30 kwietnia 2018
fot. M. Hueckel
fot. Magda Hueckel

Kto o mnie decyduje?

Od jakiegoś czasu nad wejściem do Teatru Śląskiego w Katowicach widnieje ogromny transparent z napisem „Kobieta jest czarnuchem świata”, który nabrał dodatkowego znaczenia i szczególnie rzucał się w oczy na fotografiach prasowych dokumentujących wydarzenia na rynku 23 marca. W całej Polsce odbywał się wówczas Ogólnopolski Strajk Kobiet – protest przeciwko zaostrzeniu prawa zakazującego aborcji. Ze schodów przed teatrem aktywistki i zwykłe kobiety przemawiały do zgromadzonych, a czarny transparent stanowił dla nich scenograficzne tło. Napis ten to hasło najnowszego spektaklu Mai Kleczewskiej „Pod presją”. Premiera przedstawienia odbyła się w dniu wspomnianych manifestacji, co również sugeruje, że jego treść nawiązuje do tematów poruszanych w czasie strajku i stanowi teatralny komentarz do bieżących problemów związanych z postrzeganiem kobiet i respektowaniem ich praw.

W pierwszym wyreżyserowanym przez siebie spektaklu w Teatrze Śląskim Kleczewska oddaje w ręce widzów teatralno-filmowe widowisko, którego scenariusz oparty został na motywach filmu Johna Cassavetesa „Kobieta pod presją”. Co więcej, reżyserka w swojej teatralnej interpretacji również postanowiła wykorzystać film jako środek wyrazu. W efekcie widzowie równocześnie oglądają grę aktorów, projekcje filmowe oraz transmisję tego, co dzieje się na scenie. Mimo że o wykorzystaniu nowych mediów na deskach scenicznych powiedziano już wiele, w tym przypadku teza Philipa Auslandera – że zapośredniczenie przez media w teatrze nie zaprzecza jego istocie, ponieważ zabieg ten stał się już dla widza przezroczysty – jest szczególnie trafna. W spektaklu Kleczewskiej okno sceniczne podzielono na dwie równe części. Górna stanowi ekran, dolna jest przestrzenią gry aktorskiej. Scenografia przypomina wygląd mieszkania filmowych bohaterów. Na pierwszym planie znajdują się salon i sypialnia, na drugim – widocznym fragmentarycznie przez otwarte drzwi – pokój dziecięcy, łazienka oraz przedpokój. Realistyczną przestrzeń wypełniają przeróżne detale: wazony, zabawki, książki czy lampy zwisające z sufitu, jednak podział na ekran i scenę zostaje zatarty. Widz otrzymuje spójny obraz, w którym narracja filmowa i teatralna przenika się bez żadnego zgrzytu. Już od pierwszej sceny Kleczewska wprowadza odbiorców w świat bohaterów, używając środków charakterystycznych dla kina. Stworzona przez nią iluzja tworzy efekt realności, za który – oprócz scenografii i wrażenia dziennego światła w pomieszczeniach – odpowiada doskonale dobrana muzyka wybrzmiewająca w tle niemych scen oraz użycie kamer i materiałów filmowych.

Scenariusz wiernie podąża za scenami znanymi z filmu – czasem mogłoby się wydawać, że aż za bardzo – powielając tak logiczny ciąg fabularny. Sceny, które nie odbywają się w mieszkaniu, pokazywane są na ekranie, natomiast w czasie akcji na scenie kamery służą do poszerzania odbioru portretowanych postaci i miejsc. Zbliżenia na twarz, prezentowanie przestrzeni niedostępnych dla oczu widza (jak łazienka czy pokój dziecięcy) oraz efekt slow motion to stosowane przez realizatorów narzędzia typowo filmowe. Bardzo ważny dla tego spektaklu jest również montaż. Sfilmowane wcześniej sceny i sekwencje płynnie przechodzą w ujęcia kręcone na żywo z kilku kamer – i odwrotnie. Wydawać się nawet może, że to, co się dzieje na scenie, ma status kolejnego filmowego kadru dostępnego dla widza, przed którego oczami jawi się wielki obraz podzielony na kilka części. Każdy może zdecydować, którą narrację wybierze; w którym momencie spojrzy na ekran, a w którym na scenę. Techniczna perfekcja montażu umacnia iluzyjność i realizm tego spektaklu. Co ciekawe, Cassavetes w swoim filmie, aby uzyskać podobny efekt, znacznie ograniczył montaż, a większość ujęć była kręcona kamerą z ręki. Kleczewska proponuje odwrotne rozwiązanie – w jej spektaklu kadry i ujęcia są wyestetyzowane, a montaż stanowi podstawę do budowania narracji.

