03 sierpnia 2011
alt

„Bracia Karamazow” Opryńskiego

Janusz Opryński zrobił wiele lat temu kongenialną „Ferdydurke” według Gombrowicza. Teatr biologiczny, fizyczny, dynamiczny i jednocześnie pełen humoru i gagów. Najlepsze przedstawienie gombrowiczowskie, jakie widziałem. Zagrano to przedstawienie ponad 500 razy i chyba częściej za granicą niż w kraju, nie mówiąc już o rodzinnym Lublinie. Jakże to twarda prawda o polskiej kulturze, że aby być uznanym w kraju, trzeba najpierw zaznać sławy na Zachodzie. Widziałem to przedstawienie kilka razy w ciągu tych prawie 10 lat. Zawsze odczuwałem te wizyty jak katharsis, a więc jako wypełnienie dziury, jaką jest nasze istnienie. Dlatego z wielkim zadziwieniem przyjąłem wiadomość, że kilka lat temu Opryński rozpoczął pracę nad tekstem Dostojewskiego „Bracia Karamazow”. Ale było to, jak się okazało, pierwsze z licznych i obfitych „zdziwień”.

Już sam styl pracy reżysera wprawiał w osłupienie. Zaczęło się od tego, że zorganizował 2-letnie wykłady profesora Cezarego Wodzińskiego w Lublinie o – tak!! – istocie rzeczy! Były w tym i dialogi platońskie, i spotkanie Celana z Heideggerem, i Dostojewskiego nihilizm, i Nietzschego przewartościowanie wszystkich wartości. Wykładom towarzyszyły recytacje starannie dobranych fragmentów w wykonaniu Woronowicza, Majchrzaka i innych. A potem dyskusje i biesiady często w naszym domu w Lublinie w gronie wielu osób. Potem seminarium o Dostojewskim na łódce na Mazurach. Wreszcie tłumaczenie od nowa sporych fragmentów „Braci” przez Wodzińskiego właśnie. Tłumaczenie, które już samo w sobie stanowiło wydarzenie przez pewną „chuligańskość” języka, przez odintelektualizowanie Dostojewskiego. Przetłumaczony tekst stał się następnie źródłem wielomiesięcznych czytań z autorami. Przeklętych przez wszystkich. I w końcu powstał teatr.

Kto dziś tak pracuje??

Kto jest tak bogaty, aby mieć tyle czasu? Trzy lata pracy nad przedstawieniem? W świecie, który nie myśli o niczym innym jak o wykorzystaniu każdej godziny – niestety także w kulturze!

Dla tych kilkudziesięciu osób, które brały udział w pracach przygotowujących do przedstawienia, to był czas przemiany. Czyli był to czas w kulturze.

Powstało przedstawienie, którego jeszcze prawie nikt nie widział w porównaniu z widownią „Ferdydurke”, ale które już jest owiane legendą. Teatr intelektualny – prawie nie uprawiany. Teatr o szalonym udręczeniu umysłu w XX wieku. O dialektycznej pułapce dowodzenia racji i poszukiwania ładu. A więc teatr, który już w formie zawarł swoje przesłanie i – jakby powiedział Hegel, gdyby je zobaczył – ukrył swoje przesłanie za plecami świadomości. Genialne role aktorów. Wspaniały Woronowicz w roli starego. Aktor na miarę Łomnickiego! Wybitna muzyka Dyjaka.

Scenografia polifoniczna!!!

Doprawdy, idźcie i oglądajcie!

Fotografia: fragment plakatu „Braci Karamazow” w reżyserii Janusza Opryńskiego.

Zwieracze umysłu 2.0
11 października 2018

Zwieracze umysłu 2.0

Najbardziej zgubna bowiem w uprawianej na Zachodzie antropologii była idea kosmopolityzmu, czyli „negowanie roli momentu narodowego w historii społeczeństwa”. Dla myślenia kosmopolitycznego i globalnego nie było w dobrze pojętej, narodowej nauce miejsca...

Repatriotyzm znaczy: uchodźcy – tak!!!
26 września 2018

Repatriotyzm znaczy: uchodźcy – tak!!!

Wedle świeżych sondaży badających poczucie przynależności do obszarów cywilizacyjnych, Polska w ostatnich latach przesunęła się w wyobraźni Polaków na wschód. Słynne rozdarcie między Wschodem a Zachodem, fundujące podstawową dynamikę refleksji tożsamościowej Polaków od początku transformacji, zyskało tu wyraźny wektor...

Internując powagę
24 września 2018

Internując powagę

Książki służą do różnych rzeczy. Można nimi podeprzeć stół albo uratować życie. Jedne uczą, inne deprawują. Są takie, co ulatują z pamięci zaraz po odłożeniu i takie, których nie sposób zapomnieć...