08 marca 2018
Kanapka...prasowa, fot. Jakub_Wittchen (6)_preview
fot. Jakub Wittchen

„Każdy dla siebie, każdy podług siebie”

W zapowiedzi „Kanapki z człowiekiem” przeczytać można, że to próba odświeżenia piosenek Jacka Kaczmarskiego. Interpretacyjna aktualizacja pozwoli na przezwyciężenie konwencji, podkreślenie uniwersalności, a autora „Obławy” uwolni wreszcie z szufladki „poety niewyczytanego”. Atrakcyjna wydaje się również koncepcja zaangażowania śpiewających aktorek. Spektakl w reżyserii Jerzego Satanowskiego posiada zatem olbrzymie ambicje, aby zmierzyć się dorobkiem literackim niegdysiejszego barda „Solidarności”.

Wszystkie te informacje napędzają oczekiwania wobec finalnego produktu, ale tuż po wejściu na widownię Dużej Sceny pojawiają się obawy, że są tylko chwytem marketingowym. Chmara czarnych parasoli – niemal żywcem wyjętych z Czarnego Protestu – wyjaśnia poniekąd, o co tak naprawdę chodziło w całym zamyśle. W tym miejscu chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że moje rozczarowanie nie wynika z opowiedzenia się twórców po takiej czy innej stronie, ale z faktu silnego zaakcentowania kontekstu politycznego, co – w moim odczuciu – nieco kłóci się z zapowiedziami spektaklu.

Nagromadzenie parasolek może oczywiście imitować nieistniejący tłum, celowo potęgować chaos i duszną atmosferę panującą w mieście (na scenie obecne są także uliczne latarnie oraz – nieprzypadkowo dobrane – tabliczki z nazwami poznańskich ulic). W tak zaprojektowanej przestrzeni rozmieszczono statywy z mikrofonami – miejsca, w których jednostka posiada prawo nieskrępowanego głosu. W trakcie koncertu widzowie mogą obserwować wizualizacje: niekiedy wyświetlają się konkretne dzieła sztuki, do których odnosił się Kaczmarski w swoich piosenkach, innym razem – przypadkowe obrazy luźno nawiązujące do danego utworu. Aluzja do Czarnego Protestu wydaje się jednak nieusuwalna. O politycznym wydźwięku spektaklu świadczy także dobór tekstów – wystarczy przywołać takie tytuły, jak „Czerwony autobus”, „Mury”, „Obława”, „Bajeczka z perspektywki” czy „Przedszkole”. Jeśli istnieje jakiś nadrzędny klucz, zapewniający spójność – bez wątpienia jest to właśnie klucz polityczny.

Piosenki przeplatają są czasami z wierszami pochodzącymi głównie z ostatniej książki poetyckiej Kaczmarskiego – „Tunelu” (2004). To zabieg typowy dla Satanowskiego, który od początku swojej kariery wykorzystuje technikę literackiego montażu, mieszając kulturę wysoką z popularną. Wizja reżysera zakłada, że poszczególne utwory w danym spektaklu tworzą pewien monolit, wchodząc ze sobą w różne relacje znaczeniowe – w ten sposób odbiorca nigdy nie uczestniczy w klasycznym koncercie muzycznym. Podobnie dzieje się w przypadku „Kanapki z człowiekiem”, jednakże ze względu na niejednorodną gatunkowo twórczość Kaczmarskiego (trudno znaleźć artystę, który w tak subtelny sposób zaciera granice między poezją a piosenką), kolażowość tego spektaklu staje się często nieczytelna i łatwo ją przeoczyć.

Pomysł zaangażowania aktorek (głosów kobiecych) uważam za najmocniejszą stronę widowiska. Artystki: Pamela Adamik, Bożena Borowska-Kropielnicka, Karolina Głąb, Oliwia Nazimek, Agnieszka Różańska gwarantują wysoką jakość wykonywanych piosenek, w pełni wykorzystując swoje możliwości wokalne zarówno w scenach zbiorowych, jak i partiach solowych. Przemyślana wydaje się także warstwa muzyczna – zespół pod kierownictwem Jacka Skowrońskiego doskonale wyczuwa interpretacje aktorek. Inną sprawą pozostaje nierówny poziom aranżacji poszczególnych utworów. Myślę tu na przykład o nieudanych, niepotrzebnie spowolnionych „Murach” czy naciąganej dekonstrukcji „Obławy” – przejście od recytacji, przez parlando, do agresywnego śpiewu wprowadza raczej sztuczne potęgowanie napięcia, odzierając ten utwór z dramatyzmu. Inaczej jest z kolei z „Przedszkolem” w bardzo dobrej interpretacji Oliwii Nazimek. Aktorka przybiera charakterystyczną dla dzieci w przedszkolu postawę (siedzi na podłodze ze skrzyżowanymi nogami) i stara się przy tym pamiętać o słowie poetyckim. Widać w tym wykonaniu pracę połączoną z umiejętnością rozkoszowania się tekstem, dbałość o gest sceniczny, a także – odwagę (celowa zmiana rodzaju gramatycznego na żeński – „bo jestem krnąbrna oraz zła”).

Chwalę „Przedszkole”, przypominając, że w przypadku teatralnych interpretacji utworów Kaczmarskiego należy pozostać niezwykle ostrożnym, aby nie popaść w znaczeniową pustkę. Aktorki często w udany sposób wywiązują się ze swojego zadania. Wielka szkoda, że ich role nie zostały poszerzone chociażby o kontekst biograficzny autora „Naszej klasy”, którego relacje z kobietami bywały niezwykle burzliwe. Warto również podkreślić, że w dorobku literackim Kaczmarskiego odnaleźć można kilka tekstów napisanych z perspektywy kobiecej, jak „Sara”, „Kasandra”, „Narodziny niewolnika” czy popularny „Sen Katarzyny II”. Potencjał oferowany przez tę twórczość nie został niestety wykorzystany przez Satanowskiego. W scenariuszu znajdują się utwory z jednej strony sztampowe („Źródło”, „Autoportret Witkacego”), z drugiej – nieznane przeciętnemu odbiorcy („Iskry i łzy”, „Bajeczka z perspektywki”).

