29 kwietnia 2015

Niezwykłości z podróży

Jerzy Kroczak, charakteryzując mirabilia, zaznacza, że opis doświadczanych w podróży niezwykłości był często pretekstem do snucia badawczych refleksji nad kondycją ludzką, której potworna niezwykłość pozwala eksplorować miejsce człowieka w świecie. Wystawa w poznańskiej Galerii Sztuki Współczesnej Format w Centrum Kultury Zamek jest więc „ekstremalną próbą nadania porządku chaosowi”, skoncentrowaną wokół toposu podróży filozoficznej oraz analizującą jej wymiar ontologiczny i epistemologiczny. Prace czterech artystów z Parmy stanowią kolejne etapy tej wyprawy.

Pierwszy z twórców, Andrea Saltiniego, to filozof chaosu, który konsekwentnie podkreśla, że malarzem nie jest, za to poetą – owszem. O ile zazwyczaj tytuły jego prac budują metaforykę, nakierunkowując odbiorcę na interpretacyjną ścieżkę, o tyle tym razem, zgodnie z zamysłem ekspozycji, wszystkie dzieła pozbawiono nazw. Bez drogowskazów zapuszczamy się więc w gąszcz kolejnych obrazów, definiujących się wyłącznie poprzez własną wizualność. Wielkoformatowe baśniowe ilustracje kreują niepokojąco infantylny świat, którego fantastyczni bohaterowie, zarysowani prymitywnym rysunkiem, przynoszą wrażenia z podróży podszytej krytyczną refleksją nad stosunkiem człowieka do natury. Te hybrydyczne, zwierzęco-roślinne indywidua przynależące do jakiejś obcej społeczności, żyją w nierozerwalnym splocie natury i kultury. Motywy zaczerpnięte z legend, literatury i historii sztuki pozostawiają tropy należące do świata kultury, który jednak nie jawi się jako freudowski, opresyjny, a zarazem konieczny system. Wszystko przenika się ze sobą w zrównoważonej symbiozie – metamorficzność postaci, brak jakiejkolwiek hierarchizacji i strukturyzacji, nietłumiony popęd obok religijnych symboli – tworząc karykaturalną wizualizację fantazji o naturze zespolonej z kulturą.

Metaforyka podróży w swoim wymiarze egzystencjalnym sytuuje się na granicy (nie)obecności tak jak płótna Massimo Lagrotteriego, które wywołują napięcie między zanikaniem a uwiecznianiem. Jego rozświetlone, nieuchwytne twarze jednocześnie wyłaniają i rozpływają się w malarskiej tkance, której abstrakcyjny charakter przenosi nas w pozaczasową, pozamaterialną przestrzeń. Zaczynamy się przemieszczać po tropach wcześniejszych wędrowców, którzy uparcie milczący, nie zdradzają swojej tożsamości. Jaśniejąca biel i rozmyty kontur twarzy potęgują wrażenie zatopienia w wiecznej tajemnicy, transcendentalnego stanu dostępnego tym, których wędrówki nie ogranicza już czas. Płótna rozwieszone zostały naprzeciw siebie w taki sposób, że intensywnemu spojrzeniu jednych odpowiadają zamknięte powieki pogrążonych w spokojnym śnie. Wytwarzające się napięcie utrzymuje się gdzieś poza fizycznymi ograniczeniami odbiorcy, o którego materialności i przemijalności przypomina wdzierająca się na płótna rdza, która pochłania również jedyną rzeźbę, będącą przeniesieniem głowy z obrazów w realną przestrzeń galeryjną. Ten materialny relikt staje się stabilnym punktem odniesienia, który pozwala powrócić z metafizycznego błądzenia.

