19 kwietnia 2018
sprawiedliwosc
fot. Krzysztof Bieliński

Takiej sprawiedliwości chcecie?

Michał Zadara wyreżyserował „Sprawiedliwość” w Teatrze Powszechnym w Warszawie, by opowiedzieć o niesprawiedliwości, jaka w marcu 1968 roku spotkała późniejszych emigrantów. Chciał też sprawiedliwość wymierzyć – przekuwając to, co wydarza się w teatrze, w realne zawiadomienie do prokuratury, mówiące o możliwości popełnienia przestępstwa. Spektakl nie przynosi jednak ulgi, tylko zwiększa poczucie niesprawiedliwości. Czy taki był zamiar twórców, czy też ich szczytna idea zakończyła się fiaskiem?

Inscenizacyjnie pomysł jest prosty. Barbara Wysocka, Ewa Skibińska, Arkadiusz Brykalski i Wiktor Loga-Skarczewski grają samych siebie. Próbują dociec, kto stoi za antysemicką nagonką sprzed 50 lat i komu można przypisać za to ewentualną odpowiedzialność prawną. Przestrzeń, w której pracują, na poły przypomina redakcję, na poły salę konferencyjną – po jednej stronie stoi zarzucone dokumentami biurko i prowizoryczny bufet, po drugiej rzutnik, projektor, stolik, przy którym siadają aktorzy, przyjmując role prelegentów. Ta przestrzeń jest znacząca, umiejscawia spektakl w procesie poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kto jest odpowiedzialny za wypędzenie Żydów z Polski. Jednocześnie pozwala na bieżąco konstytuować dyskurs; dopuszcza budowanie hipotez, obalanie ich, wyciąganie wniosków – zarówno przez aktorów, jak i widzów.

Wydarzenia obrazowane na scenie nie obejmują pełni znaczeń spektaklu. Piętrzące się dokumenty i fachowa narracja współtworzą performans naukowości, który jednoznacznie wskazuje na dwa projekty stojące za przedstawieniem Zadary: badania historyczne i dociekania prawne. Dwa zespoły współpracujące z reżyserem mają niebagatelny wpływ na finalny efekt sceniczny – wszystko, co ostatecznie znajduje się na scenie i z niej wybrzmiewa, ma swoje formalne oparcie w przeprowadzonym researchu i przyjętej interpretacji wskazywanych faktów. Jednak już na tym poziomie pomysł Zadary jest prowokacyjny.

Wspomniany performans naukowości pozornie dowodzi „obiektywności” narracji – z tym jednak, że naiwnością byłby sąd, iż historyczne badania i prawne interpretacje opierają się na obiektywizmie. Samo podjęcie tematu wstydliwych dla Polski wydarzeń roku 1968 jest gestem politycznym. I nie mam w tym momencie na myśli obecnej politycznej „pogody”, która nie sprzyja rewizjonizmowi, a już na pewno nie takiemu, który zakładałby konieczność uderzenia się w pierś. Windykowanie swoich zasług i klęsk jest bolesnym procesem; dla Michała Zadary i jego zespołu, jak rozumiem, jest on potrzebą, którą artykułują i przerabiają po to, by ruszyć dalej.

Z pomocą Zadarze przychodzi „Król Edyp” Sofoklesa. Od czasów narodzin greckiej tragedii – zdaje się twierdzić reżyser – czai się w nas perwersyjna potrzeba rozdrapywania ran i dociekania win. Gest jest tym silniejszy, że odpowiedzialną za przełożenie tematu „Sprawiedliwości” na płaszczyznę znaną z antycznej tragedii reżyser czyni Ewę Skibińską – aktorkę o bardzo charakterystycznym sposobie ekspresji, egzaltowaną i melodramatyczną. Skibińska wykorzystuje cały arsenał aktorskich środków, by dowieść racji takiego porównania, i niestety – moim zdaniem – ponosi porażkę.

Nie wierzę w „uniwersalną” ludzką ciekawość, tak jak powątpiewam w „naturalny” odruch wyparcia. W mojej opinii w tym miejscu Zadara próbuje tylko osłabić polityczność i – co tu kryć, takie czasy – ukryć kontrowersyjność swoich teatralnych poszukiwań. Dociekliwość Edypa była odpowiedzią na nękający Teby niepokój, grą z emocjami tłumu, performansem troski. Władca umacniał w ten sposób swoją pozycję i monopolizował prawdę – pech chciał, że okazała się ona katastrofalna w skutkach dla niego samego. Zadara powinien przyznać się do tego samego, powiedzieć „sprawdzam” zarówno zachowanym źródłom historycznym, jak i możliwym interpretacjom prawnym. A przede wszystkim: polskiej demokracji. Możliwość przeprowadzenia takiego projektu w ramach spektaklu powinna tę demokrację testować do granic możliwości, sprawdzać jej wytrzymałość. Zapomnijmy o obiektywizmie, nie traktujmy historii o polskim Marcu ’68 jak kolejnej wersji tragicznych dziejów Edypa. Ta opowieść jest – niestety – o nas. Ówczesnych i dzisiejszych. Dlatego otoczka naukowości jest dla mnie problemem, chociaż nie mogę nic zarzucić przygotowaniu twórców. Nie naruszyli norm. Ale może powinni to zrobić? Może w państwie, w którym prawnie próbuje zakazać się mówienia o polskim antysemityzmie, konieczne byłoby forsowanie stanowisk mniejszości, a nie prowokowanie debaty, która z przyczyn oczywistych odbyć się nie może? Michał Zadara – jak mniemam – w odpowiedzi na takie pytanie opowiedział się za merytorycznym przedstawieniem argumentów, wykorzystaniem wszelkich możliwych dróg prawnych. Czy jednak tak jest lepiej?

