crazy2

Synteza szaleństwa

Teatr Pieśń Kozła, inaugurując tegoroczny Brave Festival, zaprezentował niezwykły spektakl, luźno nawiązujący do Szekspirowskiego „Hamleta”. Jego różnorodność wiąże się zarówno z pochodzeniem artystów zaangażowanych w projekt „Crazy God”, jak i z wielością form ekspresji, z której korzystają na scenie.

Pieśń, pełniąca w spektaklu funkcję prologu, została odśpiewana przez chór zasiadający na krzesłach z wysokimi, zdobionymi oparciami. Wykonujący ją artyści, zrzeszeni pod szyldem Teatru Pieśń Kozła, potwierdzili w ten sposób coś, co w przypadku produkcji tej grupy wydaje się już oczywiste – przepustką, dzięki której znaleźć się można w tym zacnym gronie, jest niebywały talent wokalny. I choć członkowie międzynarodowej obsady wkrótce ujawnili także szereg innych umiejętności, to właśnie muzyczność jest spoiwem łączącym cały projekt. Wokalna różnorodność wynika nie tylko z wykorzystywania charakterystycznych dla różnych kultur brzmień czy sposobów śpiewania, ale także z łączenia skrajnie oddalonych od siebie gatunków – nawet w ramach jednego utworu śpiew klasyczny miesza się z dźwiękami R'n'B czy gospel. Co ciekawe, również elementy scenografii, kostiumów czy rekwizytów, które pozornie wydają się nie mieć związku z muzycznością, w znaczący sposób zostają włączone w audiosferę spektaklu. Za przykład posłużyć może pas z grubych łańcuchów, który – gdy przywdziewa go jeden z performerów – tworzy w ruchu rodzaj spódnicy. Wprawiany w ruch metal tworzy niezwykłą oprawę dźwiękową dla scen rozgrywających się na pozostałych planach. Muzyczne zastosowanie zyskują także drewniane łuki, których cięciwy-struny pozwalają łuczniczkom nie tylko na prężenie ich przed potencjalną bitwą, ale także na używanie ich do wydobywania niepokojących tonów.

Twórcy zadali sobie wiele trudu, by uwiarygodnić opowiadaną historię, a właściwie – ponieważ spektakl nie ma liniowej narracji – prezentowane na scenie studium ludzkiego okrucieństwa. Postaci zaczerpnięte z Szekspira, jak Hamlet czy Ofelia, wykorzystane zostały przez Grzegorza Brala jako pretekst do mówienia o uniwersalnych problemach. Używa ich w podobny sposób, w jaki z dzieła stratfordczyka korzystało dwóch innych autorów, których teksty także wykorzystuje reżyser „Crazy God” – Allana Ginsberga oraz Heinera Müllera. Zagłębiając się w spektakl, nie musimy się skupiać na losach bohaterów „Hamleta”, bo z ich charakterystyk Bral wyciągnął tylko te elementy, które były dla niego najcenniejsze – okrucieństwo i amoralne motywacje, wpływające na ludzkie zachowanie. Apogeum, wynikające z przyjętej perspektywy, a jednocześnie dowód na poparcie tej tezy, stanowi finałowa scena, rozgrywająca się na kołach tortur. Konstrukcje te stwarzają okazję dla nawiązania do człowieka witruwiańskiego (sylwetki mężczyzny wpisanego w okrąg i kwadrat z popularnego rysunku Leonarda da Vinci), którego odtwarza kolejno trzech aktorów przyczepionych do kół, obracanych przez innych performerom w szybkim tempie. Scena ta skłania do zadania szeregu pytań o granice aktorskiego poświęcenia w dążeniu, by spektakularne obrazy zostały zapamiętane przez widza. Jeśli jego celem było stworzenie obrazu-kliszy na długo pozostającego w pamięci, został on osiągnięty. Jeśli natomiast tak rozegrany finał miał być spójną klamrą, rozstrzygającą tematy pojawiające się we wcześniejszych scenach „Crazy God” – nie można mówić o pełnym sukcesie.

Pozytywne wrażenie sprawia za to konsekwentne wykorzystywanie pierwotnie założonych konceptów, co wpływa na odbiór całego projektu jako przemyślanego i kompletnego. Jednym z powracających nawiązań, które spaja widowisko niemal od pierwszej do ostatniej sceny, jest motyw koła i – wiążącego się z nim – obrotowego ruchu. Niemal wszystkie choreografie bazują na mniej lub bardziej skomplikowanych piruetach, a wspomniane wcześniej makabryczne koła tortur w oczywisty sposób również wpisują się w tę tendencję. Dwie choreografie mają zupełnie inny nastrój, choć pozostają równie przejmujące i nadal prezentują temat okrucieństwa. W pierwszej z nich półnaga kobieta oplata swym ciałem tancerza, który – kręcąc się wokół własnej osi – wprawia ją w ruch. Przyprawiające o zawrót głowy szaleńcze wirowanie jest wyłącznie widowiskową – choć intrygującą – figurą sceniczną, której znaczenie pozostaje enigmatyczne. Drugi z układów jest bardziej czytelny: tancerka rozpoczyna swój taniec, stojąc pośród łańcuchów, by w trakcie kolistych ruchów coraz bardziej oplatać się nimi. Każdy obrót sprawia, że staje się ona coraz wyraźniejszą figurą zniewolenia. Opresyjność – jako naturalna konsekwencja okrucieństwa i żądzy władzy – jest jednym z wiodących motywów „Crazy God”.

Pośród dźwięków i w chóralnej oprawie poszczególnych epizodów wiele słów tekstu traciło czytelność, a ich znaczenia ginęły bezpowrotnie. W pewnym momencie opowieść o Hamlecie zmienia się w cyrkowy popis – spierać można się jedynie o to, czy określenie „cyrkowy” ma w tym kontekście znaczenie pejoratywne. Z jednej strony prezentowane jest bowiem niezaprzeczalnie emocjonujące widowisko, które czerpie siłę właśnie z owych popisów, z drugiej natomiast – ponieważ spektakl jest krótki, zaledwie godzinny, wydaje się, że twórcy skupili się jedynie na krótkich etiudach, jakby na nic więcej nie wystarczyło im czasu. Tymczasem oczekiwania na „coś więcej” są uzasadnione, skoro przedstawienie swą tematyką pretenduje do miana ogólnospołecznej i kulturowej refleksji.

 

Teatr Pieśni Kozła
„Crazy God”

Reżyseria: Grzegorz Bral
Muzyka: Katarzyna Szwed
Kostiumy: Alicja Gruca
Scenografia: Robert Florczak
Dramaturgia: Alicja Bral
Premiera: 01.07.2016 podczas Brave Festival

źródło fotografii

Bo można
17 października 2019

Bo można

Kiedy nie zostały już żadne szczyty do zdobycia, proste „bo jest” – czy też raczej „bo można” – sprawiało, że próbowano okiełznać góry na nowe sposoby: bez zabezpieczeń, bez tlenu, w stylu alpejskim czy wreszcie zimą...

Język przeszłości
15 października 2019

Język przeszłości

Wyścig z czasem staje się tu jednocześnie ściganiem z niewiadomą. Pamięć matki znika bez względu na pragnienie Gretel, aby zrozumieć własną historię. Można odnieść wrażenie, że Johnson posunęła się o krok za daleko w budowaniu lęku i chaosu...