Archiwum
30.07.2015

Sztuka ma wiele płci!

Anna Bartosiewicz
Sztuka

Wystawa „Gender w sztuce” to hołd oddany sztandarowym artystkom i artystom feministycznym oraz twórcom poruszającym szeroko rozumiany problem płci kulturowej.

Artystyczny gender

Kuratorki wystawy zgromadziły prace, sygnowane tak ważnymi nazwiskami, jak Marina Abramović i Ulay, Judy Chicago, Andrea Fraser czy Valie Export i Peter Weibel. Nie zabrakło także prac, które w pewnych kręgach weszły już do polskiej kanonu: „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL, pracy wideo Zbigniewa Libery „Jak tresuje się dziewczynki” czy „Cheerleaderek” Katarzyny Kozyry.

„Gender w sztuce”, po takich ekspozycjach jak „Zbrodnia w sztuce” czy „Sport w sztuce”, to kolejna wystawa w MOCAK-u, poruszająca ważne zagadnienia cywilizacyjne. Ma charakter quasi-dokumentalny, co stało się już domeną krakowskiej instytucji, a co za tym idzie: niektóre obiekty możemy poznać jedynie ze zdjęć. Mimo to dobór i zestawienie poszczególnych prac sprawiają, że podróż przez feminizującą historię sztuki staje się wciągającą przygodą.

Kolacja z historią

Ekspozycję otwiera „Proszona kolacja” Judy Chicago z kolekcji Brooklyn Museum w Nowym Jorku. W oryginale instalacja stanowi misternie przemyślany pomnik dla kobiet i bóstw, które odcisnęły swoje piętno w historii polityki, nauki i kultury. Każdej postaci artystka poświęciła jedno nakrycie przy trójramiennym stole z talerzem ozdobionym waginalnym ornamentem, utrzymanym w stylistyce danej epoki. Mamy więc hinduską boginię Kali, egipską królową Hatszepsut, malarkę barokową Artemisię Gentileschi, brytyjską astronom Caroline Herschel, kompozytorkę Ethel Smyth czy pierwszą lekarkę z wykształceniem wyższym. Prezentowanej w MOCAK-u dokumentacji fotograficznej towarzyszy film „Proszona kolacja. Oprowadzanie po wystawie”, w którym poznajemy historie kobiet upamiętnionych przez artystkę. W ten sposób Chicago przywraca płci żeńskiej należne jej miejsce w historii cywilizacji.

Wśród kultowych prac z lat 60. i 70. znalazło się między innymi słynne zdjęcie Valie Expo pod tytułem „Spodnie akcji. Panika genitalna”. Kobiece strefy intymne zostało ukazane na fotografii jako symbol władzy. Artystka siedzi z bronią w ręku, uznawaną nieraz za falliczny przedmiot i patrzy obojętnym wzrokiem w obiektyw. Dopiero po chwili obserwacji tej pewnej siebie „terrorystki” widz uświadamia sobie, że w centrum fotografii, obok symbolizującego władzę karabinu, kobieta wyeksponowała swoje bujnie owłosione łono.

Wielowymiarowość kobiecej emancypacji oddała Miri Segal w „Made-Ready”. Trawestując „Fontannę” Marcela Duchampa, artystka przygotowała film instruktażowy, pokazujący, w jaki sposób korzystać z tak zwanej sikawki (ang. SheWee), czyli lejka dla kobiet do oddawania moczu na stojąco.

W pułapce kobiecości

Dominacja mężczyzn jest tematem pracy Mai Bajevic. Jej klip „Jak chciałabyś być rządzona?” (2009) nawiązuje do „Was ist Kunst” Rasy Todosijevic (1976). Nagranie przedstawia zbliżenie na pasywną kobietę oraz rękę mężczyzny, która szturcha ją i popycha. Powtarzane wciąż z offu pytanie „How do you want to be governed?” w połączeniu z gestem poniżenia uświadamia nam nierówny podział sił w codziennych sytuacjach. Z kolei dokumentacja słynnego performansu duetu Marina Abramović & Ulay pod tytułem „Light/Dark” przedstawia toksyczną relację kobiety i mężczyzny. Policzkująca się na filmie para przez wiele lat żyła w bardzo bliskiej, intymnej relacji.

