17 września 2020
_1100823

Ortisei, Gherdëina, groszki i róże

Na rozpoczętym 8 sierpnia i trwającym do końca października Biennale Gherdëina, międzynarodowym wydarzeniu artystycznym zlokalizowanym w alpejskiej miejscowości Ortisei (Val Gardena), jest gwarno, śpiewnie, performanse zakładają liczne uczestnictwo, a sztuka śmiało (dosłownie) wychodzi do ludzi. Poza główną, kolektywną częścią wydarzenia – wystawą w zadaszonej Salla Trenker w centrum – sporą część dzieł odkrywamy, spacerując po okolicy. Obcowanie ze sztuką w górskim miasteczku jak z pocztówki, pomiędzy zachwytami nad jego bogatą kulturą i żywymi tradycjami lokalnymi (w tym retoromański język ladyński sięgający 2 tysięcy lat wstecz), regionalnym gulaszem i włoskim gelato rozmiaru waty cukrowej, prowokuje, by zadać pytanie bardziej ogólne: dlaczego standardowe wydarzenia artystyczne celują w pozbawianie nas tych ludycznych przyjemności, a sensorialna asceza uchodzi za jedyną drogę do artystycznego zbawienia? Jak się okazuje, doświadczenie sztuki i miła atmosfera mogą ze sobą współgrać.

Siódma już odsłona biennale mocno skupia się na rzeźbie i instalacji. I bardzo dobrze, bo to miła odmiana dla płaskich monitorów, na których przez ostatnie pół roku z postępującym zniechęceniem oglądaliśmy sypiącą się w gruzy rzeczywistość. Bye, bye, kwarantannowy weltszmerc, welcome nowe, prawdziwe życie – zdaje się dzielić entuzjazmem kurator Adam Budak, nadając wydarzeniu tytuł „– a breath? a name? – the ways of worldmaking” (zaczerpnięty z wiersza Paula Celana z 1963 r.). I rzeczywiście, jeśli anima człowiecza z chwilowym niedoborem witaminy D miałaby na powrót nabrać rumieńców, to ma szansę zrobić to właśnie tu, gdzie „Góry są zębami Boga” (to praca Marcello Malloberti, 2020) i w rytm słowiańskich „podrygów” tableau vivant „Slavic Goddesses and the Ushers” Pauliny Ołowskiej (to wydarzenie miało miejsce w dniu otwarcia). A przy tym, przede wszystkim, pozwolić nabrać nadziei na lepszą przyszłość, przywrócić wiarę w moc sztuki i wspólnoty.

 

 

Niemiecka artystka Antje Majewski wyniosła tę ideę kolektywnego działania na wyższy poziom, zapraszając kolegów i koleżanki z różnych części świata (Paweł Althamer, Agnieszka Brzeżańska, Alioune Diouf, Cecilia Edefalk, Paweł Freisler) do wzięcia udziału w projekcie „Sculpture Forest Sanctuary” (2020) podejmującym temat wymiany między człowiekiem a naturą. Artystka poprosiła o udostępnienie rzeźb do odtworzenia i umieszczenia na stałe w specjalnie wybranej części lasu na wzgórzu Pilat, aby w ten sposób „wyczarować święte lasy Afryki Zachodniej i południowych Chin, miejsca duchowe, które celebrują wspólnotę żywych istot i duchów”. „[…] między lasami i polami łaska nie została jeszcze wyczerpana” – stwierdza antropolożka Anna Lowenhaupt Tsing cytowana przez artystkę. Wszystkie rzeźby wykonane są z materiałów, które można znaleźć w lesie. Dzięki temu z czasem ulegną one rozkładowi i staną się częścią środowiska. Majewski tworzy symboliczną więź między lasem, jego żywymi stworzeniami i ludzkimi gośćmi. Powstałe sanktuarium staje się też małym eksperymentalnym warsztatem do badania zdolności adaptacji roślin, owadów, grzybów, zwierząt i drobnoustrojów do zmian klimatycznych. Projekt ma jednak przede wszystkim ładunek poetycki – choć nie ma istotnego wpływu na przyrodę, tka w nas mentalną zażyłość z lasem. To konkretna odpowiedź na odnotowaną przez organizatorów obserwację – już w pierwszych zdaniach tekstu kuratorskiego piszą, że „okoliczności tej edycji są szczególnie trudne, jako że kryzys pandemiczny uświadomił nam, jak bardzo podatni na zranienie są człowiek i przyroda. […] idee współodpowiedzialności i pokory jako etycznego moderatora relacji międzyludzkich nabierają szczególnego znaczenia przy próbie ponownego zdefiniowania sprawczości i opieki”.

