0754_07_021.tif
fot. Jason Koski

Życie w krytyce

Z Johnatanem Cullerem rozmawia Ag Apolloni

 

Ag Apolloni: Panie profesorze, jak rozpoczął Pan swą karierę w krytyce? Czy zmotywował do tego Pana ojciec, Dwight Culler (profesor, literaturoznawca – red.), czy był to po prostu wewnętrzny impuls?

Johnatan Culler: Kto wie, co tak naprawdę, na głębszym poziomie jest dla nas motywacją? Zawsze mam kłopot, by o tym mówić. Z pewnością kariera krytyka literackiego nie była moją początkową ambicją. Po ukończeniu szkoły średniej spędziłem rok w Anglii, miałem tam bardzo energicznego nauczyciela angielskiego, który wziął mnie pod swoje skrzydła. Ponadto nauka o literaturze wyglądała w tej szkole inaczej niż w Stanach Zjednoczonych – była bardziej precyzyjna i intensywniejsza. Na Harvardzie kurs literatury zainteresował mnie o wiele bardziej niż historia, a kiedy zdobyłem stypendium Rhodes na Oksfordzie, zdecydowałem się, by studiować komparatystykę literacką. Jednak będąc w Anglii, starałem się o wakacyjną pracę w McKinsey – prestiżowej firmie konsultingowej. Gdybym ją dostał, mógłbym realizować się w biznesie.

Uczył się Pan na Harvardzie i w Oksfordzie, gdzie, jak mniemam, zapoznał się Pan z teorią francuską. Czy to przejście z jednego uniwersytetu na drugi zadecydowało o przejściu od Nowej Krytyki do strukturalizmu?

Chociaż podczas moich pierwszych studiów na Harvardzie wykładowcy skłaniali się ku Nowej Krytyce, w 1965 roku na zajęciach z tendencji w krytyce literackiej prowadzonych przez Josepha Franka, profesora wizytującego z Princeton, zapoznałem się z fenomenologią i strukturalizmem. Na studiach dyplomowych z komparatystyki literackiej w Oksfordzie, napisałem pracę dotyczącą fenomenologii i krytyki literackiej, w której koncentrowałem się na Merleau-Pontym i krytykach ze szkoły genewskiej (Poulet, Richard, Starobinsky). Dzięki tym lekturom zainteresowałem się strukturalizmem (Barthes, Genette), jednak nikt w Oksfordzie nie był wówczas z tym obeznany. Gdy po zdobyciu dyplomu zdecydowałem się zostać na studiach doktoranckich, myślałem o badaniach strukturalistycznych. Nie byłoby to możliwe na Wydziale Języków Nowoczesnych, gdyby dziekanem nie został Stephen Ullman, ekspert od stylistyki, kierownik katedry języków romańskich, mocno zainteresowany relacjami pomiędzy lingwistyką a krytyką literacką. Jeszcze zanim dotarłem do Oksfordu, zapytałem go listownie, czy zgodziłby się zostać promotorem mojej dysertacji dotyczącej użycia modeli strukturalistycznych w krytyce literackiej, na co wyraził zgodę. Wykładowcy nie mogli wystąpić przeciwko pierwszemu studentowi człowieka, który właśnie zdobył profesurę.

Przez lata mojej współpracy z Ullmanem nie było na Oksfordzie nikogo innego zainteresowanego strukturalizmem bądź mającego kompetencje badawcze w tym zakresie, co było dla mnie istotne. Poczucie, że wiem o tych sprawach więcej niż ktokolwiek inny w Oksfordzie (nawet Ullman, którego to po prostu ciekawiło), dodało mi dużo pewności siebie, którą eksponowałem w moich publikacjach. Bez wątpienia, to dzięki temu mogłem przyjąć autorytatywny ton w „Structuralist Poetics”.

Czy Pańska praca licencjacka potwierdza przypuszczenia strukturalistów (a wcześniej także formalistów), że literatura może być badana jako fakt językowy?

W pracy tej – stanowiącej zalążek „Structuralist Poetics” – omawiam bezpośrednią aplikację modeli językowych do języka literackiego, jak u Romana Jakobsona, jednak poświęcam uwagę głównie analogii między lingwistyką a poetyką, zatem nie traktuję literatury głównie jako faktu językowego.

