08 kwietnia 2019
dansing-okladka
Babu Król, Smutne Piosenki, Nowa fala polskiego dansingu. Volume 1 & 2

Odsłuchy marca

W marcu jak wiadomo w czym. Genialne popowe debiuty sąsiadowały z nieco zbyt nadętymi summami pokolenia, a obiecujące, nowoczesne EP-ki mijały się z odgrzewanymi zabiegami marketingowymi. Nie szukajmy więc na siłę prawidłowości, przyjrzyjmy się lepiej, co było słychać w ubiegłym miesiącu.

 

Nilüfer Yanya
Miss Universe
ATO Records

Wydane przez Nilüfer Yanyę w ostatnich trzech latach single i EP-ki budziły apetyt. „Miss Universe” to już pełnoprawna uczta, która przekracza wszelkie oczekiwania.

Wymieńmy na jednym oddechu: sophisti-popowe patenty, jazzowe progresje akordów, trochę gitarowego indie z najntisów („In My Head”), rytm wyrwany z bossanovy („Melt”), mainstream z przełomu lat 80. i 90. („Tears”) i co sobie tylko możemy wymarzyć. To wszystko powinno budzić podejrzenia, że młoda artystka cierpi na twórcze ADHD lub najzwyczajniej w świecie ma problemy z samookreśleniem. Tego typu zarzut nie ma jednak racji bytu w obliczu wielkiej wrażliwości i kompozytorskiej precyzji, jaka cechuje Yanyę. W całym tym, niech będzie, postmodernistycznym, wielogatunkowym pastiszu na plan pierwszy co i rusz wysuwa się indywidualne piętno, jakie odciska na swoich utworach. Brytyjka potrafi mówić o problemach współczesności w nieszablonowy, daleki od pretensji, a przy tym pełen czułości sposób. Choć „Miss Universe” jest rozpisanym na kilkanaście utworów concept albumem – spoiwo stanowi tu fikcyjna organizacja WWAY HEALTH, która handluje lekami na... wszystko – ani przez moment nie czujemy się znużeni i nie tracimy czujności.

Aż kusi, by posłużyć się teraz liczmanem, w rodzaju „czekam na to, co wydarzy się z tą artystką w przyszłości”. Nie ma jednak takiej potrzeby. Jej debiutancki longplay okazał się naprawdę znakomitą i kompletną płytą.

*

 

Coals
Klan (EP)
CoalsCo

Gdy usłyszałem od znajomego, że Coals na najnowszej EP-ce przemawiają wreszcie swoim własnym, suwerennym głosem, byłem pełen nadziei. Entuzjazm nieco osłabł, kiedy okazało się, że zespół zatrzymał się na „Klanie” w pół drogi.

Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski okazali się podczas pracy nad czteroutworowym albumem nad wyraz gościnni. Ta piękna cecha to w tym wypadku zarówno klątwa, jak i błogosławieństwo. Maniera zaproszonego do „Entele Pentele” Piernikowskiego z SYNÓW podniesiona tu do potęgi n-tej, zamiast intrygować, nadaje całości nieznośnie groteskowego tonu. Zupełnie inaczej jest w przypadku zawodnika z młodszego pokolenia. Schafter, którego słyszymy w utworze „Blue”, doskonale wpasował się w trapowo-electropopowe tło zaproponowane przez duet, stanowiąc świetną przeciwwagę dla orientalizujących melizmatów Katarzyny Kowalczyk. Muzyka Coals stała się gęstsza, bardziej niebezpieczna – wędrówki po ciemnym przedmieściu graniczącym z lasem zastąpił przyprawiony kryształami spacer po parkiecie. Co jest w wypadku zespołu prawdziwym novum: każdej z czterech piosenek towarzyszy tekst w języku polskim. Wątki lokalne nie ograniczają się jednak tylko do kwestii lirycznych – „Satyna” brzmi jak spowolniony „Szał Niebieskich Ciał” Maanamu wrzucony do pojemnika z kwasem (sami sobie odpowiedzmy, jaki to kwas).

Słychać jednak, że Coals nie wyzwolili się jeszcze w pełni spod jarzma znanej u nas narracji: w pewnym sensie to wciąż „jeden z tych elektronicznych duetów, które słuchały kiedyś sporo Bat For Lashes”. Na płytę, na której przemawiają absolutnie własnym głosem, jeszcze poczekamy. „Klan” sprawia jednak, że możemy być dobrej myśli.

*

 

Foals
Everything Not Saved Will Be Lost Pt. 1
Sony Music

„Everything Not Saved Will Be Lost Pt. 1” (premiera drugiej części albumu jest planowana na wrzesień) to kolejna udana pozycja w dyskografii Foals. A zarazem kolejny dowód tożsamościowego kryzysu, z jakim mierzy się zespół niemalże od czasów debiutu.

