03 sierpnia 2017
dunkirk

Przeklęta plaża

Niewielka ulotka, prosta mapa, oczywisty przekaz – Dunkierka pośrodku, a naokoło czerwony kolor symbolizujący stacjonujące wrogie wojska. Podpis: „Jesteście otoczeni”. Pierwsze ujęcie filmu Christophera Nolana ukazuje grupkę młodych ludzi przechodzących ulicą francuskiego miasta w dosłownym deszczu tych niewielkich skrawków papieru. Trudno o wyraźniejsze określenie miejsca akcji i bardziej dosadne zarysowanie konfliktu, ale nie powinno to dziwić – Christopher Nolan zyskał już w końcu reputację kinowego wirtuoza, a jego popularność zbliża się do największych kinowych nazwisk, ze Spielbergiem na czele. Rozpoczynając od ekspertyzy w dziedzinie stylistyki współczesnego kryminału noir, reżyser w ostatnich filmach zdaje się odchodzić w kierunku „największych” gatunków, przywracając do łask pojęcie epickiego, wysokobudżetowego kina popularnego. Po wycieczce w rejony science fiction przychodzi zderzenie z rzeczywistością – wojenna, historyczna „Dunkierka”. Dla twórcy, który tak mocno kojarzony jest z wodzeniem widowni za nos, to wcale nieoczywisty wybór. Zakorzenienie w faktach, do tego tak ważnych ze względu na narodowość twórcy, odbiera w końcu w znaczącym stopniu pole do popisu w kontekście fabularnej ekstrawagancji. Jak Nolan wykręca się tym razem z pułapki własnej wiecznie niezaspokojonej ambicji?

Na początku wydaje się, że z głośnym przytupem. Jakby na złość krytykom „Interstellar”, „Dunkierka” jest niemalże zupełnie pozbawiona dłuższych dialogów. Pełno tu momentów czysto wizualnych, pełno prostych informacji przekazywanych gdzieś w biegu, a nawet rzucanych w przestrzeń pytań, na które nikt nigdy nie udziela odpowiedzi. Dla kogoś, kto nakręcił film taki jak „Incepcja”, składający się niemalże w połowie z (satysfakcjonującej) ekspozycji, to nie lada wyczyn. Do tego „trik” stosowany tym razem przez Nolana (bez jakiegoś zabiegu formalnego komplikującego formułę nie mogłoby się w końcu obyć) zostaje wprowadzony i odpowiednio zasygnalizowany wraz z samym początkiem seansu, aby z biegiem czasu jedynie nabierać klarowności. Ekscytujące jest patrzenie na twórcę tak znacząco odchodzącego od utartej drogi twórczej i eksperymentującego z formułami, które przyniosły mu sukces. Do tego od początku widzowi nie daje się tutaj ani chwili wytchnienia – zostajemy wrzuceni w sam środek rozjuszonego piekła i następne półtorej godziny spędzimy, doświadczając go z trzech różnych perspektyw.

Z biegiem czasu projekcji miejsce „Dunkierki” w filmografii reżysera zdaje się jednak coraz bardziej jasne. Jako kolejny krok w ujarzmieniu kina gatunków film ten wydaje się zaskakująco konsekwentny. Poprzednio Nolan wydłużał czas projekcji, komplikował intrygę, dodawał postaci i linii fabularnych, a tu robi dokładnie na odwrót, powracając do samych źródeł sztuki kinematograficznej. Jego nowy obraz to niemalże definicja kinowego doświadczenia; ogląda się go bardziej jako zestaw mocno przemawiających do zmysłów scen niż zszytą gęstymi fabularnymi nićmi historię. Efekt jest jednak podobny – „Dunkierka” wydaje się ogromna, ekscytująca i często przytłaczająca swoją techniczną wirtuozerią. Dostosowując się do ram gatunku, Nolan wyciąga z niego znów to, co najbardziej go interesuje – spektakl, napięcie i kryjącą się gdzieś pod tym wszystkim fascynację tym, jak ideały mogą poprowadzić nas w kierunku niemożliwego.

