28 grudnia 2018
dsc_4312_fot_klaudyna_schubert_intro
fot. Klaudyna Schubert

Ludzie chcą Bułhakowa

„Mistrz i Małgorzata” w reżyserii Pawła Passiniego to spektakl o tym, w co i jak współcześnie wierzymy. Reżyser wykorzystał wielowątkowy, znany i ceniony tekst Michaiła Bułhakowa, żeby zaprosić Wolanda i jego świtę do Nowej Huty, gdzie zderzani są z aktualną rzeczywistością widzów. Teatr Ludowy, którego siedziba jest integralną częścią modelowej zabudowy socrealistycznej, funkcjonuje jako rodzaj pomostu między dawną socjalistyczną Moskwą a współczesnym Krakowem. Czy tematy poruszane w powieści są dziś aktualne? Jakie są poglądy Polaków na temat wiary? Jak wyrażamy swoją wiarę? Podczas przedstawienia ze sceny pada dużo pytań. Niektóre z nich skierowane są bezpośrednio do publiczności. Wiele pozostawionych jest bez odpowiedzi.

Twórcy spektaklu zaanektowali całą teatralną przestrzeń. Aktorzy poruszają się po długiej rampie biegnącej od środka sceny w głąb widowni. Często wchodzą także pomiędzy rzędy foteli, niespodziewanie pojawiając się i znikając w różnych częściach audytorium. Zmniejszają w ten sposób dystans względem widzów, ale – ze względu na diaboliczny charakter wielu postaci – prowokują także wrażenie osaczenia. W przeciwległych kątach sali, na wysokich krzesłach, siedzą Autor – Bułhakow, wcielający się także w rolę Wolanda (Paweł Janyst) – oraz Adaptator (Jan Nosal). Obaj z góry patrzą na widownię i scenę; nadzorują przebieg wszelkich działań, dyrygują nimi, a nawet biorą udział w akcji scenicznej. Szczególnie sprawnie z możliwości tych korzysta Janyst, który w bardzo zgrabny sposób, doskonale grając gestem, ruchem i słowem, lawiruje między filozoficzną naturą Bułhakowa a nieco cynicznym usposobieniem diabła – Wolanda.

Wprowadzenie ról Autora i Adaptatora to kolejny element scalający XX-wieczną twórczość autora „Mistrza i Małgorzaty” ze współczesną praktyką inscenizacyjną. Obecność tych postaci pozwala – zgodnie z wymową powieści – poruszać tematy dotyczące zawodu pisarza; kondycji artysty, wolności i wiary w twórczość czy oczekiwań odbiorców. Taką wymowę ma na przykład dyskusja odnosząca się do możliwości ukazania postaci diabła na scenie. Pojawiają się w niej fundamentalne pytania o status artysty: Czy autor staje się tym, co przez siebie przepuszcza? Czy jako kreator wszystkich postaci sam jest po części każdą z nich? Te wątki, odpowiadające myśli Bułhakowa, poszerzane są przez wprowadzenie Adaptatora, którego można utożsamić z autorem scenariusza spektaklu, Arturem Pałygą. Postać ta przywołuje tematy bliskie współczesnym dramaturgom. Jednym z nich jest mierzenie się z tekstami zaliczanymi do arcydzieł literatury światowej, takimi jak „Mistrz i Małgorzata”. Jak mówi Adaptator – ludzie chcą Bułhakowa, a nie Pałygi.

Zapewne nie jest to jedyny powód, który sprawił, że w spektaklu Passiniego pozostało wiele z Bułhakowa. Reżyser podąża za fabułą książki, wykorzystując wszystkie najbardziej charakterystyczne sceny powieści. Inscenizuje dyskusję Berlioza z Iwanem Bezdomnym na temat istnienia i nieistnienia sił wyższych, pokaz w teatrze, bal u szatana. Sceny z udziałem Piłata i Jeszui wyraźnie różnią się od pozostałych. Grane są z zachowaniem dystansu między sceną a widownią przez zaangażowanych aktorów w historycznych strojach teatralnych. Sekwencje te wprowadzają – fundamentalny dla powieści i kluczowy także dla spektaklu – temat wiary.

Punktem odniesienia dla pytań o wiarę nie jest tym razem przedwojenna Moskwa, a współczesny Kraków. Kiedy Woland wraz ze swoją świtą przeprowadza „pokaz w teatrze”, nie ma w nim tym razem magicznych sztuczek i deszczu banknotów, a kilka intymnych pytań skierowanych bezpośrednio do widzów. Wszystkie dotyczą poglądów religijnych, wiary w Boga czy życia pozagrobowego. Wywołani do odpowiedzi widzowie mają podnosić ręce, jeśli zgadzają się z danym stwierdzeniem. Choć podczas spektaklu, w którym uczestniczyłam, robili to niechętnie, diabelskie postaci nie wymagały odpowiedzi od wszystkich, w kolejnej chwili przywołując wyniki badań statystycznych odnoszących się do poglądów ogółu Polaków na tematy związane z wiarą. Okazuje się, że mieszkańcy naszego kraju raczej nie wierzą w życie pozagrobowe, diabła czy niepokalane poczęcie, co – na tle deklarowanej przez większość społeczeństwa wiary katolickiej – może wydać się nieco zaskakujące.

