antyfasz1
Fot. Kuba Mozolewski

Sztuka sprzeciwu

Żyjemy w ciekawych czasach. W rok 2020 wkraczamy z ciężkim bagażem ekonomicznych kryzysów, wiszącą w powietrzu wizją rychłej katastrofy klimatycznej, napędzani mediami społecznościowymi, które codziennie bombardują nas przytłaczającą ilością (fake)newsów. Im dalej w przyszłość, tym większą popularnością cieszy się mowa nienawiści – i co za tym idzie, coraz głośniej wybrzmiewają tendencje radykalne, konserwatywne, a nawet (mówiąc wprost): faszystowskie.

Śledząc medialny shitstorm narastający wokół środowisk wyznających nacjonalistyczny fanatyzm, łatwo zauważyć, że faszyzm dzisiaj – podobnie jak w latach 20. ubiegłego wieku – podszyty jest strachem symptomatycznym dla życia w niepewnych czasach. Pokolenia X, Y czy Z zmuszone są dryfować po płytkich wodach niespełnionych obietnic kapitalizmu. Rzeczywistość, w której żyjemy, jest trochę jak choroba dwubiegunowa – środowiska konserwatywne wzdychają do mitycznego złotego wieku i jego utraconej prostoty, tymczasem nowa, młoda lewica stara się nawigować po meandrach niejednoznaczności. I tak utknęliśmy w grzęzawisku, z którego ciężko się wygrzebać.

Na peryferiach politycznego konfliktu, z dala od medialnej jatki znajdziemy za to intelektualistów i artystki, którzy otwarcie przestrzegają przed zagrożeniami, jakie niesie za sobą tolerancja faszystowskiej mowy nienawiści. W roku 2018 na Forum Przyszłości Kultury głośno wybrzmiała potrzeba zjednoczenia twórców w imię zwalczania faszyzmu. Od tamtego momentu w polu kultury rozwija się oddolna inicjatywa pod hasłem Rok Antyfaszystowski. To niezależna koalicja zrzeszająca instytucje kultury z całej Polski w imię sprzeciwu wobec gloryfikacji ksenofobii, przemocy, seksizmu i rasizmu. Inicjatywa (powołana jeszcze w roku 2018) obecnie jednoczy różne organizacje w imię propagowania postaw demokratycznych, rozumianych jako sprzeciw wobec przemocy i nietolerancji, w trosce o lepsze życie dla wszystkich obywateli, obywatelek i naszej planety.

 


Wilhelm Sasnal, „Nigdy więcej wojny”, 2018, własność artysty. Fot. Marek Gardulski

 

Oficjalne daty działania R.A. odnoszą się do rocznic początku (1 września 2019) i końca (8 maja 2020) II wojny światowej. I chociaż wiele wydarzeń odbyło się pod szyldem Roku Antyfaszystowskiego już wcześniej, a daty jego trwania traktowane są raczej luźno, inicjatywa z przytupem wkroczyła do świątyni sztuki właśnie we wrześniu 2019 roku. Stało się to za sprawą przygotowanej przez MSN w Warszawie wystawy „Nigdy więcej. Sztuka przeciw wojnie i faszyzmowi w XX i XXI wieku”. Programowym jej założeniem wydaje się podkreślenie ciągłości postaw antyfaszystowskich od czasów awangardy aż do współczesności. Zaprezentowano na niej prace artystów z całego świata – w tym takich twórców, jak George Grosz, Jonasz Stern, Alina Szapocznikow, Erna Rosenstein, Andrzej Wróblewski, Nikita Kadan, grupa Forensic Architecture, Hito Steyerl, Martha Rosler, Wilhelm Sasnal, Wolfgang Tilmans… Jak pokazują kuratorki i kuratorzy wystawy – i czego dowodzą narastające napięcia społeczne – walka z faszyzmem nie kończy się wraz z upadkiem totalitarnych rządów.

