Kamera to odkurzacz...

Z Mirosławem Bałką rozmawia Marek Wasilewski

Lubisz pokazywać filmy swoim studentom. Tytuł jednego z nich pojawia się jako inspiracja Twojej pracy wideo, mówię o „Narayamie”. Innym takim ważnym filmem jest „Idź i patrz”. Kiedy byliśmy razem we Wrocławiu na warsztatach, pokazywałeś ten film i chciałeś, żeby rzeźbili w kostkach mydła, patrząc właśnie na ten film.
Kilka lat temu, zaczynając współpracę z poznańską ASP, wymyśliłem coś takiego, co nazwałem Rzeźbiarskim Klubem Filmowym. Pokazuję przede wszystkim filmy, które są dla mnie, rzeźbiarza, ważne, gdyż uważam, że powinienem się tym dzielić z młodszymi kolegami. Najczęściej są to filmy smutne. W tym roku oglądaliśmy kilka filmów Reinera Fassbindera, Stroszka Herzoga. Studenci pytali, dlaczego oglądamy tylko smutne filmy. Ale tak to w życiu jest: smutne filmy zazwyczaj są ciekawsze. Nie przypominam sobie tak z głowy dobrego wesołego filmu. Znasz jakąś fajną komedię?

Monty Python...
Rzeczywiście...
„Idź i patrz”, film Klimowa z 1985 roku, jest także ulubionym filmem Luca Tuymansa. Pokazywał ten film na wystawie w Zachęcie, która miała dokładnie ten sam tytuł. A z tym rzeźbieniem w mydle to taka lekko perwersyjna gra... Chciałem zająć czymś ręce widzów. Mydło kojarzy się z banalną działalnością, większość z nas musiała kiedyś w szkole zrobić na zajęciach plastycznych rzeźbę z mydła. Złączyłem banalność rzeźbienia w mydle i historię mydła z przerażającym i pięknym obrazem Klimowa .

A w jaki sposób przełożyłeś na język swojej pracy „Balladę o Narayamie”?
Słynny film Shohei Imamury oraz tekst Fukazawy Schichiro o tym samym tytule opowiadają historię o wiosce w Japonii, o starych ludziach, którzy muszą w pewnym momencie odejść, usunąć się z życia. Muszą odejść i umrzeć na górze, która nazywa się Narayama. Ten tytuł stał się inspiracją dla filmu wideo, który zrobiłem. Jadąc ulicami Otwocka, gdzie od 20 lat mam pracownię, namierzyłem ciężarówkę pełną piachu. Filmowałem te górę piachu przemieszczającą się po ulicach Otwocka. Oprócz góry piachu był też dym z rury wydechowej skierowanej do góry i różne fragmenty Otwocka. Śledziłem tą górę. Góra piachu jest negatywem dołu. A dół –  to wiadomo...

Posiadasz całą dokładnie opisaną kolekcję taśm mini dv, często chodzisz z kamerą i notujesz różne obrazy. Pamiętasz, kiedy byliśmy pierwszy raz razem w Białymstoku, odwiedzaliśmy schronisko dla zwierząt i ciągle towarzyszyła ci mała kamera...
Pracami wideo zająłem się w momencie, kiedy kamera stała się kieszonkowa, kiedy można było ją dosłownie schować do kieszeni. Zacząłem filmować w roku 1998, ten amatorski charakter małej kamery bardzo mi odpowiadał. Wolałem występować incognito, a nie jako profesjonalny kamerzysta z dużą kamerą. Od wielu lat oprócz tego, że zapisuję i notuję różne rzeczy, to dzięki kamerze staję się również bezpośrednim świadkiem pewnych sytuacji. Tych taśm zebrało się chyba z 90, to jest 90 godzin nagrań. Jeżeli coś wybieram z tego, to są to bardzo krótkie fragmenty. To, broń Boże, nie jest 90 godzin sztuki.

