francja
Montpellier, Francja, fot. Pierre Herman

Literatura nierówności

Nierówność kwitnie i pogłębia się: sceny nieszczęść i niesprawiedliwości społecznej przewijają się w nieskończonej pętli na naszych ekranach i na kanałach społecznościowych. Jest coś nieprzyzwoitego w tym, jak spektakl podąża za rytmem cyklu informacyjnego, jak oplata się liczbami, statystykami, wykresami i opiniami ekspertów. Nierówność jest czasami prezentowana jako nieunikniona konsekwencja systemu rynkowego, innym razem wykorzystywana jako wyzwalacz chwilowego oburzenia lub współczucia. W międzyczasie dyskusje o jej narastaniu zbyt szybko przysłaniają życie, pojedyncze historie, które się za nimi rozgrywają. W świecie objętym „powszechnym reportażem” jedynym przywilejem literatury jest dawanie doświadczeniom ludzkiego głosu lub splatanie nieoczekiwanych, różnorodnych lub uzupełniających się sieci znaczenia i interpretacji.

Chociaż istnieje francuska tradycja narracji społecznej podążająca śladami naturalizmu Emila Zoli lub rozmachu Victora Hugo, współczesne powieści nie skupiają się już raczej na świetlanej, sprawiedliwej przyszłości. Wiele z nich prezentuje rozczarowany ton i podpina się pod wspólne poczucie utraty ideałów, starając się równolegle zbadać jej podłoże oraz efekty. Dzieje się tak być może dlatego, że w dzisiejszych czasach samo przyznanie, że nierówności są symptomem naszej współczesnej choroby oraz odzyskiwanie języka do przeciwstawiania się alienacji w zorientowanym rynkowo świecie, są już aktami oporu wobec degradacji naszych społeczeństw.

We współczesnej literaturze francuskiej narracje o nierówności są tak zróżnicowane, że próba ich wyczerpującego omówienia byłaby arogancją. Poza tym mimo że narracje te są specyficznie francuskie w sensie ich umiejscowienia, ukazywane przez nie formy upadku społecznego oraz wypełniające je postaci opierają się także na ścieżkach narracyjnych, eksplorowanych zwłaszcza przez pisarzy amerykańskich. Jak temu nurtowi francuskiej literatury, oswajającemu pesymizm i rozczarowanie, udaje się jednak nakreślić nowe horyzonty? Jakie zmiany w modelu społecznym dokumentują te narracje? Pewne jest tylko jedno: epokę zbiorowych utopii mamy już za sobą.

Nowe przestrzenie społeczne

Zauważalną niechęć pisarzy do zajmowania się nierównością można tłumaczyć kilkoma powodami[1]: dystansem socjologicznym, niewystarczającym materiałem powieściowym, preferencjami wydawcy… Co istotniejsze, łatwo można się narazić na oskarżenia o mizerabilizm lub wyrachowane pseudozaangażowanie, nie mówiąc już o nieuniknionych porównaniach z amerykańskimi kolegami po fachu[2], spadkobiercami nieustającej tradycji. Bez względu na powód wydaje się że społeczna niemoc nie jest w stanie dłużej podtrzymywać fikcji czy patosu. Francuzi krzywo patrzą na tych, którzy używają nierówności jako pretekstu zamiast tworzyć prawdziwie zaangażowane teksty. W państwie, w którym egalitaryzm jest częścią dziedzictwa narodowego, nierówność była już zanadto eksploatowana przez polityczne, komercyjne i nastawione na sensację dyskursy. Częściowa porażka aktywizmu społecznego i podboje agresywnego liberalizmu ekonomicznego karmiły podejrzliwość wobec zbiorowych utopii jako czysto sentymentalnej reakcji na nierówności. Niemniej jednak literatura francuska na początku XXI wieku stworzyła coś w rodzaju kartografii i genealogii nierówności zarówno ekonomicznej, jak i społecznej. Odprzemysłowienie, zubożenie peryferii oraz rekonfiguracja przestrzeni miejskich są zjawiskami, którym ta literatura się przygląda.

