14 kwietnia 2020
Photo by Gavin Allanwood on Unsplash
Photo by Gavin Allanwood on Unsplash

Odsłuchy marca

Całe szczęście, że wszechobecny zastój nie dotyczy w zbyt wielkim stopniu zaplanowanych wcześniej premier płytowych. Marzec przyniósł nam naprawdę sporo interesujących wydawnictw, a poniższy przegląd stanowi tylko drobny ich wyimek. Zapraszają Dua Lipa, Pejzaż i TOPS, nie zapraszają bracia Golec i Piotr Kupicha.

 

 

TOPS
I Feel Alive
(Arbutus Records)

Na swoim najnowszym albumie TOPS brzmią bardzo jak… TOPS. Tylko że lepiej.

Powyższa, nieco zawiła teza w rzeczywistości okazuje się całkiem banalna. Nie wiem, czy mamy do czynienia z mityczną „naturalną koleją rzeczy”, czy może główną przyczynę stanowi odświeżenie składu – do grupy dołączyła niedawno grająca na klawiszach Marta Cikojevic. Wiem natomiast, że TOPS są na „I Feel Alive” w swojej szczytowej formie. To nie jest jedna z tych płyt, które obfitują w wielkie odkrycia czy zwroty akcji. Kanadyjczycy wciągają nas w dobrze znaną grę w skojarzenia – dostaniemy tu trochę jangle’ujących gitar Davida Carriere, mnóstwo „stevienicksizmów”, po które tak chętnie sięga wokalistka Jane Penny, do tego nieco sophistipopowej elegancji. I chyba w tym rzecz. Wszak w TOPS chodzi o nienachalną przebojowość, przedniej urody refreny unurzane w romantyczno-slackerskiej mgiełce. Początkowo może się nam wydawać, że mamy po prostu do czynienia ze zgrabną i przyjemną muzyką tła, zapytani o najlepsze numery wymienimy np. „Witching Hour” czy „Ballads & Sad Movies”. Kolejne przesłuchanie sprawi, że dodamy do tego kolejne tytuły. I kolejne. Koniec końców, niezdolni, by dokonać wyboru, wymieniamy całą tracklistę.

„I Feel Alive” to album dyskretny, odświeżający i błyskotliwy. A co za tym idzie: idealny na czas izolacji i wszechobecnego napięcia.

 

 

Dua Lipa
Future Nostalgia
(Warner)

W listach często pytacie: „czy »Future Nostalgia« to nowe »Fever« Kylie Minogue?”.

Aby nie trzymać Was w niepewności, odpowiadam: otóż nie. Wspomniany longplay z 2001 roku bywa jednak dość często przywoływany przy okazji premiery drugiego albumu Brytyjki. Nic dziwnego: podobnie jak „Future Nostalgia”, jest w dużej mierze oparty na retropopowych fundamentach, tak jak w tamtym wypadku mamy do czynienia z istnym parkietowym potworem, płytą z gatunku all killers, no fillers. O ile jednak album Australijki stanowił w gruncie rzeczy nowe otwarcie w mainstreamowym popie i nosił w sobie ambicje związane z definiowaniem obowiązującej estetyki, o tyle Dua Lipa wydaje się pogodzona z tym, że oryginalność to dziś jedynie mrzonka, pobożne życzenie. „Future Nostalgia” to płyta arcysolidna, przebojowa, ani na moment niezatrzymująca się na przystanku „ballada”. A na dodatek: manifestacyjnie odtwórcza – podszyte darkwave’owymi syntezatorami „Physical” to nawiązanie do kontrowersyjnego hitu Olivii Newton-John, „Good in Bed” brzmi jak coś z katalogu Lilly Allen, w „Break My Heart” partie wokalu cytują riff gitarowy z „Need You Tonight” INXS, a w „Love Again” mamy w gruncie rzecz do czynienia z samplem sampla.

Obskurantyzm, pójście na łatwiznę? Wręcz przeciwnie. Dua Lipa mogła przecież nagrać bezpieczną, głównonurtową płytę, która balansuje między stadionowością a intymnością. Postawiła na bezczelne bangery, jak gdyby chciała powiedzieć: wchłonęłam cały koncept muzyki pop, pop to ja. Na szczęście ma w sobie tyle charyzmy i niepowtarzalnego chłodu, że jesteśmy w stanie jej uwierzyć.

 

 

 

fot.: Niepodległa - #wszystkobędziedobrze | materiały promocyjne

 

Wojciech Cugowski, Bracia Golec, Edyta Golec, Natalia Kawalec, Piotr Kupicha, Halina Mlynkova, Piotr Sołoducha, Tulia, Roksana Węgiel
Wszystko będzie dobrze (singiel)
(Biuro Programu „Niepodległa”)

„To już koniec historii” – mówiliśmy. Rzeczywistość pokazała nam jednak, jak bardzo jesteśmy w błędzie. „To już koniec charytatywnych hymnów, które stają się hitami” – mówiliśmy. Rzeczywistość pokazała nam, że… A nie, to akurat prawda.