I tutaj nie ma wątpliwości co do wielkości nowego filmu twórcy „Memento”. Trudno nie wstrzymać na chwilę oddechu, gdy torpeda uderzy w jeden z statków przewożących żołnierzy i trudno się dziwić, gdy rzędy kinowych foteli zadrżą od podskoczeń nieprzygotowanych na nagły wystrzał karabinu widzów. Kamera pozostaje blisko akcji bez popadania w chaotyczny styl szybkiego przemieszczania się po polu bitwy i konsekwentnie ukazuje to, co akurat musimy zobaczyć. Wszystko jest tutaj skrzętnie skonstruowane i zaaranżowane z imponującym poczuciem skali, przez co cały seans spędza się z dręczącym uczuciem podskórnego napięcia. Duża w tym zasługa muzyki Hansa Zimmera, znowu odchodzącego znacząco od swojego typowego repertuaru i proponującego tym razem specyficzny, przypominający czasami dokonania Bernarda Herrmanna soundtrack, podporządkowany w dużej mierze dźwiękowi tykającego zegara. Trudno jednak powiedzieć, że „Dunkierka” to doświadczenie przyjemne – budowane przez cały seans poczucie niepokoju nie pozwala na nudę, ale oddala też produkcję od typowego blockbusterowego poczucia bezpieczeństwa. Imponujące jest natomiast to, że Nolanowi udaje się to osiągnąć bez uciekania się do drastycznego ukazywania przemocy; nie znajdziemy tutaj żadnych elementów rodem z podchodzącej pod estetykę gore „Przełęczy ocalonych”, a typowe dla kina wojennego granie na emocjach za pomocą dosłownych scen tortur i cierpienia pozostaje mu niepotrzebne. I bez tego wojna zdaje się tu przerażająca, nieludzka i gotowa zmienić każdego nie do poznania. Nigdy nie przyjdzie nam też zobaczyć twarzy nieprzyjaciela – schowany w kokpitach samolotów i ukazujący się jedynie pod postacią zrzucanych z powietrza bomb i zbłąkanych pocisków wróg pozostaje nieuchwytny, niedosłowny i tym samym jeszcze bardziej niepokojący.

To wszystko sprawia oczywiście należyte wrażenie, ale przez większość seansu nie mogłem otrząsnąć się z wrażenia, że chyba po raz pierwszy w karierze Nolan zgubił gdzieś pod technicznym wyuzdaniem wartość emocjonalną swojej twórczości. Nawet w swoich gorszych momentach „Interstellar” był w końcu namacalnie osobisty i nieco naiwnie szczery. Tutaj przez większość czasu nie ma miejsca na takie ekscesy. Przez to „Dunkierka” staje się jedynym w swoim rodzaju kinowym doświadczeniem, ale dosyć problematycznym filmem. Niby wszystko jest tutaj tak jak być powinno (a momentami nawet o wiele lepiej, niż przywykliśmy) i trudno się do czegoś przyczepić, ale jednak czegoś brakuje. I nie chodzi tutaj nawet o patriotyczne wtręty na koniec, typowe zresztą dla kina wojennego; są one na tyle krótkie i uzasadnione, że Nolan sobie na nie zasłużył. Chodzi raczej o samo wrażenie obcowania z „Dunkierką” – to obraz, który porusza niemalże całe ciało, ale akurat nie serce. Nie wszystko musi oczywiście oddziaływać na nas w ten sam sposób, ale wolałbym raczej, żeby było na odwrót.

 

 

„Dunkierka”
reż. Christoper Nolan
premiera: 21.07.2017

 

Sceny z życia
22 maja 2018

Sceny z życia

Skończyło się – nagrody przyznane, werdykty ogłoszono. 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes zwyciężył Japończyk Hirokazu Kore-eda. Można odbierać werdykt jury – pod przewodnictwem Cate Blanchet – jako wyraz zdegustowania obrazem społeczeństwa zbudowanego na kryzysie: zatomizowanego, zblazowanego, balansującego nad przepaścią...

W paszczy szaleństwa
21 maja 2018

W paszczy szaleństwa

Marlo jest w dziewiątym miesiącu ciąży, ma na głowie dwójkę dzieci i ani chwili czasu dla siebie. Wie też, że z pojawieniem się następnego potomka, sytuacja stanie się jeszcze gorsza, a pracy jedynie przybędzie...