieważnia konflikt pokoleń.

Jedna z ulic Santa Cruz ogłoszona została na czas karnawału strefą LGBT, o czym dumnie donosił rozwieszony nad wejściem do niej ogromny baner. Po mieście – na wiele dni przed symbolicznym pogrzebem sardynki – chodziły grupy poprzebieranych mężczyzn, tańcząc i śpiewając. Oficjalny plakat reklamujący karnawał od razu doczekał się swojej queerowej wersji, w której twarz kobiety zastąpiona została przez twarz mężczyzny. Wybory „reininy”, czyli królowej drag, zgromadziły 4 tysiące mężczyzn, a ich przebieg relacjonował na cały kraj kanał La 2 de Television Espaniola. O wszystkich tych wydarzeniach informowały także – bez tonu oburzenia czy skandalu – miejscowe dzienniki opinii, takie jak: „Canarias7”, „Diario de Avisos” czy „La Opinion de Tenerife”.

Rozwodzę się nad tym bez nadziei na odrodzenie się kultury karnawału w Polsce. Inna prześladuje mnie myśl: jak to możliwe, że chłopskie źródła kultury mogą dawać tak różne owoce?

{gallery}queer{/gallery}

Fot. Waldemar Kuligowski

Zwieracze umysłu 2.0
11 października 2018

Zwieracze umysłu 2.0

Najbardziej zgubna bowiem w uprawianej na Zachodzie antropologii była idea kosmopolityzmu, czyli „negowanie roli momentu narodowego w historii społeczeństwa”. Dla myślenia kosmopolitycznego i globalnego nie było w dobrze pojętej, narodowej nauce miejsca...

Repatriotyzm znaczy: uchodźcy – tak!!!
26 września 2018

Repatriotyzm znaczy: uchodźcy – tak!!!

Wedle świeżych sondaży badających poczucie przynależności do obszarów cywilizacyjnych, Polska w ostatnich latach przesunęła się w wyobraźni Polaków na wschód. Słynne rozdarcie między Wschodem a Zachodem, fundujące podstawową dynamikę refleksji tożsamościowej Polaków od początku transformacji, zyskało tu wyraźny wektor...

Internując powagę
24 września 2018

Internując powagę

Książki służą do różnych rzeczy. Można nimi podeprzeć stół albo uratować życie. Jedne uczą, inne deprawują. Są takie, co ulatują z pamięci zaraz po odłożeniu i takie, których nie sposób zapomnieć...