hal
Fragment pracy Marty Szulc, „HAL 9000”, akwarela na papierze, wyświetlacz led. Fot. © Bartosz Górka
david
Marta Szulc, „David”, akwarela na papierze. Fot. © Bartosz Górka
frank
Marta Szulc, „Frankenstein / Black mirror”, akryl na płycie MDF, emalia ftalowa, lakier. Fot.© Bartosz Górka
dolores
Marta Szulc, „Dolores”, akwarela na papierze, haft krzyżykowy. Fot. © Bartosz Górka

Jesteś moim twórcą, ale ja jestem twoim panem

Marta Szulc, której prace są prezentowane w Galerii Foksal, posługuje się konwencjonalną metodą malarstwa akwarelowego, aby sportretować fikcyjne postaci z popkultury – przedstawicieli sztucznej inteligencji. Wybrane przez nią istoty, podobnie jak ludzie, próbują zmierzyć się z problemami natury egzystencjalnej. Artystka dotyka zagadnienia transhumanizmu, który daje przyzwolenie na rozwój rzeczywistości rozszerzonej.

Anna Bartosiewicz: To już druga wystawa Marty Szulc w Galerii Foksal. Jak doszło do współpracy z artystką?

Katarzyna Krysiak, kuratorka wystawy „Nie szukamy nikogo oprócz ludzi”: Poznałam Martę Szulc jako bardzo młodą artystkę dzięki jej wystawie dyplomowej. Ekspozycja zawierała miedzioryty. Szulca jako artystka zrobiła na mnie duże wrażenie, ponieważ mimo stosowania bardzo starej, tradycyjnej i coraz rzadziej spotykanej techniki, posługiwała się współczesnym językiem. Poruszała przy tym aktualne, a zarazem niezwykle kobiece tematy w bardzo wrażliwy sposób. Od tamtej pory zaczęłam przyglądać się temu, co robi.

Czego dotyczyła ta praca dyplomowa?

Był to cykl grafik zatytułowany „Przedmioty”, w ramach którego powstały miedzioryty przedstawiające drobne przedmioty codziennego użytku w skali 1:1. Artystka odwzorowała drobiazgi, które można by znaleźć w damskiej torebce: otwartą puderniczkę z zestawem do makijażu, szpulkę nici, gumę do żucia w papierku, spinki do włosów, nożyczki do paznokci czy blister pigułek antykoncepcyjnych. Miedzioryty zostały wyeksponowane w nietypowy dla grafiki sposób. Szulc ukryła je w minimalistycznych, białych pudełkach. Do środka zaglądało się przez małe otwory, przez które można było zobaczyć podświetlone grafiki. Na wystawę, która prezentowana była w niewielkim, zaciemnionym pokoju Galerii XXI, składało się kilkanaście wiszących na ścianie skrzynek, z których sączyło się światło. Zaintrygowały mnie zarówno prace, jak i wykorzystanie przez artystkę tradycyjnej techniki do stworzenia bardzo współczesnej wystawy.

W przypadku wystawy „Nie szukamy nikogo oprócz ludzi” Szulc zastosowała podobny zabieg. Ekspozycja dotyczy augmented reality. Autorka poprzez zaprezentowane prace zadaje pytania o granice pomiędzy prawdziwym światem a rzeczywistością rozszerzoną.

To prawda. Tutaj też użycie tradycyjnej techniki było celowym zabiegiem. Na wystawie znajdziemy głównie akwarele. Szulc sportretowała bohaterów z filmów science fiction, którzy reprezentują sztuczną inteligencję. Artystka celowo użyła farb, aby zachować konwencję tradycyjnego portretu. Malując obrazy, nadała swoim modelom pewną podmiotowość, o której coraz częściej mówi się w kontekście badań nad sztuczną inteligencją. Można powiedzieć, że „uczłowieczyła” maszyny, przypisała im bardziej ludzki wymiar. Poza tym Szulc w przewrotny sposób nawiązuje do konwencjonalnego malarstwa. Na przykład jeden z obrazów zdecydowała się oprawić w rzeźbioną, złotą ramę. Mam na myśli portret Samanthy z filmu „Her” Spike’a Jonze’a, która nie ma humanoidalnej postaci – jest jedynie głosem ukrytym w elektronicznym urządzeniu. Dlatego portret Samanthy wygląda jak nastrojowa, martwa natura, a złocone ramy mają przywoływać martwe natury dawnych mistrzów.

Na wystawie znajdują się również zabawki, między innymi gadający Pinokio. Co mówi bohater instalacji Marty Szulc?

Pinokio, tak jak w filmie Disneya, pyta, czy jest prawdziwym chłopcem. Wszystkim portretom towarzyszą cytaty, słowa wypowiadane w filmach przez sportretowane postaci. Roboty zastanawiają się nad swoją naturą, przeznaczeniem, stawiają nam pytania egzystencjalne, odczuwają lęk, chcą być kochane, wybaczają, nienawidzą. Ich kwestie zebrane w całość ukazują dylematy podobne do tych, które drzemią w nas samych. Jednak nadal są to maszyny, którym chyba nie do końca powinniśmy ufać, które mogą uśpić naszą czujność i „przejąć kontrolę nad światem”.

