21 czerwca 2011

Tacy sami

W tenisie bardzo ważna jest umiejętność zaskoczenia przeciwnika. Oczywiście nie można wygrać meczu, kierując piłkę ciągle w to samo miejsce na połowie przeciwnika. Artur Rojek i jego zespół od lat uderzają z niesłabnącą siłą, ciągle jednak w to samo miejsce. Rojek nie byłby dobrym tenisistą. (Całe szczęście, że jest muzykiem.)

Usłyszałem niedawno, że „Nieważne, jak wysoko jesteśmy…” to będzie album, którego nikt się nie spodziewa po Myslovitz. Nie jestem jednak do końca pewien, czy chodzi o czas, jaki upłynął od wydania ostatniej płyty (który mógłby zniechęcić nawet fanów), czy może o to, że nikt nie spodziewałby się po królach polskiego pop-rocka, władcach tysięcy młodych serc i sumień takiej… przewidywalności.

Nowa płyta ma niezłe wejście – tytuły brzmią przepięknie. Nawiązują do literatury, do filmów. W sklepie pożerasz wzrokiem okładkę i pełen nadziei na intertekstualny odlot zabierasz najnowsze dziecko grupy Myslovitz do domu. Szybko okazuje się, że poza tytułami na tym albumie niewiele jest nawiązań do popkultury. „Przypadek Hermana Rotha” to przede wszystkim utwór o nieszczęśliwej (sic!) miłości, a żeby połączyć utwór „21 gramów” z filmem, reżyserowanym przez Alejandra Gonzáleza Iñárritu, potrzeba naprawdę sporo dobrej woli…

Te wszystkie utwory słyszeliśmy już kiedyś. Na poprzednich płytach, w echach i pogłosach starych kawałków. Są teraz może oszczędniej zaaranżowane, co niektórzy przypiszą dojrzałości. Mimo to teksty piosenek snują ciąg dalszy tych wszystkich historii, których początki znamy na pamięć, a których bohaterów uśmiercilibyśmy, choćby z nudy. Chociaż na płycie nie brak też lepszych momentów – jak wspomniany już, melodyjny i spokojny „Przypadek Hermana Rotha” czy ciekawa instrumentalnie „Skaza” – wszystko pogrążają teksty. Nie są głębokie, nigdy zresztą nie były.

Pośród tej parady melancholii i spokoju dwa utwory wyróżniają się, niestety, in minus. Chodzi tu o singiel, którego tytuł nasuwa silne skojarzenia z filmem Michaela Hanekego „Ukryte” – brzmi on jak wypadkowa wszystkich istniejących utworów Myslovitz, charakteryzuje się bowiem melodią łatwo wpadającą w ucho i dzięki temu kawałek ten jako singiel
promuje album.. Szczególnie zaś wyróżnia się numer piąty: „Ofiary Zapaści Teatru Telewizji”. Utwór całkowicie inny niż cała reszta: żywiołowy, młodzieńczo rozgniewany. Czy to punk? Zaangażowanie polityczne i ostre hasła brzmią raczej nieprzekonująco, wyśpiewywane przez, jakże znany nam, grzeczny głos. „Jestem taki jak mój wokół świat” – śpiewa Artur Rojek. Oby nie.

Członkowie zespołu w ostatnich latach byli pochłonięci projektami pobocznymi. Wojciech Powaga i Przemysław Myszor grywali z Tomkiem Makowieckim w projekcie No!No!No! i to na nim skoncentrował się ich cały potencjał twórczy. Wojciech Kuderski koncertował z zespołem Penny Lane, a Jacek Kuderski z młodą grupą Kid A. Nazwa tej ostatniej formacji to zresztą nie jedyne nawiązanie do niezwykle popularnej brytyjskiej grupy – wszak już jakiś czas temu Myslovitz zostało obwołane mianem „polskiego Radiohead”. Nie mam pojęcia, kto tę łatkę wymyślił, w każdym razie wyświadczył zespołowi z Mysłowic niedźwiedzią przysługę. Dopatrywanie się w nazwisku Yorke osobliwego anagramu nazwiska lidera Myslovitz to raczej szczyt uprzejmości.

Kariera panów z Myslovitz rozpoczęła się na studenckich imprezach i na nich może się ona skończyć. A minęło przecież 20 lat. Znajoma osoba słysząc, co myślę o tej płycie, zażartowała, że Arturowi Rojkowi na pewno zrobi się bardzo smutno, kiedy będzie leżał na swoim milionie złotych, grzebiąc w zębach kolejną złotą płytą. Taki cynizm jest może niepotrzebny, chociaż wszyscy wiemy, że nieważne, jak wysoko plasuje się Myslovitz, to i tak stamtąd nie spadnie.

Z drugiej strony jednak, artyści w wywiadach deklarowali, że ta płyta jest najodważniejszą, bezkompromisową w ich dorobku. Że nie chcieli nagrać 9 hitów w stylu „Peggy Brown”. I to się przecież udało. Co więcej – ten album na pewno zdobędzie spore poparcie. Jest przecież bardzo charakterystyczny dla tej grupy, co wiele osób na pewno odbierze jako zaletę. W jego imię rozpętanych zostanie mnóstwo kłótni, a tysiące ludzi i tak znajdą w nowych utworach coś dla siebie. Jestem po prostu przekonany, że będą to ci sami ludzie.

Myslovitz,  „Nieważne, jak wysoko jesteśmy...”
EMI Music Poland, 2011

Gwałtowne wejście w noc
20 sierpnia 2019

Gwałtowne wejście w noc

Celem Levinsona nie było chyba bezmyślne wzburzenie publiczności i to nie w tym miejscu wyznaczyłabym punkt ciężkości serialu – choć niewątpliwie ekstremizmy zwracają na siebie uwagę w pierwszej kolejności...

Poszukiwacze zaginionego sztućca
19 sierpnia 2019

Poszukiwacze zaginionego sztućca

Sztuciek wcale się w nowej roli nie odnajduje – powtarza wciąż, że jest śmieciem, odpadkiem i że nie powinien w ogóle istnieć. […] Oczywiście, widzieliśmy już Buzza Astrala przeżywającego w pierwszym filmie kryzys tożsamości, kiedy musiał pogodzić się z tym, że jest zabawką a nie prawdziwym astronautą – ale sytuacja Sztućka wydaje się jeszcze poważniejsza...