06 listopada 2017
witkowski

Witkowski, klaun czy Stańczyk?

Wydawca ostatniej książki Witkowskiego pisze: „Zapomnijcie o Lubiewie, witajcie w Wymazanym!”. W ten sposób sugerować może literacki i rynkowy potencjał wydawanej prozy. Niestety po lekturze „Wymazanego” stwierdzić można, że wskazana adnotacja powinna zostać wygumowana z okładki najnowszej książki autora „Drwala”.

Jasne jest, że Witkowski jest świetnym gawędziarzem. Jego anegdoty są soczyste, mają zaskakujące puenty, często iskrzą humorem i ironią. Jasne jest także to, że autor „Fynf und cfancyś” swoje opowieści umiejętnie transponuje na tekst. Używa przy tym odpowiednich figur stylistycznych, intertekstów i metatekstów, a często sam sobie staje się literacką postacią. Jeśli oceniać „Wymazane” pod względem literackim, można by stwierdzić, że Witkowski, co u niego częste, napisał książkę poprawną. Przedstawił w niej serię dobrze wykonturowanych i kolorowych obrazów, które uznałbym za satyryczne. Problem w tym, że nie wiadomo czemu ów cykl portretów i landszaftów ma służyć, gdzie go można wystawić, jaka idea mu patronuje? W trakcie lektury „Wymazanego” czytelnik nabiera coraz silniejszego wrażenia, że obserwuje stand-up, który trwa zbyt długo, przez co staje się męczący i, co ważne, nie ratują go wtrącone opowieści przedstawiające inny czas, inne miejsce, inny punkt widzenia.

Inny czas i miejsce to wszystko, co mieści się poza tytułowym Wymazanym, miasteczkiem na wschodzie Polski, niedaleko Suwałk. Inny czas to wplecione w fabułę biograficzne opowieści babci narratora – Damiana Pięknego, wspomnienia jego nauczyciela śpiewu – emerytowanego śpiewaka trzeciej klasy, pana Bolesława czy historie snute przez pijaczków siedzących pod sklepem Mańki Badziewie. Te przerywają pofragmentowaną narrację młodego bohatera, którego charakteryzować mają dwie właściwości. Pierwsza to pożądanie ciał kobiet, które opisać można przy pomocy tagów granny, mature, big tits mature, hairy granny albo po polsku jako „babsztyle, raszple, lampucery”. Drugą charakterystyczną cechę bohatera-narratora oddaje jego nazwisko.

Osią fabuły staje się dość prosta intryga Alexis, lokalnej magnatki. Kobieta w obliczu śmiertelnej diagnozy pragnie związać się z młodym Pięknym. W zamian za dozgonną fizyczną przyjemność pozostawi mu spadek obejmujący właściwie wszystko, co znajduje się w Wymazanym oraz inne mniej lub bardziej oddalone od miasta inwestycje i interesy, których fundamentem było życie poza prawem, kradzieże i finansowe przekręty. Historia lokalnej Alexis pokazuje kapitalistyczny sukces, umiejętność przejścia suchą stopą przez transformację ustrojową i budowania potencjału na handlu ludźmi/ciałami, na spekulacjach, wykorzystaniu dotacji, masowym zabijaniu zwierząt i hodowli pieczarek uprawianych na podłożu z ludzkich odchodów. W czasie, gdy miejscowa biblioteka zmieniała się w dyskotekę, a Dom Kultury w Dom Kultury i WYPOCZYNKU, interesy Alexis prosperowały lepiej niż lokalny zakład pogrzebowy czy postawione w Wymazanym markety z zachodnim kapitałem. Te ostatnie wykończyły małe lokalne przedsiębiorczynie, ale nie Alexis.

Na podstawie powyższego akapitu stwierdzić można, że fabuła Witkowskiego ma wymiar czy potencjał krytyczny wobec systemu strukturalizującego życie bohaterów Wymazanego. Mam tu na myśli karykaturalny opis ekonomicznej siatki rozległych interesów Alexis, od kwiaciarni, przez zakład zbierania nieczystości, po lisią fermę. Tylko układ z lokalną kopią czarnego charakteru z „Dynastii” zapewnić może pracę. Temu, kto nie pracuje dla Alexis, pozostaną usługi lokalnego psychoterapeuty, służba u księdza lub burmistrza. Kościół, przychodnia Persona i willa burmistrza Wacława Kiszki nieprzypadkowo umieszczone zostały przy jednej ulicy Wymazanego. W ten sposób gargantuicznie przedstawione języki władzy zostaną unieważnione, odrzucone. W podobny sposób Witkowski przedstawia to, co wobec Wymazanego opozycyjne: stolicę. Warszawa to nieprzyjazne miasto labirynt, to kołowrotek, który napędzają wciąż nienasycone chomiki. Jej charakterystykę odnaleźć mamy w przylepionym na słupie liście lokalnego wariata. Każde zapisane przez niego zdanie ujawnia kolejne paranoje, strachy i lęki wyzwolone życiem na warszawskim blokowisku. To awers wielkiego świata. Rewers opisują maile, które Damianowi przysyła jego przyjaciółka, Gruba Jagoda. Tej udało się wyrwać z Wymazanego. Furtką był TV show, w którym Jagoda robiła to, co potrafiła najlepiej – imprezowała. Widzowie pokochali jej wulgarność i pretensjonalność, dzięki czemu zrobiła karierę w telewizji śniadaniowej i innych formatach typu reality show. Przeciwieństwem (więc dopełnieniem) Jagody jest druga z przyjaciółek Damiana – Sylwia, która od dzieciństwa interesowała się teatrem, recytacją, uczestniczyła w zajęciach w domu kultury, brała udział w konkursach i od lat przygotowywała swój monodram. Ciężko pracując na swój sukces, pozostała w Wymazanym. Jedna i druga patrzyły na siebie z pogardą. Wskazaną podwójność znajdziemy również w parze bohaterek Alexis i nieżyjącej babci Damiana. Życie jednej to ciągła tęsknota za komuną, życie drugiej nawet po 1945 roku i upadku rodzinnego majątku toczyło się głównie w imaginacji, w dwudziestoleciu międzywojennym.