François Bon, autor powieści takich jak „Sortie d’usine” (1982) i „Daewoo” (2004) od lat 80. XX wieku konsekwentnie daje językowy wyraz tym przekształceniom i wstrząsom, na przykład w świecie przemysłowym lub na obrzeżach wielkich miast. Wymagająca natura jego bogatych i wielopłaszczyznowych prac zwraca uwagę czytelnika na kreatywną etykę autora, wymykającego się etykietkom piszącego o nieuprzywilejowanych, marginalizowanych czy o przedstawicielach klasy robotniczej. Materiały do swoich tekstów Bon czerpie z rozmów i opowieści ludzi, których świat nie chce słyszeć lub widzieć. Hybrydyczna forma jego narracji, w których fikcja idealnie stapia się z badaniami i raportami, gwarantuje ochronę przed generalizującą lub esencjonalizujacą perspektywą, która mogłaby pomijać osobiste wymiary nierówności pojawiające się w różnych francuskich środowiskach i krajobrazach.

Poszukiwanie solidnej etycznie metody opisu porzucenia przedmieść wraz z ludzką, niewidoczną dla mediów katastrofą charakteryzuje także „La nuit de Walenhammes” Alexisa Jenniego (2015). W powieści – będącej podsumowaniem zaniedbań i cynizmu pustoszących obszary odprzemysłowione – dziennikarz, delikatny obserwator bez stałego zatrudnienia, zostaje rzucony do fikcyjnego miasteczka w północnej Francji. Odkrycia, spotkania, powracająca retoryka polityczna, slogany, słowa mieszkańców – zwycięzców lub przegranych globalizacji – służą uchwyceniu w gęstej strukturze powieści zjawiska, które wiecznie umyka przez palce. Płonące baseny i morderstwa tworzą dodatkowy, okrutny i skarnawalizowany wymiar chaosu i rozpaczy, doświadczanych przez tych, którym globalizacja ekonomiczna odebrała godność. Zakończenie powieści w ironiczny sposób uwypukla obojętność i fatalizm towarzyszący upadkowi społecznemu, jak gdyby rzeczywiście nie było „żadnej alternatywy” – to hipnotyzujące hasło trzymuje swoje ofiary w bierności i ułudzie. Nierówność to powolna, lecz śmiertelna trucizna:

Nierówność jest toksyczna: psychologicznie, społecznie, ekonomicznie. Wżera się, blokuje tryby, społeczeństwo jako całość staje się niewydolne. Gdy dobrobyt się nie przemieszcza, bieda dopada każdego oprócz tych, którym dostaje się wszystko – zwycięzców, naczelnych elitarystów[3].

Nowoczesność na końcu trasy

Sąd przez próbę jest zawsze bliską perspektywą reprezentacji nierówności, jak pożar jałowego pola, na które rzucono pojedynczą iskrę. „La tour abolie” Gérarda Mordillat’a to historia osadzona w La Défense – głównej dzielnicy finansowej, tuż za granicami Paryża. Powieść jest mroczną opowieścią o nihilistycznej rebelii samotniczych, zezwierzęconych istot, żyjących w piwnicach drapacza chmur i żerujących na resztkach, które pozostawili uprzywilejowani. Kiedy menedżerska stołówka zostaje zamknięta na skutek cięcia kosztów, w wieżowcu wybucha agresja – budynek jest metaforą nieegalitarnego, hierarchicznego społeczeństwa, które świadomie ignorując gnijące fundamenty, sprawia, że upadek staje się nieunikniony. Arcydzieło Tristana Egolfa, „Lord of the Barnyard” (2000) jest godną uwagi, prekursorską narracją o przemocy, która ociera się o farsę. To historia zemsty młodego Johna Kaltenbrunnera, który wykorzystany i upokorzony, wznieca rewolucję w małym mieście na amerykańskim południu, mobilizując zubożałych i wzgardzonych śmieciarzy. Także tutaj spotykamy się z obrazami ludzi „odrzutów”, „odpadów”, którzy zostali wypędzeni w celu umożliwienia prawidłowego funkcjonowania sfery społecznej, a potem powracają z destrukcyjną siłą. Karnawalizacja tych narracji wynika z odwrócenia, w którym żądne zemsty zbiorowisko słabeuszy dopełnia powolnego procesu rozkładu, zmiatając wszystko ze swej drogi i nie pozostawiając żadnej szansy na odbudowanie pokojowej i zwartej wspólnoty.