Podobna, choć bardziej „tradycyjnie” (bo w starym rozumieniu) futurystyczna atmosfera towarzyszy pracom Pakui Hardware – istniejącego od 2014 roku duetu, którego nazwa odnosi się do bogini z hawajskiej mitologii. Artyści badają plastyczność ciał, ich jeszcze nieodkryte potencjały. Śledzą, jak różnorodne technologie rozszerzają, testują i kontrolują te cielesne obietnice. Zaskoczeniem na biennale jest „Antidote” (2020), nowe dzieło Pakui Hardware, trzy rzeźby o organicznej i biomorficznej formie wykonane z nieużywanego przez nich wcześniej materiału – drewna. Wcześniejsze „Thrivers” (2019) to z kolei cykl postaci łączących ludzkie kończyny z ciałami ekstremofilów – organizmów jednokomórkowych rozwijających się we wrogich warunkach środowiskowych, takich jak ekstremalne zimno, gorąco, kwasowość lub promieniowanie. Mają one przekazywać nam wiadomość dotyczącą scenariuszy przyszłości. Praca wydaje się odpowiadać na ścieżkę, którą w kuratorskim tekście wytycza cytat z Rosi Braidotti: „Musimy pożyczyć energię z przyszłości, aby dokonać przewrotu warunków teraźniejszości. Nazywa się to miłością do świata. […] Wyobrażajmy sobie, czego jeszcze nie mamy; wybiegajmy myślami do tego, kim chcemy się stać. Musimy wzmocnić ludzką chęć, wolę i pragnienie innego świata, aby wydobyć się z aktualnej nędzy radosnych, pozytywnych, afirmatywnych relacji i praktyk. To etyka ma kierować polityką afirmatywną”.

Nieagresywne przewroty i małe niezgody to jedna z dobrych rzeczy, które możemy zrobić w ramach oporu. Zdewastowana naszymi działaniami natura, która tak gwałtownie zareagowała na liczne i długotrwałe nadużycia, występuje tu jako partner. Można pomyśleć, że to z naszej strony bezczelne, iż dajemy sobie prawo do tworzenia świata na nowo. Ale jeśli nie uruchomimy takiej wyobraźni, nie nastąpi etyczna zmiana, w ramach której trwa oddolne odbudowywanie relacji. W tych próbach jest pewien rozczulający hołd, jaki artyści oddają naturze rzeźbami, słowami, gestami.

 

 

„Petrit at Night” / „Alvaro at Night” (2020) to instalacja Petrit Halilaj i Alvaro Urbano, składająca się z rozsianych po mieście budek dla ptaków, z których dobiega odgłos ludzkiego chrapania. Wewnątrz znajdują się zdjęcia artystów podczas snu. Miejskie środowisko zamienia się w wielką sypialnię, którą zresztą było zawsze – dotychczas myśleliśmy jednak, że wyłącznie ludzką. Życie zwierząt pozostawało dla nas niewidzialne. To jedna z najbardziej intymnych propozycji tego biennale – magnetyzująca odbiorców, a jednocześnie zwyczajnie zabawna, prostymi środkami przenosząca nas do świata niczym z baśni czy dziecięcej fantazji. Ten sam zabieg stosuje Halilaj w spektakularnej wystawie w Museo Reina Sofia „To a raven and hurricanes that from unknown places bring back smells of humans in love”. Artysta zamienił Palacio de Cristal w gigantyczne gniazdo, które łączy wnętrze budynku z otoczeniem dzięki otwieraniu okien, instalowaniu konstrukcji i tworzeniu miejsc żerowania, aby przyciągnąć ptaki i inne stworzenia zamieszkujące lub podróżujące przez Parque del Retiro. Ptaki, które często powracają w twórczości Halilaja, w jego rozumieniu symbolizują przekraczanie granic między podmiotem a przedmiotem, kulturą i naturą. „Badania Petrita Halilaja można uznać za część artystyczno-literackiego nurtu realizmu magicznego, w którym mieszają się rzeczywistość i wyobraźnia, elementy polityczne i folklorystyczne, pamięć osobista i zbiorowa”. Nie bez znaczenia dla tej twórczości jest kontekst biograficzny: historia osobista Halilaja i losy jego kraju pochodzenia, Kosowa. Homoseksualny artysta, czyniąc prywatne publicznym, podkreśla, że traktuje swoje prace jako wezwanie do widoczności i akceptacji: zarówno własnej miłości, która nie jest w pełni uznawana ani przez rodzinę, ani przez większość społeczeństwa, jak i Kosowa, kraju wciąż nieuznawanego przez wiele państw. To praca w pełni ilustrująca założenie biennale, które „koncentruje się na znaczeniu i świadomości gestu politycznego w aktywnym procesie kreowania świata; na jego dynamice gwarantującej elastyczność kulturze […], kształtującej wyemancypowaną rodzimą wyjątkowość miejsca oraz manifestującej odważną i dojrzałą wizję przyszłości”. Bogaty program wydarzeń publicznych oraz działań dyskursywnych i interdyscyplinarnych „Encounters” przygotował zespół kuratorów i badaczy (wśród nich Brave New Alps, Sabine Gamper, Karin Pernegger i Adam Budak) przy współudziale lokalnych i międzynarodowych twórców kultury, artystów, naukowców i polityków.