Obawy są jak najbardziej uzasadnione. Rozwój nowych technologii postępuje bardzo szybko.

Mówię to oczywiście z przymrużeniem oka, ale taka rzeczywistość zdaje się już coraz bliżej, biorąc pod uwagę prowadzone obecnie badania nad sztuczną inteligencją. Niejednokrotnie tego rodzaju eksperymenty przerywano, ponieważ nie było wiadomo, dokąd doprowadzą. Nie tak dawno, bo w sierpniu tego roku, naukowcy pracujący dla Facebooka nie ukończyli jednego z takich testów, ponieważ programowane przez nich boty zaczęły się komunikować ze sobą w niezrozumiałym dla badaczy języku. Oparty byl on na języku angielskim, ale był tak przetransformowany przez urządzenia, że naukowcy nie mogli rozszyfrować treści rozmów. Wstrzymali eksperyment w obawie, że jego kontynuowanie może się wymknąć spod kontroli.

Jak w tym kontekście możemy rozumieć tytuł wystawy: „Nie szukamy nikogo oprócz ludzi”?

Tytuł dotyczy ludzkiego pragnienia, aby stworzyć istotę, która stałaby się naszym własnym odbiciem. Byłaby istotą inteligentną, ale jednocześnie podporządkowaną nam. Tytuł ociera się o niemożliwość odtworzenia siebie samych w robotach.

Można więc powiedzieć, że chodzi tutaj o utopijną ideę świata, w którym postaci stworzone przez człowieka funkcjonują na takich samych zasadach, co ludzie… Wróćmy jednak na chwilę do techniki, jaką posługuje się Szulc.

Akwarele Marty Szulc są bardzo dopracowane, szczegółowe, co chyba wynika z precyzji koniecznej w pracy z miedziorytem i rzeczywiście stało się charakterystyczne dla sposobu malowania tej artystki. Akwarela zwykle kojarzy się z różnego rodzaju pejzażami, rozlanymi plamami koloru. Tutaj tego nie ma. Jest za to świetne wyczucie barwy i formy. Na wystawie znajdziemy także duży obraz akrylowy, bodajże pierwszy, jaki Szulc namalowała od lat. Jako artystka posługująca się miedziorytem czy akwarelą, pracowała głównie w obrębie małych formatów. Również te prezentowane w Galerii Foksal są niewielkie.

Zastanawia mnie jeszcze relacja między tekstem a obrazem. Nieodzownym elementem każdej prezentowanej pracy jest cytat z filmu. Czy tego typu zapożyczenia stanowią stały element prac Szulc?

Nie, Szulc nie posługiwała się wcześniej tego rodzaju bezpośrednim, tekstowym cytatem. Jest to jedynie element cyklu pokazywanego na wystawie, niezbędny, aby móc odnieść się do konkretnych treści, które uzmysławiają nam różne dylematy związane z rozwojem sztucznej inteligencji. W Galerii Foksal znajdziemy portrety bohaterów pozytywnych, ale nie brakuje także przykładów bezdusznych robotów – używam tego sformułowania celowo. Za przykład może posłużyć David z dwóch ostatnich filmów Ridleya Scotta z serii „Obcy”. Stawia on siebie w roli stwórcy. Uznaje, że należy unicestwić słabą rasę ludzką i zawładnąć światem, tworząc istotę według niego doskonałą. Pyta z naiwnym zdziwieniem: „Czyż nie każdy chciałby zobaczyć swoich rodziców martwych?”. Na przeciwnym biegunie znajduje się Roy Batty z „Łowcy androidów”, także Ridleya Scotta, który pod koniec filmu pokazuje swoje bardzo ludzkie oblicze. Każda z tych postaci – obojętnie, czy egoistyczna, czy altruistyczna – odzwierciedla cząstkę nas samych.

 

Marta Szulc, „Nie szukamy nikogo oprócz ludzi”
kuratorka: Katarzyna Krysiak
Warszawa, Galeria Foksal
15.09 – 10.11.2017

Tytuł rozmowy pochodzi z pracy Marty Szulc, „Frankenstein / Black mirror”.

Polski mecenas bitników
16 października 2018

Polski mecenas bitników

Klub otwarty w 1964 roku przez polskiego imigranta był przez kilka lat prawdziwą mekką nowojorskiego środowiska artystycznego. Mimo to pozostawał białą plamą w życiorysie amerykańskiej Polonii...

Epika, liryka, dramat
12 października 2018

Epika, liryka, dramat

„Kamerdyner” to film ze wszech miar epicki: rozciągnięty na lata, łapiący wielką historię, nakręcony z ogromnych realizatorskim rozmachem. Ale jest w nim również wiele z intymnego liryzmu...