08 listopada 2018
Chopin Koszalin
fot. Sylwester Gałuszka
Mop 2
fot. Sylwester Gałuszka
Mop
fot. Sylwester Gałuszka
Spojrzenie obrażonego babska zamknięte powieki wieków amen 2
fot. Sylwester Gałuszka
Poręczoszczotka mała i poręczoszczotka duża
fot. Sylwester Gałuszka

Rzeczy zastane

Jak przekuć brud i nieporządek, aby pomagał, a nie przeszkadzał? - zastanawiał się Piotr Bosacki i w Kolonii Artystów przygotował wystawę site-specific „Prace kuchenne i łazienkowe”, łączącą banalność i ogólnodostępność gotowych półproduktów „do domu” z przewrotną interpretacją ich charakteru i zwykle ignorowanej estetyki.

 

„Idea, że praktyczność powinna być podstawą designu, jest stwierdzeniem, które od dawna trwa w pojmowaniu tego, jaki jest prawdziwie dobry szwedzki design. […] Podczas gdy funkcjonalny design reprezentował to, co jest uznane za prawdziwe i dobre, ozdobność i dekoracyjność często wykorzystywano do prezentowania rzeczy sztucznych i zbytecznych”.

Sara Kristoffersson

 

„Nie wszystko w twojej nowej łazience musi być zupełnie nowiusieńkie. Tak wiele przemodelowań zachowuje istniejące elementy jak wykończenie posadzki, meble czy wyposażenie – bądź stopniowo wymienia się je na nowe, w zależności od potrzeb i budżetu”.

Jamie Gold

 

Pamiętam, jak ponad dwa lata temu przygotowywałem dla poznańskiej „Gazety Wyborczej” galerię-klikankę dotyczącą wystawy prac studentów Piotra Bosackiego zrealizowanych w pracowni filmu eksperymentalnego. Wideo autorstwa Angeliki Grzegorczyk było zatytułowane „Mop” i pokazywało zapis z leżącej w wiadrze kamery, rejestrującej proces mycia podłogi i brudzenia się wody przy jednoczesnym, stopniowo narastającym „zanieczyszczeniu” samej rejestracji. Mój tekst został upupiony w redakcji klikbajtowym tytułem: „Artyści ci pokażą, jak myje się podłogę” (wstydziłem się co najmniej przez rok).

Przytaczanie tej dykteryjki nie miałoby sensu, gdyby nie wyjątkowa okazja, jaką jest wystawa Piotra Bosackiego „Prace kuchenne i łazienkowe”, w której – jak sam tytuł wskazuje – mamy do czynienia z tymi prozaicznymi składnikami naszego życia jak sprzęty domowe: anonimowe, powszechne, bo związane z obłaskawianiem i porządkowaniem ludzkiej fizjologii. Z jednej strony artysta przyznaje się do pewnych skłonności: majsterkowania wyzbytego znamion pragmatyzmu, w którym podstawą dla niepodręcznikowych, dezorientujących konstrukcji rzeźbiarskich są materiały wykorzystywane w sklepach z produktami do samodzielnego montażu. Z drugiej strony, kiedy przychodzimy na wystawę, możemy odkryć, jak dalece można wykorzystać zastaną przestrzeń: nie wbrew jej charakterowi, a raczej podążając za wizualnymi „przeszkadzaczami”, czyniąc z nich zalety i wsparcie przy lokowaniu i instalowaniu swych dzieł.

Ekspozycja jest dostępna do zwiedzania w wystawienniczej części gdańskiej Kolonii Artystów, w pomieszczeniu niegdyś służącym za kuchnię. Sala obłożona jest białymi kafelkami, a ze ścian tej trochę nieregularnej przestrzeni z załomem nieznacznie wystają przycięte rury i pręty – te pozostałości infrastruktury kuchennej są bardzo aktywne wizualne. Gdy umieścimy tam minimalistyczną rzeźbę, to „resztki kuchenne” na ścianach będą od niej bardziej aktywne i staną się przez to brudem, który zanieczyści wystawę. „Jak zatem przekuć ten brud i nieporządek, aby pomagał, a nie przeszkadzał? Wpadłem na pomysł prac kuchennych i łazienkowych” – wyjaśnia Bosacki.

Wystawa stała się doskonałą okazją do realizacji planu, który artysta nosił w sobie od kilku lat. „Często chodzę do Castoramy i Ikei – na przykład na dwie godziny – i nic nie kupuję, tylko oglądam. Przysięgam. Bo to jest najciekawszy sklep. Jak Boga kocham. Jak się ogląda te różne rzeczy – a jest tysiące przeróżnych rzeczy, które są obok siebie – to człowiek sobie myśli, co z czym połączyć. A że nie mam zmysłu praktycznego, to te połączenia stają się bardzo fantazyjne. Czasem nie wiem nawet, co służy do czego”.

