05 stycznia 2021
robotnice1
Fot. Marcin Oliva Soto

Płeć rewolucji

Tytuł spektaklu Darii Kubisiak „Robotnica albo 27 omdleń klasy robotniczej” nawiązuje do książki „Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945–1950”[1]. Amerykański historyk Padraic Kenney opisał w niej początki PRL-u, a właściwie proces budowania totalitarnego systemu z użyciem inżynierii społecznej. Bohaterami tego procesu z jednej strony byli robotnicy, którzy walczyli o swoją podmiotowość i sprawczość, organizując kolejne strajki; z drugiej – komunistyczna władza, która dążyła do stworzenia „nowego” społeczeństwa. Książka opisuje ruch robotniczy w latach 40. ubiegłego wieku, charakteryzując przebieg społecznych buntów oraz diagnozując specyfikę konfliktów, do jakich dochodziło między robotnikami i władzą. Kenney ze szczególną uwagą przygląda się sytuacji robotników w Łodzi i we Wrocławiu, wskazując, że przeszłość każdego z tych miast wpływała na samoorganizację i zaangażowanie pracowników w walkę o swoje prawa. We Wrocławiu, który był miastem przesiedleńców, ruch robotniczy był zdecydowanie słabszy niż w Łodzi, gdzie istniały przedwojenne tradycje robotnicze.

Łódzkim zakładem, w którym we wrześniu 1947 roku rozpoczął się strajk rozprzestrzeniający się na inne miejsca pracy, była dawna Fabryka Izraela Poznańskiego. W Polsce Ludowej zmieniono jej nazwę na Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. Juliana Marchlewskiego. Zatrudnione w nich były głównie kobiety. Jak podają źródła, strajk zaczął się od przypadkowego zdarzenia. Do fabryki przyjechał działacz PPR, a jednocześnie były członek rady zakładowej, żeby agitować pracownice, co nie zostało przez nie przychylnie przyjęte. Otoczony przez rozgniewane kobiety, jedną z nich prawdopodobnie popchnął lub uderzył. Kiedy upadła, zrobiło się zamieszanie, w którym zemdlało dwadzieścia sześć innych pracownic. Nie wiadomo, jaki był powód zbiorowego omdlenia, chociaż partyjny śledczy dopatrywał się w nim symulanctwa. Z jednej strony mdlejące robotnice rozładowały napiętą sytuację – osoby zebrane w fabryce natychmiast zajęły się ich cuceniem i wzywaniem pogotowia. Z drugiej jednak strony ten akt performatywny – niezależnie od tego, czy był zamierzony, czy nie – stał się symbolem systemowej przemocy. Wieść o incydencie szybko rozeszła się po fabryce, a wkrótce również po całym mieście, obrastając rozmaitymi plotkami. Informacja okazała się tak przekonująca, a jej przepływ na tyle szybki i skuteczny, że następnego dnia stanęły kolejne fabryki.

Omdlenia kobiet, choć stawiały je w pozycji ofiar, były później interpretowane jako gest oporu. Pracownice użyły własnych ciał, by zaznaczyć, kto ma realną władzę w fabryce. Kenney pisał: „Omdlenie potwierdzało także kontrolę nad przestrzenią fabryki: robotnice zademonstrowały, że w swojej fabryce mają prawo robić, co chcą, nawet jeśli tym czymś ma być leżenie bez przytomności” (s. 147). Gesty oporu słabych czy też – jak nazywa takie działania Jack Halberstam – sztuka porażki, polegająca na sabotowaniu interesów tych, którzy dominują[2], skłoniły Darię Kubisiak do poszukiwań we własnym archiwum rodzinnym. Dramaturżkę zainspirował fakt, że prawie czterdzieści lat później jej matka również wzięła udział w strajku kobiet w fabryce. Ten strajk także zaczął się od omdlenia.