Dwa zestawy tekstów – oba szczególnie symptomatyczne dla bankructwa egalitaryzmu oraz triumfu indywidualizmu z zachodnią rezygnacją w tle – odniosły ogromny sukces zarówno we Francji, jak i poza nią (co jest znakiem, że głęboko rezonują w erze globalizacji i kryzysów). Virginie Despentes i Michel Houellebecq – każde z nich na swój, idiosynkratyczny sposób nie tylko opisuje te zmiany społeczne wraz z efektami, lecz także dąży do rozpoznania ich horyzontów lub możliwości przetrwania poza nimi. Czerpią ze sposobów opisu społeczeństwa charakterystycznych dla powieści naturalistycznej i adaptują je w ten sposób, by służyły ich celom, uzupełniając je o wyobrażeniowość i techniki narracyjne zapożyczone z nurtu literatury anglosaskiej, dotychczas protekcjonalnie określanej jako „popularna”. Lecz to właśnie te wpływy – jako produkty kontrkultury zrodzone z globalizacji oraz XX wieku – umożliwiają im udźwignięcie ciężaru osobliwości czasów współczesnych: fantastyka naukowa w „Cząstkach elementarnych” Houllebecqa (1998), futurystyczna dystopia „Uległości” (2015) i noir ze zbrodnią w tle w „Vernon Subutex” Despentes (2015–2017).

Autorzy ci nie zostali wybrani przypadkowo: Houellebecq ukazuje bezlitosną degradację ekonomicznej i technologicznej nowoczesności, która dotarła do końca trasy, podczas gdy Despentes stara się przywrócić głos upokorzonym – tym, którzy skończyli jako przegrani w brutalnym i okrutnym społeczeństwie. Apatia Houellebecqowskiego menedżera średniego szczebla lub napady furii czy rezygnacji tych, którzy znaleźli się na marginesie wspólnoty otwierają perspektywę na całą sferę społeczną współczesnej Francji. To przedstawienie jest ponure i pesymistyczne, ukazuje zdominowanie ciał i intymności przez siły rynku, wyczerpanie pragnienia, akumulowanie bogactwa i przywilejów wiodące do erozji solidarności i upadku sprawiedliwości społecznej. Mimo że chłodny, beznamiętny, niemalże analityczny styl Houellebecqa zdaje się biegunowym przeciwieństwem dobitnej, szalenie muzycznej i napędzanej slangiem prozy Despentes, oboje realizują to samo zadanie: ukazują rozległą panoramę, klarowny fresk rozczarowania sięgającego lat 80. XX wieku. Oboje autorzy nasycają swój język oddechem i zadyszką pokolenia, które zawsze wiedziało, że jest stracone. Jednostka jest być może królem, ale ten król jest nagi i włada emocjonalną i egzystencjalną pustynią: umiera samotnie w iluzorycznym i znieczulającym komforcie albo jest łamany i wykluczany. Człowiek jest zdezorientowany w świecie pełnym nierówności, ma pełną świadomość własnej niemocy lub, co gorsza, braku pragnienia buntu się przeciwko hegemonicznemu porządkowi i permanentnemu stanowi przemocy społecznej.

W sadze o Vernonie Subuteksie realizowana jest wizja francuskiego społeczeństwa rozdartego nienawiścią i zdradami społecznymi, z obstrzępionym ze wszystkich stron mottem „wolność, równość, braterstwo”. Porażka socjalizmu, zwrot liberalny, powstanie Frontu Narodowego oraz zmagania klasowe i tożsamościowe układają się w ogólne poczucie, że każdy odpowiada za siebie. Te indywidualizmy dochodzą do głosu w polifonicznej, sięgającej korzeniami lat 80. XX wieku narracji. Francuski model egalitarny rozpadł się, pozostawiając po sobie społeczną dżunglę:

I tak jak dzieciarnia z przedmieść podpala samochody stojące pod blokami, ale nigdy nie atakuje szesnastej dzielnicy, tak samo Francuz tyrający za grosze wyżywa się na współpasażerach w środkach komunikacji miejskiej. Jest potulny mimo irytacji: dzień wcześniej w telewizji dano mu do zrozumienia, że są ludzie bardziej upośledzeni od niego, bardziej zadłużeni, bardziej nieszczęśliwi – śmierdzące czarnuchy, muzułmańscy zabójcy, cygańscy złodzieje. Podczas gdy to, co stanowiło o prawdziwej kulturze francuskiego narodu: zdobycze socjalne, państwowa edukacja, wielkie polityczne teorie, zostało z rozmysłem zlikwidowane, to prawdziwym wyczynem tej dyktatury zamożnych było zmanipulowanie ludzi[4].