W przypadku tego spektaklu korzystanie z tak wielu środków filmowych wydaje się uzasadnione. W interpretacji Kleczewskiej sensy w równym stopniu ukryte są w słowach i dźwiękach jak w obrazie – w gestach, ruchach, mimice. Przykładowo w scenach niemych kręcone na żywo zbliżenia płynnie przechodzą w nagrane wcześniej sekwencje, pogłębiając w ten sposób obraz głównej bohaterki, Mabel (w tej roli gościnnie Sandra Korzeniak). Widz może oglądać aktorkę w tej samej sytuacji na żywo oraz na ekranie, a te dwa obrazy nie wykluczają się, lecz uzupełniają. Dzięki zmontowanym zbliżeniom twarzy otrzymujemy szerszy wachlarz emocji. Jest to również typowo filmowy sposób służący zaznaczaniu upływu czasu.

Tak samo jak w filmie, w spektaklu Mabel jest centralną i w zasadzie jedyną postacią na scenie. Korzeniak, znana z ogromnych umiejętności grania ról kobiet neurotycznych, także tym razem świetnie poradziła sobie z zadaniem powierzonym jej przez reżyserkę i całkowicie zdominowała katowicką scenę. Aktorka zarówno ciałem, jak i słowem wyraża dramatyzm swojej postaci. Szczególnie poruszające jest to podczas zbliżeń kamery na jej twarz. Kiedy tańczy z kieliszkiem wina i z papierosem w dłoni, w jej błyszczących oczach pojawia się cała gama skrajnych emocji. Mabel to kobieta wrażliwa, miłośniczka muzyki klasycznej, oddana dzieciom i pragnąca kochać, która przegrywa walkę z oczekiwaniami swojego otoczenia. Jej zachowanie odstaje od powszechnie uznawanych zasad przypisanych roli matki i żony, co skutkuje brakiem zaufania innych do tej bohaterki. Presja – choć z pozoru niewinna – nakładana na nią przez męża i bliskich doprowadza ją do załamania nerwowego. Pozornie spokojny, bezpieczny, zwyczajny dom staje się miejscem, w którym dochodzi do sytuacji ekstremalnych. Kleczewska w swoim spektaklu prezentuje problem, który wydaje się wciąż aktualny. Jakiekolwiek odstępstwo od normy nie jest akceptowane. W ten sposób wydźwięk przedstawienia nie jest tylko feministyczny. W „Pod presją” chodzi o sprawy uniwersalne – o naszą wewnętrzną wolność i prawo do niej; o akceptację, zaufanie i wzajemną wyrozumiałość.

W końcowej, bardzo poruszającej scenie Mabel wraca do domu – który prawdopodobnie nadal będzie jej piekłem – po kuracji w szpitalu psychiatrycznym. Witana przez najbliższych, od pierwszej chwili zostaje wtłoczona w system norm społecznych. Przygaszona, smutna, zmęczona, zmuszona jest do wzięcia udziału w rodzinnym spotkaniu, które konwencjonalnie rozgrywa się przy stole. Mąż, mówiąc: „Chcę żebyś była sobą, z uśmiechem bądź sobą”, ponownie przykleja do jej twarzy niepasującą maskę – kobiety zawsze uśmiechniętej; kochającej, perfekcyjnej matki; żony, kochanki i pani domu, która kontrolowana jest przez partnera, rodzinę i otoczenie.

Historia Mabel, zarysowana w wyprodukowanym w 1974 roku filmie Cassavetesa niesie nadal aktualne treści i problemy. Spektakl Mai Kleczewskiej jest istotnym głosem w toczącej się aktualnie publicznej dyskusji na temat sytuacji kobiet. „Pod presją” odnosi się do ich prawa do bycia sobą, godności, zaufania, niezależności, decydowania o własnym życiu i ciele.

 

„Pod presją”
spektakl inspirowany motywami ze scenariusza Johna Cassavetesa „Kobieta pod presją”
reżyseria: Maja Kleczewska
scenografia: Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński
muzyka: Cezary Duchnowski
scenariusz sceniczny: Łukasz Chotkowski, Maja Kleczewska
dramaturgia: Łukasz Chotkowski
kostiumy: Konrad Parol
zdjęcia, światło: Kacper Fertacz
Katowice, Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego
premiera: 23.03.2018

Na straży różnicy
17 sierpnia 2018

Na straży różnicy

„Ani zwrot ikoniczny, ani internet nie sprawiły, że literatura zdezaktualizowała się. To właśnie jej potencjał opowieściowy może być dziś wykorzystany przeciwko cyfrowo wywoływanej amnezji i zwężonej perspektywie doświadczenia czasowości” – rozmowa z Andreasem Huyssenem...

W tym seksie jest metoda?
09 sierpnia 2018

W tym seksie jest metoda?

„Lekkie historie, literatura eskapistyczna” ‑ tak ogólnikowo i samodegradująco (?) swą twórczość określa Milo Manara. Dla włoskiego rysownika w centrum zainteresowania tych pozornie niewyszukanych opowieści znajdują się kobiece ciało i odważna erotyka...