29 maja 2017
Butterfly-Kisses_4

Siema, Jake!

Rafał Kapeliński, autor docenianej przed laty na całym świecie etiudy „Emilka płacze”, musiał wyjechać do Wielkiej Brytanii, by nakręcić swój pełnometrażowy debiut. Po seansie „Butterfly Kisses” już wiadomo, że było warto. Choć akcja filmu rozgrywa się wśród angielskiej młodzieży, trudno nie dopatrzeć się w nim wpływów kinematografii innych krajów – również polskiej. Pierwszym skojarzeniem jest film „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego. Choć Kapeliński za takie porównanie mógłby, nie bez racji, poczuć się urażony.

Mimo wielu podobieństw – czarno-białej kolorystyki, umiejscowienia akcji w blokerskim środowisku i koncentracji na młodzieży –„Butterfly Kisses” jest de facto odwróceniem tego wszystkiego, co można było obejrzeć w polskim filmie sprzed piętnastu lat. Gliński potraktował swoich bohaterów z zarozumiałą wyższością, wręcz brzydząc się ich moralnymi wyborami. Wrzucił tytułową postać w beznadziejną rzeczywistość, z której w żaden sposób nie pozwolił jej uciec. Z perwersyjną przyjemnością patrzył, jak Tereska stacza się na samo dno. Kapeliński również postanowił sportretować środowisko nastolatków, których bardziej od chodzenia do szkoły interesuje szwendanie się po dzielni i palenie zioła u zaprzyjaźnionego właściciela klubu z bilardem. Odrzucił jednak pełną wyższości postawę i przybił ze swoimi niesfornymi bohaterami pionę, by nieco lepiej ich zrozumieć.

Kapeliński wykazał się ogromną odwagą – na papierze „Butterfly Kisses” nie mogło się udać. Projekt najeżony był zagrożeniami, które mogłyby pociągnąć go na dno. Film reżysera ma jeszcze jedną ważną cechę wspólną z „Cześć, Tereska” – koncentruje się na tym, co u Glińskiego było zaledwie zasygnalizowane. O dojrzewaniu i niełatwym wchodzeniu w dorosłość Kapeliński opowiedział przez pryzmat nabywania seksualnych doświadczeń. Trójka jego bohaterów, młodych chłopców, nieustannie rozmawia o zaliczanych dziewczynach, robionych palcówkach, otrzymanych „laskach”, zdradzanych sympatiach i codziennie odwiedzanych stronach oferujących dostęp do niestandardowej pornografii. Niby nic nadzwyczajnego. Ileż to już razy opowiadano o nastolatkach przez pryzmat kompulsywnej erotomanii, przekraczania seksualnych granic i przedkładanie cielesności nad uczuciowość. Jednak to, co u innych stanowiło punkt dojścia, dla Kapelińskiego stanowi pretekst do wyruszenia w niebezpieczną podróż w głąb zagubionych młodych dusz.

Spośród trójki kumpli wyróżnia się Jake, na którym koncentruje się uwaga twórcy. Chłopak jedynie przysłuchuje się kolegom, którzy chętnie opowiadają o swoich seksualnych przeżyciach. Sam za wiele nie ma do powiedzenia, bo jeszcze nigdy nie miał dziewczyny. Wydaje się delikatniejszy, bardziej wrażliwy i być może nieco bardziej zagubiony w erotycznych grach, które mają miejsce wokół niego. Zamiast odwiedzać wieczorami strony porno, woli wjeżdżać windą na ostatnie piętro wieżowca i obserwować sąsiadów przez okna. Kiedy jego koledzy „zaliczają panienki”, on dorabia jako niańka.

Kapeliński wprawdzie podąża utartymi ścieżkami, opowiadając o stylu życia nastolatków, ale jest być może pierwszym twórcą, który odważył się w taki sposób podjąć temat pedofilii. Przez cały film balansuje nad przepaścią. Nietrudno go oskarżyć o sympatyzowanie z młodocianym pedofilem i udowodnić, że zbyt łatwo przychodzi mu generowanie kolejnych okoliczności, które można byłoby odczytywać jako łagodzące winę. Jednak Kapeliński podszedł do tematu niezwykle dojrzale – zupełnie nie jak debiutant. Opowiedział o praktykach, które w naszej kulturze są jednoznacznie i jak najsurowiej potępiane, i dokonał tego w najtrudniejszy z możliwych sposobów.

