02 października 2015
alt

Resztki rzeczywiste

Nowy tomik Katarzyny Fetlińskiej, „Sekstaśmy” jest książką wyrastającą, jak sądzę, z przeczuwanego bądź gotowego już przy „Glossolaliach” poetyckiego „projektu”. Nie mówię tutaj o konkretnych motywach i rozwiązaniach z „Glossolaliów”, które zostały powtórzone, przetworzone, rozwinięte albo pominięte w nowej książce, ale o pewien zamysł (realizowany częściowo przez improwizację), który teraz doszedł do głosu. Chodzi tu o głos w dosłownym znaczeniu: tym razem na tomik składają się 22 wiersze oraz płyta z nagraniami, w których owe teksty interpretowane są przez poetkę. Chciałoby się powiedzieć: autor ożywa i wraca do wierszy. Ale oczywiście nie jest tak łatwo, czy to z powodu nieoczywistości samego medium, czy ze względu na widmową wirtualność głosu, która współgra z logiką wierszy z „Sekstaśm” (o czym za chwilę).

Niemniej nie jest tak, że ów głos dał się łatwo spacyfikować i odesłać w przestrzeń całkiem abstrakcyjną – poszczególne teksty nie są po prostu czytane, lecz w sposób dla Fetlińskiej charakterystyczny, a przecież nadal nieoswojony i nieosłuchany, brawurowo wykonane. Należy przecież pamiętać, że głos to również ciało. To, które nakręca wibracje dźwięków i to, które nie może ze swojej strony pozostać na owe drżenia obojętne. Towarzyszy nam zatem podwójny akt: nie tylko akcji w stronę i wewnątrz wiersza, ale też całkiem zewnętrznych reakcji (czy jednak w przypadku poetyckiego głosu nadal możemy utrzymać takie granice?). Wypada zresztą wspomnieć, że wzajemne tarcia głosu i ciał to jakby trzeci, tym razem naoczny element tomiku. Premierze towarzyszą krótkie klipy przedstawiające reakcje osób związanych z powstaniem poszczególnych tekstów (w tomiku ma to odzwierciedlenie w postaci konkretnych dedykacji).

Taka piętrowość, rozgrywana na kilku płaszczyznach równocześnie, odsłania dynamikę tomiku. Skoro mowa o konkretnych osobach i sytuacjach, to i takie momenty oraz przestrzenie – zgoła codzienne, bliskie, osłuchane, niby znajome – odnajdziemy w wierszach. W związku z tym przesłuchujemy także całą gamę oklepanych klisz komunikacyjnych, w gruncie rzeczy zastępujących porozumienie: „Gdyby ojciec cię widział, byłby bardzo dumny” (s. 9), „zjedz, skarbie, chociaż mięso. A ziemniaczki zostaw” (s. 21), „koniecznie, ale to / koniecznie, po latach się zdzwonić” (s. 33). Dałoby się także odnaleźć pewne mikronarracje z mniej lub bardziej oczywistymi przebiegami zdarzeń, a jednak niewymagające wytężonego śledzenia („Wesołe Miasteczko”, „Ostre cięcie”, „Koleje losu”). Czy oznacza to, że Fetlińska postanowiła tym razem zmniejszyć stężenie słów w słowach, nasycając je zgoła odmiennymi niż w pierwszym tomiku składnikami, serwując, jak w tytule pierwszego wiersza „Sekstaśm”, obrazki wysokiej rozdzielczości? Oczywiście, że nie.

Ale trochę tak. W tym poniekąd cały urok „Sekstaśm” z całą ich świadomą potencjalnością: z jednej strony, częściowo reżyserowane, zapośredniczone przez medium, a z drugiej – intymne; należące do sfery własnej. Choć przecież gdy wyciekną do rąk czytelników, słuchaczy, podglądaczy, rozwiną się w rozmaite historie w sposób całkiem swobodny.

Takie tropy odnajdujemy we wspomnianym już wierszu, „High definition”, otwierającym zbiorek, gdzie tekstowa maszyna traci kontrolę nad swoim materiałem w dynamicznych ciągach sklejeń i repetycji, aż do ujawnienia tonu całego tomiku:

[…] Jesteśmy
Dla siebie stworzeni. Jesteśmy złudzeni
. Od dawna
Monochromatyczni, zamknięci
Za szybą […]
musimy zaakceptować, że nie znajdziemy fikcji
w zębach ni w żadnej nocnej.

transmisji. Ona jest wszystkim.
Pogrzebmy razem w ropie i w głowach, szukając
resztek. Rzeczywistych” (s. 5–6).