Na wymienionych powyżej pracach nie wyczerpuje się lista artystów tematyzujących Naturę. Czyni to także Aron Demetz rzeźbą z brązu zatytułowaną „Reorientatio with Consequences” (2020). Przedstawia ona strzeliste gałęzie połączonych ze sobą dwóch gatunków drzew. Kiedy artysta był w 2009 roku prezentowany we włoskim pawilonie 53. Biennale w Wenecji, w centrum jego poszukiwań rzeźbiarskich znajdował się człowiek; w Ortisei Demetz poszerza swoją optykę i przekłada delikatną więź człowieka z naturą na kruche rzeźby. Z kolei Agnieszka Brzeżańska w reakcji na globalne gorączkowe próby „ratowania” Natury wyobraża sobie, że cała planeta została uznana za park narodowy – przestrzeń na mocy prawa chroniącą unikalne zasoby naturalne, kulturowe i rekreacyjne. Inspiracje artystki sięgają poza porządek prawno-aktywistyczny, odnajdywane są między innymi w projekcie „The Flag of Earth” Jamesa Cadle’a (1970), porządku kosmicznym i refleksji nad wpływem życia planetarnego na pojedyncze istnienie, a także w filozofii New Age. Najpiękniej oddziałują dwa obiekty „Sound Sculpture” (2018) wystawione w Salla Trenker. To szkliwione ceramiki o kształcie ogromnych muszli, z których wydobywa się syreni śpiew Barbary Kingi Majewskiej (tributaries of Wisła river) i Karoliny Prusinowskiej (singing with mountain meadown). Śpiewy są jak uroczysta modlitwa zabierająca nas do źródeł wiedzy tajemnej – łagodna w wykonaniu, ale też potencjalnie groźna – bo hipnotyzując, wciąga nas do środka.

 

 

Zobaczymy na biennale także dzieła Hermanna Josefa Runggaldiera, który specjalnie na to wydarzenie przekształcił pień drzewa w kruchą rzeźbę. Urodzony w Ortisei rzeźbiarz pracuje głównie z drewnem w środowisku naturalnym. Odkrywa przeszłe życie przedmiotów i czyni je cennymi: na przykład nakładając złoty liść na wygryzioną przez chrząszcze korę drzew lub przekształcając słoje w abstrakcyjne elementy wizualne. Zbiera żywe ślady znalezionego drewna i przekształca je w wyimaginowany język pełen skojarzeń. Z korzeni drzew wyrzeźbił „kościopodobne” przedmioty przypominające znaleziska archeologiczne, przywracając w ten sposób zapomniane formy przeszłości. Drugi prezentowany na biennale miejscowy rzeźbiarz, Gregor Prugger, ma atelier na wzgórzu Pilat – laboratorium idei, magiczną chatę Gargamela, położoną z dala od cywilizacji. Ortisea słynie z tradycji stolarskich, ale dorobek Pruggera funkcjonuje niezależnie od nich. Zaskakuje uniwersalną aktualnością sztuki, niezależną ani od miejsca zamieszkania, ani wieku.

