08 lutego 2012

Ziarno głosu

 

Już od ponad dekady Björn Schmelzer z zespołem Graindelavoix przemierza fascynujące terytoria muzyki średniowiecznej i renesansowej. Kolejne płyty zaskakują i zachwycają słuchaczy, budząc wszakże liczne historyczno-muzykologiczne kontrowersje. Projekty Schmelzera eksplorują bowiem trudno dostępne światy artystycznego pogranicza.

Schmelzer, nie tylko śpiewak i dyrygent, ale również utalentowany etnograf, wytrwale poszukuje w muzyce nieoczywistych inspiracji, daleko wykraczając poza wszelkie wykonawcze kanony. Jego Graindelavoix sytuuje się na peryferiach tego, co historycznie dopuszczalne, w swych interpretacjach opierając się na często dyskusyjnych, lecz zarazem dobrze uzasadnionych przesłankach.

Graindelavoix nie dąży do unifikacji brzmienia, doprowadzając do ekstremum zasadę indywidualnego prowadzenia głosów. Każdy śpiewak dysponuje swobodą ekspresji, zaś wertykalne efekty stają się całkowicie wtórne względem doskonale zarysowanych, poziomych przebiegów melodycznych. Otrzymujemy dzięki temu wykonania bardzo odległe od „ideału” zespołów angielskich, takich jak choćby The Tallis Scholars. W przeciwieństwie do Brytyjczyków, zespół Schmelzera niczego nie wygładza, jego dźwięk jest momentami szorstki, chciałoby się powiedzieć – „brzydki”. Takie wrażenie bierze się stąd, że wokaliści często sięgają po techniki zaczerpnięte z tradycji śpiewu ludowego, nie unikają też stosowania licznych ozdobników.

Przy całym podziwie dla dokonań Schmelzera, zacząłem się jednak zastanawiać, czy Graindelavoix nie tworzy czasami interpretacji tyleż żarliwych i poruszających, co eklektycznych? Cóż, wydaje się, że w pewnym sensie tak jest. Rzecz w tym jednak, że zwykliśmy traktować eklektyzm jako zjawisko li i jedynie negatywne, jako wyraz braku klarownej estetycznej idei. Tymczasem eklektyzm Schmelzera jest tego zaprzeczeniem. Łączenie elementów na pierwszy rzut oka do siebie nieprzystających, kreuje u niego nową muzyczną jakość, ponadto czynione jest najzupełniej świadomie i z wielką konsekwencją. Każdej płycie towarzyszy błyskotliwie zbudowana narracja, bazująca na ciekawej i zaskakującej interpretacji źródeł, także tych pozamuzycznych. W związku z tym również doborem poszczególnych utworów kieruje drobiazgowo przemyślana koncepcja; warto przypomnieć olśniewające połączenie mszy „Caput” Johannesa Ockeghema z ornamentacyjnym stylem machicotage czy dźwiękowy portret świętej Marii Magdaleny, wyłaniający się z pięciogłosowej mszy Nicolasa Championa.

Najnowsze nagranie Graindelavoix jest powrotem zespołu do muzyki średniowiecznej. To zarazem płyta, na której spotykamy zdecydowanie mniej zabiegów interpretacyjnych znanych z wcześniejszych, renesansowych realizacji. Oczywiście brzmienie nadal jest bardzo zindywidualizowane, a wszystkie plany dźwiękowe niezwykle czytelne, brak tu jednak, będących firmowym znakiem Graindelavoix, ludowych zapożyczeń – poza jednym utworem, „Cujes li me Majko” (ścieżka 11). Trudno się temu dziwić. Tym razem Schmelzer postanowił przedstawić słuchaczom swoją wizję kompozycji określanych mianem Ars subtilior. Powstałe około 1400 roku utwory cechują się bardzo skomplikowaną strukturą rytmiczną i melodyczną, i wymagają od wykonawców niezwykłych umiejętności. To muzyka dworska, dość ostro odseparowana od wszelkich ludowych wpływów.

Schmelzer zdecydował się na wykonanie czysto wokalne. W przeciwieństwie do nagrań dokonanych przez Mala Punica czy Diabolus in Musica wraz z La Morra Ensamble, uzyskał brzmienie mniej spektakularne, lecz zarazem nieco cieplejsze, mniej przytłaczające nieziemskim wyrafinowaniem. Wada to czy zaleta? Z pewnością „Cesena” jest płytą przykuwającą uwagę słuchacza nie mniej niż poprzednie projekty Graindelavoix. Mając jednak w pamięci dźwiękowy splendor, którym porywał swego czasu Pedro Memelsdorf, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tym razem czegoś w pomyśle Schmelzera zabrakło. Ten śpiew niczym mnie nie zaskakuje, a przynajmniej nie zdumiewa w takim stopniu, jak to bywało wcześniej w przypadku dzieł Ockeghema, Championa i Agricoli. Czyżbym, nadmiernie rozbudziwszy swój estetyczny apetyt, oczekiwał od Graindelavoix zbyt wiele?
„Cesena”
Songs for Pope’s, Princes and Mercenaries, ca. 1400
Graindelavoix pod dyrekcją Björna Schmelzera
Glossa Platinum, 2011

Gwałtowne wejście w noc
20 sierpnia 2019

Gwałtowne wejście w noc

Celem Levinsona nie było chyba bezmyślne wzburzenie publiczności i to nie w tym miejscu wyznaczyłabym punkt ciężkości serialu – choć niewątpliwie ekstremizmy zwracają na siebie uwagę w pierwszej kolejności...

Poszukiwacze zaginionego sztućca
19 sierpnia 2019

Poszukiwacze zaginionego sztućca

Sztuciek wcale się w nowej roli nie odnajduje – powtarza wciąż, że jest śmieciem, odpadkiem i że nie powinien w ogóle istnieć. […] Oczywiście, widzieliśmy już Buzza Astrala przeżywającego w pierwszym filmie kryzys tożsamości, kiedy musiał pogodzić się z tym, że jest zabawką a nie prawdziwym astronautą – ale sytuacja Sztućka wydaje się jeszcze poważniejsza...