11 lipca 2017
IMG_0167
fot. Marcin Ptaszyński
IMG_0135
fot. Marcin Ptaszyński
IMG_0112
fot. Marcin Ptaszyński
IMG_0211
fot. Marcin Ptaszyński

Każdy kolejny obrót

Mury, płoty, ściany i wszelkie bariery – zarówno te fizyczne, jak i metaforyczne – są ostatnio szczególnie obecne w dyskusjach dotyczących kondycji polityczno-społecznej w Europie: „kryzysu migracyjnego”, konfliktów światopoglądowych oraz wszelakich podziałów, których granice przebiegają w wielu obszarach życia społecznego równocześnie. Wystawa Dominika Lejmana „Płot” wpisuje się zatem w sposób niezwykle aktualny w rozważania nad procesami grodzenia i dzielenia, które realizują się na naszych oczach. Instalacja została przygotowana we współpracy z kuratorem Markiem Bartelikiem jako propozycja dla polskiego pawilonu na 57. Biennale w Wenecji w 2017 roku. Ze względu na to, że projekt nie został wybrany przez jury kwalifikujące prace artystów na poziomie krajowym, jego realizacja wraz prezentacją dla publiczności odbyła się po raz pierwszy w Galerii Miejskiej Arsenał.

Sytuacja, w której znajduję się jako autorka recenzji o „Płocie”, jest dosyć nietypowa. Rolą recenzenta bywa najczęściej „zaplatanie” zdarzenia artystycznego w dodatkowe odniesienia i relacje z resztą społeczno-kulturowej rzeczywistości, aby znaleźć miejsce dla dzieła pomiędzy kontekstami i dyskursami. W tym przypadku ilość i skala obecności oraz widzialności zewnętrznych wątków dotyczących murów, płotów czy podziałów w ogóle, wydaje się trudna do objęcia czy zreferowania w jednym krótkim tekście. Z tej między innymi przyczyny pozwolę sobie poprowadzić moją wypowiedź, podążając możliwie blisko narracji skonstruowanej przez Lejmana w „Płocie”, którą traktuję jako wysoce uniwersalne studium grodzenia. Dlatego zanim przejdę do części relacjonująco-recenzyjnej, odsyłam czytelnika/odbiorcę do czterech kontekstów, które uważam za warte uwagi przed lub po wizycie na wystawie: 1. Przedostatnie wydanie drukowanego „Czasu Kultury” (4/2016), poświęconego murom, marginesom, migracjom i migrantom (Romom) oraz (samo)kolonizacjom – ze szczególnym uwzględnieniem tekstu Hanny Mamzer „Mur”. 2. Refleksja dotycząca problemu selekcji i wykluczenia w instytucjach sztuki, podjęta w tekstach Marka Bartelika i Marka Wasilewskiego w katalogu do wystawy, który jest dostępny w Arsenale. 3. Program niedawno zakończonego Festiwalu Malta wraz z poszczególnymi wydarzeniami oraz tekstami na ich temat. 4. Uważne śledzenie tego, co dzieje się aktualnie w przestrzeni medialnej w temacie „kryzysu migracyjnego” i konfliktów społecznych chociażby w Polsce.

Sytuacja „Płotu” na pierwszy rzut oka jest bardzo prosta: jest to instalacja wideo z projekcją wyświetlaną równocześnie na czterech ścianach. Przez powierzchnię każdej ze ścian po kolei przechodzi rozwijający się płot, a jego wysokość dorównuje niemalże wysokości ściany. Na samym początku pojawia się jeden zwój, z czasem bez określonego rytmu czy jawnej logiki dochodzą kolejne, które nakładają więcej warstw plecionego drutu. Nie byłoby w tym zdarzeniu nic niezwykłego gdyby nie to, że rozwijanie siatki zamknięte jest w pętli czasowej, a do tego w płaszczyźnie płotu nie ma żadnej przerwy – wejścia/wyjścia. Odbiorca zatem wchodzi niejako od spodu (nie jest to sytuacja nadzwyczajna dla poznańskiego Arsenału: do sali na pierwszym piętrze należy się dostać, po prostu wchodząc po schodach) – „podkopuje się” pod płotem i staje wobec rysującej się na jego oczach figury niemożliwej, która w pewnym momencie traci punkty odniesienia jak koniec czy początek. Ciekawe w tym ujęciu wydaje się zestawienie realizacji z Arsenału z projektem-symulacją zgłoszoną do konkursu, gdzie w wyabstrahowanej przestrzeni znajduje się jednak przejście – wyrwa przerywająca ciągłość procesu. W takim porównaniu zdecydowanie bardziej interesująco wypada rzeczywista (choć w odniesieniu do projekcji słowo to nie jest do końca adekwatne) wystawa w Arsenale, gdzie ze względu na specyfikę przestrzeni (jej rozmiar, wejście-„podkop” oraz metalową konstrukcję pod sufitem) instalacja zyskuje nowe znaczenia i zaczepienia.