Reżyser pozwolił widzom ujrzeć w zagubionym w swojej seksualności nastolatku człowieka, a nie zwyrodnialca z pierwszych stron gazet. Nie oznacza to, że postanowił go w jakikolwiek sposób rozgrzeszyć czy usprawiedliwić. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, że nawet najbardziej brutalni i bezwzględni gwałciciele funkcjonują w jakichś okolicznościach, które z pewnością wpłynęły na ich niewybaczalne praktyki. Kapeliński nie chciał, jak zrobił to przed laty Gliński, już w punkcie wyjścia oceniać swoich bohaterów, przypiąć im łatki i spisać na straty. Daleki jest od jednowymiarowego spoglądania na portretowaną rzeczywistość chłopaków. Nie jest ona ani patologiczna, ani szczególnie wyjątkowa – tak jak jej mieszkańcy. Takich dzieciaków jak oni znajdziemy na pęczki w każdym zakątku globu. O seksie częściej mówią, niż go uprawiają, ich dnie upływają na wzajemnych docinkach i gówniarskich żartach. Można ich lubić albo nie – jak nastolatków z sąsiedztwa, którzy raz rozbiją szybę, a innym razem pomogą staruszce wnieść zakupy na ostatnie piętro.

Nie ma jednak wątpliwości, że Kapeliński ma dla nich więcej sympatii niż okrągłych zdań mających przemówić do ich rozchwianego poczucia moralności. Reżyser stara się pokazywać chłopaków w takich okolicznościach, które mimo wszystko można wykorzystać jako ich alibi – na ich zachowania mają wpływ postępująca seksualizacja kultury, przedmiotowe traktowanie bliźniego, nieobecni rodzice, pokoleniowa wyrwa i tym podobne. Jednak najważniejszą okolicznością łagodząco okazuje się sam okres dojrzewania – czas nieustannego przywlekania innych masek, które zakłada się po to jedynie, by przed nikim nie odsłonić swojej prawdziwej twarzy, wydającej się wciąż zbyt mało atrakcyjną. Młodość u Kapelińskiego to samotność, zagubienie i strach maskowane przesadną pewnością siebie.

Świat nie jest czarno-biały jak zdjęcia Nicka Cooke’a – operatora „Butterfly Kisses”. Szczególnie dla nastolatków, którzy nie poznali wystarczająco dobrze nawet samych siebie. Choć tym filmem Kapeliński zadebiutował, to nie jest już najmłodszym twórcą – dochodzi pięćdziesiątki. Tym większe brawa należą mu się, że potrafił z taką naturalnością i realizmem przedstawić realia współczesnej brytyjskiej młodzieży. Pewną reżyserską rękę widać u niego w niemal każdym aspekcie filmu – o świetnym warsztacie świadczy sposób prowadzenia młodych aktorów, a także umiejętność wykreowania niejednoznacznej, sennej atmosfery nieco nierealnego tripu, wywołanego znakomicie dobraną muzyką, czarno-białymi zdjęciami i burzą hormonów targającą bohaterami. Zupełnie się nie dziwię, że „Butterfly Kisses” zdobyło Kryształowego Niedźwiedzia na ostatnim Berlinale, przyznawaną filmom opowiadającym o nastolatkach.

 

 

„Butterfly Kisses”
reż. Rafał Kapeliński
premiera: 12.05.2017

Sceny z życia
22 maja 2018

Sceny z życia

Skończyło się – nagrody przyznane, werdykty ogłoszono. 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes zwyciężył Japończyk Hirokazu Kore-eda. Można odbierać werdykt jury – pod przewodnictwem Cate Blanchet – jako wyraz zdegustowania obrazem społeczeństwa zbudowanego na kryzysie: zatomizowanego, zblazowanego, balansującego nad przepaścią...

W paszczy szaleństwa
21 maja 2018

W paszczy szaleństwa

Marlo jest w dziewiątym miesiącu ciąży, ma na głowie dwójkę dzieci i ani chwili czasu dla siebie. Wie też, że z pojawieniem się następnego potomka, sytuacja stanie się jeszcze gorsza, a pracy jedynie przybędzie...