14 października 2016

Co się wydarzyło w Monachium

 

Francuzi to unikający walki zdrajcy i tchórze, Czesi – zamknięci na innych i bezczelnie ironizujący żartownisie, a o Węgrach lepiej nawet nie wspominać. Początek „Zagubionych”, nowego filmu Petra Zelenki, ogląda się jak schematyczną, nieco kiczowatą komedyjkę, której zamiłowanie do zabarwionego ksenofobią humoru nieznośnie przypomina o wstydliwych już dzisiaj reprezentantach gatunku, uchodzących za szalenie zabawne jeszcze w latach 90. Oto Pavel, dziennikarz wyrzucony z pracy w podrzędnym szmatławcu, przypadkowo wchodzi w posiadanie klatki z przybyłą z Francji papugą. Okazuje się, że ta należała niegdyś do Eduarda Daladiera – premiera odpowiedzialnego za podpisanie porozumienia w Monachium w 1938 roku, na którym ustalono, iż Czechosłowacja ma zrzec się Kraju Sudeckiego na rzecz Niemców. Nic dziwnego, że w świadomości większości Czechów wydarzenie to zapamiętane jest jako wyraz ostatecznej zdrady wobec ich narodu. Do tego francuski ptak ochoczo przemawia głosem dawnego właściciela, a to, co ma do powiedzenia, wydaje się bardzo kłopotliwe – pomiędzy ciągłymi odniesieniami do alkoholu i niewybrednymi przekleństwami chętnie wychwala Hitlera i poniża cały naród czeski. Pavel, węsząc okazję, zaczyna się pojawiać ze swoim nowym towarzyszem w mediach, wywołując coraz to nowe skandale, a między człowiekiem i papugą powoli nawiązuje się prawdziwa przyjaźń.

Ale to, oczywiście, nie wszystko. Ten, kto jest z twórczością Zelenki (prawdziwego mistrza metajęzykowych zabaw) zaznajomiony, na pewno będzie oczekiwał nieuniknionego odsłonięcia kurtyny. Pojawia się ono zaskakująco późno, a bardziej sceptycznym widzom od razu nasuną się pytania: jakim cudem tego rodzaju obraz zostaje tak dobrze przyjęty na festiwalu takim jak wrocławskie Nowe Horyzonty, zbiera najważniejsze czeskie nagrody filmowe, a do tego zostaje wytypowany jako czeski kandydat do Oscara? Warto poczekać z odpowiedzią, aż „Zagubieni” rozwiną w końcu skrzydła. Z przewidywalnej, naiwnej komedii, w której poważny kontekst ważnego wydarzenia historycznego i narastającego antagonizmu między dwoma narodami wydaje się narzucony na siłę, film zmienia się nagle w zaskakująco przenikliwy komentarz na temat ludzkiej skłonności do mitologizacji rzeczywistości. Zdystansowanie się reżysera wobec świata przedstawionego pozwala na mocniejsze zacięcie satyryczne, a nawet, paradoksalnie, uczłowiecza i niuansuje wcześniej nieco blade postaci. To wciąż jednak głównie jeden wielki żart: czeski twórca (otwarcie, choć z sympatią) wyśmiewa ludzkie uprzedzenia, hipokryzję, niewrażliwość na innych, ale też sam biznes filmowy, strukturę tworzenia historii, a nawet – w imię zasady nieoszczędzania nikogo – śmieje się w końcu z samego siebie i własnych prób stworzenia czegoś znaczącego.

Okazuje się jednak, że reżyserowi udaje się wyprowadzić w pole nawet dobrze zaznajomionego z jego twórczością widza. Nie ma tutaj co prawda nowatorstwa świetnych „Guzikowców” czy specyficznej, jednocześnie zdystansowanej i poruszającej metafizyki „Roku diabła”, ale Zelenka – bez przerwy sprawiając wrażenie, że spuszcza z tonu i kręci w końcu prostszy, skierowany do szerszej widowni film – kreśli w tle historię zniuansowaną, niejednoznaczną, a przede wszystkim szalenie konsekwentną. Kontekst monachijskich postanowień, początkowo natarczywy i niezrozumiały, staje się w końcu kluczem interpretacyjnym, pozwalającym zrozumieć wszelkie nieścisłości przedstawianych wydarzeń. „Zagubieni” odkrywają wszystkie karty dopiero w okolicach trzeciego aktu, przez co zbliżają się zaskakująco do konwencji thrillera – takiego, w którym odbiorca nawet nie zdaje sobie sprawy, że za fasadą prostej fabuły czai się jakaś tajemnica.

