14 marca 2011

Podróż na biegun

Świetliste akwarele Piotra Kurki zachwycają formą. Intrygująca jest w nich dbałość o szczegół, doprowadzona do granic absurdu.

Dawno, dawno temu Sir Ernest Schackleton wraz z załogą wypłynął z Wielkiej Brytanii na brygantynie Endurance. Daleki Biegun Południowy jawił się odkrywcom jako baśniowa kraina. Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inna. Po 6 tygodniach żeglugi znaleźli się 160 kilometrów od Antarktydy, gdzie zatrzymało ich zwalisko kry lodowej. Lód uwięził statek i załogę. Rozpoczęła się desperacka walka o przetrwanie. Prawie 100 lat poźniej historia ta stała się inspiracją Piotra Kurki do stworzenia cyklu fotografii i akwarel prezentowanych w poznańskiej Galerii „Ego” pod wspólnym tytułem „Zimno”. Fizyczne odczucie chłodu staje się reprezentacją szczególnego stanu świadomości, który ujawnia się w obliczu zagrożenia, śmierci lub opresji.

Świetliste akwarele Piotra Kurki zachwycają formą. Intrygująca jest w nich dbałość o szczegół, doprowadzona do granic absurdu. Mają w sobie coś z estetyki baśni – nie tylko ze względu na ich ilustracyjny charakter, ale także na ukryty w nich pierwiastek tragizmu. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby baśnie Andersena czy braci Grimm. Ejdetyczny obraz dzieciństwa towarzyszy twórczości Kurki od zawsze. Tęsknota za tym, co utracone przywodzi na myśl twierdzenie Wordswortha, że „dziecko jest ojcem mężczyzny”.

Mimo że punktem wyjścia realizacji była towarzysząca artyście od dzieciństwa fascynacja polarnymi ekspedycjami, na rysunkach nie znajdziemy morskich okrętów czy polarników. Są za to walczący o przetrwanie ludzie. Zmagający się z tragizmem ziemskiej egzystencji, wydają się w tej bitwie zagubieni, nie umiejący – albo nie wiedzący, jak – sobie z nią poradzić. Zamarli w bezruchu wykonują czynności zapowiadające katastrofalne sytuacje albo – idąc za słowami André Malraux – „przysięgła niemota kroków przemieniła ich ruchy w fanatsmagorie”. Kurka podważa niemożliwość obrazowania ostateczności. Wystarczy drobne przesunięcie i już nic nie jest takie, jak było. Na jednej z akwareli kobieta stojąc przed domem, trzyma w ręku broń, za nią zgromadziła się wataha wilków. Za chwilę padnie strzał. Na innej pracy dwie postacie próbują się wydostać z płonącego domu. Niestety bezskutecznie – zamarły w danej chwili. Na jeszcze innej: mężczyzna porusza się o kulach. Nie wiadomo czy to tylko efekt nieszczęśliwego wypadku, czy zmaga się on z przewlekłym kalectwem. Starszy pan siedzi na werandzie i gra na akordeonie. Po drugiej stronie, w dole obrazu pałęta się, zwieszając łeb, opuszczony pies. Niezdolni by czerpać radość z życia, trwają w swojej beznamiętnej egzystencji, obcy, obojętni, walczą o przetrwanie.

Odczucie osamotnienia i braku możliwości wyjścia z sytuacji potęgują duże płaszczyzny bieli. Bliska absolutu i światła biel kojarzy się z reguły z czystością i niewinnością, pustą płaszczyzną, która zachęca do działania, do zapisania własnych historii. Nieograniczona pustka prac Kurki jednak przeraża. Biel powoduje utratę energii.

Piotr Kurka tworzy historię uniwersalną, która tak jak baśnie nie jest osadzona w konkretnym czasie. Wybiera terytorium bez granic. Eksplorując podświadomość, rozważa równocześnie społeczne konsekwencje infantylizmu i perwersji. Zdaniem Brunona Bettelheima, baśń to napisany w języku obrazów elementarz, z którego dziecko uczy się czytać we własnym umyśle, rozumieć siebie i zdobywać panowanie nad własną psychiką.

Morał jest taki...

Mijam próg eleganckiego hotelu „Bazar”. Jest sobotni poranek. Przeszywający mróz. Oprócz portiera, nie widać żywej duszy. Prowadzi mnie schodami do sali balowej. Ostre, dzienne światło odbija się od śniegu i wpadając do pomieszczeń, rozlewa się po ścianach. Wszystko wydaje się jakby było w nim zamrożone – taki proces świetlnej hibernacji. Na środku stoi gablota, a w niej – dwie splecione marchewki. Wyglądają jak laboratoryjny eksponat. Obok duża figura czarnego zająca, który siedzi na kuli. W tle oparta o ścianę duża fotografia. Odbijające się od niej promienie zimowego słońca rozmywają obraz, ale gdy mrużę oczy, dostrzegam zdjęcie pomieszczenia. Z boku stoi kuchenka, na której żarzą się palniki, a w centrum zdjęcia znajdują się otwarte drzwi prowadzące do sypialni. Gdy słońce przysłaniają chmury, spostrzegam, że na podłodze leży czyjeś ciało, a zza kuchenki wystają tylko jego nogi...

Próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądało to wszystko podczas wernisażu tej, niestety, tylko jednodniowej instalacji towarzyszącej wystawie w galerii. W mroku wszystko musiało wyglądać jeszcze bardziej tajemniczo, choć – jak pisał Max Frisch – „w jasnym świetle wszystko wydaje się nierzeczywiste, jakby nigdy się nie zdarzyło”.

Piotr Kurka „Zimno”
Poznań, Galeria EGO
25.02.–31.03.2011

(Po łebkach) w stronę queerstory
16 listopada 2018

(Po łebkach) w stronę queerstory

Zaczyna się i kończy mocno. Z pomysłem. Gorzej z środkiem, od metodologii po treść. Smakowicie zapowiadająca się „Dziwniejsza historia” Remigiusza Ryzińskiego przypomina queerstoryczny kalejdoskop, wirujący w takim tempie i naszpikowany tyloma lusterkami, że o zagubienie przyprawił samego autora, bo o ile wypada pochwalić Ryzińskiego za intencję, o tyle wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia...

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)
15 listopada 2018

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)

Zarówno „Bodyguard”, jak i – pół roku wcześniejszy serial – „Killing Eve” charakteryzują się cechami, które nieczęsto idą w parze. Zwięzłość, psychologiczne skomplikowanie, wartka policyjna i detektywistyczna akcja, realizm przedstawienia połączony z wyrazistym konceptem narracyjnym...