O tym samym mogliśmy się przekonać na przestrzeni ostatnich lat w Polsce: mowa nienawiści, sprytne nocne głosowania nad skandalicznymi ustawami, dominacja paradygmatu Kościoła katolickiego oraz wpisane w codzienny krajobraz symbole faszystowskie stały się powszednie. W manifestacjach 11 listopada obok nazistowskich bojówek ONR i Młodzieży Wszechpolskiej idą rodziny z dziećmi, zaś inicjatywy takie jak Młodzieżowy Strajk Klimatyczny prawicowe media stawiają w jednym szeregu z innymi „szkodliwymi ideologiami”, jak chociażby dostęp do rzetelnej edukacji seksualnej. To wszystko staje się elementem snutej przez populistyczne rządy opowieści o niebezpieczeństwach zalewającej nas z Zachodu zepsutej nowoczesności. Niezgodna z polską „tradycją”, stanowi zamach na nasz „dobrobyt”, uosobiony w inspirowanej figurą świętej rodziny podstawowej jednostce społecznej – (biały) chłopak, dziewczyna, normalna rodzina.

Na tę scenę wkroczył Rok Antyfaszystowski, którego popisowym numerem jest montaż współczesnych i zapożyczonych z poprzedniego wieku symboli. Emblematem R.A. stały się trzy strzały – symbol Frontu Żelaznego, koalicji broniącej demokracji w Republice Weimarskiej, której jednym z głównych celów było powstrzymanie Hitlera przed objęciem władzy. Podkreślając ciągłość postaw antyfaszystowskich na scenie politycznej czy artystycznej, R.A. przeciwstawia się dominującej na prawicy narracji, według której nieustannie zagraża nam „dżendżer” czy inny „marihunanen”. Na wystawie w MSN-ie oglądaliśmy podobny zabieg na obrazach Andrzeja Wróblewskiego, na których zapożyczone z socrealizmu figury przekraczają dominującą estetykę i pokazują trochę inną niż dziarska, kołchoźnicza twarz.

 


Fot. Kuba Mozolewski

 

Wystawa „Nigdy więcej…” została przedstawiona w programie TVP „W tyle wizji” jako festiwal degeneracji i prezentacja popłuczyn po „wielkich mistrzach” (kimkolwiek by oni nie byli). Słuszne są w tym przypadku skojarzenia z zorganizowaną w 1937 roku przez nazistów wystawą sztuki zwyrodniałej. Prace przedstawione w ramach „Nigdy więcej…” czerpią z praktyk artystycznych uznanych przez Hitlera i spółkę za zdegenerowane. Co zaskakujące, to właśnie ta „zwyrodniała” sztuka dała narzędzia i środki wyrazu niezbędne do przedstawienia doświadczeń przemocy wojennej i przepracowania traumy faszyzmu. Powracającym lejtmotywem wystawy „Nigdy więcej…” stała się „Guernica” Picassa – jeden z najsławniejszych obrazów na świecie, świadectwo wojennego chaosu i jednocześnie symbol nadziei na stan pokoju Uderzyło mnie ciche podobieństwo arcydzieła Picassa do pokazywanego w MSN-ie obrazu Erny Rosenstein „Pociąg zagłady”. Zbliżona forma świadczy o uniwersalności cierpienia spowodowanego wojenną przemocą. Przedstawienia bombardowanego baskijskiego miasta i podróż do obozu śmierci to dwie opowieści o chaosie i strachu. Kubistyczne czy konstruktywistyczne środki artystycznego wyrazu – jeszcze na początku XX wieku niewinne malarskie eksperymenty służące walce o autonomię sztuki – okazały się językiem najtrafniej oddającym koszmar doświadczenia wojennego.

 


5. Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, 1955, fot. Władysław Sławny/Forum

 

Kuratorzy i kuratorki wystawy nie pozwalają zapomnieć o przemocy instytucjonalnej. Nawiązują do niej prace Forensic Architecture i Towarzystwa Przyjaciół Maxwella Itoyi. Bohater wideo Forensic Architecture, Halit Yozgat, zginął w Kassel w 2006 roku z rąk zamachowców związanych z neonazistowską organizacją Podziemie Narodowo-Socjalistyczne (Nationalsozialistischer Untergrund). Yozgat był dziewiątą z dziesięciu osób zabitych przez NU. Maxwella Itoya z kolei był Nigeryjczykiem, który zarabiał na życie, handlując odzieżą, a w 2010 roku został zabity przez policjanta w okolicy Stadionu Dziesięciolecia. Te konteksty sprawiają, że z wystawy wychodzi się z lekkim kacem, a nawet z historyczną czkawką – odbijają nam się odegrane już w poprzednich życiach scenariusze, z których nie wyciągnięto nauki.