Philippakis i koledzy dali się już poznać jako muzyczni innowatorzy o mathrockowych korzeniach, autorzy skocznych indie hitów i pełnokrwiści rockandrollowcy, którzy żadnego power chordu się nie boją. Tym razem przyszła pora na profetyzm i zaangażowanie społeczne. Z jednej strony „Everything Not Saved...” sprawia wrażenie idealnej syntezy wcześniejszych dokonań. Aranżacyjnej precyzji i zamiłowaniu do eksperymentów towarzyszy tu przystępna, „radiowa” produkcja, która sporo mówi o planach dalszej ekspansji. Poza singlowym „Exits”, o którym wspominaliśmy dwa miesiące temu, znajdziemy tu choćby przywodzące na myśl debiut zespołu „White Onions” czy „In Degrees” z plemienno-afrobeatowym rytmem, które śmiało mogłoby trafić na „Total Life Forever”. W takim razie w czym problem? Otóż: „Everything Not Saved...” to album koncepcyjny opowiadający o świecie, który stanął w obliczu ekologiczno-społecznej katastrofy. Temat to ważki, na dodatek zespół nie unika nawiązań do aktualnej sytuacji politycznej (w dancepunkowym „On The Luna” pojawiają się słowa: „Trump clogging up my computer”). Nie sposób jednak nie zauważyć, że Foals wkładają wiele wysiłku w to, aby stworzyć ważną i przełomową płytę. A to trąci pretensjonalnością.

Jedyne, co nam pozostaje, to przymknąć oko na wpisane w cały projekt zadęcie. Dostrzeżemy wówczas, że dostaliśmy od Foals zestaw kilkunastu gitarowo-syntezatorowych indie piosenek, które (słuchane poza konceptualnym kontekstem) zwyczajnie zdają egzamin.

*

 

Babu Król & Smutne Piosenki
A gdyby tak pójść w tango / Daj mi tę noc (single)
Mystic Production

Dawne szlagiery w nowych, często odległych od oryginału aranżacjach? Wow, tego jeszcze nie było! Prawda?! Prawda...?

Sama geneza nadchodzącej płyty Babu Króla (czyli duetu Jacka „Budynia” Szymczyka i Piotra „Bajzla” Piaseckiego) wydaje się więcej niż interesująca. Jak czytamy w materiałach prasowych, pomysł narodził się podczas warsztatów, w których uczestniczyły członkinie gnieźnieńskiego Klubu Seniora „Radość”. Panie zostały poproszone o to, aby podzieliły się romantycznymi historiami związanymi z uczestnictwem we wszelkiej maści dancingach. Wspomnienia te zostały następnie zamienione przez Budynia w piosenki. Trzeba przyznać: brzmi intrygująco. Tego samego nie można niestety powiedzieć o promującym album „A gdyby tak pójść w tango” – utworze przewidywalnym, generycznym (tak, jest to tango. tak, jest akordeon), choć okraszonym niezłym tekstem. Drugim z singli promujących to dwupłytowe wydawnictwo – pierwsza z płyt będzie zawierała utwory autorskie, druga: cudze – jest cover „Daj mi tę noc” zespołu Bolter. Jazzująco-bluesująca skradanka z manierycznym, niby to knajacko-pijackim zaśpiewem Budynia, miała zapewne zauroczyć nas tym, jak bardzo różni się od oryginału. W rzeczywistości jednak usypia i przypomina o stosach polskich albumów z, o zgrozo, nieszablonowymi przeróbkami klasycznych piosenek, które wydano w ostatnich kilkunastu latach.

Jeśli tak ma wyglądać „nowa fala polskiego dansingu”, to nie wieszczę rodzimym tancerzom świetlanej przyszłości.

Budowanie domu w sobie
07 grudnia 2019

Budowanie domu w sobie

Prace Christophera Kulendrana Thomasa wpisują się w szeroki nurt dzieł tworzonych przez artystów rozmaitych dziedzin w emocjonalnej reakcji na doznane wojenne traumy indywidualne lub zbiorowe.
Skanowanie dna
06 grudnia 2019

Skanowanie dna

Gdyby nie Piernikowski, nie byłoby Młodego Kotka, a może nawet i Siksy, a jeśli by byli, to ich tegoroczne płyty – odpowiednio „Tychy” i poświęcony Gnieznu „palemosty nielegal” – choć wydane później niż „The best of moje getto”, nie zyskałyby oddźwięku nawet tak skromnego, jakim się dziś cieszą...

(Nie)nasycenie
05 grudnia 2019

(Nie)nasycenie

„Przypominając sobie naszą ubiegłoroczną zapowiedź Boskiej Komedii, doszłam do wniosku, że wiele z naszych uwag, propozycji, postulatów zostało w tym roku spełnionych albo chociaż zauważonych” – Julia Kowalska i Julia Lizurek rozmawiają ze sobą o 12...