Jak wszyscy doskonale wiemy, schemat jest następujący: jeżeli pojawia się globalny problem, pojawią się też artyści, którzy – trzymając się za ręce (ok, może nie tym razem) – zaśpiewają nam coś na jego temat. Właściwie powinienem w tym miejscu napisać o całym „koronawave” (wszak piosenki na okoliczność izolacji nagrali m.in. De Mono, Artur Gadowski czy Big Cyc), skupię się jednak na przypadku najdonioślejszym i najpopularniejszym. Otóż wiele można wybaczyć charytatywnym hymnom – poza brakiem chwytliwości i potencjału „singalongowego”. Tymczasem „Wszystko będzie dobrze” to miałki, akustyczny pop-rock o lekko folkowym zabarwieniu, który nie zostawia w naszym umyśle (i sercu) najmniejszego śladu. Do tego dodajmy tekst Wojtka Byrskiego (obok Marcina Kindli – współautora muzyki) z frazami w rodzaju „Wszystko znowu będzie dobrze i się skończy podły czas”, no i jesteśmy w domu (bo gdzie mamy być?). Aż zatęskniłem za „Pokonamy fale” z rapującą Urszulą i nieobecnym wzrokiem Ireny Santor.

A wszystkim spragnionych koronawirusowo-muzycznych wrażeń polecam utwór Wacława Cieślika vel Kordiana. Też jest, hm, ciężko, ale zarazem jakże intrygująco.

 

 

Pejzaż
Blues
(The Very Polish Cut-Outs)

„Czy pamiętasz letni wiatr, lato, wakacje, miłość, wspomnienia?” – takie pytanie słyszymy w „Intro”. „Blues” na pewno pozwoli nam przypomnieć sobie o „Ostatnim dniu lata”, wcześniejszej płycie Bartosza Kruczyńskiego wydanej pod szyldem „Pejzaż”. A zarazem udowodni, że producent nie zamierza stać w miejscu.

O tym, że Kruczyński – znany choćby ze słynnego już duetu Ptaki – jest artystą płodnym, nie ma sensu się nawet rozpisywać. Wystarczy jedynie zerknąć na listę jego dokonań z ostatnich kilkunastu miesięcy: sam marzec przyniósł nam (poza „Bluesem”) „LP1” wydane jako Earth Trax i „Selected Ambient Projects” wypuszczone na rynek pod własnym nazwiskiem, w roku ubiegłym jego bity trafiły na albumy schaftera i Sokoła. Słowem: dzieje się. Na „Bluesie” Kruczyński sięga po znaną z jego twórczości metodę pt. „samplowanie polskiej muzyki rozrywkowej”, wartością dodaną są tu zarówno nieoczywiste wybory, jak i jakość kompozycji. W „Moim miejscu” słyszymy fragment singla Marii Sadowskiej sprzed piętnastu lat, skitowy „Deszcz” odsyła nas do twórczości Iwony Loranc, jest też zapomniana Kasia Lessing, którą słyszymy w „Szkle”. Przede wszystkim jednak „Blues” to solidna dawka znakomitego house’u w różnych odcieniach (od afro w „Kiedy jesteś blisko” do filter w „Nocy” opartej na samplu z „Nie chcę zasnąć” Reni Jusis). I choć nowa płyta wypada bardziej tanecznie niż wspomniany „Ostatni dzień lata”, dzięki swojemu milenijno-bałtyckiemu (sami się przekonacie!) nastrojowi stanowi doskonały pokarm dla wszelkiej maści nostalgików, melancholików i duchologów.

Zaraz, zaraz: powiedziałem, że „I Feel Alive” TOPS jest idealną płytą na czas kwarantanny i izolacji? To posłuchajcie „Bluesa”.

 

 

Morrissey
I Am Not a Dog on a Chain
(BMG)

 

In vagina veritas
29 września 2020

In vagina veritas

Wystawa skłania do pytania: Unde terror? Ale kilka sugestii, pomysłów, hipotez ekspozycja podsuwa. […] Wystawa nakłania zatem do ukontekstowienia strachu, do szukania konkretnej historycznej i społecznej sytuacji, w której ktoś kogoś zastrasza, a także do śledzenia transakcji, w ramach których społeczny strach zostanie przekształcony w inną emocję...

Postać, potańczyć i skończyć
25 września 2020

Postać, potańczyć i skończyć

Wydaje się, że to materiał na spektakl-samograj; wystarczy sprawna obsada, a reszta się obroni. Tym większy zawód sprawiają reżyserska niekonsekwencja i rwane tempo, w którym na scenie Teatru Nowego w Poznaniu rozgrywa się „Matka”...