alt

Hipisi w czasach normalizacji

Czechosłowacka normalizacja po stłumieniu praskiej wiosny. Rząd Gustáva Husáka brutalnie i konsekwentnie tłumi wszystkie przejawy niezależnego życia intelektualnego, kulturalnego i politycznego. W zamian oferuje przaśną wersję dobrobytu: mieszkanie w bloku, skoda lub trabant i piwo. Ceną za spokój jest kompromis i zgoda na wszechwładzę partii i milicji, gotowość do współpracy w razie potrzeby donosu lub wygłoszenia poddańczego oświadczenia. Znamy już taką Czechosłowację z kart powieści Milana Kundery. Jednak wszystko to, z czym zetknęliśmy się w książkach autora „Żartu” blednie w porównaniu z powieścią Jana Pelca. Tu nie ma miejsca na intelektualne kokieterie i filozoficzne eskapady, to książka do bólu brutalna i bezkompromisowa. Bliżej jej do prozy Charlesa Bukowskiego czy Henry’ego Millera niż do ciepłych opowiadań Hrabala.

Wydana w 1985 roku powieść „...będzie gorzej” wywołała burzę w kręgach czeskich emigrantów i opozycjonistów. Autor został oskarżony o brak patriotyzmu i pornografię. Rzeczywiście obraz świata, jaki wyłania się z powieści Pelca, jest całkowicie nihilistyczny, anarchiczny i pozornie bezideowy. To obraz społeczeństw krajów bloku wschodniego (w książce pojawiają się też epizodycznie Polacy, Rumuni czy Albańczycy) po katastrofie roku 1968, która nie pozostawiała żadnych złudzeń co do tego, że wartości, których pełno jest w gazetach i na ustach rządzących, to tylko pełna hipokryzji magma przesłaniająca całkowite upodlenie i skundlenie elit politycznych. Może być tylko gorzej. Tym bardziej, że frontem walki jest nie tylko podział na władzę i spacyfikowane społeczeństwo. Ten podział na rządzących i rządzonych przebiega także w domu. Rodzice, przestraszeni i złamani tak samo jak rząd Czechosłowacji, próbują spacyfikować i „znormalizować” swoje dzieci. Ideałem tego systemu byli ludzie pozbawieni wyobraźni i marzeń, ludzie zadowoleni z przeciętności. Jak opisuje Pelc: „Rodzimy się w tym zasranym kraju ze srajacych ze strachu ludzi po to, żebyśmy sami, zanim nauczymy się chodzić, też srali ze strachu”.

Bohatera powieści Pelca poznajemy właśnie w sytuacji domowej, konflikt pokoleń, podszyta wiecznym strachem opresja sztywnej rodzicielskiej hipokryzji doprowadzają do buntu. Olin (to z jego punktu widzenia obserwujemy bieg wydarzeń) obdarzony jest szczególną wrażliwością, która nie pozwala mu podjąć gry narzuconej przez reżim Husáka. Szybko odnajduje podobnych sobie odszczepieńców i tylko ich obecność trzyma go przy życiu. Choć zapewne Vaclav Havel nie tak wyobrażał sobie „siłę bezsilnych”, bohater powieści właśnie taką siłę reprezentuje swoją postawą życiową. Jest to siła naiwnego buntu i sprzeciwu, fizjologicznej niemożliwości dołączenia do skorumpowanego społeczeństwa, które tylko udaje, że żyje. To odmowa w podłej wersji handlu wymiennego, jaki władza prowadzi ze swoimi poddanymi. Jest to siła, która rodzi się w bezradności, siła przyjmowania kolejnych ciosów, wyroków, siła podnoszenia się z błota. Paradoksalnie ten niemoralny wyrzutek społeczny, którym stał się Olin, ma w sobie więcej moralności i godności niż wszyscy tak zwani porządni ludzie, którzy mijają go na ulicy i po których dopala pety. Jednocześnie, co zadziwiające, Olin zachowuje nadzwyczaj trzeźwy i racjonalny zmysł obserwacji. Potrafi podziwiać bohaterstwo i poświęcenie, ale jego wyostrzone zmysły bezbłędnie ostrzegają go przed każdą demagogią religijną czy patriotyczną. W jego przypadku (co, jak wiemy, niestety nie było regułą) rodzima wersja komunizmu okazała się szczepionką uodparniającą na wszelkie przejawy ideologicznego i religijnego manipulowania innymi ludźmi. Wydaje się, że Olin jest szaleńcem, ale jego postawa okazuje się całkowicie racjonalna w kraju, w którym tylko idiota albo wariat może udawać, że da się żyć normalnie. Wszędzie towarzyszy mu nieodłączny notes, w którym zapisuje swoje obserwacje i to, co zobaczył podczas narkotycznych i alkoholowych odjazdów. Swoją drogą, dziwne, że w wydanej przez Kamila Sipowicza „Encyklopedii polskiej psychodelii” nie znalazła się ani jedna wzmianka o tej powieści, która jest portretem psychodelicznej kontrkultury naszych południowych sąsiadów. Można się domyślać, że Olin stanowi do pewnego stopnia alter ego autora, który tak samo jak jego bohater włóczył sie z hipisami, chodził na zakazane rockowe koncerty i uczył się ślusarstwa.