Spektakl nie poprzestaje na żeńskim wielogłosie. Na scenie pojawia się sam Kaczmarski, grany przez Marcina Januszkiewicza. Przejdę od razu do sedna: nie odmawiam Januszkiewiczowi talentu aktorskiego ani wokalnego, ale nie rozumiem, jaką funkcję w „Kanapce z człowiekiem” pełni jego postać. Aktor przeważnie siedzi z boku – w kąciku, który imituje zapewne pracownię twórczą. Od czasu do czasu recytuje wiersze, niekiedy dopowiada fragmenty piosenek i – nie da się ukryć – zakłóca spójność odbioru. Nie mam pojęcia, dlaczego używany przez niego mikrofon zniekształca głos. Nie potrafię także uchwycić sedna jego propozycji interpretacyjnych (aktor niekiedy wchodzi pomiędzy parasole, aby zaśpiewać wybrany tekst). Myślę tu przede wszystkim o „Powrocie”, utworze poruszającym problem cierpienia i niezrozumienia człowieka świadomie wybierającego alienację jako wartość nadrzędną. Januszkiewicz swoim wykonaniem (przesadne operowanie skalą głosu, nadmierne zaangażowanie emocjonalne) próbuje wpisać ten tekst w konwencję musicalu, czyniąc z niego przebojową piosenkę finałową (aktorki zostają wówczas zredukowane do roli chórków). Charakter tej roli nie wydaje się ani symboliczny (nie ma przecież potrzeby tak silnej manifestacji obecności Kaczmarskiego), ani patriarchalny (wówczas cały zabieg oddania głosu kobietom okazałby się wielkim nieporozumieniem) czy uzupełniający (aktorki doskonale same dynamizują spektakl).

Najbardziej niepokoi mnie jednak status twórczości autora „Wojny postu z karnawałem” w perspektywie całego widowiska. Można było przecież zapytać o egzystencję, o literaturę, sztukę, filozofię, o inne rozmaite konteksty, których nie brakuje w utworach Kaczmarskiego. Zamiast tego ponownie zapytano przede wszystkim o znane już problemy – utwory uchodzące niegdyś za publicystyczne wrzucono w nowy, dość jasno określony kontekst społeczno-polityczny, i dlatego w tytule tej recenzji – być może zbyt ryzykownie – zdecydowałem się zamieścić fragment „Trenu spadkobierców”. Jeśli intencja twórców rzeczywiście zakłada ukazanie losów człowieka, a nie zbiorowości (bo tak w tym wypadku rozumiem „okowy konwencji”, w taki sposób tłumaczy się też wybór „Kanapki z człowiekiem” na piosenkę tytułową całości), to według mnie nie udało się osiągnąć zamierzonego celu. Fragmenty „Tunelu” czy „Oddziału chorych na raka à la Polonaise A.D. 2002” są przykładami wierszy egzystencjalnych (poruszają problem szeroko rozumianego życia, śmierci, choroby etc.). Deklamacja Januszkiewicza nie wprowadza zaskakującego kontekstu, stanowi jedynie dopowiedzenie politycznej machiny, która rządzi całym spektaklem. Bez względu na ostateczny wydźwięk pamiętać trzeba, że mocną stroną pozostaje większość aranżacji poszczególnych piosenek wykonywanych przez świetnie dysponowane wokalnie aktorki.

Nie jest to pierwsza próba zmierzenia się w teatrze z piosenkami autora „Krajobrazu po uczucie”. Na tym tle „Kanapka z człowiekiem” pozostaje po prostu widowiskiem słowno-muzycznym. Twórcy nie pokusili się o stworzenie spójnej fabuły, opartej na konkretnym kluczu interpretacyjnym. Receptą mogłoby się okazać zawężenie materiału tekstowego, a nie próba syntetycznego pokazania twórczości w ciągu niecałych dwóch godzin (moim zdaniem próba niemożliwa do zrealizowania). W konsekwencji spektakl w Teatrze Nowym w Poznaniu nadal pozostawia Jacka Kaczmarskiego „poetą niewyczytanym”.

 

Jacek Kaczmarski, „Kanapka z człowiekiem”
reżyseria: Jerzy Satanowski
scenografia: Anna Tomczyńska
układ tekstu, opracowanie muzyczne: Jerzy Satanowski
kostiumy: Jola Łobacz
reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk
ruch sceniczny: Marta Szumieł
Poznań, Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego

premiera: 17.02.2018

W tym seksie jest metoda?
09 sierpnia 2018

W tym seksie jest metoda?

„Lekkie historie, literatura eskapistyczna” ‑ tak ogólnikowo i samodegradująco (?) swą twórczość określa Milo Manara. Dla włoskiego rysownika w centrum zainteresowania tych pozornie niewyszukanych opowieści znajdują się kobiece ciało i odważna erotyka...

Kto tu jest dla trollowania
08 sierpnia 2018

Kto tu jest dla trollowania

W Muzeum Sztuki trzepali na bramkach. Choć od dawna żartujemy ze znajomymi z tego, że kontrola w ich salach jest nadmierna, to wernisaż wystawy „Peer-to-peer” to już była przesada.