Na pochwałę zasługuje skromna, ale też dokładnie przemyślana aranżacja wystawy. Poszczególne prace zdają się chwilami tworzyć wspólną narrację. Tak było w przypadku filmów Andrei Fraser pod tytułem „Mężczyźni na linii” (2014) i Shirin Neshat „Zbuntowana” (1998). Obie artystki w krytyczny sposób odniosły się do umiejscowienia kobiety w kulturze: Fraser – na Zachodzie, a Neshat – na Wschodzie. Wieloznaczny tytuł pracy Fraser nawiązuje do zachowania mężczyzn wobec zmian, niesionych przez feminizm drugiej fali – problemów, z jakimi się borykają i prób akceptacji nowego porządku. Przejawiająca duże zdolności aktorskie artystka wcieliła się po kolei w: zdeklarowanego feministę, psychologa, pracownika naukowego i prezentera radiowego, którzy w 1972 roku wzięli udział w dyskusji radiowej na temat wpływu feminizmu na mężczyzn. Poprzez wyraźną mowę ciała i zmianę tonacji głosu perfomerka przekuła męskie deklaracje poparcia dla ruchów pro kobiecych w stand up comedy, wyciągając na powierzchnię ukryte lęki mężczyzn i ich przywiązanie do status quo.

W zupełnie innym świetle świat mężczyzn pokazała Shirin Neshat. Prezentowana na wystawie praca artystki składa się z dwóch filmów wideo, które emitowane są naprzeciwko siebie w ciemnym, czarnym pomieszczeniu. Na jednym ekranie widzimy przeciętnie wyglądającego śpiewaka, występującego przed męską publicznością w teatrze, na drugim – pustą salę. Na koniec popisu muzyk przyjmuje entuzjastyczne owacje. Następnie akcja przenosi się na ekran bez publiczności, gdzie do głosu dochodzi kobieta dająca przejmujący, pełen ekspresji pokaz swoich zdolności wokalnych. Jej sceniczny lament oraz autentyczna, pełna emocji gra pozostają bez odzewu. Śpiewaczka nie ma ani jednego widza. W świecie islamu kobieta artystka pozostaje osamotniona.

Niewidzialna ręka kultury

Pracą nawiązującą nie tylko do walki z penalizacją aborcji w Polsce, ale też do braku wolności wypowiedzi w naszym kraju jest plakat „Moje życie, moja decyzja” Doroty Nieznalskiej (2005), który powstał w trakcie prześladowań artystki przez środowiska ultraprawicowe i procesu sądowego po wystawieniem „Pasji”. Fotografia przedstawia nagi korpus kobiety przepasany koroną cierniową, co może nawiązywać do „męczeńskiej” roli polskich aktywistek oraz podejmowanych przez nie prób wyzwolenia kobiet spod „jarzma” Kodeksu karnego.

Interesującym narzędziem posłużył się Adam Rzepecki w fotografiach z serii „feminismus”. Członek Łodzi Kaliskiej wziął na tapetę portrety Eleny Skubiy, twarzy „Playboya”, znanej z „X-Mena” Rebecci Romijn oraz innych kobiet, między innymi reklamujących bieliznę marki Triumph. Pokrywając niemal wszystkie ich ciała białą, pozbawioną światłocienia barwą, artysta wyeksponował ich nagość. Nawiązując do feministycznej krytyki obnażania ciała kobiet w mediach, dokonał zatem pozornej cenzury i zarazem wyeksponował erotyzm, którym podszyte są zdjęcia, filmy czy billboardy.

Moda na płeć

Michał Sławecki w tegorocznej pracy wideo „O mio babbino caro” zaprezentował nagranie fragmentu opery „Gianni Schicchi” Giacomo Pucciniego. W postać lamentującej Lauretty wcielił się kontratenor w garniturze. Męski wygląd śpiewaka, zderzony z typowo kobiecą arią, obnaża sceniczność ról płciowych i pozwala zatrzeć naleciałości kulturowe.

Podobnego zabiegu dokonał Daniel Rumiancew w filmie „Autoerotique” (2003). Jest to praca wideo, składająca się z dwóch, wyświetlanych symultanicznie obrazów. Na pierwszym filmie oglądamy striptiz, kojarzący się z atrakcyjną modelką z klubu go go. Zamiast piękności jednak widz ma przed oczami artystę wcielonego w przeciętnie wyglądającą kobietę, można by powiedzieć „matkę Polkę”, która rozbiera się aż do damskiej bielizny. Na sąsiednim wideo ten sam mężczyzna zakłada męskie ubrania, wykonując podobne, taneczne ruchy. Postać na obu ekranach jest łatwa do zidentyfikowania, nie różni się sposobem bycia, ale ubiorem. Po raz kolejny typowo męskie i żeńskie role zostają zakwestionowane.

