13 marca 2019
Krolestwo_0051
fot. Magda Hueckel

Porozmawiajmy o Starym

Miało być królewsko – spektakl Remigiusza Brzyka jest drugim przygotowanym w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, który wywalczyła rada artystyczna działająca w porozumieniu z dyrektorem teatru Markiem Mikosem. Niestety po premierze – podobnie jak w przypadku „Roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego – czuć duży niedosyt. Nie jest to wina aktorów, którzy robią wszystko, aby dać życie swoim postaciom. Problem tkwi w tym, że Brzyk nie potraktował ich chyba poważnie. Ten zespół nie potrzebuje przepracowywać traumy „dobrej zmiany”, która przyszła razem z Mikosem. On po prostu chce znowu zagrać w dobrym przedstawieniu.

„Królestwo” w Narodowym Starym Teatrze to sceniczna adaptacja popularnego w latach 90. serialu Larsa von Triera. Jego akcja rozgrywa się w kopenhaskim szpitalu nawiedzanym przez duchy. Bohaterowie – jak u von Triera bywa – to ekscentryczni lekarze zmagający się z surrealistycznymi historiami. Królestwo rządzi się własnymi prawami, które znają jedynie wtajemniczeni – tylko oni rozumieją pokrętną logikę świata, w jakim żyją. Podobnie jest ze spektaklem Brzyka, z tą różnicą, że w tej wersji opowieści reżyser oraz aktorzy próbują wtajemniczyć widzów w historię Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Puszczają więc oko do publiczności i przemycają nieco środowiskowych anegdot. Jednak teatralne „Królestwo” wydaje się jedynie zlepkiem scen, z których niewiele wynika. Można szukać wytłumaczenia, że serial von Triera także kojarzyć się może z niedbałym, pospiesznie zmontowanym przykładem kina klasy B. Taka linia obrony nie za bardzo się sprawdza.

Akcja spektaklu rozgrywa się w sali operacyjnej połączonej z poczekalnią oraz małym pokojem przeznaczonym dla pacjentów. Życie lekarzy duńskiego szpitala toczy się także w wielu zakamarkach teatralnego budynku, gdzie bohaterowie są ciągle podglądani przez kamery. Towarzyszą one aktorom, kiedy wchodzą w ukryte miejsca na co dzień dostępne jedynie pracownikom teatru. Publiczność, śledząc ich działania na telebimach umieszczonych na tylnej ścianie sceny, wirtualnie zwiedza garderoby, toalety, przejścia czy salę prób; zagląda w oczy Swinarskiemu, którego portret wisi na ścianie i przegląda zakładowe regulaminy udzielania pożyczek.

Niezaangażowany w sprawy krakowskiego teatru widz prawdopodobnie pomyśli, że przedstawienie jest odwzorowaniem serialu z 1994 roku. Zachowano główne wątki „Królestwa”: Pani Drusse (Elżbieta Karkoszka) nawiązuje kontakt z duchami, lekarz Helmer (Radosław Krzyżanowki) próbuje oczyścić się z zarzutów źle przeprowadzonej operacji (chce włamać się do szpitalnego archiwum i zniszczyć ważne dokumenty opisujące przebieg zabiegu), a stażysta Mogge zmaga się z miłością do starszej lekarki. Równocześnie w przedstawieniu jest wiele aluzji do sytuacji Narodowego Starego Teatru, a konkretniej – do zmiany dyrektora, która nastąpiła tu po zakończeniu kadencji Jana Klaty. Już w pierwszej scenie Brzyk ujawnia zamiar porozmawiania o krakowskim teatrze. Lekarz (Michał Majnicz) wyznaje w rozmowie z Panią Drusse, że pracuje tu od sześciu lat, a przyszedł za poprzedniej dyrekcji. Nawet pobieżnie wtajemniczeni widzowie łatwo wyłapują, że aktor mówi o sobie. Anna Dymna i Krzysztof Globisz obsadzeni zostali w rolach sprzątaczy, którzy są w instytucji niemal od zawsze – wiedzą o niej więcej niż inni pracujący tu ludzie. Są lubiani, proszeni o radę, a przede wszystkim stanowią swoisty symbol miejsca, w którym pracują. Trudno się nie zgodzić, że Dymna i Globisz rzeczywiście są takimi postaciami w zespole krakowskiego teatru.

Wszystkie te i podobne nawiązania do rzeczywistości krakowskiej sceny od samego początku przedstawienia zmuszają widzów do zastanowienia, czy na pewno oglądają oni sceniczną adaptację serialu Larsa von Triera, czy raczej poznają – wpisaną w ramy tytułowego królestwa – teatralną opowieść o historii i współczesności Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Ten trop Brzyk sugerował jeszcze przed premierą, mówiąc, że podstawą myślenia o „Królestwie” stała się historia tego miejsca i pracujących tu artystów.

Królestwo” Brzyka trwa niemal trzy godziny, jednak w tym czasie niewiele się dzieje. Widzimy biegających po korytarzu budynku bohaterów, Pani Drusse próbuje odnaleźć ducha płaczącej w szpitalu dziewczynki, która prawdopodobnie utknęła w strefie Swedenborg, a przed widzami inscenizowana jest operacja przeprowadzona pod hipnozą. Nie można odmówić reżyserowi stworzenia charakterystycznego dla serialu klimatu absurdu i irracjonalności, zagubiła się jednak gdzieś rzetelność prowadzonej narracji. W efekcie spektakl wydaje się portretem Teatru Starego przyprawionym szczyptą vontrierowskiej niesamowitości. „Królestwo” Brzyka trochę jednak nudzi – ta dziwna terapia aktorów i widowni raczej się nie sprawdza.

 

Królestwo”
według scenariusza Larsa von Triera i Nielsa Vrsela
reżyseria: Remigiusz Brzyk
adaptacja: Tomasz Śpiewak
scenografia i kostiumy: Iga Słupska, Szymon Szewczyk
muzyka: Jacek Grudzień
światła i wideo: Jacqueline Sobiszewski
Kraków, Narodowy Stary Teatr
premiera: 9.02.2019

Ależ Pan chce wyhodować dom!
17 września 2019

Ależ Pan chce wyhodować dom!

Przez wzgląd na aktualne, dojmujące problemy cywilizacyjne musimy przeformułować hierarchię wartości i potrzeb – współcześnie takim eliksirem życia, który nie tyle przedłuża egzystencję, ile ratuje życie (planety), byłoby interesujące Oksiutę opracowanie ekologicznych metod organizacji środowiska ludzkiego...

Opera aperta
11 września 2019

Opera aperta

Poznańska Arena nie zaskakuje w takim stopniu jak wykorzystane niegdyś przez Vicka budynki opuszczonego banku czy nieczynnych zakładów chemicznych – aranżacja jej przestrzeni przez Samala Blaka przyniosła jednak ciekawe efekty i stała się namacalnym potwierdzeniem programowych deklaracji kierownictwa poznańskiej sceny...