Nazwałabym to – korzystając ze sformułowania Hannah Arendt – „banalnością zła 2.0”. Oswojenie faszyzmu jest bezpośrednio związane z brakiem czytelnej reakcji na środowiska wyznające radykalną politykę przemocy i nienawiści wobec różnych „innych”. Dopóki nie będzie ostrych reakcji na przejawy faszyzmu, dopóty stanowi on realne zagrożenie nie tylko dla marginalizowanych mniejszości, ale dla każdego z nas. Mark Bray, autor książki „Antifa: The Anti-Fascist handbook”, uważa, że faszyzm nie powinien mieć miejsca w kręgu demokratycznej debaty i bronić się koncepcją „wolności słowa”, ponieważ wyklucza on innych uczestników dyskusji. Według Breya istnieją realne powody, dla których antyfaszyzm ucieka się niekiedy do użycia przemocy – i jednym z nich jest niemożność nawiązania racjonalnej dyskusji z dzisiejszymi faszystami oraz fakt, że organy polityczne zawodzą dzisiaj tak samo jak w latach 20., gdy nie zdołały powstrzymać fali faszyzmu.

Ciekawym głosem w tej kwestii stała się wystawa „Strajk!”, którą w ramach Roku Antyfaszystowskiego zrealizowano w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Nawiązywała do prezentowanych w tej samej instytucji w 1951 roku prac Käthe Kollowitz, która na fali doświadczeń I wojny światowej w 1924 roku stworzyła plakat „Nie wieder Krieg!” („Nigdy więcej wojny!”). Przedstawia on kobietę z ręką energicznie wystrzeloną w powietrze w geście oporu wobec przemocy. Wizerunek obywatelki sprzeciwiającej się egzekucji siły wobec cywilów odbijał się potem echem w protest-artach, wykorzystywany był w walce o prawo do życia w zgodzie z własnymi zasadami. Podobny przykład stanowi słynny plakat Barbary Kruger „Your body is a battle ground”, chętnie używany przez polskie feministki podczas manifestacji (szczególnie w czasie Czarnego Protestu), z tłumaczeniem: „Twoje ciało to pole walki”. Owo płynne przejście między światem sztuki a życiem codziennym jest dewizą Roku Antyfaszystowskiego. Z tego względu jego działania obejmują nie tylko wystawy, ale także manifestacje, konferencje czy imprezy techno. Związany z R.A. socjolog i kurator Kuba Szreder w wywiadzie udzielonym Magazynowi „Szum” zwraca uwagę na długą tradycję użyteczności sztuki, sięgając aż do Johna Ruskina i ruchu Arts and Crafts, w myśl której uprawianie działalności twórczej jest czymś, co przenika się ze sferą życia codziennego i aktywnością polityczną.

 


„Strajk”, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, fot. Sebastian Madejski

 

Kolejny raz pobrzmiewa tu myśl Arendt, według której ludzka egzystencja nie może być uznana za spełnioną, jeśli zostanie pozbawiona sfery działania. Nie bez powodu także członkinie R.A. przywołują słynną tezę 11 ze zbioru „Tez o Feuerbachu” Karola Marksa: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”. W Zachęcie mogliśmy zobaczyć więc nawołujące do działania wideo Hito Steyerl pod tytułem „Strike” (2010), w którym autorka niszczy czarny ekran LCD. Taki prosty i dobitny gest jest znakiem rozpoznawczym tej artystki, krytykującej neoliberalny system wartości, poprzez sztukę zwracającej uwagę na nierówności ekonomiczne czy komentującej bierność polityków wobec narastającego zagrożenia faszyzmem. Mimo to Steyerl nie odmawia udziału w globalnym obiegu sztuki, jest nagradzana i wystawiana na całym świecie. Posługując się unikatowym językiem wideoeseju, poprzez wnikliwe badania nad mediami i technologią obnaża ona mechanizmy cyrkulacji obrazów, które stają się nośnikami fake newsów i jak symulakra rodem z Matriksa wpływają na kształtowanie się fałszywej, opresyjnej rzeczywistości. Obok prac Steyerl postawiłabym więc włączoną w sieć wydarzeń związanych z Rokiem Antyfaszystowskim akcję „Polska Walcząca Przeciwko Faszyzmowi”, której celem jest odzyskanie symbolu walki o wolność dla wszystkich obywateli i obywatelek i ostry sprzeciw wobec zawłaszczenia patriotycznej symboliki przez konserwatystów. Polska Walcząca, podobnie jak flaga biało-czerwona, przestała być symbolem nadziei, pokoju i wolności; funkcjonuje raczej jako nacjonalistyczny logotyp.