To powieść niezwykła, która niesie czytelnika jak w narkotycznym śnie przez sceny pijaństwa i upodlenia, seksualnych orgii, bólu i strachu, rozkoszy i zapomnienia. Pokazuje nie tylko Czechosłowację – z niezwykłym realizmem opisuje też obozy dla uchodźców w Austrii i we Włoszech, które są czyśćcem dla ludzi zakażonych komunizmem. Ta książka pokazuje życie jako brudną i odrażającą wegetację, jej bohaterowie to margines marginesu społecznego; pełzają po samym dnie, zmuszeni do robienia rzeczy najbardziej rozpaczliwych i często najpodlejszych. A jednak mimo wszystko powieść Pelca porywa bezkompromisowym, precyzyjnym, dosadnym i brutalnym językiem. (Trzeba tu przy okazji złożyć hołd genialnemu tłumaczeniu Jana Stachowskiego.) Pelc nie nudzi, nie moralizuje, pokazuje tylko to, co niezbędne, a i tak oszałamia trójwymiarowością opisanego świata. „...będzie gorzej” wciąga tak, że nie można się od niej oderwać chyba dlatego, iż rzadko zdarza się autor, który jest w stanie wywołać wrażenie obcowania ze światem, który nie jest wykreowaną fikcją literacką, lecz realnym, niezapośredniczonym bytem, przedstawionym bez żadnej upiększającej osłony. Można się zastanawiać, na czym jeszcze polega siła tej powieści, która jest fascynującą lekturą także w czasach, kiedy Czechosłowacka Republika Socjalistyczna i cały Układ Warszawski wylądowały na śmietniku historii. To powieść o młodości, o konflikcie pokoleń, o nienawiści do wszelkich form hipokryzji i zniewolenia. Można się zastanawiać, na ile przywiązana do swoich samochodów i kredytów dzisiejsza klasa średnia różni się od ludzi z czasów Gustáva Husáka. Do jakich kompromisów i podłości byliby zdolni jej reprezentanci, gdyby ktoś przycisnął ich do muru, jakie wartości przekazują swoim dzieciom, czy aby dzisiaj także nie „srają ze strachu” i czy nie zdziwi ich to, że hodowane przez nich potomstwo nie będzie chciało dzielić ich losu?
Jan Pelc, „...będzie gorzej”
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2014

Fot. Zdenek Tichy

Solidarni w przemijaniu
19 lutego 2020

Solidarni w przemijaniu

Jest więc „Kłamstewko” filmem o inscenizowaniu fikcji dla bardzo wymagającej publiczności, o fingowaniu rzeczywistości w specyficznych, antyhollywoodzkich warunkach: w środku chińskiego kolektywu, w którym to rodzina poświęca się dla utrzymania dobrostanu jednostki, a nie – jak przyzwyczaiło nas globalne Hollywood – pojedynczy człowiek heroicznie wykuwa dobrostan własnego stada...

Małe ojczyzny, małe marzenia
18 lutego 2020

Małe ojczyzny, małe marzenia

Zachodzące w tyglu mieszanie się stało się równoznaczne z asymilacją, niezbędną dla realizacji amerykańskiego snu. W jaki sposób się on ziszcza, zależy od poszczególnego mieszkańca Stanów Zjednoczonych, co pokazuje serialowa antologia „Little America” […]...

Skandynawia wyobrażona
17 lutego 2020

Skandynawia wyobrażona

Książka Springera warsztatowo przypomina zatem bardziej fiction niż non fiction, a narracyjnie zdaje się bliska nordic noir – nurtowi literatury skandynawskiej sprzeciwiającej się powszechnie panującemu hygge, ukazującemu pęknięcia i ciemniejsze strony „najlepszych krajów na świecie”...