W trakcie przedstawienia aktorzy poszukują osób odpowiedzialnych za masową emigrację Żydów w 1968 roku. Większość z nich to politycy i urzędnicy, których wypowiedzi albo konkretne decyzje doprowadziły do opuszczenia Polski przez 12 927 jej obywateli. Obciążone są także sumienia niegdysiejszych pracodawców, którzy zatrudnione osoby zwalniali za „nieprawomyślne” pochodzenie. Swoje dołożyli też dziennikarze, odpowiedzialni za podsycanie antysemickiej atmosfery. W spektaklu mówi się o symbolicznej odpowiedzialności tych, którzy nie zrobili nic. W wyniku prowadzonego „dochodzenia” twórcy spektaklu odkrywają, że przypisanie komukolwiek odpowiedzialności karnej za konkretne decyzje, artykuły czy wypowiedzi będzie bardzo trudne. Z prawnego punktu widzenia wiele naruszeń prawa dawno uległo przedawnieniu, a dopuszczające się ich osoby często nie żyją. W efekcie dokonanej tak eliminacji możliwość obciążenia sformułowanymi przez nich zarzutami dotyczy dwóch, wciąż żyjących osób: posłanki Platformy Obywatelskiej, która w bardzo młodym wieku napisała jeden obrzydliwie antysemicki artykuł, i winnego podobnego czynu mężczyzny, dziś – już zniedołężniałego. Pomimo tego odkrycia ekipa Zadary decyduje się trwać przy swoim pierwotnym pomyśle i złożyć do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości.

Aktorzy rozgrywają własne wątpliwości dotyczące takiego rozwiązania. Zwracają uwagę, że – jeśli w ogóle dojdzie do procesu i skazania – nie zostaną ukarani wszyscy ci, którzy realnie stali za antysemicką nagonką. Ale na tym problematyzowanie planowanego zawiadomienia się kończy, co budzi we mnie ogromny sprzeciw. Po 50 latach od popełnienia przestępstwa skazane mają zostać tylko dwie osoby! Dlaczego? Prawo nie przewiduje możliwości postawienia zarzutów tym, którzy już nie żyją – ale taką moc ma przecież teatr. Dlaczego Zadara nie chce z niej skorzystać? Kurczowe trzymanie się paragrafów daje w tym przypadku efekt naprawdę nieznośny. Twórcy wychodzą z bardzo naiwnego przekonania, że prawo – jeśli porządnie w nim pogrzebać – zna rozwiązania wszystkich problemów. Tymczasem, co dobitnie pokazuje spektakl, tak nie jest. Prawo jest niedoskonałe, dziurawe i wewnętrznie sprzeczne, a ludzie wcale nie są wobec niego równi. Co więcej, jeśli przyjrzeć się praktyce obecnie rządzących, a więc także stanowiących prawo i mających dbać o jego przestrzeganie, ukaranie winnych Marca ’68 nie byłoby im politycznie na rękę. Czy naprawdę Michał Zadara i jego ekipa chcą przykładać ręce do takich praktyk, legitymizując je?

Uważam, że współpraca prawników i historyków z twórcami teatralnymi to świetny pomysł. W „Sprawiedliwości” zawiodły mnie jednak efekty osiągnięte w wyniku tego sojuszu dyscyplin. Na każdym poziomie pracy uciekano od jasnego postawienia jej politycznego celu. Skutkuje to nadmiernym obudowaniem wydarzeń scenicznych przymiotem „naukowości” i przesadnym trzymaniem się norm obecnie obowiązującego prawa. Teatr ma przecież wielką moc kontestowania tych norm, wskazywania ich słabości i robienia czegoś wbrew nim – po to, by unaocznić ich niesprawiedliwość. W przypadku „Sprawiedliwości” Michała Zadary poczucie niesprawiedliwości narasta, ale tylko w tych widzach, którzy nie dali się zwieść ułudzie możliwości ukarania winnych. A sama sprawiedliwość staje się hasłem zwyczajnie ironicznym.

 

Sprawiedliwość
reżyseria: Michał Zadara
scenariusz: Michał Zadara i Nawojka Gurczyńska
historycy: Daniel Przastek, Paweł Mrowiński, Michał Kujawski
prawnicy: Paweł Marcisz, Jakub Urbanik, Rafał Kozerski
koordynatorka projektu: Anita Cieślicka
Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
premiera: 10.03.2018

Więźniowie nienawiści
18 września 2018

Więźniowie nienawiści

Przez lata Lee wypracował charakterystyczną tożsamość artystyczną, którą łatwo na ekranie zidentyfikować. Nawet w jego bardziej klasycznych dokonaniach gatunkowych, pojawiają się zawsze te same kwestie: rasizmu, przemocy, rozdziału pomiędzy agresywną rewolucją wobec zastanego systemu a powolnym dążeniem do jego poprawy poprzez pokojową współpracę...

Oko za oko, nos za nos
14 września 2018

Oko za oko, nos za nos

Przy małej przebojowości samego projektu przestrzeni, bezspornie silna jest selekcja – każda z wystawionych prac ma temperaturę wrzenia, a kontakt z nią oddziałuje na widza niemal fizjologicznie – o trwającej w Galerii Piekary wystawie prac Włodzimierza Borowskiego „No to co...

Egzamin dojrzałości
13 września 2018

Egzamin dojrzałości

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wszystko, co najlepsze w polskiej kinematografii, pochodzi od debiutantów. Tym większe zaskoczenie wywołała lista filmów konkursowych tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, na której znalazły się tylko dwa filmy podpisane przez reżyserów bez doświadczenia w pełnym metrażu...