We wrześniu 1980 roku na wydziale pierwszym Kaliskich Zakładów Koncentratów Spożywczych „Winiary” stanęły maszyny. Bezpośrednim powodem rozpoczęcia strajku było omdlenie Marii Jarych podczas czyszczenia wielkiej, dwustulitrowej kadzi, do której zwykle wchodziły najdrobniejsze kobiety. Być może incydent, spowodowany prawdopodobnie przez wysoką temperaturę i zaduch, przeszedłby bez echa, gdyby w tym czasie do Jarych, która była w ciąży, nie przyszedł jej mąż – inżynier pracujący w tej samej fabryce. Jednostkowe doświadczenie stało się impulsem do walki wszystkich pracowników o lepsze warunki pracy. Jak wynika z rozpoznań Kubisiak, kobiety w Winiarach były rozliczane z pracy na akord. Starając się wyrobić wyśrubowane normy, godziły się na ustawienie maszyn na wyższe obroty. Nie dbano ani o ich warunki pracy – było gorąco, wilgotno i głośno – ani o odzież ochronną: robotnice miały podarte fartuchy i dziurawe buty. Bardzo krótkie przerwy na śniadanie zmuszały je do spożywania posiłków przy maszynach, których nie można było zatrzymać, bo oznaczałoby to zmniejszenie produkcji. Kiedy porównuje się warunki pracy w fabryce na początku lat 80. do tego, o czym pisał Kenney, wydaje się, że czas się zatrzymał. Bunt w Winiarach również zrodził się z desperacji, za którą szła potrzeba poprawy warunków pracy i płacy.

 


Fot. Marcin Oliva Soto

 

Książka o strajkach robotniczych w latach 40. w pewnym sensie patronuje przedstawieniu, które powstało w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie w ramach Laboratorium Nowego Teatru. Tytuł spektaklu bezpośrednio nawiązuje do łódzkiego incydentu. Poza tym Kubisiak, debiutująca jako reżyserka, obrała podobną metodę zbierania materiału faktograficznego, co amerykański badacz. Nie tylko przejrzała dokumenty znalezione w Archiwum Państwowym w Kaliszu czy w miejscowym IPN-ie, ale również przeprowadziła rozmowy z matką oraz innymi uczestniczkami i uczestnikami strajku. W pisaniu scenariusza pomogła jej też lektura „Przyjaciółki” – tygodnika, w którym w tamtym czasie zaczytywały się kobiety. Powstał spektakl prosty w formie, w którym przeplatają się dwie płaszczyzny narracji. Pierwsza z nich ujawnia przebieg wydarzeń sprzed czterdziestu lat, niejako udostępniając publiczności archiwum grup opresjonowanych, które rzadko trafia do obiegu potocznej wiedzy historycznej. Druga jest swego rodzaju dokumentacją procesu docierania do prawdy o udziale i zaangażowaniu własnej matki w robotniczy strajk.

Na pustą scenę „Robotnicy albo 27 omdleń klasy robotniczej” wchodzą trzy jednakowo ubrane kobiety, którym towarzyszy mężczyzna w podobnym stroju. Białe fartuchy i białe rajstopy sugerują, że mamy do czynienia z pracownicami fabryki produktów spożywczych. Niebieskie cienie na powiekach i identyczne peruki nawiązują do mody z lat 80., kiedy królowały krótkie, skręcone trwałą włosy. W połączeniu z charakterystycznymi, atłasowymi klapkami, często noszonymi w tamtych czasach w domach, przywołują prywatny, choć w gruncie rzeczy ustandaryzowany wizerunek polskich robotnic. Aktorki odtwarzają kobiecość z przeszłości i z wdziękiem wcielają się w różne postaci. Są byłymi pracownicami Winiar, z którymi po latach przeprowadzany jest wywiad, zaś w scenach zbiorowych imitują działania fabrycznych maszyn, reprezentując kolektywne ciało fabryki. Równocześnie odgrywają role przedstawicielek trzypokoleniowej rodziny: najstarsza jest – zaangażowana w strajk w kaliskiej fabryce – Jadwiga Kubisiak (Weronika Łukaszewska). Średnie pokolenie reprezentuje Daria (Ewelina Leszczyńska), poprzez rozmowy z matką i jej koleżankami próbująca zrekonstruować wydarzenia z przeszłości. Najmłodsza to Weronika (Zuzanna Czerniejewska-Stube), córka Darii, dziewczynka nieświadomie towarzysząca odkrywaniu przeszłości własnej babki.