To są fragmenty jednominutowe, ale też krótsze...
Tak, wydaje mi się, że w ciągu 30 sekund można więcej pokazać niż w ciągu, dajmy na to, 2 godzin. W projekcji wideo interesuje mnie zapętlenie tych krótkich sekwencji dzięki czemu zatraca się początek i koniec. Przez to one stają się dla mnie bardziej trójwymiarowe, przestają być tylko linearne. Fakty są takie: nie lubię długich filmów wideo, kiedy wchodzę na wystawę, to kiedy coś jest dłuższe niż kilka minut, to nie wiem, czy mam stać, czy usiąść, czy to jest koniec, czy początek... Wymyśliłem sobie taką formę, która mi odpowiada w sensie energetycznym i wytrzymałościowym.

Bierzesz pod uwagę to, że ten obraz będziemy oglądać wiele razy? To powtórzenie jest juz w założeniu twojej pracy?
Kiedy filmuję, to nie, ale kiedy to sklejam, to tak. Dla mnie jedyną forma montażu jest wycięcie tego jednego fragmentu, tej minuty z 60 minut, fragmentu, który coś dla mnie znaczy. Jedynym gestem, który potem wykonuję, jest wykonanie pętli. Kamera dla mnie jest rodzajem odkurzacza, wybieram miejsca, które chcę odkurzyć, zebrać jakieś brudy czy inne rzeczy, których nie znam, a które są rozrzucone w tym miejscu. Potem przychodzę do domu, wyjmuję ten worek z odkurzacza, wysypuję to wszystko na duży stół. Przebieram w tym i wybieram. Potem te znalezione fragmenty eksponuję w taki sposób, że są zauważone.

Tu się dzieje coś ciekawego, nowego w sposobie myślenia o tworzeniu sztuki. Używasz „kurzu”, tego, co się zebrało z życia. To jest przekaz mniej przefiltrowany, bliższy rzeczywistości.
W przypadku mojej twórczości dobrze jest rozróżnić dzieła rzeźbiarskie i dzieła filmowe. Wiele z tych filmów wideo dotyczy miejsc trudnych dla Polski i dla świata, takich miejsc jak Treblinka, Majdanek. Miejsc, gdzie jestem tylko świadkiem miejsca. Zapisuję to, co widzę, nie przetwarzam tego artystycznie. Jedyne gesty artystyczne to moje widzenie, a potem wybór. Staram się tę artystyczną działalność w tym momencie sprowadzić do minimum. W przypadku rzeźby posługuję się narzędziami artystycznymi w sposób bardziej zdecydowany.

To się czasami przenika, używasz w swoich rzeźbach obiektów znalezionych na ulicy i to mógłby być ekwiwalent sfilmowanego momentu z życia.
Tym, co jest dla mnie ważne w dziele sztuki, to podnoszenie albo przywracanie godności rzeczom, które były ważne w naszym życiu, a później znalazły się na marginesie, zostały wyrzucone. To jest dawanie życia rzeczom, które już są prawie martwe. To jest reanimacja pewnych sytuacji.

Fragment rozmowy opublikowanej w książce „Czy sztuka jest potrzebna i dlaczego”?, Białystok 2010.
Zobacz też relację z wystawy „Fragment. Wideoprojekcje” Mirosława Bałki.

(Po łebkach) w stronę queerstory
16 listopada 2018

(Po łebkach) w stronę queerstory

Zaczyna się i kończy mocno. Z pomysłem. Gorzej z środkiem, od metodologii po treść. Smakowicie zapowiadająca się „Dziwniejsza historia” Remigiusza Ryzińskiego przypomina queerstoryczny kalejdoskop, wirujący w takim tempie i naszpikowany tyloma lusterkami, że o zagubienie przyprawił samego autora, bo o ile wypada pochwalić Ryzińskiego za intencję, o tyle wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia...

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)
15 listopada 2018

Głęboki oddech („Killing Eve”, „Bodyguard”)

Zarówno „Bodyguard”, jak i – pół roku wcześniejszy serial – „Killing Eve” charakteryzują się cechami, które nieczęsto idą w parze. Zwięzłość, psychologiczne skomplikowanie, wartka policyjna i detektywistyczna akcja, realizm przedstawienia połączony z wyrazistym konceptem narracyjnym...