Ochronić to, co zniknęło

Już „Poszerzenie pola walki” Houellebecqa (1994) wskazało na prymat rynku nad duchem, podczas gdy „Platforma” (2001) zaproponowała opis Zachodu, który w swoich przedśmiertnych drgawkach żeruje na biednym, młodym globalnym Południu. „Mapa i terytorium” (2010) ukazywała odprzemysłowioną Francję na drodze do stania się ponurym, otwartym muzeum, a „Uległość” – satyra polityczna przedstawiała francuskie społeczeństwo w kryzysie tożsamościowym, wstrząśnięte przez ruchy wspólnotowe. Religia i rynek są zaprezentowane jako organy regulacji społeczeństwa – rolę tę mogły przyjąć po ostatecznym upadku solidarności i snu o kolektywizmie. Hedonizm drugiego sortu i infantylny konsumeryzm są wszystkim, co przetrwało w tych narracjach o całkowitej entropii wspólnoty ludzkiej. Nieliczne przyczółki solidarności – „możliwości wyspy”, jak powiedziałby Houellebecq, są niepewne i zarezerwowane dla relacji międzyludzkich, których przeznaczeniem jest porażka: więzi romantycznych oferujących przelotny autentyzm u Houellebecqa lub momentów grupowych – sekciarskich lub plemiennych, odnajdywanych w tańcu i muzyce u Despentes. Ale nie dajmy się zwieść, te rzeczy prawie zawsze kończą się źle, pokonane przez wciąż powracający indywidualizm. Biorąc pod uwagę brak możliwości ustanowienia prawdziwych związków pomiędzy podmiotowościami, które przenika paradygmat ekonomiczny i eksplozja tożsamości w ramach walki każdego z każdym, rozwiązywanie konfliktów w stanie spokojnej równowagi stanowi nieosiągalny cel.

Nie powinniśmy oczekiwać, że narracje zaoferują nam wyczerpującą panoramę nierówności lub że będą prezentować jakości profetyczne. W tym przeglądzie krajobrazu literatury francuskiej reprezentacje nierówności i przedstawione sceny są zabarwione nihilizmem. A jednak nigdy nie są całkowicie pozbawione humoru, jak gdyby był on niezbędnym buforem, który osłania przed gniewem. Powieści i ich autorzy uparcie nalegają na kształtowanie języka i spojrzeń narracyjnych w taki sposób, by gwarantowały tymczasową ucieczkę z duszącej teraźniejszości. Omawiane francuskie powieści reagujące na swoje czasy są przesycone rozpaczą, która jest czymś więcej niż tylko złorzeczeniem: ukazują możliwości, zwracają uwagę na to, co na naszych oczach ulega samorozpadowi i są próbami ochronienia tego, co w tekstach już zniknęło. Nasz świat nie jest w kryzysie – on jest kryzysem, podobnie jak literatura: niepewność to gest solidarności, nawet jeśli tylko poprzez tworzenie znaczących scen socjologicznych.

przekł. Iwona Ostrowska

 

[1] Zob. É. Charrin, Chômage fictif’, „Esprit” 11/2014, oraz Le roman de l’égarement français, „Esprit” 10/2012.

[2] Poor People (New York, Harper Perennial, 2008) Williama T. Vollmanna to dogłębne studium na skrzyżowaniu dziennikarstwa i literatury, traktujące o pisaniu o nierównościach jako tradycji literatury amerykańskiej.

[3] A. Jenni, La nuit de Walenhammes, Paris 2015, s. 280.

[4] V. Despentes, Vernon Subtext. Tom 2, przekł. J. Giszczak, Kraków 2016, s. 50.

 

Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Esprit”, wyd. Marzec 2019

This translation was supported by the Eurozine Translations Pool which is co-funded by the Creative Europe Programme of the European Union

Po-jawienie
08 listopada 2019

Po-jawienie

Książka Morskiej zamyka (dla mnie) tegoroczny ciąg lektur prozy tworzonej przez kobiety piszące o lękach, traumach i rozpadzie. Otworzyła go Aleksandra Zielińska ze studium traumy i wycofania się z życia, kontynuowała Inga Iwasiów z kronikami rozpadu i zapowiedzią gniewu, a domyka (o)powieść o odrodzeniu...