20 listopada 2018
drach
fot. Przemysław Jendroska

Śląska karuzela

„Drach” Szczepana Twardocha przedstawia losy śląskiej rodziny górnika i powstańca Jozefa Magnora, obejmujące kilka kolejnych pokoleń. Początek i koniec historii dzieli ponad sto lat, a pisarz rezygnuje z linearnej narracji – szatkuje biografie swoich bohaterów, zmuszając czytelnika do bardzo uważnej lektury i samodzielnego układania jej elementów w całość. Z podobnych puzzli tworzy swój spektakl Robert Talarczyk, który rozgrywające się w powieści wydarzenia ukazuje w konwencji cyrkowo-kabaretowej.

Talarczyk szczególnie upodobał sobie ruch obrotowy – wokół własnej osi obraca się sporej wielkości kula ziemska wisząca nad sceną, a także platforma, na której umieszczeni są bohaterowie teatralnej opowieści. Z tej specyficznej karuzeli na pierwszy plan co rusz wyłaniają się uczestnicy wydarzeń, które właśnie mają się rozegrać. Wrażenie tłoku i chaosu odpowiada wielości wątków oraz postaci wprowadzanych w narracji Twardocha – reżyserowi udaje się zatem zagmatwać obraz historii Magnorów na podobieństwo literackiego pierwowzoru. Talarczyk wyciąga jednak rękę do widzów, zwiększając rolę wszechwiedzącego narratora. Towarzyszy on bohaterom przez cały czas – jego objaśnienia, nawet jeśli bywają lakoniczne, znacznie ułatwiają przebrnięcie przez wielowątkową fabułę. Kosztem tego uproszczenia jest jednak inna komplikacja: reżyser dzieli funkcję narratora pomiędzy dwoje aktorów, a role obojga – Anny Kadulskiej i Bartłomieja Błaszczyńskiego – stylizowane są na płeć przeciwną. Zabieg ten nie wykracza poza dominującą konwencję odwróconego porządku, w którym oglądamy rzeczywistość przekłamaną i wykrzywioną.

Cyrkowa stylizacja, która zdominowała całą inscenizację, dopełniana jest przez piosenki The Tiger Lillies oraz kostiumy zaprojektowane przez Magdalenę Musiał. Kabaretowa prezentacja historii Jozefa Magnora (Mateusz Znaniecki) i jego potomków nie przyczynia się do stworzenia uniwersalnej analizy dziejów Śląska i jego mieszkańców, a taka idea – zgodnie z tym, co opowiadali o swoich projektach literackim i teatralnym – przyświecać miała zarówno Twardochowi, jak i Talarczykowi. Twórca inscenizacji daje się porwać zarówno klimatowi, jak i estetyce książki.

Niechęć reżysera „Dracha” do podejmowania polemiki z autorem powieści potwierdza wyświetlenie w ostatnich minutach pierwszej części spektaklu wypowiedzi pisarza na temat jego śląskiego pochodzenia. Opinia o irracjonalności odczuwania dumy bądź wstydu ze względu na urodzenie i wynikającą z niego przynależność do danego regionu stanowi uzupełnienie scenicznej narracji, wedle której wszelkie nazwy, daty czy miejsca z zasady pozbawione są znaczenia. Dlatego widz, podobnie jak czytelnik książki, nie dowiaduje się o bohaterach, których losy przyszło mu śledzić, niczego ponad to, co niezbędne do wypunktowania kolejnych wydarzeń z ich życia. Narrator zna myśli, wątpliwości i pobudki wszystkich postaci, ale zdradza tylko to, co dotyczy danego momentu oraz sytuacji, w której się znalazły. W związku z tym nie otrzymujemy szerszego kontekstu, niezbędnego do przeanalizowania decyzji podejmowanych przez popełniającego morderstwo Magnora, odchodzącego od żony Nikodema czy nawiązującej kolejne romans Caroline.

W swojej książce Twardoch pisze, że „życie jest nieważne w ogóle”. Talarczyk rozwija tę myśl w spektaklu, w którym losy bohaterów, wypowiadane przez nich kwestie, a wreszcie również forma inscenizacji wydają się mało istotne. Bohaterów „Dracha” spotykają wyłącznie dramaty. Każdy z nich jest świadkiem lub uczestnikiem nieszczęść, ale – ponieważ ich uczucia zdają się nie mieć większego znaczenia – nie wzbudzają one w widzach żadnych emocji. Na scenie dzieje się dużo, a mimo to oglądanie urozmaiconego wizualnie widowiska szybko staje się nużące. Tak jak obracająca się wokół własnej osi platforma powraca co pewien czas do określonego punktu, tak też powracają przerwane wcześniej w jakimś miejscu wątki, by po chwili znów zostać porzuconymi na rzecz kolejnej, fragmentarycznie prezentowanej historii. Powtarzalność tych zabiegów, o ile daje się obronić w literackim pierwowzorze jako spójna, choć chaotyczna narracja, o tyle w teatralnej odsłonie przybiera wymiar przewidywalności.

Przeżycia poszczególnych postaci nie stanowią źródła refleksji, a twórcy nie zachęcają widzów do emocjonalnego angażowania się w oglądane widowisko. Powierzchownie potraktowana opowieść nie wystarcza do sformułowania uniwersalnej myśli odnoszącej się do mieszkańców Śląska. W spektaklu Talarczyka ich problemy wybrzmiewają co najwyżej jako dramaty jednostek, o których pamięć nie troszczy się nawet narrator, a ich historie nie mają szansy stawać się przyczynkiem do bardziej generalnych rozważań nad znaczeniem wydarzeń, które przez lata kształtowały cały region. Cyrkowa konwencja pozostaje jedynie artystyczną wizją, która nie służy komentowaniu czy obnażaniu ludzkich słabości, choć tego właśnie można byłoby od „Dracha” oczekiwać.

 

Szczepan Twardoch, „Drach”
adaptacja i reżyseria: Robert Talarczyk
scenografia i reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska
kostiumy: Magdalena Musiał
choreografia: Kaya Kołodziejczyk
muzyka: Piotr Kotas
koprodukcja Teatru Śląskiego im. St. Wyspiańskiego w Katowicach i Teatru Ziemi Rybnickiej pod mecenatem miasta Rybnika
prapremiera rybnicka: 21.10.2018
premiera katowicka: 27.10.2018

Zimny płomień
13 grudnia 2018

Zimny płomień

W „Krainie wielkiego nieba” wydaje się, że wszystko znajduje się na swoim miejscu; od warstwy technicznej aż do kierujących całym przedsięwzięciem motywów. I chociaż Paul Dano omija wiele pułapek, jakie czyhają na twórców po raz pierwszy maczających palce w sztuce filmowej, traci też po drodze coś, co stanowiło zawsze największą zaletę debiutanckich produkcji: poczucie artystycznej swobody i chęć eksperymentowania...

To (nie) jest kwestia języka
11 grudnia 2018

To (nie) jest kwestia języka

Jakub Sajkowski, tytułując swoją trzecią książkę poetycką „Zestaw do kaligrafii”, jednocześnie wskazuje na różnice pomiędzy kulturą europejską a chińską oraz próbuje tworzyć pomiędzy nimi pomost...