Te proste schematy i kontrasty są zbyt cienką kanwą do snucia opowieści na bisko pół tysiąca stron. Nie ratują ich hiperrealizm i wyolbrzymienia, które stają się figurami krytyki. W tym miejscu ujawnia się istotna różnica między „Lubiewem” i „Wymazanym”. W pierwszym gruba kreska łączyła się z tęsknotą, melancholią, z utratą opisywanego świata. W „Wymazanym” mamy tylko scenografię, kontury i wyraźne kolory, świat z pazłotka. Jedynie w kilku momentach narracja przeskakuje na inne tory, zmienia wydźwięk, dopełnia się – w chwili, gdy narratorzy zdejmują maskę dystansu i ujawniają żal, melancholię, tęsknotę. Tak dzieje się w marginalnej opowieści pana Bolesława i jednej z opowieści babci Damiana. Narracje tej ostatniej stają się zresztą ciekawym metatekstem „Wymazanego”. Słuchający ich Damian doskonale potrafi wytropić moment, gdy prawda zmienia się w zmyślenie „Tu już była ta granica, którą z czasem nauczyłem się wyczuwać, kiedy babcia zaczynała zmyślać” (s. 311). Cytując ów fragment, nie mam zamiaru krytykować Witkowskiego za brak mimesis. Idzie mi raczej o to, że jego narracja niesie za mało takich przełamań. Jeśli babci Damiana zdarzało się popadać w niekontrolowane fantazje i snuć pretensjonalne wizje przygód młodej dziewczyny, to z narratorem „Wymazanego” dzieje się coś przeciwnego, z rzadka rezygnuje z karykaturalnego sznytu opowieści przedstawiającej miasto i bohatera bez właściwości, bez tożsamości.

Można oczywiście stwierdzić, że „Wymazane” denuncjuje miałkość współczesnego społeczeństwa. Jest krytyczne wobec medialnych wydmuszek i świata wirtualnych karier oraz biznesów, które wymazują realność. Jasne. Problem w tym, że wskazana diagnoza nie broni opowieści Damiana Pięknego. Nie broni jej też coś, co inni recenzenci „Wymazanego” (patrz: „Tygodnik Powszechny”, „Magazyn Literacki” 7-9/2017) nazywają grą stereotypem. Trudno, by wprost odwrócony schemat pożądania nie opierał się na orientalizującym obrazowaniu starych i młodych ciał. Ten ani nie pokazuje odmiennej perspektywy, ani też nikogo nie upodmiotawia.

Może się mylę, może „Wymazane” należy czytać jako karykaturę powieści o współczesnej Polsce. Może Witkowski pokazuje nam, że inaczej nie da się nas opisać. Że nie ma się już w co zaangażować. Że samo zaangażowanie jest śmieszne i nieskuteczne (patrz: łyse lesby protestujące pod fermą lisów Alexis). Może to jest prawda tej książki. Tak jak nie ma Lubiewa, tak nie ma już realności, została wymazana, a my możemy tylko podgrywać proste typy, wypełniać znane schematy, funkcjonować na pasku ekonomii, psychoterapii albo księdza.

Tak, czytam socjologicznie, krytycznie. Domagam się zaangażowania. Być może moja lektura jest zbyt politycznie poprawna, chcę wypełnienia wydrążonych postaci, chcę sensów. W ten sposób projektuję inną niż satyryczna (?) opowieść o „Wymazanym”. Domagam się lektury tragicznej. Inaczej, po kilku stronach, czytając „Wymazane”, wciąż będziemy sprawdzać, ile jeszcze do końca.

 

Michał Witkowski, „Wymazane”
Znak Literanova
Kraków 2017

Pożegnanie
23 lutego 2018

Pożegnanie

David Vann swymi błyskotliwymi i poruszającymi opowiadaniami wpisuje się w literacki nurt poszukiwania własnej tożsamości, co czyni syn, spoglądający wstecz i oceniający skomplikowane relacje z ojcem...

#Berlinale2018
22 lutego 2018

#Berlinale2018

Festiwal w Berlinie od wielu lat zachwyca, by nie powiedzieć: przytłacza swoją wielkością. Liczba filmowych sekcji sprawia, że z łatwością można zagubić się w gąszczu proponowanych premier, których nie sposób przyswoić w ich całej okazałości...