Ale do tradycji Ortisei odwołują się także artyści niemiejscowi. Robi to na przykład Kanadyjka Myfanwy MacLeod w instalacji „Fallen” (2020). Artystka w swej twórczości odwołuje się do ikonicznych momentów nowoczesności i zajmuje się kulturą popularną. Chętnie wystawia instalacje w plenerze, angażując widzów, kreując swego rodzaj placu zabaw dla dorosłych i dzieci. MacLeod jest zainteresowana tym, jak obraz lub koncepcja mogą zostać przekształcone lub objęte nowym znaczeniem, gdy zmieniają się ich kontekst lub kształt. Tym razem artystkę zainspirowała miniaturowa rzeźba z kolekcji Muzeum Gherdëina w Ortisei. „Fallen”, rzeźba rozmiarami przewyższająca człowieka, przedstawia biblijną parę, Adama i Ewę – dwie drewniane postaci zwrócone są ku sobie, a u ich stóp leży stos jabłek. Praca odnosi się do różnych znaczeń słowa fallen i stanowi ironiczne odwołanie do biblijnego mitu o stworzeniu świata. Jak twierdzi artystka, Adam i Ewa są niemal groteskowi, gdy wydają się zagubieni i pozbawieni nadziei w raju bez drzew.

To niejedyna forma zakłopotania, z jaką można zetknąć się na biennale. Dotyka ono także mnie jako samotną uczestniczkę imprezy „Disco For One” (2020) Marii Papadimitriou. Do miniatury chatki alpejskiej nawiązującej do architektury Dolomitów południowego Tyrolu i wyściełanej lustrami wchodzi się tylko w pojedynkę. W jej wnętrzu gra muzyka dyskotekowa (autora innego mieszkańca Ortisei – Giorgio Morodera). Papadimitriou, znana z projektów partycypacyjnych, podkreślających związek między sztuką a rzeczywistością społeczną, proponuje samotną rozrywkę w krzywym zwierciadle, zmieniając doświadczenie typowo zbiorowe w indywidualne. „Pandemia i narzucony przez nią dystans społeczny zmieniły nasze zachowanie i rozumienie normy społecznej. Propozycja Papadimitriou to dowcipna alternatywa, a jednocześnie być może realistyczny scenariusz przyszłości przemysłu rozrywkowego i spotkań towarzyskich”. Projekt może byłby zabawny, gdyby nie to, że wielu z nas rzeczywiście doświadczało przez kilka ostatnich miesięcy – często w sposób traumatyczny – disco for one, z którego nie można było po prostu wyjść w dowolnej chwili.

Spacerując ulicami Ortisei, trafiam także na skromną miejską witrynę wygaszoną czarną kotarą z „nieudanymi” rzeźbami Josefa Daberniga, „Untitled”. Dzieła opisane zostały przez organizatora jako „mało znane” i „dyplomowe”, co pozostawia przyjemne pole do interpretacji. W stylowym hotelu Ladinia zobaczyć można było analogowe filmy artysty pochodzące z serii „Cinema of Worldmaking” (2020). Do swego projektu Dabernig zaprosił także Adriana Paci, Korakrita Arunanondchai, Matthew C. Wilson, Sharon Lockhart, Mariana Calo i Francisco Queimadela, Marco A. Castillo i Gabriele Mathes.

W tyrolskiej dolinie Val Gardena ponad trzydziestu artystów różnych pokoleń i z całego świata, współpracując z lokalnymi twórcami stworzyło prace, z których większość powstała na miejscu. Wykorzystali przy tym lokalne rzemiosło, czerpali z kultury miasta i jego kontekstu społeczno-politycznego. Ogrom pracy organizacyjnej imponuje, koncepcja trzyma pion, teksty kuratorskie – pierwsza klasa, a powstałe prace – bardzo dobre. Ale i tak większość zachwytów dotyczy alpejskiego pejzażu!

 

 

Fotografie w tekście: Alessandro Zambianchi

 

Biennale Gherdina 7
8.08–20.10.2020
https://www.biennalegherdeina.it/
https://www.instagram.com/biennalegherdeina/

Pinezki w butach
27 października 2020

Pinezki w butach

[…] ten religijno-satanistyczny sztafaż jest jakąś skumulowaną nadwyżką […]. Ale ta nadwyżka jest prawdziwa, skleja rzeczywistość, w której wyżej od opieki i minimalizowania cierpienia ceni się ból równie bezsensowny jak chodzenie po pinezkach

Za dużo miłości
23 października 2020

Za dużo miłości

„The Ascension” natomiast sprawia wrażenie, jakby przez osiemdziesiąt minut chciało utrzymać słuchacza w stanie religijnego uniesienia. Podczas trwającej tak długo mszy nawet najgorliwsi wyznawcy wielkości poprzednich albumów co jakiś czas zerkną na zegarek...