Pańskie książki: „Gustav Flaubert”, „Structuralist Poetics”, „Ferdinand de Saussure”, „Roland Barthes”, a także inne są poświęcone francuskiemu przedmiotowi. Jak wyglądał Pana pierwszy kontakt z Francją, jak to się stało, że francuska literatura stała się Pana ulubionym tematem badań?

W 1962 roku spędziłem trzy miesiące we Francji, było to przed Harvardem, gdzie studiowałem literaturę francuską, angielską i włoską. To, że strukturalizm był pierwotnie francuski, sprawiło, że pisałem licencjat na wydziale języków nowoczesnych, a nie na anglistyce. Dzięki temu zostałem zatrudniony jako adiunkt w Selwyn College, w Cambridge, gdzie uczyłem literatury francuskiej. W trakcie pięciu lat, które tam spędziłem, dwukrotnie starałem się o etat na Oksfordzie i docierałem do dalszych etapów w rekrutacji (poetyką strukturalistyczną interesowali się wówczas Raymond Williams, Graham Hough i inni), jednak za każdym razem ktoś inny dostawał tę pracę. Moja książka o Flaubercie powstała raczej w wyniku przypadku. Graham Hough stworzył serię przewodników krytycznych dla nowego wydawcy – Elek Books i zaprosił młodych badaczy na spotkanie z przedstawicielem tej firmy, który pytał o nasze pomysły na tematy książek. Uczyłem regularnie o Flaubercie, sprawiało mi to przyjemność, dlatego odpowiedziałem: „Flaubert”. Poproszono mnie o przesłanie oficjalnej propozycji, która została zaakceptowana. Zatem odpowiedź na pańskie pytanie składa się z dwóch części: przez pierwszych osiem lat wykładałem literaturę francuską, co wyznaczyło kurs dla moich badań; zjawiska teoretyczne, które mnie szczególnie interesowały, także były francuskie. Jednak od 1977 roku jestem profesorem angielskiego i literatury komparatystycznej, i mogę badać wszystko, co mnie zajmuje.

Pańskie książki krytyczne zostały przetłumaczone na ponad dwadzieścia języków i są często omawiane na uniwersytetach. Największą być może sławę zyskała „Structuralist Poetics”, uznawana za jedno z pierwszych wprowadzeń do francuskiego strukturalizmu. Temat ten nie był wówczas znany wśród Amerykanów, jak więc powstała ta książka?

Jak już wspomniałem, zdecydowałem się pisać doktorat na Oksfordzie i szukałem tematu. Jednym z pomysłów było skupienie się na francuskim College de Sociologie (z interesującą grupą surrealistycznych intelektualistów, takich jak: Roger Caillois, Michel Leris, Georges Bataille). Innym pomysłem było przejście od fenomenologii do kolejnego dużego ruchu krytycznego – strukturalizmu (cieszącego się dużym zainteresowaniem we Francji w 1968 roku). Nie przepadałem za wykładowcą, z którym musiałbym pracować, gdybym zajął się pierwszym z tematów, więc gdy Ullman zgodził się być promotorem pracy o strukturalizmie, wybrałem tę ścieżkę. Popełniłem błąd, rozpoczynając od Levi-Straussa (który był pierwszą znaną postacią spoza lingwistyki identyfikującą się ze strukturalizmem) i jego mocno specjalistycznej pracy „Elementarne struktury pokrewieństwa”. Spędziłem zbyt wiele czasu na nauce antropologii i napisałem na ten temat osiemdziesiąt stron, które nawet nie weszły do doktoratu. Poza tym falstartem wszystko, co stworzyłem na potrzeby dysertacji, złożyło się na tę książkę. Musiałem jedynie pozbyć się odnośników do pozastrukturalistycznych podejść do tematu. Znalazły się one w doktoracie, gdyż mój promotor naciskał na wyczerpujące studium użycia językoznawstwa w krytyce literackiej.

Jakie okoliczności wpłynęły na powstanie strukturalizmu?

Wiele już o tym napisano, jednak nie chciałbym się teraz w to zagłębiać i nie mam przekonania, że jest to istotne dla szczególnego rodzaju poetyki, której jestem orędownikiem w „Structuralist Poetics”. Patrząc wstecz, książka ta wydaje mi się próbą usystematyzowania i podsumowania pewnego rodzaju literackiej kompetencji, manifestującej się poprzez metody interpretacji, a wydaje się, że zazwyczaj nie tak widzieli siebie francuscy strukturaliści.