Świat przedstawiany przez Passiniego jest bardziej mroczny niż świat powieściowy. Większość świty Wolanda pozbawiona została charakterystycznej figlarności, lekkości i humoru. W spektaklu Behemot, Azazello oraz inni jego towarzysze zawsze poruszają się razem – jak jeden organizm. Ubrani w ekstrawaganckie, nowoczesne stroje (m.in. buty na bardzo wysokich obcasach, gorsety, łańcuchy), pozostają w ciągłym ruchu, co może znamionować diaboliczny szał albo żądzę krwi. W podobnej stylistyce utrzymana jest postać Małgorzaty (Anna Pijanowska) po przemianie w wiedźmę. Po użyciu na całym ciele kremu – w spektaklu to imitacja krwi – tytułowa bohaterka wpada w szał, będący połączeniem ekstazy i opętania. Wydając z siebie przeraźliwe jęki, krzyki i wykonując gwałtowne ruchy, eksponuje półnagie ciało. Scena balu u szatana bardziej przypomina seans satanistyczny niż fantastyczny, wielobarwny korowód. Behemot, Azazello, Hella, Korowiow oraz inni uczestnicy tego przyjęcia – dyrygowani przez Wolanda z Małgorzatą u boku – wykonują przerażający taniec, podkreślający mroczną estetykę nowohuckiego widowiska.

Pod koniec swojego spektaklu Passini przywołuje współczesne wydarzenia i zjawiska – konflikt w Ukrainie, topniejące lodowce i inne problemy ekologiczne poruszane podczas szczytu klimatycznego, który niedawno odbył się w Polsce. Reżyser pozostawia widzów z pytaniem, czy jesteśmy gotowi na czekającą nas przyszłość? Jedynym komentarzem, który proponuje, jest nawiązanie do książki i wynikające z niej stwierdzenie, że ludzie religijni i niereligijni chcą cudów, a cudów nie ma – są tylko sztuczki. Skoro nie wierzymy już w siły wyższe, mistyczne, magiczne ani w siebie samych i własne możliwości, to jaka przyszłość nas czeka? Twórcy spektaklu pozostawiają widzów bez odpowiedzi na to pytanie. W moim odczuciu wizja Passiniego – choć interesująca i prowokująca do dyskusji o sprawach doczesnych – opiera się na stawianiu pytań dotyczących wiary i niewiary. Nie wystarczają one do przeprowadzenia teatralnej diagnozy stanu duchowości Polaków i czekającej nas przyszłości. Ciągłe ścieranie się świata Bułhakowa z dzisiejszym Krakowem i nieżyjącego pisarza ze współczesnym dramaturgiem prowadzi do poszukiwania elementów powierzchownie łączących oba te światy. Szkoda, że nie tego, co z nich wynika.

 

 

Michaił Bułhakow, „Mistrz i Małgorzata”
reżyseria: Paweł Passini
scenografia: Mirek Kaczmarek
choreografia: Franciszka Kierc-Franik
muzyka: Daniel Słomiński
adaptacja: Artur Pałyga
Teatr Ludowy w Krakowie
premiera: 8.12.2018

Baśń o nieodwracalności
22 marca 2019

Baśń o nieodwracalności

„Jak wytresować smoka” to tytuł zdający się być kpiną z kultury poradników, przedstawiających gotowe zestawy rozwiązań na każdą okazję. Przede wszystkim dlatego, że filmowa trylogia DreamWorks, inspirowana książkami Cressidy Cowell, ukazuje proces odwrotny do tresowania...

Historia stroi instrumenty
21 marca 2019

Historia stroi instrumenty

Język Jelinek to niezwykle trudny materiał teatralny – zarówno dla aktorów, jak i widzów. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że odbiór ponadgodzinnego spektaklu wykorzystującego tekst nasycony niezliczonymi odniesieniami to wysiłek intelektualny wymagający takiej koncentracji, że łatwo zgodzić się na (przynoszący ulgę) odbiór sensualny...

Pochwała zwięzłości. O krótkiej formie filmowej
20 marca 2019

Pochwała zwięzłości. O krótkiej formie filmowej

„Najtrudniejsze w realizacji pozostają obrazy, których treść i przesłanie zamknięte są w minimalnych ramach czasowych” – Henryk Lehnert wiedział, co mówi. Nakręcił blisko czterysta krótkich filmów, w Polsce i na świecie dostał za nie kilkaset nagród, by ostatecznie, za sprawą tych szalonych statystyk trafić do „Księgi rekordów Guinnessa”...