28 sierpnia 2019
bernadette
© ANNAPURNA PICTURES, LLC

Małe rzeczy

Scena z najnowszego filmu Richarda Linklatera: kobieta zagryza wargi, pakuje się, zupełnie spontanicznie bukuje lot na Antarktydę i udaje się na dalekie południe. Cięcie. Bohaterka płynie w kajaku na tle jaskrawego, skutego lodem pejzażu; krąży wokół lodowców i grupy pingwinów, które zgodnie wypływają na poszukiwanie rybek o świecących płetwach. „Gdzie jesteś Bernadette?” to film o drodze, w trakcie której tytułowa bohaterka będzie musiała odnaleźć samą siebie. O osobistej podróży przez tłumione frustracje, paranoje i mielizny zniechęcenia życiem.

Bernadette Fox zaczyna tę podróż na przedmieściach Seattle, których zwykle nie chce opuszczać. W oswojonym świecie wiedzie spokojny żywot u boku zapracowanego męża (pracuje dla Microsoftu) i nastoletniej córki. Nie zawsze jednak tak było. Niegdyś Bernadette przynależała do świata artystów – była najgorętszym nazwiskiem w kręgach kalifornijskiego designu i architektury, najmłodszą laureatką nagrody MacArthura (określanej jako grant dla geniuszy). Marzyła o staniu się drugim Le Corbusierem. Teraz ukrywa się przed światem, obciążona listą zaburzeń lękowych związanych z czterokrotnym poronieniem oraz świadomą rezygnacją z wykorzystania talentu, powołania i ambicji. Dwadzieścia lat temu bohaterka wycofała się z blasku reflektorów i postawiła na kochającą się rodzinę – ale podskórnie pulsuje w niej tęsknota za frajdą projektowania i powiązane z nią poczucie niespełnienia. Bernadette nie może spać (czasem łyka jak żelki leki na receptę). Stara się omijać upierdliwych sąsiadów. Córka – mimo że świata poza matką nie widzi – nie ma dostępu do pełnego obrazu jej życiorysu; pochłonięty pracą mąż zaniedbuje relacje z żoną. Te rozminięcia doprowadzają do podróży, która pozwoli Bernadette odnaleźć dawne pokłady wrażliwości, uspokoić rozwibrowane emocje i zawrócić z wieloletniej banicji. „Ludzie tacy jak ty muszą tworzyć i wyjść do innych ludzi” – stwierdza przyjaciel bohaterki z dawnych lat. Swoją drogą to pięknie przegadana scena. Godna poprzednich filmów Amerykanina, w których potrafił uchwycić duchową odnowę, przepracowanie i domknięcie osobistych napięć w kilku długich scenach rozmowy.

W adaptacji powieści Marii Semple „Gdzie jesteś Bernadette?” reżyser pokazuje, że czasem należy skupić się wyłącznie na sobie, nie zajmować się światem dookoła i całkowicie się z niego wyłączyć, by nie popaść w paranoję. Cate Blanchett wciela się w postać cudownie barwną. To zaimpregnowana na świat, zamknięta psychicznie w domowym bastionie kobieta, która popadła w marazm niepozwalający na nieskrępowaną realizację pragnień, unikająca relacji z ludźmi z sąsiedztwa, by skupić się na rodzinie. Ale dysfunkcyjność Bernadette nie jest dla Linklatera wyłącznie dramatyczną pożywką – jest również źródłem humoru, generatorem smakowicie komicznych zdarzeń. W prawdopodobnie najzabawniejszej sytuacji filmu widzimy falę złośliwości tytułowej bohaterki, która sprowadza falę mułu, błota i wody na dom irytującej sąsiadki. Bernadette nie jest jednak godnym pożałowania dziwolągiem, nad którym trzeba się litować i załamywać ręce. Wypada ją poznać i zaakceptować, zrozumieć, w którym kierunku zmierza i dlaczego, aby potem spojrzeć na tę pogubioną ekscentryczkę z wyrozumiałym uśmiechem i kibicować jej z całych sił. Oglądając „Gdzie jesteś Bernadette?”, trudno się opędzić od myśli, że tragikomiczna konwencja doskonale współgra z jej kruchą psychiką.

Wszystkie te drobne, zabawne rzeczy układają się u Linklatera w ciepły, mądry, opowiedziany z ironicznym humorem i dystansem film o samorealizacji jako elementarnej potrzebie człowieka. „Gdzie jesteś Bernadette?” to obraz złożony z sytuacji zwyczajnych – a przy tym niebanalny. Pozytywny, choć nie trywialny. Pouczający, ale ograny bez dydaktyzmu. Nie tak dawno „Boyhood” pokazał, że Linklater jest twórcą, który gra w swojej lidze, nie musząc nikomu nic udowadniać. W gruncie rzeczy reżyserowi nie potrzebne są już rozłożone w czasie eksperymenty – wystarczy porządne, poprzetykane żartami i pogodnym fatalizmem kino środka, by wbić się klinem w pamięć i w serce, postawić słuszne pytania, które wrażliwego widza nie powinny obejść, a przy tym zaoferować mu rozrywkę na poziomie. Ciężko powiedzieć, czy lepszy byłby efekt, gdyby tę prawie dwugodzinną paplaninę uczynić bardziej „wytrawną” – niektórzy twierdzą, że reżyser powinien podjąć artystyczne ryzyko, wykonać poważne formalne wygibasy i wykrzesać autentyczny ogień z historii budowanej na tle amerykańskich kręgów artystyczno-biznesowych. Osobiście uważam, że Linklater raczej na tym „uśrednieniu” wygrał. Ostatecznie optymistyczny, nieco ślizgający się po powierzchni tematu finał pokazuje jak niewiele trzeba, by w kinie zabawić i rozczulić towarzystwo. Dzięki niemu film okazuje się świetnie pomyślaną i dobrze wyważoną całością. Strzał w sam środek.

 

„Gdzie jesteś Bernadette?”
reż. Richard Linklater
premiera: 16.08.2019

My się znamy?
27 maja 2020

My się znamy?

Łona to zdecydowanie jeden najciekawszych piosenkowych publicystów naszych czasów, jednocześnie ktoś, kto w swojej opowieści o Polsce bywał niesłychanie naiwny.
Drukowanie internetu
26 maja 2020

Drukowanie internetu

Książkowe zbiory internetowych artykułów mnie nie nęcą, bo wydają mi się niepotrzebne, choć przyjmuję ewentualność, że nie wszystko trzeba kwitować kategorią użyteczności.