Archiwum
25.02.2017

Świat, który znasz, przestał istnieć…

Jakub Małecki
Gry

Fantastyka apokaliptyczna stanowi od lat źródło inspiracji dla wielu twórców. W naszym kraju temat ten został spopularyzowany w dużej mierze dzięki grze fabularnej „Neuroshima”, której akcja toczy się w Stanach Zjednoczonych połowy XXI wieku pogrążonych w chaosie po wojnie atomowej. Niedobitki ludzkości starają się przetrwać w nieprzychylnych warunkach, organizując się w grupy, które muszą sprostać wielu zagrożeniom, jak choćby mutantom czy sztucznej inteligencji.

Pierwszą osadzoną w tym uniwersum grą planszową, która zdobyła sobie rzesze fanów na całym świecie, była „Neuroshima Hex”. Rozgrywka toczyła się na planszy podzielonej na heksagonalne pola, a zadaniem graczy prowadzących do boju jedną z frakcji było jak największe uszkodzenie bazy przeciwnika. Na kolejny tytuł trzeba było czekać ładnych parę lat, jednak i on nie zawiódł oczekiwań graczy. Mowa tu o grze „51 stan”, tym razem wersji karcianej, do której wydano także dodatki: „Druga Era” oraz „Zima”. A my przyjrzymy się bliżej produkcji zatytułowanej „51 stan: Master Set”, która jest kompilacją tego, co można było znaleźć w poprzednich częściach.

Gra z pewnością przyciąga klimatem – ilustracje na poszczególnych kartach są niezwykłe i działają na wyobraźnię. W porównaniu z poprzednimi wersjami wzbogacono także wykonanie całości. Dużą część żetonów zastąpiono drewnianymi znacznikami, i to nie w formie zwykłych kolorowych kosteczek. Są one teraz uformowane w odpowiadające im surowce, takie jak broń, śrubki czy kanistry. Oprócz tego każda z frakcji występujących w grze otrzymała własną planszetkę, na której znajdziemy wszystkie charakteryzujące ją elementy graficzne. Jeśli chodzi o zasady, to zmiany są właściwie czysto kosmetyczne, trzon rozgrywki został zachowany. Całość opiera się na pomyśle zagrywania kart na trzy sposoby. Po opłaceniu odpowiednich kosztów każdą z nich można wybudować w całości, podpisać z nią umowę, czerpiąc z tego profit co turę bądź splądrować, co jest zyskiem największym, ale jednorazowym. W przypadku pierwszej opcji (budowy), karty dzielą się na trzy typy. Są to lokacje produkcyjne, dające nam środki do rozwoju lub takie, które ofiarowują nam jakąś stałą cechę. Ostatni typ to lokacje z akcją, którą możemy aktywować w swojej turze.

„51 stan” charakteryzuje się bardzo krótkim czasem przygotowania do rozgrywki. Wystarczy tylko wybrać frakcję, wysypać z pudełka znaczniki oraz dobrać startowe kartoniki. Można się także zdecydować na granie z jednym z dodatków, wtedy wtasowujemy po prostu odpowiednie karty do talii podstawowej. Każda runda zaczyna się od wypatrywania, czyli zdobywania potrzebnych nam kart. Odkrywa się wtedy pewną ich liczbę, po czym rozpoczynając od gracza startowego, każdy wybiera po jednej, a ostatnia jest odrzucana. Proces ten powtarzany jest drugi raz, ale jako pierwszy wybiera gracz ostatni. Kolejna faza to produkcja, w czasie której pobieramy dostępne nam surowce z trzech możliwych źródeł: tego, co oferuje nasza plansza frakcji, lokacji produkcyjnych, jakie wybudowaliśmy oraz z umów, jakie udało nam się podpisać.

Następna faza – akcji – stanowi główną część zabawy. Gracze wykonują wówczas na przemian po jednym ruchu tak długo, aż starczy im surowców i pomysłów. Dostępnych opcji jest sporo, aż szkoda, że nie pomyślano o załączeniu kart pomocy, bo w początkowych rozgrywkach mocno by się przydały. Możliwe zagrania to budowa lokacji, podpisanie umowy, plądrowanie (karty ze swojej ręki lub wybudowanej przez przeciwnika), wykonanie akcji opisanej na karcie, akcji zawartej na planszy frakcji, wykorzystanie lokacji z otwartą produkcją należącej do innego gracza, pobranie lub użycie karty połączenia oraz spasowanie. Po wyborze tej ostatniej możliwości nie możemy już wrócić do gry w danej turze, plus jest jednak taki, że stajemy się odporni na ataki (plądrowania) innych graczy.

Ostatnią czynnością w turze jest faza czyszczenia, podczas której usuwamy wszystkie pozostałe nam zasoby z wyjątkiem kart. Można się przed tym ustrzec, budując magazyny, ale i tak większość rzeczy przepadnie, trzeba się więc starać wykorzystywać wszystkie zasoby.

Gra nie ma stałej liczby rund i kończy się, kiedy jeden z graczy zdobędzie 25 punktów. Rundę należy wtedy dograć do końca, a do punktów zdobytych w trakcie rozgrywki należy doliczyć po jednym oczku za każdą wybudowaną podczas partii lokację. Pierwsze partie trwają przeważnie około sześciu rund, jednak z czasem, gdy gracze nabiorą już wprawy w zarządzaniu dostępnymi środkami, rzadko rozgrywka trwać będzie więcej niż cztery.

Najważniejsze, co potencjalny nabywca gry „51 stan: Master Set” powinien wiedzieć, to to, że jest to tytuł o dość nikłej interakcji pomiędzy graczami. Niech nikogo nie zwiedzie postapokaliptyczna otoczka, tutaj będziemy raczej budować, niż walczyć, trzeba się nastawić na mozolne, ale i przyjemne ciułanie punktów. Dla jednych może być to wada, dla innych zaleta. Co prawda można korzystać z lokacji przeciwnika czy plądrować jego budynki (w czym specjalizują się mutanci), są to jednak wydarzenia tak sporadyczne, że nie wpływają na ogólny odbiór całości. Z tego też względu najprzyjemniej gra się chyba w dwie osoby, gdy nie trzeba zbyt długo czekać na swoją kolej. Gra posiada także bardzo przemyślany wariant solo, celem którego jest oczywiście wyśrubowanie wyniku.

Z pewnością nie warto kupować gry, gdy ma się jej części poprzednie. Nie ma tu nowych frakcji, a karty się powtarzają, po prostu zebrano tu wszystko w jedną całość. Na koniec mała refleksja na temat instrukcji. Niektóre jej fragmenty zawierają dość ordynarne zwroty, które w zasadzie wpisują się w „brudny” klimat rozgrywki. Większość przejdzie nad tym do porządku dziennego, co wrażliwsi mogą się jednak poczuć nieco zniesmaczeni. Nie zmienia to jednak faktu, że „51 stan: Master Set” jest dobrą grą. Jeśli lubimy rozgrywki, w czasie których możemy budować silniczki z kart i nikt nie będzie nam zbytnio wchodził w drogę, to z pewnością się spodoba.

 

„51 stan: Master Set”
projektant: Ignacy Trzewiczek
grafika: Grzegorz Bobrowski
Portal Games