Z onirycznych kontemplacji wyrywa nas Andrea Vettori, którego krajobrazowy park zgłębia problem reprezentacji natury. Rozległe widoki ujęte z lotu ptaka kontrastują ze szczególną techniką, farba kładziona jest bowiem tak gładko, że całość przypomina wydruki starych fotografii, a stonowana, jakby wyblakła kolorystyka sugeruje ilustracje z książek przyrodniczych. Natura zapośredniczona jest więc przez medium fotograficzne, czyniąc niemożliwym jej bezpośrednie doświadczenie, na które zawsze nakładają się klatki z wcześniejszych konwencji obrazowych czy kultury wizualnej – nie bez powodu pejzaże Vettoriego przywodzą na myśl stare widokówki. Wzrok ślizga się po powierzchni obrazów, niemożliwym więc wydaje się przekroczenie płaszczyzny, manifestującej granice przedstawienia i własną, mimetyczną bezradność. Podróż po krainach Vettoriego budzi niepokój właśnie tą niedostępnością, która uniemożliwia poznanie właściwe krajobrazowi, dlatego że prace artysty nie są związane z żadnym konkretnym miejscem, z żadną konkretną historią. O ile Jan Jakub Rousseau wskazywał na epistemologiczny charakter wyprawy samotnego wędrowca, który poprzez kontemplowanie natury oraz wolność bycia w naturze osiąga samopoznanie, to podróżnik Vettoriego kontemplować może już tylko jej płaski obraz.

Jeśli przyjmiemy, że sama galeria jest metaforycznym miejscem podróży, to wówczas prace Mariny Burani stanowią jej destynację. Trzy krzyżowe formy ułożone z hiperrealistycznych czarnych płócien oraz zmultiplikowany wizerunek oka, rozprzestrzeniającego się po ścianach, konotują boską obecność. Jednak ten metafizyczny porządek zostaje przekroczony, kiedy przedstawienia wmalowane w ramiona krzyży – ukazujące twarz artystki, elementy ludzkich kończyn, mózg i czaszki – zdradzają swoją przynależność do sfery profanum. Burani jednak wskazuje raczej na transgresyjny wymiar podróży, rozumianej jako przekroczenie dotychczasowych granic w celu ukonstytuowania własnej tożsamości. Mircea Eliade zaznacza, że wtajemniczenie w świat sacrum odbywa się właśnie przez inicjację, czyli transgresję. Jest to „ruch ku czemuś”, „przekroczenie w celu” porzucenia obecnego „ja” i otwarcie się na tajemnicę. Kiedy więc w środku trzech krzyży włoskiej artystki widzimy przebite igłą serce i odartego z pierza koguta, musimy je odnieść do rytualnych praktyk inicjacyjnych. Ich zwieńczeniem jest obraz stanowiący centrum trzeciego krzyża, wyznaczającego oś narracyjną ekspozycji. Potrójny autoportret ukazuje moment poznawania i ustanawiania swojego ja. Burani jednak nie zdradza, co znajduje się za granicą, podkreślając, że wędrówka nie ma końca, że jesteśmy zmuszani do ciągłego przekraczania i przewartościowywania w nieustającym procesie inicjacji.

Figura drogi pozwala widzowi na odbycie osobistej, wykraczającej poza mury galerii podróży przez „Mirabilia” włoskich artystów. Pomyślane jako zachwyt i jednoczesny niepokój nad cudami świata, ich prace umożliwiają poznanie tych najbardziej tajemniczych i zaskakujących przejawów ludzkiej egzystencji.


„Mirabilia. Kto podróżuje, możę dotrzeć”

Poznań, Centrum Kultury Zamek, Galeria Sztuki Współczesnej Format
16.04. – 6.05.2015

Fot. M. Logrotteria, „Senza titolo”

(Po łebkach) w stronę queerstory
16 listopada 2018

(Po łebkach) w stronę queerstory

Zaczyna się i kończy mocno. Z pomysłem. Gorzej z środkiem, od metodologii po treść. Smakowicie zapowiadająca się „Dziwniejsza historia” Remigiusza Ryzińskiego przypomina queerstoryczny kalejdoskop, wirujący w takim tempie i naszpikowany tyloma lusterkami, że o zagubienie przyprawił samego autora, bo o ile wypada pochwalić Ryzińskiego za intencję, o tyle wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia...

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)
15 listopada 2018

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)

Zarówno „Bodyguard”, jak i – pół roku wcześniejszy serial – „Killing Eve” charakteryzują się cechami, które nieczęsto idą w parze. Zwięzłość, psychologiczne skomplikowanie, wartka policyjna i detektywistyczna akcja, realizm przedstawienia połączony z wyrazistym konceptem narracyjnym...