12 czerwca 2017
iwaszkiewicz

„Synku kochany, czyli świnio zielona!”

Ćwierć tysiąca listów i depesz z siedmiu lat to materiał, który opracowała biografka Jarosława Iwaszkiewicza, Anna Król. To adresy, które uznany już pisarz słał do swojego przyjaciela, kochanka, do chłopaka, w którym zakochał się jako dojrzały mężczyzna, mąż i ojciec. W tym miejscu język stawia opór. Nie wiadomo bowiem, jak przedstawić relację obu mężczyzn. Przy pomocy jakich określeń? Kim dla siebie byli? Współczesna leksyka, opisująca tożsamości mężczyzn będących w homoseksualnej relacji, jest nieadekwatna. Z kolei bezprzymiotnikowa kwalifikacja: przyjaźń czy relacja ustawia całość w przezroczystym kontekście heteronormy, ukrywa to, co istotne. Kolejna przeszkoda wiąże się z faktem, że ich historię znamy tylko z jednej strony. Listy pisane przez Jerzego Błeszyńskiego, jeśli nadal istnieją, są niedostępne. Toteż o relacji Jarosława i Jerzego napisać możemy tylko to, co wyczytamy z listów Iwaszkiewicza. To jego emocje i słowa będą tu konstytutywne. Historia samych listów także jest niepełna, zagadkowa. Skompletowane przez pisarza, zniknęły z jego spuścizny. Dziś znajdują się w zbiorach Muzeum Zamku Królewskiego w Warszawie. Wcześniej włączone zostały do prywatnej kolekcji, wówczas badaczki i czytelnicy nie mieli do nich dostępu.

W historię znajomości Błeszyńskiego i Iwaszkiewicza wprowadza nas Król, która zbiór listów poprzedziła didaskaliami. Mamy opis głównych postaci dramatu, opis scenografii – miejsc, w których rozgrywają się kolejne sceny, mamy też wstępne kalendarium znajomości oraz notatki z prac badawczych. Nie bez przyczyny, przedstawiając konstrukcję całości publikacji, piszę o dramacie. Ale o tym później.

Mojej lekturze „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego” towarzyszyła plotkarska ciekawość. Ów tom miał być odpowiedzią na działania spadkobierców pisarza, którzy, oględnie pisząc, byli sceptyczni wobec jakichkolwiek publikacji na temat Iwaszkiewicza i Błeszyńskiego. Tom traktować można jako uzupełnienie „Dzienników”, źródło informacji – jak to tak naprawdę było albo jako artefakt polskiego, homoseksualnego, przedemancypacyjnego romansu, związku, relacji. Jako autobiograficzny zapis fundacyjny. Jako opowieść, której nie da się zamknąć w popularnym stwierdzeniu: owszem, zdarzało mu się chędożyć chłopców, ale to przecież nie ma znaczenia ani dla historii, ani dla literatury, ani dla biografii. Otóż okazuje się, że ma.

Powyższe kategoryzacje umieściłem jednak w trybie przypuszczającym, ale nie dlatego, że „Wszystko jak chcesz” ich nie spełnia. Wypełnia je z nawiązką. Problem w tym, że w trakcie lektury zmienia się, a przynajmniej w moim przypadku zmieniło się, nastawienie czytelnika. Ten przestaje śledzić fakty, osoby czy miejsca i skupia się na tym, co czuł Iwaszkiewicz. Ów odruch wydaje się konstytutywny dla lektury tych 250 listów i not. Ten sam odruch towarzyszył samemu pisarzowi, który po śmierci Błeszyńskiego próbował wypełnić faktami życie Jurka. Ta sama motywacja towarzyszyła również badaczce, która po prawie sześćdziesięciu latach czytała listy autora „Sławy i chwały”. W trakcie swej pracy planowała:

odszukać rodzinę Błeszyńskiego, odwiedzić miejsca, o których czytałam, porozmawiać z rodziną pisarza i znającymi historię tej relacji przyjaciółmi. Kończąc lekturę […] dużo bardziej niż fakty […] interesowały mnie żywe wciąż emocje, jakie Iwaszkiewicz zatrzymał na kartach tej korespondencji. Po lekturze ostatniego zdania pozostałam z wszechogarniającym uczuciem niepokoju, z którym niewiele można zrobić.

To odczucie towarzyszy także czytelnikowi tomu „Wszystko jak chcesz”. Pojawia się podczas lektury listów, które Iwaszkiewicz pisał po śmierci Błeszyńskiego. To czas, kiedy razem z pisarzem próbujemy rozumieć i opracować relację tych dwojga mężczyzn. Żałoba Iwaszkiewicza objęła gniew, chęć rozliczenia młodego kochanka, zniszczenia czy unieważnienia ich relacji. Jego zmaganiom towarzyszyły próby psychologicznej racjonalizacji zachowań Błeszyńskiego. Te doprowadziły do ostatecznej akceptacji kształtu ich relacji. Tę ostatnią – akceptację – ustanowiła możliwość porównania równolegle trwających relacji męsko-męskich (Błeszyński–Iwaszkiewicz) i męsko-żeńskich (Błeszyński i jego żony, kochanki), a także wcześniejszych relacji męsko-męskich (Błeszyński i Jotem). Nie da się ukryć, że im bardziej Iwaszkiewicz utwierdzał się w przekonaniu, iż jego relacja z Jerzym była nie tylko głęboka i szczera, ale też głębsza niż relacje Jurka z innymi, tym bardziej malała jego potrzeba prowadzenia dalszego dochodzenia i odkrywania kolejnych nieścisłości, przemilczeń czy kłamstw przyjaciela.

