unnamed_okładka na www

Recykling siebie samego

Piotr Kurek – klasycznie wykształcony pianista, grywający również jako perkusista w gitarowych składach – to jedna z najciekawszych postaci na scenie polskiej muzyki elektronicznej. Jego nagrania w zasadzie od samego początku były obecne w obiegu międzynarodowym: debiutanckie „Lectures” ukazały się nakładem portugalskiej oficyny Crónica w 2009 roku.

Od tamtej pory każdy jego kolejny album stanowi wyjątkowe wydarzenie. Kurek płyty wydaje nieregularnie: na początku nowe nagrania prezentował niemalże co roku, by po ukazaniu się „Edeny” w 2012 roku zamilknąć na cztery lata. W tym czasie angażował się w różne efemeryczne projekty, jak nieodżałowana Piętnastka czy fenomenalne, zapomniane Suaves Figures. Dwie kompozycje spod tego ostatniego szyldu zreinterpretował na swoim solowym debiucie Hubert Zemler, jeden z regularnych współpracowników Kurka. Pomiędzy wydanym w ubiegłym roku  „Polygome” a poprzednim albumem studyjnym podpisanym jego nazwiskiem minęło siedem lat. W międzyczasie pojawił się się ultralimitowany siedmiocalowy singiel i „Ahh-Ohh” Heroin, tanecznego wcielenia kompozytora.

Zanim lublinianin poszedł „na swoje”, przez lata współpracował z teatrami. Tam też można go było ostatnio spotkać najczęściej. Jego najnowszy album to owoc kooperacji z reżyserami Tianem Giebingiem i Grzegorzem Jarzyną, która miała miejsce między 2016 a 2018 rokiem. Sensem współpracy chińskiego teatru Papierowy Tygrys oraz założyciela TR Warszawa jest przełożenie dzieł kultury zachodniej na chiński idiom i odwrotnie. Tian interpretuje biblijną opowieść o zesłaniu Mojżeszowi tablic z przykazaniami oraz Kafkowską „Budowę chińskiego muru” jako dwie struktury (odpowiednio mityczną i społeczną), dzięki którym było możliwe stworzenie tak imponującego założenia. Jarzyna natomiast bierze na warsztat legendę o dwóch mieczach opisaną przez Lu Xuna, jednego z ojców współczesnej literatury chińskiej – to opowieść o poszukiwaniu sprawiedliwości, zemście i poświęceniu. Osią tych trzech spektakli są relacje władzy, jej utrzymywanie za pomocą tradycji, obrzędów ofiarnych i rytuałów. Niedopełnienie obrządku to złamanie tabu, a w konsekwencji wyłączenie (się) ze wspólnoty. Każda rewolucja próbuje wyrugować tradycję i stworzyć własne rytuały, które pomogą umocnić i ukonstytuować władzę.

Z tego względu muzyka napisana przez Kurka ma silny, transowy i rytualny charakter. A jednocześnie  „A Sacrifice Shall Be Made / All The Wicked Scenes” wydaje się najbardziej organiczną pozycją w dorobku muzyka – i chyba też najszerszą stylistycznie. Album zaczyna się od utworu zatytułowanego „A New Story”: trudno oprzeć się wrażeniu, że Kurek chciał nim przekazać, iż tym razem jego brzmienie zmienia się bardziej niż zwykle. Ociera się o awangardę rodem z Bôłt Records, eksperymentalny rock czy wreszcie muzykę, którą roboczo można nazwać muzyką świata, gdyż nie odwołując się do żadnej konkretnej tradycji, sprawia wrażenie nieprzechodniości, przynależności do innej kultury. Artysta świadomie odżegnuje się od prostych skojarzeń, choć na przykład gitara w  „Paper Tigers” brzmi bardzo podobnie do chińskiej cytry guzheng, a wspomniane  „A New Story”, oparte na solidnych, gitarowych dronach, bliskie jest w swojej formie muzyce wydawanej przez Instant Classic. Rytualności kompozytor szuka w różnych miejscach i gatunkach:  „Ta Sha Si Le Ta” odwołuje się jednocześnie do stoner metalowego, psychodelicznego tria OM, pionierskich nagrań The Velvet Underground i do quasi-tybetańskich religijnych pieśni;  „Paper Tigers” ma formę podobną do modlitwy; melodyka użyta w  „Golden Calf” budzi odległe skojarzenia z harmonium, instrumentem wykorzystywanym między innymi w muzyce sufickiej Półwyspu Indyjskiego. W dwóch utworach pojawia się kontratenor Grzegorz Hardej – zestawienie jego głosu z oszczędnymi partiami gitary to echa chórów z greckich tragedii, ale też odbicie interpretacji renesansowej muzyki Purcella przez Raphaela Rogińskiego i Olgę Mysłowską.

