16 października 2017
polprawda
„Półprawda”, fot. Pravdoliub Ivanov
_DSC0258_POLPRAWDA_hires
fot. Bartosz Górka
_DSC0232_POLPRAWDA_hires
fot. Bartosz Górka
KRAKOWIAK
fot. Bartosz Górka

Prawda sztuki

Na wystawę o przewrotnym tytule „Półprawda” składa się zbiór obrazów, zdjęć, instalacji i obiektów, których wspólnym mianownikiem stała się Europa Środkowo-Wschodnia. Prezentowane w warszawskiej Królikarni prace pochodzą ze zbiorów Art Collection Telekom. Dla niewtajemniczonych dodam, że kolekcja należy do Deutsche Telekom, największego operatora telekomunikacyjnego w Niemczech i Unii Europejskiej, którego spółką zależną jest T-Mobile. Przed obejrzeniem wystawy zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy w wielkim korporacyjnym skarbcu można znaleźć wartościową sztukę? Zaraz też nasunął mi się wniosek, że równie dobrze można kwestionować sztukę prezentowaną przez instytucje podległe Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, których ostatecznym zwierzchnikiem jest państwo. Dylematy te wchodzą w bezpośrednią relację z wystawą, za której motyw przewodni można uznać pytanie o prawdę i obiektywizm w sztuce, a szerzej – w życiu, które komentuje sztuka.

W Królikarni oraz w przypałacowym ogrodzie znajdziemy obiekty, fotografie, obrazy, rzeźby oraz instalacje współczesnych artystów z 11 krajów. Dzieli je różnorodność techniki wykonania, natomiast łączy sięganie po materiały, które pozostają oporne na rozwój nowych mediów. Na wystawie nie znajdziemy wideoartów, za to poczujemy ducha eksperymentowania z formą. Pojawiają się obiekty z kauczuku, włókna konopnego, odblaskowych tkanin, jedwabiu, marmuru, betonu, aluminium, drewna, cyny, papieru, kafelków, neonów, żywicy, wełny, brązu, żelaza i wielu innych. Widz zostaje pozostawiony sam sobie z tą mnogością tworzyw, ma do dyspozycji jedynie mały przewodnik-ściągę. Pozbawione podpisów prace rezonują z klasycystyczną architekturą budynku, a jednocześnie wchodzą we wzajemne interakcje.

Prawie całkowita nieobecność nowych technologii oraz surowość pałacowych sal sprawiają, że oglądający musi się skonfrontować z innym, nieco staroświeckim myśleniem o sztuce. Chociaż najnowsze prace prezentowane w Królikarni pochodzą z tego roku, kuratorzy każą nam cofnąć się do czasów, kiedy artysta nie miał do dyspozycji komputera ani programów do przetwarzania obrazów czy dźwięków. Jedyna wskazówka, jaką dysponują zwiedzający, to „Półprawda” – praca Pravdoliuba Ivanova, od której pochodzi tytuł wystawy.

Bułgarski artysta inspiruje się zwykłymi czynnościami i przedmiotami, które wykorzystujemy na co dzień. Nadaje im nowego znaczenia i głębi, umieszczając je w nietypowych pozycjach. Wiertarka wbita w ścianę oznacza dla niego „dzieciństwo”, a bezsensownie zamontowana poręcz dla niepełnosprawnych – „pełen komfort w abstrakcji”. Na potrzeby wystawy w Warszawie Ivanov przygotował „pół prawdy” – wykonał połowę napisu „Półprawda”, który stanowi fragment instalacji o tym samym tytule. W hallu muzeum vis-à-vis recepcji zawieszono wielkie litery, które składają się na ucięty od góry tekst. Jest to stały element instalacji wędrujący po galeriach w różnych wersjach językowych. Na potrzeby poszczególnych wystaw artysta dosztukowuje brakujące części liter, ale w innej formie. W przypadku Królikarni drugi komponent „Półprawdy” stanowi duży, przedarty na pół transparent z górną częścią napisu. Został on powieszony na kolumnach przed wejściem do pałacu, przez co można traktować go jako polityczny manifest i przejaw buntu przeciwko zakłamywaniu rzeczywistości. Dodatkowo banner, którego pierwsza wersja powstała w 1999 roku, stał się wielkogabarytową etykietą ekspozycji.