Bosacki tworzy w swoich obiektach silne napięcie, wynikające z rozbieżności między oryginalną celowością półproduktów (zamierzonym przez ich projektantów i producentów przeznaczeniem) a przemyślanym, perfidnym wykorzystaniem ich właściwości, funkcji przy jednoczesnym tych funkcji zawieszeniu, odmowie do praktycznego zastosowania. Jako przykład można podać dwa obiekty „Poręczoszczotka mała” i „Poręczoszczotka duża”. „Szczotki toaletowe zmontowałem z uchwytem, który umieszcza się nad wanną. Mimo że powstała minimalistyczna rzeźba, to wszystko jest w niej bardzo sensualne. Każdy trzymał w ręku szczotkę toaletową i wie, że jest ona połączeniem stabilności i niestabilności. Stojący pucharek ma tę szczotkę uziemiać, ale jest w nim pusta przestrzeń. Szczotka ma rękojeść, która jest jakby zawieszona w powietrzu” – objaśnia Bosacki.

Pracą odsyłającą do skojarzeń marynistycznych (dawna kuchnia należała niegdyś do słynnego lokalu, w którym stołowali się marynarze, cinkciarze i przestępcy) jest z kolei „Mop”. Przytwierdzoną do kijka ścierkę artysta zanurzył w akwarium, a jej wypustki sennie falują, poruszane ruchem wody, tłoczonej przez małą pompę. „Mop jest jakby odłożony w rogu po myciu podłogi. Użyłem ścierki z mikrofibry z wypustkami, jakiej dwadzieścia lat temu jeszcze nie było. Te wypustki trochę się kojarzą z hatifnatami z «Muminków», a trochę z rafą koralową. Zdecydowałem się na wprowadzenie minimalnego ruchu wody. W warstwie estetycznej zadbaliśmy o to, aby wszystko było niebieskie i jednorodne” – opowiada Bosacki, który zlokalizował pracę tak, aby kształtem nawiązywała do sąsiadujących z nią, wystających ze ściany prętów.

Przewrotnie do konwencji portretu trumiennego nawiązuje „Portret chochelkowy”. Najprostszą chochlę do zupy z Ikei Bosacki pomalował na biało i naszkicował na niej kontury postaci. „To pamiątka przeżycia kuchennego. Każdy, kto patrzy na chochelkę, podobnie jak w oku, widzi swój pomniejszony i obrócony obraz. Chochla staje się soczewką, studnią czy rezerwuarem obrazu. I choć prawie nikt nie myśli o tym obiekcie, to każdy zaznał tej sytuacji i jest to wspólne przeżycie dla większości ludzi”.

Jeśli się nad tym zastanowić, to zakrzywienie obrazu na wklęsłym metalu sprawia, że mamy do czynienia z naszym autoportretem w tondzie, czyli konwencją sztuki już dość starą i odwołującą się do okresu, gdy malarze zaczynali eksperymentować z soczewkami i innymi pomocami ułatwiającymi im pracę, a także zastanawiali się nad tym, jak faktycznie działa ludzki zmysł wzroku. W pracy Bosackiego te wszystkie rozmyślania wracają do kuchni, do ceremoniału nalewania rosołu i przegapianych, żywych obrazów.

Mniej „montażowym” i bardziej niejednorodnym obiektem na wystawie jest rzeźba o poetyckim tytule „Spojrzenie obrażonego babska | zamknięte powieki | wieków amen”, w której artysta wykorzystał zalotki do rzęs z Rossmanna. Oko jest tu wyrzeźbione z glinki, którą szczelnie opinają przymknięte powieki ze sztucznymi rzęsami dookoła i trzema zalotkami (można więc powiedzieć, że jest nieludzko, bo potrójnie zamknięte). „Przez szereg lat zastanawiałem się nad zalotką jako jednym z najmniej użytecznych przedmiotów. Nie wiem, ilu ludzi jej używa, ale ktoś chyba musi to kupować, skoro jest dostępna w sklepie. W życiu jednak nie spotkałem osoby, która używałaby zalotki” – przyznaje Bosacki. Glinka z powieki brudzi metal, wprowadzając grę między skojarzeniem jej zarówno z ludzkim, nieregularnym ciałem, jak i pudrem. A że rzeźba stoi na szklanej półce, która w łazience byłaby zlokalizowana nad umywalką, to łatwo możemy sobie przypomnieć, jak bardzo utytłane tym pudrem bywają takie miejsca.

Z kolei rodzajem pułapki zastawionej na niezdarnego widza jest „Wódka”. To najprostszy, biały stół z Ikei za 120 złotych, w którym trzy nogi są normalne, a czwarta to szklana rura wysoka na 80 centymetrów, przypadająca w miejscu, gdzie powinna być zlokalizowana brakująca noga, wypełniona najtańszą wódką z Biedronki. A że rura przechodzi przez blat, to pod nim jest nogą, a nad staje się kuszącym kieliszkiem wódki. „Szklana noga jest ustawiona najbliżej środka pomieszczenia i jest najbardziej narażona na ewentualna nieszczęście. Liczyliśmy na to, że podczas wernisażu ktoś ją zbije, wódka się rozleje i będzie tak intensywny zapach alkoholu, że wszyscy zapamiętają tę wystawę. Ale tak się niestety nie stało” – wzdycha Bosacki i wąchając szkło wypełnione wódką, konstatuje: „no, jest syf”.