Monachium zmienia się nagle w symbol ogromnej mistyfikacji; wydarzenia, które pozostaje w świadomości narodowej w formie zupełnie odstającej do rzeczywistych wydarzeń. Skąd ta rozbieżność? Wydaje się przede wszystkim, że ludziom potrzebna jest legenda – klasyczna przypowieść z jasnym podziałem na dobrą i złą stronę, pozwalająca widzieć świat na podstawie nieskomplikowanego systemu moralnego, gdzie na niejednoznaczności nie starczy już miejsca. Wnioski Zelenki (dotyczące nie tylko narodu czeskiego) są bezwzględne i zaskakująco pesymistyczne – zwłaszcza w porównaniu do lekkiego tonu całości filmu. Ludzkość zdaje się być nieuleczalnie chora na nietolerancję, wywołaną przede wszystkim lenistwem poznawczym wszystkich, którzy dogłębnie przekonani są o własnej racji. A przecież historia pełna jest monachijskich przekłamań i nieoczywistości; świat nie może zostać wtłoczony w określone ramy prawdy i fałszu. Dlatego rozwiązanie akcji nie przynosi ostatecznej konkluzji – postaci wracają do codziennego życia, a jedyną spuścizną po ich trudach pozostaje kolejny mit (tym razem w formie filmowej).

„Zagubieni” nie są najlepszym dokonaniem czeskiego reżysera. Czasami wpadają w pułapkę zbyt oczywistego humoru, nie zawsze odpowiednio dawkują widzowi informacje, a nie oferują też zbyt wiele pod względem wizualnym, chociaż technicznie stoją na wysokim poziomie. Przede wszystkim bledną w porównaniu z podobnym, jeśli chodzi o formę, „Rokiem diabła” i nie sprawdzają się jako jego duchowa kontynuacja. Pomimo tego, w świecie współczesnego filmu, a nawet historii kina w ogóle, trudno znaleźć twórcę z wrażliwością artystyczną przypominającą tę reprezentowaną przez Zelenkę. Jego zamiłowanie do przełamywania rzeczywistości świata przedstawionego, z jednej strony zakorzenienie w ciepłej ironii dokonań Czechosłowackiej Nowej Fali, z drugiej – garściami czerpiące z estetyki magicznego realizmu – stanowią o prawdziwej oryginalności wszystkich jego obrazów. Opowiadając kolejne żarty, reżyser znajduje coraz bardziej wyszukane sposoby ukazywania naszych małych grzechów i hipokryzji. „Zagubieni” nie stanowią tutaj wyjątku – to zarazem bezwzględna i poruszająca historia, która oferuje doznania odmienne od wszystkich innych premier tego roku. Do tego historia prawdziwie filmowa – jak w końcu lepiej opowiedzieć o fałszu niż za pomocą filmu?

 

„Zagubieni”
reż. Petr Zelenka
premiera: 14.10.2016

Prosta historia o miłości
13 czerwca 2018

Prosta historia o miłości

„Zimna wojna” ma w sobie coś paradoksalnego. Opowiada bowiem niezwykle prostą historię, w której udało się zawrzeć dramat polskiego społeczeństwa całego ostatniego półwiecza. Pawlikowski dodatkowo dokonał tego bez sięgania po wielkie metafory, bez prześwietlania politycznych zawiłości czy wskazywania na ideologiczne spory...

Antywzorce i możliwości emancypacyjne
12 czerwca 2018

Antywzorce i możliwości emancypacyjne

Głównym zadaniem „Antywzorców” pod redakcją Karoliny Sikorskiej jest analiza tego, jak poszczególne praktyki artystyczne mierzą się z dominującymi porządkami społeczno-kulturowymi. Analizy oparte są głównie o case studies, choć nie brak tu subiektywnych doświadczeń artystów i pracowników pola sztuki, szerszej perspektywy teoretycznej oraz namysłu nad możliwościami politycznymi sztuki w ogóle...