W „Beyond Interpretation” prezentuje Pan inne podejście niż Susan Sontag w „Przeciw interpretacji”. Jest Pan zwolennikiem interpretacji, jednak w tym pozytywnym podejściu jest Pan oryginalny, mówiąc, że „zaangażowanie się w badanie literatury nie oznacza stworzenie kolejnej interpretacji «Króla Leara», lecz udoskonalenie swojego rozumienia konwencji i procedur instytucji, trybu dyskursu”. Jaka jest ogólnie rola interpretacji i teorii?

Prawdą jest, że moja propozycja różni się od tej wymyślonej przez Sontag. Badaczka ta pragnie promować bardziej afektywny odbiór wśród zróżnicowanych czytelników, podczas gdy ja spieram się na temat tego, co powinno być traktowane priorytetowo w badaniu literatury. Nie powiedziałbym, że jestem w tym artykule zwolennikiem interpretacji, uznaję, że będzie ona istniała niezależnie od tego, co mam do powiedzenia. Próbuję jedynie dokonać zmiany priorytetów. Jeśli chodzi o rolę interpretacji, naturalne jest, że skoro literatura opowiada o świecie, czytelnicy będą zainteresowani tym, co takiego opowiada. Prace interpretacyjne mogą być także źródłem przyjemności w badaniach literackich. Jednak zauważyłem, że w drugiej połowie XX wieku tworzenie interpretacji stało się celem badaczy literatury. To pewna nowość. Żaden z wielkich krytyków przed XX wiekiem nie poświęcił temu takiej ilości czasu. Krytyka służy zazwyczaj ocenie lub koncentruje się ogólnie na naturze literatury i jej kulturowej istocie. Przed XX wiekiem studenci zajmujący się literaturą robili inne rzeczy niż interpretacja: tłumaczyli, imitowali, opisywali jej formalne i retoryczne komponenty. Sądzę, że interpretacja powinna być postrzegana jako jeden z wielu rodzajów spotykania się z literaturą.

W „Theory of the Lyric”, w której bada Pan ten rodzaj literacki od Safony do Ashbery’ego zauważa Pan ograniczenia liryki w dwóch dominujących modelach. Jakie są ograniczenia i perspektywy dla liryki w XXI wieku?

Ograniczenia, o których mówię w tej książce, zamykają się w modelach, poprzez które anglofoni postrzegają lirykę: romantycznym modelu intensywnej ekspresji siebie i modelu Nowej Krytyki, opisującego lirykę jako fikcjonalną imitację aktu mowy dokonywaną przez fikcjonalny podmiot. Nie mam dobrego wyczucia, co myśli na swój temat XXI-wieczny poeta – z pewnością w każdym kraju coś innego. Z pewnością jest wielu, którzy zaprzeczają związkom poezji z dźwiękowym charakterem, muzycznością i tak dalej.

Roland Barthes mówił o przyjemności tekstu, Borges podkreślał przyjemność czytania. Czy czerpie Pan przyjemność z literatury współczesnej i czy zauważa Pan jakąś nową tendencję w obecnym stuleciu?

Nie jestem zapalonym czytelnikiem współczesnej literatury – jest tyle dobrych, starych książek do poznania. Nie znam współczesnych trendów literatury.

 

Wywiad pod tytułem „Nje jete per kritiken” / „A life in criticism" ukazał się pierwotnie w języku albańskim i angielskim w czasopiśmie „Symbol” (11/2017). Publikację polskiej wersji językowej wsparła europejska sieć czasopism kulturalnych Eurozine.

Przekład: Iwona Ostrowska
Ewa Braun w H&M
15 marca 2019

Ewa Braun w H&M

Od czasu do czasu widuję Jarka na koncertach – w Uchu, B90, Minus Jeden – aż w końcu umawiamy się na wywiad w Desdemonie. Docieram parę minut przed czasem i podsłuchuję, jak jakiś metal zwierza się przyjaciółce z rozstania...

Porozmawiajmy o Starym
13 marca 2019

Porozmawiajmy o Starym

Miało być królewsko – spektakl Remigiusza Brzyka jest drugim przygotowanym w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, który wywalczyła rada artystyczna działająca w porozumieniu z dyrektorem teatru Markiem Mikosem...