Jak mówi mówi Ewa Kozik, jedna z kuratorek wystawy

Ivanov uważa, że dzieło sztuki może funkcjonować jednocześnie w dwóch przestrzeniach interpretacji. Gdy czytamy wyraz „Półprawda” w sferze publicznej, od razu mamy skojarzenia polityczne i zastanawiamy się, jak interpretować rzeczywistość przez ten pryzmat. Z kolei w sali wystawienniczej ten sam wyraz odnosimy do sztuki, rynku sztuki i dzieł artystycznych; zadajemy sobie pytanie, czy sztuka może mówić prawdę i czy jest obiektywna.

Ostatnio rząd zapowiedział, że zwiększy nakłady na inwestycje związane z pamięcią narodową. Już teraz sfera publiczna jest przeładowana tablicami pamiątkowymi i pomnikami. W ten kontekst znakomicie wpisuje się marmurowa tablica z pozłacanymi literami, której autorem jest Braco Dimitrijević, artysta z Bośni i Hercegowiny. Płaskorzeźba została wyeksponowana z Rotundzie, najlepiej zachowanej części pałacu. Widnieje na niej napis This Could Be a Place of Historical Importancje (To może być miejsce o znaczeniu historycznym).

Całkowitą przeciwwagę dla tej pracy stanowi lekka, nieuwikłana w zobowiązania narodowe instalacja Izy Tarasewicz. Zawisła ona nad tablicą na wysokości kilkunastu metrów niczym wielka, niekształtna aureola. Artystka umieściła pod kopułą ręcznie wykonaną, poskręcaną pętlę z liny, kauczuku i włókna konopi. Praca przypomina pustą w środku chmurę, która zmienia kształt w zależności od tego, w którym miejscu stanie patrzący. Wielkoformatowe instalacje Tarasewicz przywodzą na myśl obiekty innej utalentowanej artystki, Chiharu Shioty. Japonka robi gigantyczne, przestrzenne rzeźby z włóczki. Sławę zdobyła między innymi za sprawą łodzi, z których wyrastają misternie zaplecione, estetycznie piękne pajęczyny.

Na szczególną uwagę zasługuje instalacja wizualno-dźwiękowa Evy Kot’átkovej, „Terapia grupowa”. Artystka ustawiła w kręgu krzesła, taboret i stojaki do nut. Na siedzeniach i oparciach umieściła metalowe rzeźby, które nawiązują swoimi kształtami do póz przyjmowanych przez pacjentów. Wokół rozmieściła rozmaite przedmioty, w tym egzemplarz książki „Wprowadzenie do psychologii społecznej dla nauczycieli” Jana Součeka. Instalację uzupełnia nagranie dźwiękowe – proza poetycka, a zarazem komentarz do zachować społecznych, jakie odgrywają w grupie pacjenci. „Służysz do karania / jesteś kątem, w którym można się ukryć” – brzmi fragment surrealistycznej litanii, która dobiega z głośników.

Nagranie towarzyszące pracy nosi tytuł „Becoming an object”, co można przetłumaczyć jako „Jak się uprzedmiotowić„ albo „Jak stać się obiektem”. Autorka jest czeską artystką, absolwentką psychologii. W swoich pracach często odnosi się do narzuconych z góry ról społecznych i tego, jakie pozy przybiera w związku z nimi ciało

– wyjaśnia Ewa Kozik.

Artystka zdaje się mówić, że wyobrażenia, jakie mamy na swój temat, często są sprzeczne z sygnałami, które wysyła nasze ciało, a oczekiwania społeczne i warunki, w jakich dorastamy, zostają zaszyte głęboko pod skórą, determinując język ciała.