Od tych wszystkich prac stylistycznie najbardziej odstaje „Chopin Koszalin”, który jest żartem rysunkowym. Na dwóch talerzach Bosacki nadrukował sylwetową mapę Polski z dziurą w miejscu, w którym jest Koszalin. Jeśli obrócimy talerz o 90 stopni i popatrzymy na nasz kraju ze strony Rosji, to widzimy wówczas „profil Chopina”. „Pięć minut przed otwarciem wystawy jeden z talerzy spadł i rozbił się, więc tak go zostawiliśmy, bo nie było sensu udawać, że jest dobrze” – przyznaje artysta (potem talerz dolepił).

Obiekty odnoszące się do codzienności kuchennej i łazienkowej pojawiają się w twórczości Bosackiego jako pokłosie jego refleksji na temat osobliwych, panujących w świecie podziałów, w jakich odzwierciedla się tegoż świata specyficzna natura. To na przykład katalogowanie przez naukowców przedmiotów na te warte i niewarte ich uwagi, absurdalny podział zjawisk na „naturalne” i „nadprzyrodzone” czy pewne naturalne niezręczności języka. Jak pisze artysta: „Warto natomiast zastanowić się, dlaczego język z zasady ma skłonność do niedoskonałości tego rodzaju” (chodzi o pomieszanie pojęć) i dodaje: „Nic nie dzieje się wbrew prawom natury. Jeśli zjawisko przyrodnicze jest z jakiegoś punktu widzenia nieuleczalnie ułomne, to znaczy że w fizyce jest miejsce na tę ułomność”. Bosacki żartobliwie zatem twierdzi, że „Każda teoria fizyczna skrywa w sobie elementy babskiego gadania”. Wygrać z tym, co „najpodlejsze”, jest niemożliwe, bo jest to po prostu naturalny składnik naszego życia. Ale wciąż można te sprawy przetwarzać.

W samej powszechnej dostępności półproduktów, z których Bosacki skonstruował swoje obiekty, odbija się też współczesna refleksja związana z teorią i krytyką rzeczy. Jak ujmuje to Maurizia Boscagli:

Gdy już raz przyznamy, że nieograniczona wolność, innowacyjność i plastyczność materialności często współgra z [komplementarnymi cechami związanymi] z kapitałem, co powinniśmy zrobić? Nie możemy poprzestać na ekstatycznej reakcji [...]. Nie możemy pozwolić sobie na kontemplowanie płynności rzeczy jako widzowie, bez [równoczesnego] rozpoznania jej nierównych skutków. Jak rozróżnić dwie energie materialności: tę wyzwalającą od tej zniewalającej?

Po opuszczeniu Kolonii Artystów przecież przyjdzie nam do głowy, że absolutnie wszyscy z nas korzystają z utensyliów domowych w określony sposób. Świat staje się przytłaczająco przewidywalny i zunifikowany jak instrukcje składania mebli z Ikei, i tylko dlatego prace Bosackiego nas tak naprawdę bawią.

 

cytaty

Piotr Bosacki, „Urządzenie elementów”, Poznań 2012.
Maurizia Boscagli, „Stuff Theory: Everyday Objects, Radical Materialism”, New York – London – New Delhi-Sydney 2014.
Jamie Gold, „New Bathroom Idea Book”, Newtown 2017.
Sara Kristoffersson, „Design by IKEA: A Cultural History”, tłum. William Jewson, London – New Delhi – New York – Sydney 2014.

 

Piotr Bosacki, „Prace kuchenne i łazienkowe”
Gdańsk, Kolonia Artystów
5.10–11.11.2018

Uwaga, spoiler!
20 maja 2019

Uwaga, spoiler!

Wraz z ostatnim odcinkiem Gry o tron, serialu, który wyrósł na jeden z największych fenomenów współczesnej popkultury, szanse na to, że ujrzymy ostatnie dwa tomy Pieśni lodu i ognia, sagi George’a R...

Haft Okupacyjny vs. craftywizm. Feministyczne strategie artywistyczne
18 maja 2019

Haft Okupacyjny vs. craftywizm. Feministyczne strategie artywistyczne

Dzisiaj haft ma już niewiele wspólnego z przyuczaniem kobiet do patriarchalnie wyznaczonego im ideału. Jednak jego historyczne uwarunkowanie jest czytelne chociażby we wciąż istniejącym, kobiecym stereotypie delikatnej estetyki haftu oraz ekonomicznie problematycznym statusie domowego zajęcia, co wskazuje na trwałość ucieleśnionych norm kulturowych, i co w swej nazwie odsłania Kolektyw Złote Rączki...

Horror szoł
17 maja 2019

Horror szoł

Kandydat na prezydenta, który zamiast odpowiadać na pytania o kwestie podziałów społecznych, zaczyna rozprawiać o wielkości swojego przyrodzenia. Zatruta rzeka, której obecność zmusza mieszkańców miasteczka do picia przez całą dobę napojów gazowanych...