31 października 2011

Wiele smaków kina azjatyckiego

Organizatorzy Festiwalu Filmowego „Pięć Smaków” po raz kolejny przygotowali wielodaniową ucztę dla miłośników kina azjatyckiego. W tym roku będą mogli uczestniczyć w niej mieszkańcy Warszawy, Krakowa i Poznania.

Program został podzielony na kilka sekcji. Jedną z najsilniej reprezentowanych kinematografii będzie Tajwan, oprócz nowych produkcji, zobaczymy także przegląd tamtejszej nowej fali: „Jedz i pij, mężczyzno i kobieto” Anga Lee, „Terroryści” Edwarda Yanga (oba dotąd w Polsce niepokazywane), „Która tam jest godzina” Tsaia Ming-lianga. Do tego retrospektywa Hou Hsiao-hsiena, w której znajduje się pięć filmów, oraz dokument Oliviera Assayasa. Co prawda, nie należę do fanów Hou, ale z obrazów pokazywanych na festiwalu mogę śmiało polecić poetyckie i nastrojowe „Café Lumière”.

Równie silnie prezentować się będzie kino z Korei Południowej. Ciekawostką może być krótki metraż, zrealizowany za pomocą iPhone’a 4 przez braterski duet PARKing CHANce (Park Chan-wook i Park Chan-kyong). Jest to jeden z filmów zamykających festiwal, który w Warszawie będzie pokazywany wraz z „Posępną nocą” Yoon Sung-hyuna. Ten świetny dramat wciąga nie tylko ze względu na sposób prowadzenia narracji. Opisuje specyficzną sytuację, przy czym jest jednak uniwersalny, wiele zawdzięczając też rewelacyjnemu aktorstwu. Podziw dla reżysera wzrasta, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jest to jego film dyplomowy (i pełnometrażowy debiut).

Sekcja Taste of Korea to również „Oki” i „Hahaha” Hong Sang-soo, którego twórczość od wielu lat regularnie gości na festiwalach między innymi w Cannes i Nowym Jorku. Po obejrzeniu dziesięciu obrazów tego autora jestem w stanie zrozumieć tych, którzy twierdzą, że robi on ciągle ten sam film. Zapytam jednak prowokacyjnie: czy to źle? Radość sprawia mi bowiem szukanie powiązań, wypatrywanie odbić, odnajdywanie powracających wątków, zwłaszcza że podobieństwa, powtórzenia, mechanizmy pamięci, wpływ przeszłości na teraźniejszość i przyszłość – są także motywami obecnymi w twórczości Honga. O tym, jak różne oblicza ma twórczość tego reżysera, dobitnie przekonują właśnie „Oki” i „Hahaha”. Pierwszy obraz to Hong autotematyczny, ale w żadnym razie nie hermetyczny. To nie jakieś metakino czy rozważania o naturze medium, ale dogłębna i szczera wiwisekcja charakterów i relacji międzyludzkich (przy czym, tak się składa, bohaterowie są filmowcami). Drugi film jest wodą na młyn dla tych, którzy lubią nazywać Honga „koreańskim Rohmerem”. Jako miłośnik francuskiego reżysera mógłbym zgodzić się z taką metką, z tym jednak zastrzeżeniem, że różnica między nimi jest równa odległości między Koreą a Francją albo odmienności kultury picia w obu krajach. Zdecydowanie, spożywanie alkoholu jest jednym z ulubionych zajęć bohaterów Honga (jak zresztą reżyser mówi w wywiadach, również jego własnych, co jest kolejnym przejawem autobiografizmu), a także znaczącym katalizatorem akcji jego filmów.

Nowością w programie jest kino japońskie, które na razie skromnie reprezentują trzy obrazy: „13 zabójców” Takashiego Miike, „Karate-Robo Zaborgar” Noboru Iguchiego i „Cold Fish” Shiona Sono. Ostatni tytuł, choć nie jest to najlepszy film tego reżysera, może być dobrą okazją do zmierzenia się z twórcą, który powoli wyrasta na jednego z ważniejszych japońskich autorów. „Cold Fish” ma wiele cech wspólnych z poprzednimi jego filmami, zaczynając od tego, że jest długi. Sono dba jednak, by widz się nie nudził, i szpikuje swoje fabuły licznymi zwrotami akcji. Powraca przy tym często do motywów dorastania, relacji rodziców i dzieci, przemocy, religii i seksualności, chętnie śledząc ich skomplikowane sploty. Jego filmy są brutalne, w tym jest godnym kontynuatorem Miike, dla niektórych zapewne w sposób przesadzony. Moim zdaniem jednak, takie środki są usprawiedliwione, gdy Sono stawia pytania o pochodzenie i znaczenie zła.

Produkcją japońską, ale reżyserowaną przez Wietnamczyka Tran Anh Hunga, jest ekranizacja „Norwegian Wood” Murakamiego. Na festiwalu będzie można także zobaczyć między innymi filipiński „Chassis” Adolfo Alixa Jr oraz dokument „Kołysanka z Phnom Penh” Pawła Kloca.

Zachęcam do śmiałego częstowania się festiwalowymi propozycjami.
5. Festiwal Filmowy „Pięć Smaków”
Warszawa, Muranów, KINO.LAB, 19–26.10.2011
Kraków, Kino Pod Baranami, 26–31.10.2011
Poznań, Kino Muza, 12–15.11.2011

Fot. Kadr z filmu „Cold Fish” (2010), reż. Shion Sono

Nieufność wobec rzeczywistości
16 lutego 2018

Nieufność wobec rzeczywistości

Prace Macieja Gąbki z nowego cyklu „After positive”, prezentowane w Pawilonie Sztuki ERGO Hestia, stanowią artystyczną podróż po epistemologii z drugiej połowy XX wieku. Wychodząc od koncepcji procesów poznawczych, młody artysta (ur...

Wszystko jest <i>story</i>
15 lutego 2018

Wszystko jest story

To już trzecie polskie wydanie pierwszej książki Martina Pollacka, jego „imaginacyjnej podróży” po Galicji Wschodniej przełomu wieków XIX i XX. Dlaczego imaginacyjnej? Dlatego, że sam autor fizycznie w podróż na wschód wcale się nie udał...

Miasto gniewu
13 lutego 2018

Miasto gniewu

Nowy obraz twórcy „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” to zaskakująco wysmakowany, prosty, ale subtelny obraz cechujący się, po pierwsze, żywiołowością, jakiej mogłoby pozazdrościć mu wiele współczesnych filmów sensacyjnych, pod drugie, nieoczekiwaną niejednoznacznością przekazu, jaka pojawia się na ekranie zalewanym coraz to nowymi atrakcjami...