Kluczowa dla zrozumienia założeń kuratorów wystawy – obok Kozik także Nathalie Hoyos i Rainalda Schumachera – jest wspomniana już „Półprawda” Ivanova. Instalacja otwiera, a zarazem zamyka wystawę – jedna połowa wisi nad wejściem do Królikarni, a druga – po drodze do wyjścia. Autor uświadamia nam, jak łatwo jest manipulować prawdą i jej desygnatami. Można je determinować nawet architekturą wystawy. Tym tropem podążyli kuratorzy. Kwestionują oni nieomylność widzów, historyków sztuki, a wreszcie – siebie samych. Chcą, aby poszczególne prace przemawiały we własnym imieniu, ale nie zamierzają ich bronić. Pozostawiają oglądającym pełną dowolność wyboru w kwestii tego, co warto, a czego nie warto zobaczyć.

Mimo że na wystawie znajdziemy ponad 40 prac, nie wszystkie mogą zaabsorbować patrzącego. Tylko od niego zależy, jakiej prawdy doszuka się w poszczególnych dziełach. Kuratorzy usuwają się w cień i rezygnują ze wszelkich zbędnych przedmiotów, aby stworzyć sterylne warunki do obcowania ze sztuką. Skłaniają go do poszukania własnej „strefy komfortu” i dają widzowi szansę na zaprzyjaźnienie się z poszczególnymi pracami, a te opisane powyżej z pewnością na to zasługują. Ekspozycja przypomina mi jeden z pawilonów narodowych na Biennale w Wenecji sprzed kilku lat. Po wejściu do budynku widzowi ukazywały się obrazy na ścianach. Kiedy jednak usiłował przyjrzeć im się dokładniej, kustosze zaczynali biegać po sali, wyć i wymachiwać rękami. Tym samym zacierały się granice między „prawdziwą” a „nieprawdziwą” sztuką. Jedynie w gestii oglądającego pozostawała ocena zastanej sytuacji.

 

„Półprawda. Prace współczesnych artystów i artystek z Europy Środkowo-Wschodniej ze zbiorów Art Collection Telekom”
artyści i artystki: Nevin Aladağ, Anatoly Belov, Geta Brǎtescu, Braco Dimitrijević, Stanisław Dróżdż, Petra Feriancová, Vladimír Houdek, Hristina Ivanoska, Pravdoliub Ivanov, Mi Kafchin, Šejla Kamerić, Genti Korini, Eva Koťátková, Katarzyna Krakowiak, Zofia Kulik, Nino Kvrivishvili, Piotr Łakomy, Vlad Nancă, Paul Neagu, Ioana Nemes, Paulina Ołowska, Roman Ondák, Cristian Răduţă, Stepan Ryabchenko, Slavs and Tatars, Iza Tarasewicz, Little Warsaw

kuratorzy: Nathalie Hoyos i Rainald Schumacher, Ewa Kozik
architektura wystawy: Maciej Siuda
zespół realizacyjny: Paweł Bagiński, Mariusz Grzelak, Alicja Gzowska, Alicja Latkowska, Julia Łuczywo, Anna Maciąga, Dorota Pabel, Joanna Torchała, Andrzej Urbaniak, Ewa Ziembińska
Warszawa, Królikarnia
10.09 – 22.10.2017

Polski mecenas bitników
16 października 2018

Polski mecenas bitników

Klub otwarty w 1964 roku przez polskiego imigranta był przez kilka lat prawdziwą mekką nowojorskiego środowiska artystycznego. Mimo to pozostawał białą plamą w życiorysie amerykańskiej Polonii...

Epika, liryka, dramat
12 października 2018

Epika, liryka, dramat

„Kamerdyner” to film ze wszech miar epicki: rozciągnięty na lata, łapiący wielką historię, nakręcony z ogromnych realizatorskim rozmachem. Ale jest w nim również wiele z intymnego liryzmu...