Sceniczna Jadwiga niechętnie opowiada o robotniczej przeszłości. Nie pamięta nazwisk, myli daty, brakuje jej słów; nie ma języka do opisu tego, co zaszło. Historia rodzinna zapisała się w jej pamięci silniej niż zawodowa. Do fabryki trafiła jako młoda kobieta, pozbawiona innych perspektyw i pomysłów na zawodowe życie. O możliwości pracy w Winiarach dowiedziała się od koleżanki. Gdy fabryka stanęła, przystąpiła do strajku. Tej decyzji nie podjęła świadomie, a z obawy przed ostracyzmem. Jadwiga nie spędziła pierwszej nocy w fabryce ze strajkującymi, lecz wróciła z mężem do domu, gdzie czekało na nią małe dziecko. Wydawało jej się to wówczas równie naturalne jak fakt, że mąż przyjechał po nią dźwigiem. Stosunek Jadwigi do strajku w Winiarach rozczarowuje Darię, której wydawało się, że matka może być jedną z zapomnianych przez historię bohaterek robotniczych protestów. Tymczasem ona sama nie dostrzega doniosłości wydarzeń, w których brała udział – wszak bojkot pracy w kaliskiej fabryce zaczął się miesiąc później niż słynne strajki na Wybrzeżu – ani nawet nie pamięta imion swoich koleżanek, które angażowały się w działania protestacyjne.

Jadwiga poświęcała się wypełnianiu roli matki i żony, oddając mężczyznom pole w przestrzeni publicznej – pozwalała im podejmować decyzje kluczowe także dla swojego życia. Tak warunkowane wybory kobiet umacniały społeczne mechanizmy, których częstokroć same były zakładniczkami: nawet strajk w Winiarach, sprowokowany złymi warunkami pracy robotnic, rozpoczął się z inicjatywy mężczyzny, męża Marii Jarychowej (Dawid Lipiński). Kobiety aktywnie zaangażowane w protest po jego zakończeniu traciły pracę albo pozycję zawodową jak jedna z pracownic, której stanowisko w laboratorium zostało zlikwidowane, więc została przeniesiona do cięższej pracy w hali. Nawet jeśli konsekwencje zawodowe ponoszone przez mężczyzn były podobne, z czasem zyskiwali oni prestiż i miejsce na kartach historii. Kobietom pozostawały role aprowizatorek, dbających o morale i czyste toalety. W spektaklu takie świadectwo o przeszłości daje z ekranu Pan Władza (Marek Pawlak), wystylizowany na Lecha Wałęsę.

Kubisiak rozbija historyczne mity, odnosząc się do tematu pracy robotników, strajków i udziału w nich osób obu płci. Próbując odzyskać miejsce kobiet w narracji o przeszłości, odkrywa, że z brakiem ich świadomości klasowej łączyło się niezrozumienie własnej sytuacji społecznej. Ponad losem kobiet dominują w jej przedstawieniu Pan Wiedza i Pan Władza, wygłaszający okrągłe zdania z pozycji autorytetu. Mimo że przeobrażają się czasy i okoliczności – aktor nakłada peruki, dokleja sztuczne wąsy, upodabnia się do kolejnych politycznych liderów – jego bohater właściwie się nie zmienia. Jest wciąż tym samym typem „mężczyzny objaśniającego świat”, którego Rebecca Solnit nazwała emanacją patriarchalnego systemu[3]. Puenta autorskiego spektaklu Darii Kubisiak nie jest budująca. Jednak w ostatnim czasie historia zdaje się dopisywać pozytywny epilog do zaprezentowanej opowieści scenicznej. Niedawne protesty na ulicach jasno pokazały, że rewolucja, której podmiotem są kobiety, wreszcie odzyskała swoją płeć.

 

„Robotnica albo 27 omdleń klasy robotniczej”
reżyseria i dramaturgia: Daria Kubisiak
muzyka: Jarek Płonka
charakteryzacja: Dominika Harat, Artur Świetny
Teatr Nowy Proxima w Krakowie
prapremiera: 25.10.2020

 

[1] P. Kenney, Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945–1950, tłum. A. Dzierzgowska, Warszawa 2015.

[2] Zob. J. Halberstam, Przedziwna sztuka porażki, tłum. M. Denderski, Warszawa 2018, s. 131–133.

[3] Zob. R. Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat, tłum. A. Dzierzgowska, Kraków 2017.

Wstyd nasz codzienny
27 lutego 2021

Wstyd nasz codzienny

Siła wstydu dla nikogo nie powinna być abstrakcyjna – jest on naszym doświadczeniem. Dlatego nie sam tytułowy afekt stanowi o wymowie przedstawienia.
Pop o kochaniu
25 lutego 2021

Pop o kochaniu

To książka dla wszystkich „osób, które chcą być kochane”. Kochanie jest powszechne i demokratyczne – ale właśnie może zbyt powszechne, a zarazem zbyt indywidualne, by uważać, że można nadać ten sam komunikat do wszystkich, nikogo przy tym nie krzywdząc...