W kontekście pracy Lejmana uważam za niezwykle ważne zachowanie ostrożności w stawianiu znaku równości pomiędzy słowem „płot” a słowem „mur”, tak jak ma to często miejsce w refleksji czysto teoretycznej. Nie ma w tym nic niestosownego, jeśli wychodzimy z założenia, że oba przedmioty-metafory pełnią funkcję odgradzającą: obiektów dzielących terytoria i ograniczających ruch oraz dostęp. Jednakże jeśli zaczniemy przypominać sobie doświadczenie materialności tych obiektów, to okaże się, że spotkanie z ażurową metalową siatką a natknięcie się na ścianę z cegieł czy betonowych płyt jest zgoła czymś innym. Mur jako bariera „murowana” nie dosyć, że uniemożliwia zazwyczaj przejście, to także zasłania wizję. Płot natomiast ogranicza dostęp, ale pozwala widzieć-wiedzieć, co, kto i w jakiej odległości znajduje się po drugiej stronie, dając tym samym pozorne poczucie kontroli i bezpieczeństwa. Również pokonanie płotu poprzez wspinanie się czy przeskoczenie bywa niekiedy łatwiejsze niż w przypadku muru. Z jeszcze innej perspektywy można też wciskać nos między sploty i patrzeć na coś, do czego nie ma fizycznego dostępu.

To, co robi w tym przypadku artysta, jest o tyle wyjątkowe, że nie stawia on odbiorcy przed faktem istnienia „gotowej” bariery, ale umożliwia w czasie rzeczywistym obserwowanie, jak ona się tworzy i zagęszcza. Zgodnie z tym, co napisałam powyżej, Lejman proponuje tutaj studium procesu grodzenia płotem: zaczynając od pierwszej warstwy drucianego splotu, która wydaje się niepozorna i niegroźna, przez pojawianie się kolejnych zwojów wraz z podążającymi za nimi następnymi warstwami, które tworzą abstrakcyjny misterny splot, po stopniowe wygaszanie projekcji. Właściwie nie wiadomo, w którym momencie płot staje się tak zagęszczony, że trudno policzyć czy wyodrębnić poszczególne warstwy i zdecydować, gdzie powinien się znajdować jego początek lub koniec. Czy nie brzmi to znajomo? Paradoks, na który także zwraca uwagę twórca, jest taki, że w sytuacji odgradzania się płotem nasze próby „ochronienia się” – oddzielania od innej części świata sprawiają, iż budujemy klatkę sami dla siebie, poza którą nie ma już wyjścia ani nic już przez nią nie widać. Mimo że wizja ta wydaje się fatalistyczna, warunki galeryjne są tak dogodne, że stanowią w pewien sposób przestrzeń do eksperymentu, z którego można po prostu wyjść. Może warto zwrócić uwagę właśnie na ten „podkop”, który pojawia się w Arsenale, może to tutaj artysta (świadomie lub nie) sugeruje pewne rozwiązanie?

W warstwie estetycznej sytuacja jest mocno spolaryzowana: kontrast czerni i bieli wygląda jak na zdjęciu rentgenowskim. Lejman dokonuje wizualnej diagnozy – prześwietlenia procesu. Instalacja „Płotu” wraz ze swoją skalą – wielkością i 360-stopniowym spektrum wizji – przestaje funkcjonować wyłącznie jako trafna metafora odwołująca się do pojęcia płotu, ale staje się ona przestrzenią dla somatycznego doświadczenia. Wymaga od widza ruchu: podążania najpierw wzrokiem, obracania głową, aż wreszcie poruszania całym swoim ciałem i jego zorientowania wobec rozmiaru i dynamiki rozwijającego się płotu. Nie jest to tautologiczna ilustracja, na którą odbiorca może popatrzeć i zwyczajnie przejść do kolejnego dzieła na wystawie.

Stawianie murów-płotów-ścian – czy to materialnych, czy światopoglądowych – związane jest z wytwarzaniem opozycji, takich jak między innymi bezpieczeństwo–zagrożenie, nasze–cudze, znane–nieznane. Lejman odwraca naszą uwagę od binarności i skupia uwagę na niuansach, które ujawniają się tylko w sytuacji uważnego obserwowania procesu. Precyzyjnie dokumentuje moment, w którym obracamy się i patrzymy na wyrastające dookoła nas ogrodzenia, podczas gdy rzeczywistość przy każdej kolejnej wolcie wygląda już zupełnie inaczej.

 

Dominik Lejman, „Płot”
kurator projektu: Marek Bartelik
realizacja: Marek Wasilewski
Poznań, Galeria Miejska Arsenał
23.06 – 23.07.2017

Pożegnanie
23 lutego 2018

Pożegnanie

David Vann swymi błyskotliwymi i poruszającymi opowiadaniami wpisuje się w literacki nurt poszukiwania własnej tożsamości, co czyni syn, spoglądający wstecz i oceniający skomplikowane relacje z ojcem...

#Berlinale2018
22 lutego 2018

#Berlinale2018

Festiwal w Berlinie od wielu lat zachwyca, by nie powiedzieć: przytłacza swoją wielkością. Liczba filmowych sekcji sprawia, że z łatwością można zagubić się w gąszczu proponowanych premier, których nie sposób przyswoić w ich całej okazałości...