Jeszcze do niedawna lewicę martwiła tylko wizja niekończącego się kapitalizmu; dzisiaj tych realnych zagrożeń mamy znacznie więcej. Jak piszą autorki bloga The White Pube w orędziu do młodych artystów: „nie, twoja sztuka nie musi być w całości zaangażowana politycznie, ale trochę wstyd by było, gdyby nie dotyczyła bolączek dzisiejszego świata w ogóle”. Więcej tego typu inspiracji znajduje się na stronie R.A., w zakładce Atlas. To kolekcja skojarzeń dotyczących postaw antyfaszystowskich i antywojennych. Znajdziemy tam na przykład wpisy o Yerbamala, kolektywie zrzeszającym czarownice z całego świata w celu rzucania uroków na faszystów, opisy wystaw promujących postawy demokratyczne, które w XX wieku zaistniały na całym świecie (USA, Ameryka Południowa, Australia), dokumentację działań słynnego niemieckiego pacyfisty Ernsta Friedricha, twórcy Muzeum Antywojennego, oraz cały przekrój realizacji artystycznych spod znaku sztuki zaangażowanej. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wobec ogromu obszarów, środków wyrazu i mocy przerobowych zaprzęgniętych w walkę z faszyzmem, przemocy tego typu rzeczywiście nie powinniśmy doświadczyć nigdy więcej. Tymczasem widmo faszyzmu wciąż wisi nad nami.

Co nam obiecuje Rok Antyfaszystowski? Tak naprawdę nic. Bo od obiecywania mamy polityków, których prace ślimaczą się mimo tryumfalnego powrotu lewicy do sejmu. Oczekiwanie na realne rozwiązania, które nadejdą „z góry”, przypomina wyglądanie cudu. Zamiast tego R.A. powołał koalicję instytucji z całego kraju, w ramach której porzucono tryb zamartwiania się nad losami świata i zorgainizowano platformę (no pun intended) realnego działania, której wielowymiarowy charakter gwarantuje wysoką inkluzywność na wielu polach aktywności. Oprócz wystaw mamy więc między innymi performanse na antyfaszystowskich manifestacjach, akcję solidarności z Rożawą, dyskusje o skuteczności sztuki w walce z konserwatyzmem, debaty i wykłady, Kongres Empatii, a także spektakle teatralne, takie jak oparty na autobiografii Adolfa Hitlera „Mein Kampf”.

 

Działania Roku Antyfaszystowskiego zdecydowanie wychodzą więc poza sale wystawowe i salony akademickie. Aktywnie promowane pod szyldem R.A. postawy opiekuńcze, budowanie wspólnoty czy wyznawanie sprzeciwu wobec przemocy i wykluczenia nie gwarantują niczego, ale są świetnym punktem wyjścia do przedefiniowania świata, w którym żyjemy. Gdy piszę ten tekst, jesteśmy jeszcze przed tegoroczną edycją Forum Przyszłości Kultury – wydarzeniem, które powołało R.A. do życia i które będzie okazją do sprawdzenia, ile i jak udało się zrobić. Być może ta potrzeba aktualizacji jest najlepszą cechą Roku Antyfaszystowskiego, bo zamknięcie się w szlachetnej bańce zbliżyłoby inicjatywę do tego, przeciwko czemu zobowiązała się występować.

Od siebie pokazałabym R.A. kciuk do góry i bardzo poprosiła, żeby nie składać broni w roku 2020. Historia pokazała i wciąż pokazuje, że każda epoka ma taki faszyzm, na jaki zasługuje. Coś czuję, że wasze trzy strzały będą nam jeszcze długo potrzebne.

 
Rok Antyfaszystowski
1.09.2019 – 8.05.2020
https://rokantyfaszystowski.org/

Postać, potańczyć i skończyć
25 września 2020

Postać, potańczyć i skończyć

Wydaje się, że to materiał na spektakl-samograj; wystarczy sprawna obsada, a reszta się obroni. Tym większy zawód sprawiają reżyserska niekonsekwencja i rwane tempo, w którym na scenie Teatru Nowego w Poznaniu rozgrywa się „Matka”...