Formalnie to bardzo skromna muzyka, główną rolę odgrywają tu głos, gitara i instrumenty perkusyjne; ale to chyba pierwszy album Kurka, na którym współpracuje z tak wieloma muzykami. Poza wspomnianym Hardejem i aktorami teatralnymi na „A Sacrifice Shall Be Made / All The Wicked Scenes” pojawiają się Barbara Kinga Majewska, Hubert Zemler czy wreszcie Łukasz Rychlicki. Ten ostatni – weteran motorycznego gitarowego grania z Kristen i (przede wszystkim) z Lotto – odciska zresztą najwyraźniejsze piętno. Rychlicki jest mistrzem mikroskopijnych, prawie niezauważalnych zmian i przesunięć, które sprawiają, że czas się rozciąga i kurczy jednocześnie. To przede wszystkim dzięki niemu od transowości nie da się tu uciec.

Piotr Kurek, fot. Marta Szewczyk

 

Wydawać się może, że Kurek najnowszym zbiorem wychodzi całkowicie poza muzykę, z której jest znany. To nie do końca prawda. Ze wszystkich dotychczasowych albumów „A Sacrifice Shall Be Made / All The Wicked Scenes” najbliżej jest do „Innych pieśni” sprzed niemal dekady. Wtedy, podobnie jak teraz, Kurek muzykę tkał przede wszystkim z głosów i recyklingował istniejące nagrania. Także na tamtej płycie fragmenty bałkańskich (wołoskich, serbskich i albańskich) pieśni były wątkiem, a osnową instrumenty tradycyjne, wibrafon, gitary, skrzypce i melodyka, czyli dość podobne instrumentarium. Muzyk wykorzystywał je analogicznie – do stworzenia monumentalnej, skomplikowanej historii o potędze i wyłanianiu się tradycji, jej roli we współczesnym społeczeństwie; o tym, jak – nawet zmieniona nie do poznania, zagrzebana pod nowszymi zwyczajami – nadal działa. Tym razem Kurek recyklinguje sam siebie – z trzech różnych, choć podobnych opowieści, tworzy nową, autonomiczną i porywającą całość.

 

Piotr Kurek, „A Sacrifice Shall Be Made / All The Wicked Scenes”
Mondoj
2020

Last.fm jako źródło cierpień
13 sierpnia 2020

Last.fm jako źródło cierpień

W istocie słuchanie muzyki zostało tu poddane procesowi grywalizacji – tyle że to gra bez końca, bez zwycięstwa, z możliwością nieustannego zdobywania nowych poziomów: dziesięć tysięcy odtworzeń, sto tysięcy odtworzeń, tysiąc wykonawców w bibliotece, trzy tysiące wykonawców w bibliotece...

O takich pięciu, co nie wrócili z wojny
10 sierpnia 2020

O takich pięciu, co nie wrócili z wojny

Po zaznajomieniu się z filmografią Lee można uznać reżysera za mistrza metonimii. Wyselekcjonowane, reprezentatywne skrawki – wycięte z określonego miejsca i czasu motywy, wątki i postaci, przy jednoczesnym pominięciu tych nieinteresujących, z których skleja swoje historie, mają na celu przekazać konkretne doświadczenie...