Relacja obojga mężczyzn tylko z pozoru wygląda na skomplikowaną i wielopiętrową. Tak chciał ją widzieć Iwaszkiewicz. Widział miłość, oddanie, tęsknotę, gniew, kłamstwo, krętactwo, grę, szczerość, czasem nienawiść albo rozczarowanie. Wiele z nich trwało równolegle. Gdyby zapytać rodziny czy znajomych Iwaszkiewicza, opis motywacji Błeszyńskiego byłby jednostronny. Jurek miał wykorzystywać Jarosława. Lektura listów daje nam jednak inną perspektywę. Wydaje się, że obie strony grały we własną i równocześnie tę samą grę. Jeden był młodym kochankiem, któremu pomagał starszy. Drugi stawał się ojcem dla imaginowanego syna. O grę oskarżany był Błeszyński, ale Iwaszkiewicz także zręcznie rozstawiał tu figury. Pogrywał własnym niespełnieniem czy starością. Te znaczone karty wysyłał Błeszyńskiemu. W ten sposób spełniał własne potrzeby. Ich relacja była więc symetryczna. Obaj wiedli życie podwójne, choć oszustwo Iwaszkiewicza polegało na kokieterii i sporej skali mityzacji własnych przeżyć, nie na kłamstwie. Swoje listy sygnował różnymi imionami i zaimkiem „Twój” albo podpisem „Foka Balon”. Zależnie od tego, czy czuł zaspokojenie, czy irytację z powodu odkrycia kolejnej nieprawdy. Gdyby sięgnąć po praktykę psychoterapeutyczną, szybko uzyskalibyśmy wykaz wtórnych korzyści zarówno po stronie nadawcy, jak i adresata czytanych listów. Pod tym względem ich relacja nie była wyjątkowa, podobnie jak psychoterapeutyczna lektura owych listów. Zachęcają do niej autobiograficzna forma i zapis emocji. Stwierdzenie koluzyjności relacji Iwaszkiewicza i Błeszyńskiego, choć może być trafne, pozostaje jednak tylko ex post wystawioną diagnozą, która nie uratuje życiowych treści. Z pewnością zaś odbierze im literacki potencjał. Taka interpretacja przypomina działania Iwaszkiewicza, który pośmiertnie psychologizował Błeszyńskiego. Dziś także można zracjonalizować ich relację. Autobiograficznych treści mamy pod dostatkiem. Wydaje się jednak, że właśnie na przekór jednostronnym psychologicznym interpretacjom edycja listów została opatrzona podtytułem „O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”, a nie: „O miłości Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego”.

Poza interpretacją psychologiczną opisywany tom listów i not staje się doskonałym źródłem wiedzy historycznoliterackiej z zakresu biografistyki. Dzięki niemu możemy inaczej odczytywać szereg opowiadań i poezji Iwaszkiewicza. Postać Błeszyńskiego stała się pierwowzorem bohatera „Wzlotu”, a relacja obu była inspiracją dla „Tataraku” i „Choinek. Opowiadania mazowieckiego”. Opowiadania Iwaszkiewicza to teksty, do których wraca się dziś rzadko. Nowy potencjał dają im właśnie treści autobiograficzne – zarówno te prezentowane w tomach „Dziennika”, jak i te wynikające z listów. To właśnie pierwszoosobowe zapiski ocalają Iwaszkiewicza dla współczesnych czytelników – trzy tomy listów do żony, „Dzienniki”, listy do Błeszyńskiego. Podobnie jak w przypadku współczesnej recepcji Dąbrowskiej, zainteresowanie literacką fikcją ustępuje tutaj ciekawości życia twórcy. W przypadku „Wszystko jak chcesz” trudno jednak jednoznacznie oddzielić jedno od drugiego. Życiowe treści doskonale splatają się tutaj z formą. Z tego powodu listy Iwaszkiewicza do Błeszyńskiego czyta się jak powieść epistolarną. Mamy tu zwroty akcji, zapętlenia i retardacje. Wszystko w odpowiednich miejscach. Wszystko wyznaczone chronologią znajomości dwojga mężczyzn. To opowieść z dramatycznym, choć niezaskakującym rozwiązaniem i próbą ostatecznej deszyfracji zagadek, które przecież już dawno zostały rozwiązane przez samego Iwaszkiewicza. Problemem była ich akceptacja, nie dociekanie prawdy.

„Wszystko jak chcesz” ma starannie przemyślaną kompozycję. Podobnie określić można jego stylistykę. Tu także nie ma przypadków – brulionów, brudnopisów, są jedynie nieczytelne skreślenia. Większość z nich w miejscach, które zawierać mogły dosadne i krzywdzące określenia opisywanych osób bądź przytaczanych faktów. Oznaczać to może, że skompletowanie zbioru listów i not – historii miłości – wiązało się z niewielką autokorektą. Czyżby więc Iwaszkiewicz zostawił nam autobiograficzną powieść? Być może. Z pewnością „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego” staje się pozycją arcyciekawą nie tylko dla badaczek i badaczy literatury.

 

 

„Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”
redakcja i opracowanie: Anna Król
Wilk & Król Oficyna Wydawnicza
Warszawa 2017

Polski mecenas bitników
16 października 2018

Polski mecenas bitników

Klub otwarty w 1964 roku przez polskiego imigranta był przez kilka lat prawdziwą mekką nowojorskiego środowiska artystycznego. Mimo to pozostawał białą plamą w życiorysie amerykańskiej Polonii...

Epika, liryka, dramat
12 października 2018

Epika, liryka, dramat

„Kamerdyner” to film ze wszech miar epicki: rozciągnięty na lata, łapiący wielką historię, nakręcony z ogromnych realizatorskim rozmachem. Ale jest w nim również wiele z intymnego liryzmu...