W ten sam nurt wpisuje się „Sumo” Katarzyny Górnej. Film przedstawia kobiety, przebrane za japońskich wojowników, skandujące okrzyki bojowe i wykonujące charakterystyczne dla tej dyscypliny ruchy. Ich odsłonięte piersi dekonstruują wyobrażenie silnego, dominującego mężczyzny. Z kolei Edward Dwurnik w obrazach z serii „Sportowcy” w ironiczny sposób odnosi się do sukcesu zasłużonych postaci polskiej sceny kulturalno-politycznej: Krzysztofa Pendereckiego i Lecha Wałęsy. Malarz sugeruje, że mężczyźni zawdzięczają swój sukces małżonkom, przedstawiając te drugie w przewrotny sposób: jako silne kobiety, które trzymają na rękach swoich partnerów.

Konieczność odgrywania stereotypowej, męskiej siły kwestionuje Bartek Jarmoliński w serii fotografii „Antyatlas” (2011–2015). Są to akty przedstawiające mężczyznę w pozycji embrionalnej. Natomiast w serii zdjęć pod tytułem „Twoje buty świadczą o tym, kim jesteś” (2011) artysta prowokuje do refleksji nad sygnałami, jakie wysyłamy poprzez ubiór, charakterystyczny dla danej płci. Dyptyki fotograficzne Jarmolińskiego ukazujące artystę w męskich kreacjach przypominają typowe okładki „Wysokich Obcasów”. Dopiero po dłuższej obserwacji w oczy rzuca się niepasujący detal: damskie obuwie na jednym ze zdjęć. Na inny cykl, „Polski export” (2011–2015), składają się okładki znanych magazynów z portretami utrzymanymi w konwencjach poszczególnych tytułów. W tym przypadku wizerunek nowoczesnego mężczyzny zostaje ukazany jako towar eksportowy.

Unifikacja płci

Trudno jest wyobrazić sobie „Gender w sztuce” bez najbardziej queerowej pary w kulturze, Eve & Adele. Na wystawie można było obejrzeć film Delfiny Jałownik i Adama Uryniaka pod tytułem „Gesamtkunstwerk”, dokumentujący działania tego znanego tandemu performerskiego, który w 1991 roku odwiedził Polskę. Na pytanie, skąd przyjechały, artystki odpowiadały: „Przybyłyśmy z przyszłości” („We are coming out from the future”). W filmie poznajemy historię małżeństwa, które artystki zawarły na prawach homo-ślubu dzięki temu, że jedna z nich, jako osoba nieidentyfikująca się ze swoją płcią biologiczną, czyli transgender (m/k), otrzymała prawny status kobiety w Niemczech.

Perfomerki wsławiły się dzięki ekstrawaganckim, kobiecym kreacjom, w których odwiedzają najważniejsze wydarzenia ze świata sztuki. Ich pojawienie się w przestrzeni publicznej często odbierane jest jako część programu artystycznego. Już wielogodzinne przygotowania do wyjścia – strojenie się i robienie makijażu – Eva uważa za część odgrywanego przez nie spektaklu. Przez oryginalny sposób bycia Eve & Adele zamieniły swoje życie w performans. Chociaż Niemki urodziły się w ciałach dwóch przeciwstawnych płci, zniwelowały te różnice poprzez swój styl z pogranicza campu i kiczu.

„Gender w sztuce” to wystawa bardzo aktualna, szczególnie na tle zaostrzającego się dyskursu o płci kulturowej w Polsce. Tytuł ekspozycji stanowi grę z nowomową, związaną z tak zwaną genderyzacją. Takie neologizmy jak „genderyzm” mają być obraźliwe zarówno wobec feministek i feministów, jak i osób LGBTQ. Tymczasem kuratorki projektu ukazały złożoność, a przede wszystkim niemożność zdefiniowania płci kulturowej, z którą można się identyfikować na wielu płaszczyznach – zarówno osobistej, jak i publicznej. Gender zawsze pozostaje pewnym ograniczającym schematem. Jego deformacja poszerza granice wolności.

„Gender w sztuce”
kuratorki: Delfina Jałownik, Monika Kozioł, Maria Anna Potocka
koordynatorka: Agnieszka Sachar
MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie
15.05. – 27.09.2015

Na zdj. Adam Rzepecki, „Projekt pomnika Ojca Polaka”, 1981; dzięki uprzejmości A. Rzepeckiego (materiały prasowe).

alt