Świadome owej złudności, tytuły kolejnych wierszy podążają zgodnie z myślą pięknie krótkiej diagnozy, bowiem pojedyncze historie zostają wzięte w nawias odprysków ze spektaklu życia i mediów, jak na przykład w „awkwardfamilyphotos.com”, „Grobbing”, „Kuchennych rewolucjach” czy „Back to the future”. Wtóruje temu język momentami złudnie przejrzysty i oczywisty, a jednak przez nastawanie na jego foniczną warstwę szybko wytracający w czytelniku łatwowierność. Szczególnie gdy poetka prowadzi przez odsłuch pewnych dźwięków, frywolnie odrywających się od znaczeń słów i trafiających w inne miejsca, tworząc atmosferę przesunięcia głosu, dźwiękoczułych fajerwerków:

Cuggi, Estacada, egzotyczne owoce: pajpaje z rajskich wysp,
Tangerynki, grajfruty oblane rumieńcem, awokadła
Śliskie, w zielonkawych gruzłach jak beznogie ciała żab […] (s. 10).

To zaś sprawia, że komunikacja (także z samym/samą sobą) okazuje się zgoła niewydarzona, a bohaterowie tomiku żyją w efektach płynności i przypadkowej zmienności. Schizofreniczne próby zarówno powtórzenia i zachowania siebie, jak i pozostania niepowtarzalnym prowadzą do kolapsu – wpadnięcia w stan zawieszenia pomiędzy przeszłością a przyszłością („Jedyne, co zostało, / to plany, tęsknoty i radosne wizgi spadających samo-lotów”, s. 6), które odklejają się od człowieka i zaczynają żyć samosterownie, tyle że na ludzki rachunek. Stąd również kruchość granic między poszczególnymi wydarzeniami i wrażeniami, które, jak się wydaje, budują tożsamość bohaterów Fetlińskiej:

[…] Każda wewnątrz nosi jakieś własne trwanie […]
lecz zanim zdążymy objaśnić sobie kształt, w jaki wezbrały
nasze wnętrza, trzeba iść do łóżka, sekundować myślom,
gdy płyną w nas wspomnienia – urojone, wpół wyobrażane (s. 28).

Taka też pozostaje logika obrazu w „Sekstaśmach”. Początkowe punkty zaczepienia, wokół których organizują się wiersze, podlegają skokowym zmianom, przejściom i podmianom we frywolnym ruchu skojarzeń, jakby świadomość działała jedynie poprzez zmianę uwagi, podświetlając coraz to bardziej fantazyjne metamorfozy.

I wreszcie ciało, eksponowane przez Fetlińską w najrozmaitszych pozach. Mowa więc o ciele mocno erotycznym, a równocześnie śmiertelnym, jakby obu właściwościom towarzyszyła jedynie różnica wrażeń (podparta humorem słownych kalamburów, czego doskonałym przykładem jest wiersz „Grzybobranie”). Ponadto ciało uwikłane w ciągłą metamorfozę, reorganizujące się i pytające o własne granice (np. w „Kraksie”), w owym ruchu okazuje się w dużym stopniu bezwolne, funkcjonuje jedynie jako nośnik zdarzeń i doznań. Ale mimo tej kruchości i niepewności nadal pozostaje epistemologiczną czujką oraz formą kontaktu – z „zewnętrznymi” formami chaosu, ale też ciałem innej osoby („Terra Incognita”).

Fetlińska szuka więc rozwiązań, które nie będą w żadnym miejscu zastygać i opowiadać się za jakąkolwiek gotową formą. Koordynowane przeobrażenia, heterogeniczność i poszukiwanie luk – to być może daje pewną możliwość, aby jednoznacznie nie opaść w (resztkową) rzeczywistość, ale i nie ulotnić się w całkowitą fikcję. I być może o takie tymczasowe pomieszkiwanie, z nadzieją na kilka jeszcze ożyw(i)ających punktów zwrotnych, chodzi („czeka na jeszcze / kilka dobrych zwrotników”, s. 22). W tym chaosie tkwi zatem i pewna „obietnica” – interesująca, a, co najważniejsze, lekturowo absolutnie przyjemna i wyczerpująca.

 

Katarzyna Fetlińska, „Sekstaśmy”
Biuro Literackie
Wrocław 2015

Skanowanie dna
06 grudnia 2019

Skanowanie dna

Gdyby nie Piernikowski, nie byłoby Młodego Kotka, a może nawet i Siksy, a jeśli by byli, to ich tegoroczne płyty – odpowiednio „Tychy” i poświęcony Gnieznu „palemosty nielegal” – choć wydane później niż „The best of moje getto”, nie zyskałyby oddźwięku nawet tak skromnego, jakim się dziś cieszą...

(Nie)nasycenie
05 grudnia 2019

(Nie)nasycenie

„Przypominając sobie naszą ubiegłoroczną zapowiedź Boskiej Komedii, doszłam do wniosku, że wiele z naszych uwag, propozycji, postulatów zostało w tym roku spełnionych albo chociaż zauważonych” – Julia Kowalska i Julia Lizurek rozmawiają ze sobą o 12...

Polaków portret własny
04 grudnia 2019

Polaków portret własny

W przypadku Kruhlika chodzi nie tylko samo dzieło, ale o wszystko, co się wokół niego dzieje – silnie angażującą rozmowę, burzliwą wymianę opinii, napięcie między odbiorcami różnych opcji światopoglądowych...